ALAN OGORZAŁEK: „W LOS ANGELES NIE CHCĘ JUŻ TYLKO BYĆ. CHCĘ WALCZYĆ O MEDAL” !

Podziel się tym:

Marta Witecka

Od rehabilitacji do dwóch igrzysk paralimpijskich. Alan Ogorzałek o drodze do światowej czołówki, medalach w Kocaeli i marzeniu o Los Angeles 2028

Alan Ogorzałek ma dopiero 23 lata, a za sobą już dwie edycje igrzysk paralimpijskich, medal mistrzostw świata, medale mistrzostw Europy i rekord Europy. Reprezentant Polski w parapływaniu startuje w klasach S10, SB9 i SM10, a jego sportową specjalnością przez lata było 400 m stylem dowolnym. To właśnie na tym dystansie zdobył brąz mistrzostw świata w Manchesterze w 2023 roku oraz swój pierwszy medal mistrzostw Europy – brąz w Funchal w 2021 roku. W 2023 roku w Berlinie ustanowił również rekord Europy na 400 m stylem zmiennym – 4:59.66.

Jego droga do wyczynowego sportu rozpoczęła się jednak zupełnie inaczej. Basen początkowo był dla niego elementem rehabilitacji. Z czasem terapia zmieniła się w pasję, a pasja – w sport na najwyższym poziomie. Już jako nastolatek trafił do reprezentacji Polski, a następnie wystąpił na igrzyskach paralimpijskich w Tokio i Paryżu. W obu przypadkach na 200 m stylem zmiennym zajmował szóste miejsce.

We wrześniu 2026 roku w Kocaeli Ogorzałek po raz kolejny potwierdził przynależność do europejskiej czołówki. Zdobył srebrny medal mistrzostw Europy na 400 m stylem dowolnym, osiągając 4:16.07, a ostatniego dnia zawodów dołożył brąz na 100 m dowolnym S10 z wynikiem 55.29. Sam podsumował później, że plan na mistrzostwa wykonał „w 110 procentach”.

W jego dorobku wciąż brakuje jednak jednego krążka – medalu igrzysk paralimpijskich. Po Tokio i Paryżu kolejnym celem jest Los Angeles 2028.

O początkach w rehabilitacji, przejściu do parapływania, pierwszych mistrzostwach świata, dwóch igrzyskach, rywalizacji z Basem Takkenem, medalach z Kocaeli, przygodzie z wodami otwartymi i marzeniu o podium w Los Angeles z Alanem Ogorzałkiem rozmawia Marta Witecka.

OD REHABILITACJI DO SPORTU WYCZYNOWEGO

Marta Witecka: Alan, Twoja historia z wodą zaczęła się właściwie od urodzenia – początkowo basen był elementem rehabilitacji. Pamiętasz moment, w którym woda przestała być dla Ciebie rehabilitacją, a zaczęła być sportem i czymś, co naprawdę chcesz robić?

Alan Ogorzałek: Tak, dobrze pamiętam ten moment. Na początku woda była dla mnie przede wszystkim formą rehabilitacji i czymś, co miało pomóc mi wrócić do sprawności. Z czasem zauważyłem, że coraz bardziej czekam na treningi i że nie traktuję ich już tylko jako obowiązku. Pojawiła się satysfakcja z pokonywania kolejnych barier, poprawiania swoich wyników i przede wszystkim radość z samego pływania. Wtedy zrozumiałem, że woda przestała być tylko częścią rehabilitacji – stała się sportem, który naprawdę chcę uprawiać i rozwijać się w nim. Wówczas przystąpiłem do egzaminów do klasy pływackiej Szkoły Podstawowej nr 76 i 72. Były i są to dwa różne kluby – WKS Śląsk Wrocław i MKS Juvenia Wrocław.

Marta Witecka: Jako dziecko próbowałeś bardzo różnych dyscyplin: capoeiry, tenisa, piłki nożnej, siatkówki, koszykówki, tenisa stołowego, a nawet szachów. Dlaczego spośród tylu możliwości wygrało właśnie pływanie?

Alan Ogorzałek: Myślę, że właśnie różnorodność tych doświadczeń sprawiła, że pływanie ostatecznie wygrało. Generalnie lubiłem i lubię wszelkiego rodzaju aktywności sportowe i kiedy tylko mogę, dla przyjemności biorę udział w różnych aktywnościach fizycznych, a w szachy gram nadal, chociaż w innej formule. Polubiłem rywalizację z samym sobą, poprawianie wyników i pokonywanie własnych ograniczeń. W wodzie po prostu czuję, że jestem na swoim miejscu i dlatego to właśnie pływanie zostało ze mną na dłużej.

