Krzysztof Masiuk
Już za kilka tygodni młodzi pływacy MKS Park Wodny Tarnowskie Góry staną przed największym wyzwaniem w historii klubu – sztafetowym przepłynięciem Balatonu na dystansie około 77 kilometrów. Jednak dla Tomasza Pąchalskiego, pomysłodawcy projektu „Tarnowskie Góry płyną…”, najważniejszy nie jest sam dystans. Liczy się droga, jaką przechodzą młodzi ludzie, ucząc się odpowiedzialności, współpracy i odwagi. W rozmowie ze SwimmPL.com opowiada o kulisach organizacji historycznej wyprawy, inspiracjach, współpracy z Miastem Tarnowskie Góry oraz o tym, dlaczego największym zwycięstwem nie zawsze jest dopłynięcie do mety.
Balaton to nie przypadek
Krzysztof Masiuk: Po przepłynięciu mazurskich jezior, Kanału La Manche i Jeziora Garda wielu zastanawiało się, co będzie kolejnym wyzwaniem. Dlaczego wybór padł właśnie na Balaton?
Tomasz Pąchalski: Balaton jest jeziorem, które wielu pływaków uznaje za miejsce wyjątkowe pod względem możliwości uprawiania pływania na wodach otwartych. Warto przypomnieć, że odbywały się tam zarówno zawody Pucharu Europy, jak i Pucharu Świata, a imprezy te przynosiły sukcesy również polskim pływakom open water, takim jak Mateusz Sawrymowicz czy Natalia Charlos.
Z drugiej strony uznaliśmy, że właśnie tutaj warto podjąć próbę przepłynięcia całego, liczącego około 77 kilometrów jeziora. Z naszej wiedzy wynika, że żadna polska sztafeta nie dokonała jeszcze takiego wyczynu, co stanowi dla nas dodatkową motywację i sportowe wyzwanie.
Krzysztof Masiuk: Kiedy po raz pierwszy narodził się pomysł przepłynięcia całego Balatonu i co było jego inspiracją?
Tomasz Pąchalski: Pomysł narodził się… w głowie mojej partnerki Asi. W domu praktycznie cały czas rozmawiamy o pływaniu – to nasz podstawowy temat. Asia z biegiem lat zdobyła ogromną wiedzę i dziś potrafi bardzo merytorycznie dyskutować o maratonach pływackich oraz argumentować wybór konkretnych przedsięwzięć.
Bardzo to sobie cenię, ponieważ mam świetnego partnera do rozmowy i analizy. Wspólnie zastanawiamy się nie tylko nad tym, co jest atrakcyjne sportowo, ale przede wszystkim nad tym, co jest możliwe do zrealizowania pod względem organizacyjnym, logistycznym i finansowym.

Krzysztof Masiuk: Balaton liczy około 77 kilometrów długości. Co sprawia, że właśnie ten akwen jest tak wyjątkowym wyzwaniem dla pływaków długodystansowych?
Tomasz Pąchalski: Jak już wspomniałem, na Balatonie rywalizowali najlepsi pływacy świata. W historii tego jeziora znajdują się również sztafetowe przepłynięcia wykonane przez Węgrów, dla których pływanie jest sportem narodowym.
Sam dystans 77 kilometrów stanowi ogromne wyzwanie. Szacujemy, że nasza sztafeta będzie płynęła około dwudziestu godzin. Choć temperatura wody jest wyższa niż podczas naszych poprzednich wypraw, nie oznacza to, że będzie łatwiej. Balaton potrafi być bardzo wymagający. Silne wiatry i gwałtowne zmiany pogody sprawiają, że trzeba podchodzić do tego akwenu z ogromnym szacunkiem.
Krzysztof Masiuk: Czy przed podjęciem decyzji analizowaliście historię wcześniejszych przepłynięć Balatonu i dokonania takich zawodników jak Attila Mányoki?
Tomasz Pąchalski: Oczywiście. Wybierając kolejne wyzwanie, zawsze patrzymy nie tylko na aspekt sportowy, ale również na kwestie organizacyjne, logistyczne i finansowe.
W tym roku udało nam się połączyć wyprawę z obozem treningowym realizowanym w Słowenii, co miało duże znaczenie przy podejmowaniu decyzji.
Attilę Mányokiego poznaliśmy już na początku przygotowań. Zawsze staram się nawiązać kontakt z osobami, które wcześniej realizowały podobne przedsięwzięcia. Ich doświadczenie jest dla nas bezcenne. Możliwość zadania pytań i poznania praktycznych rozwiązań często pozwala uniknąć wielu błędów.