Marta Witecka: W czwartej klasie dostałeś się do klasy pływacko-tenisowej w SP nr 72 we Wrocławiu i zostałeś zawodnikiem Juvenii. Czy już wtedy byłeś bardzo ambitnym zawodnikiem, czy marzenia o wielkim sporcie przyszły później?

Alan Ogorzałek: Wtedy byłem już ambitny, ale chyba jeszcze nie do końca zdawałem sobie sprawę, dokąd może mnie to zaprowadzić. Na początku przede wszystkim cieszyłem się z tego, że mogę trenować, rywalizować. Z czasem ambicja zaczęła rosnąć razem ze mną. Pojawiły się pierwsze cele, lepsze wyniki i myśl, że może kiedyś uda się osiągnąć coś naprawdę dużego. Marzenia o wielkim sporcie przyszły więc trochę później, kiedy zobaczyłem, że ciężka praca rzeczywiście może przełożyć się na wyniki.

Marta Witecka: W jaki sposób przejście z pływania osób pełnosprawnych do parapływania wpłynęło na Twoją karierę? Czy pamiętasz swoje pierwsze zetknięcie ze sportem paralimpijskim?

Alan Ogorzałek: Tu trzeba byłoby zacząć od tego, że podczas zawodów pływackich, w których brałem udział, kilkukrotnie otrzymywałem propozycję przejścia do parapływania. Nie chciałem jednak rezygnować z treningów w moim macierzystym klubie, w którym miałem już swój pływacki team. Kiedy okazało się, że wcale nie muszę rezygnować z obecnego klubu i mogę tam trenować nadal, przyjąłem zaproszenie na Letnie Mistrzostwa Polski w Pływaniu Osób z Niepełnosprawnościami. Było to w 2018 roku i otrzymałem wówczas klasę startową S10. Trzykrotnie stawałem wtedy na podium, zdobywając trzy srebrne medale, m.in. na 400 m stylem dowolnym oraz 100 m stylem motylkowym, a w klasyfikacji generalnej najlepszych zawodników byłem trzeci. To był chyba kluczowy moment w mojej karierze pływackiej.

To przejście było dla mnie dużym momentem w karierze. Początkowo nie było łatwo, bo musiałem nauczyć się patrzeć na pływanie trochę inaczej. Z czasem jednak zobaczyłem, że parapływanie daje mi nowe możliwości rozwoju i rywalizacji. Pamiętam też swoje pierwsze zetknięcie ze sportem paralimpijskim – wtedy zobaczyłem, że osoby z różnymi niepełnosprawnościami mogą trenować na najwyższym poziomie i realizować naprawdę wielkie sportowe marzenia. To mocno na mnie wpłynęło. Zrozumiałem, że moja niepełnosprawność nie musi być ograniczeniem, a może być częścią mojej sportowej historii i motywacją do dalszej pracy.

Marta Witecka: Do reprezentacji Polski trafiłeś już w 2018 roku. Co dla 15-letniego wówczas chłopaka oznaczało pierwsze powołanie do kadry narodowej?

Alan Ogorzałek: Po Letnich Mistrzostwach Polski w 2018 roku, na których zdobyłem trzy srebrne medale, rzeczywiście trafiłem do kadry Polski. Dla 15-letniego mnie było to przede wszystkim ogromne wyróżnienie i spełnienie jednego z pierwszych większych sportowych marzeń. Z jednej strony byłem bardzo dumny, że mogę reprezentować Polskę, a z drugiej pojawiła się świadomość, że od tego momentu oczekiwania wobec mnie będą coraz większe. Było też sporo emocji, bo nagle znalazłem się wśród zawodników, których wcześniej mogłem oglądać i podziwiać. To powołanie dało mi ogromną motywację do dalszej pracy i pokazało, że ciężkie treningi naprawdę prowadzą mnie w dobrym kierunku.

PIERWSZE MISTRZOSTWA ŚWIATA I TOKIO

Marta Witecka: Rok później, jako 16-latek, byłeś już na mistrzostwach świata w Londynie i dwukrotnie znalazłeś się w finale. Nie miałeś wtedy poczucia, że wszystko dzieje się niesamowicie szybko?