Krzysztof Masiuk: Jak wyglądały przygotowania organizacyjne do przedsięwzięcia, które wykracza daleko poza standardowe zawody open water?
Tomasz Pąchalski: Przygotowania cały czas trwają. Na dziś mamy już potwierdzoną łódź, w czym ogromnie pomagają nam rodzice naszej zawodniczki – Jola i Marek Staroń. Obecnie pracujemy nad uzyskaniem wszystkich niezbędnych pozwoleń.
Każdy kraj ma swoje procedury administracyjne, dlatego zawsze jest to duże wyzwanie. Po organizacji przeprawy przez Kanał La Manche i sztafety na jeziorze Garda jesteśmy już dobrze przygotowani do takich działań, jednak bariera językowa, zwłaszcza przy dokumentacji urzędowej, nadal stanowi spore utrudnienie.
Cały proces organizacyjny to kilka miesięcy pracy, którą najczęściej wykonujemy wieczorami i nocami, kiedy możemy spokojnie przeanalizować wszystkie szczegóły.

Krzysztof Masiuk: Jak będzie wyglądała sama sztafeta? Ilu zawodników weźmie udział i według jakich zasad będą zmieniać się w wodzie?
Tomasz Pąchalski: Nasz zespół liczy jedenaścioro zawodników. Warto podkreślić, że tegoroczna sztafeta jest… kobietą. Aż osiem spośród jedenastu uczestników stanowią dziewczęta trenujące w naszym klubie.
Będziemy płynęli według zasad sprawdzonych podczas poprzednich wypraw. W wodzie zawsze znajduje się jeden zawodnik oraz trener płynący obok niego na desce SUP. Zawodnicy startują w strojach i czepkach, a dodatkowo mają przypięte do pasa bojki asekuracyjne.
Długość zmian oraz pokonywane odcinki będziemy jeszcze analizować bezpośrednio przed startem, kiedy ocenimy aktualną dyspozycję całego zespołu.
Krzysztof Masiuk: Jakie kryteria zdecydowały o wyborze uczestników tej wyjątkowej wyprawy?
Tomasz Pąchalski: Kryteria są właściwie niezmienne od lat. Najważniejsze jest zaangażowanie w codzienny proces treningowy. Bierzemy również pod uwagę aktywność w sezonie open water, zdobyte doświadczenie oraz postawę sportową.
Dla nas liczy się nie tylko poziom sportowy, ale również kultura osobista, odpowiedzialność i umiejętność współpracy z innymi.
Gdybym miał sprowadzić nasze kryteria do kilku słów, powiedziałbym, że promujemy pracowitość, zaangażowanie, wolę walki oraz szacunek do drugiego człowieka.
Krzysztof Masiuk: Czy w składzie znajdują się zarówno doświadczeni pływacy, jak i młodzi zawodnicy MKS Park Wodny Tarnowskie Góry?
Tomasz Pąchalski: Tak i właśnie na tym nam zależy. Nie chcemy, aby w sztafecie co roku płynęły wyłącznie te same osoby. Część składu się powtarza, ale każdego roku pojawiają się również nowi zawodnicy, którzy swoją pracą zasłużyli na miejsce w zespole.
Można powiedzieć, że udział w sztafecie jest zwieńczeniem całego sezonu. To forma wyróżnienia, podsumowania i świętowania efektów wielomiesięcznej pracy.
W tym roku większość zawodników ma już za sobą Mazury, Kanał La Manche lub Gardę. Mamy jednak również cztery nowe dziewczyny z rocznika 2013. To dla mnie wyjątkowy moment, bo pamiętam je jeszcze z czasów, gdy uczyłem je stawiać pierwsze kroki w wodzie. Dziś spotykamy się ponownie, ale już przy realizacji jednego z największych projektów w historii naszego klubu.

Sztafeta wychowuje bardziej niż medale
Krzysztof Masiuk: Jak wygląda współpraca z władzami Węgier oraz służbami odpowiedzialnymi za bezpieczeństwo na Balatonie?
Tomasz Pąchalski: Powiedziałbym, że jesteśmy cały czas w procesie. Bardzo się cieszę, że na bieżąco otrzymuję odpowiedzi na zadawane pytania. Dość szybko, dzięki znajomemu trenerowi reprezentacji Węgier w pływaniu na wodach otwartych, otrzymałem również kontakt do Attili Mányokiego.
Ogromnie cenna jest także pomoc pani Magdy Major, mamy Erika, która wspiera nas w kontaktach dzięki znajomości języka węgierskiego. Na ten moment współpracę z węgierskimi partnerami oceniam bardzo dobrze i jestem przekonany, że wspólnie dopniemy wszystkie formalności.
Krzysztof Masiuk: Jakie zagrożenia mogą pojawić się podczas przepłynięcia tak długiego dystansu?
Tomasz Pąchalski: Najbardziej obawiam się zmian pogody. Z analiz, które prowadzimy, wynika, że na Balatonie mogą one nastąpić bardzo gwałtownie i właśnie to najbardziej spędza mi sen z powiek.
Drugim ważnym elementem będzie odpowiednie nawodnienie zawodników oraz utrzymanie właściwej termiki organizmu. Spodziewamy się wysokiej temperatury zarówno powietrza, jak i wody, dlatego ten aspekt będzie wymagał szczególnej uwagi.

Krzysztof Masiuk: Który element będzie najtrudniejszy – zmęczenie, nocne pływanie, pogoda czy logistyka?
Tomasz Pąchalski: Pogody nie jesteśmy w stanie kontrolować, dlatego pozostaje nam jedynie dobrze się przygotować i reagować na sytuację.
Spośród elementów, na które mamy wpływ, największym wyzwaniem będzie zmęczenie. Nocne pływanie oczywiście również stanowi pewną trudność, ale nasi zawodnicy są do tego przygotowani. Trenują między innymi w Sztolni Czarnego Pstrąga, gdzie mają możliwość pływania praktycznie bez światła, więc takie warunki nie będą dla nich czymś nowym.
Jeśli chodzi o logistykę, tutaj jestem spokojny. Dzięki doświadczeniom z poprzednich wypraw oraz współpracy z partnerami mamy ten element naprawdę dobrze dopracowany.
Krzysztof Masiuk: Jak będzie wyglądało zabezpieczenie medyczne i techniczne całej wyprawy?
Tomasz Pąchalski: To są kwestie, które właśnie finalizujemy. Na pewno będziemy mieli ratowników odpowiedzialnych zarówno za bezpieczeństwo medyczne, jak i wodne.
Do dyspozycji będziemy mieli dużą łódź, na której będzie przebywała cała reprezentacja. Dodatkowo trenerzy będą zmieniać się na deskach SUP, dzięki czemu przy każdym zawodniku przez cały czas będzie znajdowała się osoba asekurująca.
Bezpieczeństwo naszych zawodników jest absolutnym priorytetem.

Krzysztof Masiuk: Czy każdy uczestnik przechodził specjalne przygotowania do startu w takim projekcie?
Tomasz Pąchalski: Oczywiście. Sam proces kwalifikacji sprawia, że do sztafety trafiają zawodnicy odpowiednio przygotowani.
Na co dzień trenują w klubie, startują w zawodach open water oraz uczestniczą w zajęciach prowadzonych w Sztolni Czarnego Pstrąga i na zalewie Nakło–Chechło.
Na tydzień przed wyprawą wyjeżdżamy jeszcze do Słowenii, gdzie będziemy trenować na otwartym basenie. Chcemy przyzwyczaić organizmy zawodników do wysokiej temperatury powietrza i wody, z jaką spotkają się na Balatonie.
Każdy element przygotowań ma przybliżyć nas do bezpiecznego zakończenia całego przedsięwzięcia.
Krzysztof Masiuk: Jak ważna w tego typu przedsięwzięciach jest praca całego zespołu – nie tylko zawodników, ale również osób zabezpieczających akcję?
Tomasz Pąchalski: To absolutny fundament sukcesu.
Kiedy mówię o zespole, mam na myśli nie tylko zawodników i trenerów, ale również rodziców, którzy angażują się w organizację całego przedsięwzięcia.
Pamiętajmy, że realizujemy projekty o charakterze ekstremalnym. Dlatego dbałość o każdy szczegół i bezpieczeństwo uczestników są dla nas najważniejsze.
Sama współpraca zawodników również odgrywa ogromną rolę. Tylko łącząc swoje umiejętności, wzajemnie się wspierając i działając jako jedna drużyna, jesteśmy w stanie dopłynąć do mety.