Alan Ogorzałek: Z perspektywy czasu rzeczywiście można powiedzieć, że wszystko działo się bardzo szybko. Wtedy jednak skupiałem się przede wszystkim na tym, żeby wykorzystać swoją szansę i czerpać jak najwięcej z każdego startu. Miałem 16 lat, więc sam fakt, że znalazłem się na mistrzostwach świata w Londynie, był dla mnie ogromnym przeżyciem. Finały były czymś niesamowitym i jednocześnie pokazały mi, że mogę rywalizować na najwyższym poziomie. Chyba dopiero później dotarło do mnie, jak szybko potoczyła się moja kariera. Wspaniałe było też uczucie bycia reprezentantem kadry narodowej.

Marta Witecka: W Londynie przed finałem 400 m dowolnym przytrafiła Ci się kontuzja kolana. Czy właśnie takie doświadczenia uczą młodego zawodnika więcej niż łatwe zwycięstwa?

Alan Ogorzałek: Zdecydowanie. Łatwe zwycięstwa dają dużo radości i pewności siebie, ale to właśnie trudne momenty uczą najwięcej. Kontuzja kolana przed finałem w Londynie była dla mnie dużym doświadczeniem, szczególnie że miałem wtedy dopiero 16 lat. Musiałem nauczyć się radzić sobie z bólem, stresem i rozczarowaniem, a jednocześnie nie tracić wiary w siebie. To pokazało mi, że w sporcie nie zawsze wszystko idzie zgodnie z planem i że równie ważne jak przygotowanie fizyczne jest przygotowanie mentalne. Myślę, że dzięki takim sytuacjom szybciej dorasta się jako zawodnik.

Marta Witecka: Jeszcze w 2019 roku uzyskałeś minimum na igrzyska w Tokio. Pamiętasz moment, kiedy zobaczyłeś wynik na tablicy i dotarło do Ciebie, że otwierają się przed Tobą drzwi do igrzysk paralimpijskich?

Alan Ogorzałek: Tak, pamiętam ten moment bardzo dobrze. Zobaczenie wyniku na tablicy i świadomość, że mam minimum na igrzyska paralimpijskie, było czymś naprawdę wyjątkowym. Miałem wtedy zaledwie 16 lat, więc samo słowo „igrzyska” brzmiało dla mnie trochę niewiarygodnie. Z jednej strony była ogromna radość i duma, a z drugiej pojawiła się myśl: „Naprawdę mogę tam pojechać?”. To był moment, w którym poczułem, że wszystkie godziny treningów, wyrzeczenia i ciężka praca zaczynają prowadzić do czegoś naprawdę dużego.

Marta Witecka: Potem przyszła pandemia, zamknięte baseny i trening w domu, w którym pomagał Ci tata – trener. Czy był wtedy moment, kiedy bałeś się, że przygotowania do pierwszych igrzysk mogą się po prostu rozsypać?

Alan Ogorzałek: Tak, oczywiście pojawiała się taka obawa. Nagle zamknięto baseny, wszystko stanęło w miejscu i nie wiedzieliśmy, kiedy sytuacja się unormuje. Dla mnie było to szczególnie trudne, bo miałem już minimum na igrzyska i byłem nastawiony na przygotowania. Na szczęście bardzo pomagał mi tata, który jest trenerem pływania. Wspólnie staraliśmy się znaleźć sposób, żeby mimo braku dostępu do basenu pozostać aktywnym i przygotowanym. Trenowaliśmy w domu, pracowaliśmy nad siłą i ogólną sprawnością. To był trudny czas, ale nauczył mnie, że nawet kiedy nie mam wpływu na sytuację, mogę mieć wpływ na swoje podejście i przygotowanie.

Marta Witecka: W Tokio miałeś zaledwie 18 lat, a mimo to byłeś szósty na 200 m zmiennym. Co zostało Ci najmocniej w pamięci z pierwszych igrzysk – wynik, atmosfera czy świadomość, że znalazłeś się wśród najlepszych zawodników świata?

Alan Ogorzałek: Chyba najbardziej zapamiętałem świadomość, że naprawdę jestem na igrzyskach i mogę rywalizować z najlepszymi zawodnikami na świecie. Miałem wtedy 18 lat, więc samo znalezienie się w Tokio było dla mnie ogromnym przeżyciem. Oczywiście szóste miejsce bardzo mnie cieszyło, ale jeszcze ważniejsza była dla mnie cała atmosfera i doświadczenie. To był moment, w którym zobaczyłem, jak wygląda sport na najwyższym poziomie i poczułem, że chcę jeszcze ciężej pracować, żeby w przyszłości walczyć o jeszcze większe rzeczy. Najtrudniejsze jednak okazało się to, że igrzyska odbywały się bez publiczności. To było bardzo dziwne uczucie, startować w takiej ciszy i bez udziału publiczności.