Krzysztof Masiuk: MKS Park Wodny Tarnowskie Góry od lat realizuje projekty wykraczające poza zwykłe szkolenie sportowe. Skąd bierze się odwaga do podejmowania tak ambitnych inicjatyw?
Tomasz Pąchalski: Podczas wczorajszej konferencji prasowej burmistrz Tarnowskich Gór, pan Arkadiusz Czech, zaproponował nam już kolejne wyzwanie. Odpowiedziałem mu jednak z uśmiechem, że nas naprawdę nie trzeba dodatkowo mobilizować. Sami mamy w sobie ogromną chęć robienia rzeczy wyjątkowych.
Nie nazwałbym tego odwagą. To raczej świadoma strategia rozwoju naszych zawodników i całego systemu szkolenia.
Pływanie jest sportem trudnym, monotonnym i wymagającym ogromnej systematyczności. Takie projekty pozwalają urozmaicić ten proces, ale przede wszystkim pokazują młodym ludziom, jak wykorzystać swoje umiejętności w najbardziej naturalnym środowisku – na otwartej wodzie.
Najważniejsze jest jednak coś innego. Chcemy uczyć ich radzenia sobie z trudnościami, podejmowania wyzwań i tego, aby nigdy się nie poddawali. W dzisiejszych czasach są to kompetencje równie ważne jak wynik sportowy.

Krzysztof Masiuk: Jaką rolę w realizacji projektu odgrywa Miasto Tarnowskie Góry?
Tomasz Pąchalski: Miasto od samego początku jest naszym partnerem i głównym sponsorem projektu „Tarnowskie Góry płyną…”.
Nasza współpraca opiera się na zaufaniu, wzajemnym wsparciu i wspólnym dążeniu do wyznaczonych celów. To właśnie te wartości stanowią fundament wszystkich naszych działań.
Chciałbym z tego miejsca serdecznie podziękować władzom miasta za zaufanie i konsekwentne wspieranie naszych inicjatyw.
Krzysztof Masiuk: Czy tego typu przedsięwzięcia mają przede wszystkim wymiar sportowy, czy również promocyjny i edukacyjny?
Tomasz Pąchalski: Powiedziałbym, że sam aspekt sportowy jest tylko częścią całego przedsięwzięcia.
Najważniejszy jest wymiar edukacyjny i społeczny. Obserwowanie, jak zmieniają się młodzi ludzie dzięki udziałowi w takich projektach, daje ogromną satysfakcję.
Oczywiście ważna jest również promocja. W dzisiejszych czasach trzeba świadomie budować markę, bo to ona później przekłada się na zaufanie rodziców i decyzje o wyborze klubu czy zachęceniu dzieci do aktywności fizycznej.
Jestem przekonany, że korzyści płynące z realizacji tego projektu są zdecydowanie większe niż same 77 kilometrów, które zamierzamy pokonać na Balatonie.

Największym sukcesem jest człowiek
Krzysztof Masiuk: Jakie wartości chcecie przekazać młodym zawodnikom poprzez udział w tak niezwykłym wyzwaniu?
Tomasz Pąchalski: W dużej mierze już o tym wspominaliśmy. Fundamentami naszej sztafety są zaangażowanie, pracowitość, gotowość do podejmowania trudnych wyzwań oraz dążenie do celów, które z perspektywy młodego człowieka wydają się bardzo odległe.
Chcemy pokazać naszym zawodnikom, że rzeczy naprawdę wartościowe nie leżą na przysłowiowej sklepowej półce. Na ich osiągnięcie trzeba ciężko pracować, przejść długą drogę i nie poddawać się mimo pojawiających się trudności. To właśnie ta lekcja zostaje z człowiekiem na całe życie.
Krzysztof Masiuk: Czego nauczyły Pana wcześniejsze projekty – Mazury, Kanał La Manche i Jezioro Garda – co może okazać się kluczowe podczas Balatonu?
Tomasz Pąchalski: Wszystkie wcześniejsze przeprawy utwierdziły mnie w przekonaniu, że choć za danym projektem stoi konkretna osoba, to jego powodzenie zawsze zależy od całego zespołu.
Najważniejsi są ludzie, z którymi współpracuję. To osoby, które potrafią nie tylko bez wahania zaangażować się w projekt, ale również otwarcie mówić o swoich potrzebach, pomysłach i uwagach. Dzięki temu wspólnie podejmujemy najlepsze decyzje.
Mówi się, że sukces ma wielu ojców i w przypadku tarnogórskiego pływania dokładnie tak jest. To efekt pracy wielu osób, które od lat wspólnie budują ten projekt.

Krzysztof Masiuk: Czy uważa Pan Balaton za najtrudniejsze wyzwanie w swojej dotychczasowej działalności?
Tomasz Pąchalski: Bez wątpienia najtrudniejszą przeprawą w historii naszych maratonów był Kanał La Manche. To było spotkanie z prawdziwą potęgą natury.
Nie oznacza to jednak, że Balaton będzie łatwy. Każdy akwen ma swoją specyfikę, własną historię i inne zagrożenia. O końcowym sukcesie decyduje nie tylko samo jezioro, ale również aktualna dyspozycja zawodników oraz to, co wydarzy się już w trakcie przeprawy.
Już dziś zakładam, że będzie to jedna z najtrudniejszych wypraw, jakie do tej pory realizowaliśmy. Zadecyduje o tym przede wszystkim długość trasy oraz niemal dwadzieścia godzin spędzonych na wodzie.
Krzysztof Masiuk: Co będzie oznaczało sukces? Samo ukończenie sztafety, osiągnięcie określonego czasu czy może coś zupełnie innego?
Tomasz Pąchalski: Sukcesem będzie przede wszystkim bezpieczne ukończenie sztafety przez cały zespół.
Osiągnięty czas będzie jedynie konsekwencją dobrze wykonanej pracy i decyzji podejmowanych po drodze. Dokładnie tak samo jest podczas zawodów pływackich na basenie.
Za sukces uważam również sam fakt, że realizujemy ten projekt już po raz piąty. Mimo że skład zawodników się zmienia, a historia naszych maratonów trwa już ponad sześć lat, wciąż robimy to z taką samą pasją i w oparciu o te same wartości, które przyświecały nam od samego początku.

Krzysztof Masiuk: Jak reagują zawodnicy, gdy słyszą, że mają przepłynąć najdłuższe jezioro Europy Środkowej?
Tomasz Pąchalski: Dla naszych zawodników udział w sztafecie jest czymś, do czego dążą przez wiele lat treningów.
Doskonale wiedzą, że jest to okazja, by pokazać się nie tylko na arenie ogólnopolskiej, ale czasem również międzynarodowej. Jednocześnie mają świadomość, że dokonują czegoś wyjątkowego, czego nie osiągnęliby samodzielnie. Jest to możliwe wyłącznie dzięki współpracy całego zespołu.
Najbardziej cieszy mnie jednak ogromne zaangażowanie najmłodszych uczestników tegorocznej wyprawy. To dla mnie najlepszy dowód na to, że te projekty mają sens i że młodzi ludzie naprawdę chcą być ich częścią.
Krzysztof Masiuk: Czy marzy się Panu, aby takie projekty na stałe wpisały się w historię polskiego pływania na wodach otwartych?
Tomasz Pąchalski: Ten projekt jest efektem połączenia wielu elementów – zaangażowania, odwagi i chęci realizowania rzeczy wyjątkowych.
Powstał również dzięki zaufaniu ludzi, którzy wiele lat temu dali mi szansę rozwoju w pływaniu na wodach otwartych, oraz dzięki wsparciu osób, które dziś pomagają nam organizować kolejne przedsięwzięcia.
Myślę, że projekt „Tarnowskie Góry płyną…” już dziś zapisał się w historii polskiego open water. Jednocześnie wierzę, że wszystkie działania podejmowane przez środowisko pływania długodystansowego w Polsce pokazują, iż ta dyscyplina nie jest dodatkiem do pływania. Wręcz przeciwnie – stanowi jego fundament i doskonałą bazę do budowania długiej kariery sportowej.

Kolejne wyzwania
Krzysztof Masiuk: Czy już dziś w głowie pojawiają się kolejne pomysły na następne wielkie wyzwania, czy na razie wszystkie myśli koncentrują się wyłącznie na Balatonie?
Tomasz Pąchalski: Ktoś kiedyś powiedział, że jeśli robi się coś dobrze, to zawsze ma się dużo pracy. Mój kalendarz jest dziś wypełniony praktycznie do ostatniej wolnej chwili, dlatego skupiam się przede wszystkim na realizacji projektów, które są przed nami.
Na kolejne pomysły przyjdzie jeszcze czas. Najpierw chcemy dobrze wykonać to, nad czym obecnie pracujemy. Dopiero później będziemy zastanawiać się nad następnymi wyzwaniami.
Krzysztof Masiuk: Gdyby miał Pan jednym zdaniem zachęcić kibiców do śledzenia tej wyprawy, co chciałby Pan im powiedzieć?
Tomasz Pąchalski: Każda działalność podejmowana przez człowieka ma swoje Himalaje. Każdy z nas ma własne szczyty, które z początku wydają się odległe, niedostępne, dzikie, ale jednocześnie niezwykle piękne.
Zapraszam Państwa do śledzenia przygody pływaków z Tarnowskich Gór. Będzie ona pełna sportowych emocji, ale przede wszystkim pokaże przemianę młodych ludzi, ich współpracę, wzajemne wsparcie i konsekwentne dążenie do celu, który na starcie wydaje się niemal niemożliwy do osiągnięcia.
Odwołując się do literatury, powiedziałbym, że będzie to lektura, która nie należy do najłatwiejszych ani najkrótszych. Jestem jednak przekonany, że warto ją przeczytać do końca, ponieważ wartości, które z niej wyniesiemy, pozostaną z nami na całe życie.
Do zobaczenia na pływackim szlaku!
Krzysztof Masiuk: Dziękuję za rozmowę i do zobaczenia na pływackim szlaku!

Od redakcji SwimmPL.com
Balaton będzie piątą wielką wyprawą realizowaną w ramach projektu „Tarnowskie Góry płyną…”. Po Zatoce Gdańskiej, mazurskich jeziorach, Kanale La Manche i Jeziorze Garda młodzi zawodnicy MKS Park Wodny Tarnowskie Góry podejmą próbę przepłynięcia największego jeziora Europy Środkowej na dystansie około 77 kilometrów.
Będzie to nie tylko pierwsza polska sztafeta, która zmierzy się z takim wyzwaniem, ale również próba poprowadzona trasą, którą w 2008 roku w rekordowym czasie 25 godzin i 32 minut pokonał wybitny węgierski maratończyk Attila Mányoki.
Dla Tomasza Pąchalskiego i jego zespołu nie jest to jednak wyłącznie sportowy projekt. To przede wszystkim kolejna lekcja odwagi, odpowiedzialności i współpracy, która – jak pokazują poprzednie wyprawy – pozostaje z młodymi ludźmi na całe życie.

Redakcja SwimmPL.com będzie towarzyszyć tarnogórskiej drużynie podczas przygotowań do Balatonu. W najbliższych tygodniach opublikujemy także rozmowę z rekordzistą tej trasy Attilą Mányokim, który już odpowiedział na nasze zaproszenie do wywiadu i – po zakończeniu swojej wyprawy przez Jezioro Ontario – podzieli się z czytelnikami doświadczeniami z historycznego przepłynięcia Balatonu oraz przekaże swoje rady polskiej sztafecie. Już dziś zapraszamy do śledzenia kolejnych materiałów poświęconych temu wyjątkowemu przedsięwzięciu. Jedno jest pewne – 24 i 25 sierpnia oczy całego polskiego środowiska pływania na wodach otwartych będą zwrócone na Balaton.
Zdjęcia: MKS Park Wodny Tarnowskie Góry, UM Tarnowskie Góry, Weronika Morciszek












Dodaj komentarz