OD MEDALU ME DO MEDALU MŚ

Marta Witecka: Jeszcze przed Tokio zdobyłeś w Funchal pierwszy medal mistrzostw Europy na 400 m dowolnym. Czy brąz z 2021 roku był momentem, kiedy uwierzyłeś, że możesz kiedyś zdobywać medale również na MŚ i igrzyskach?

Alan Ogorzałek: Myślę, że ten medal na pewno dał mi dużo wiary w siebie. Choć miałem już wiele medali z Pucharów Świata, to był to mój pierwszy medal mistrzostw Europy, więc poczułem, że praca, którą wykonuję na treningach, naprawdę przynosi efekty. Potraktowałem to jako sygnał, że jestem na dobrej drodze i mogę stawiać sobie coraz ambitniejsze cele. Z czasem te cele zaczęły się spełniać, ale właśnie ten pierwszy medal był dla mnie ważnym krokiem.

Należy dodać, że rok 2021 był dla mnie rewelacyjny. Choć był to okres po pandemii, w ogólnej klasyfikacji światowej wszystkich Pucharów Świata World Series zostałem najlepszym zawodnikiem na świecie wśród juniorów.

Marta Witecka: Dwa lata później w Manchesterze zdobyłeś brąz mistrzostw świata na tym samym dystansie. Co zmieniło się w Alanie Ogorzałku pomiędzy Funchal 2021 a Manchesterem 2023?

Alan Ogorzałek: Myślę, że między Funchal a Manchesterem przede wszystkim bardzo dojrzałem jako zawodnik. W 2021 roku byłem jeszcze młodym zawodnikiem, który dopiero zdobywał doświadczenie na dużych imprezach. Przez te dwa lata nauczyłem się lepiej radzić sobie z presją, wyciągać wnioski ze startów i przede wszystkim bardziej świadomie podchodzić do treningu. Jeszcze bardziej uwierzyłem, że mogę walczyć z najlepszymi. Brąz w Manchesterze był dla mnie potwierdzeniem, że zrobiłem kolejny krok i że warto dalej ciężko pracować.

Marta Witecka: 400 m dowolnym przez lata przynosi Ci największe sukcesy. Dlaczego właśnie na tym dystansie jesteś tak mocny?

Alan Ogorzałek: Myślę, że 400 metrów dowolnym po prostu najbardziej odpowiada moim możliwościom i charakterystyce pływania. To dystans, na którym ważne jest połączenie szybkości, wytrzymałości i odpowiedniego rozłożenia sił. Lubię też ten moment, kiedy trzeba znaleźć balans między mocnym początkiem a zachowaniem energii na końcówkę. Z czasem nabrałem na tym dystansie doświadczenia i coraz lepiej potrafię go rozgrywać. Myślę, że właśnie ta kombinacja predyspozycji, ciężkiej pracy i doświadczenia sprawiła, że 400 metrów stało się moją mocną stroną.

Marta Witecka: Jednocześnie jesteś bardzo wszechstronnym zawodnikiem. W Berlinie ustanowiłeś rekord Europy na 400 m zmiennym SM10. Uważasz się bardziej za specjalistę od kraula czy za pływaka kompletnego?

Alan Ogorzałek: Zdecydowanie chciałbym myśleć o sobie jako o pływaku wszechstronnym. 400 metrów dowolnym jest dystansem, który przez lata przynosił mi największe sukcesy, ale rekord Europy na 400 metrów zmiennym pokazał mi, że mam możliwości również w innych konkurencjach. Lubię trenować różnymi stylami i rozwijać się jako zawodnik, a nie skupiać się tylko na jednym dystansie. Kraulem czuję się bardzo dobrze, ale uważam, że właśnie wszechstronność daje mi większe możliwości i pozwala cały czas stawiać sobie nowe wyzwania.

PARYŻ – DRUGIE IGRZYSKA, ALE WCIĄŻ BEZ MEDALU

Marta Witecka: Do Paryża jechałeś już nie jako nastolatek zbierający doświadczenie, ale medalista mistrzostw świata i Europy. Jak bardzo różniło się Twoje nastawienie przed drugimi igrzyskami od tego z Tokio?

Alan Ogorzałek: Różnica była bardzo duża. Do Tokio jechałem jako 18-latek, dla którego same igrzyska były ogromnym przeżyciem i przede wszystkim chciałem zobaczyć, jak wygląda rywalizacja na najwyższym poziomie. Przez kolejne lata zdobyłem doświadczenie, medale mistrzostw Europy i świata, więc do Paryża jechałem już z większą świadomością własnych możliwości. Byłem spokojniejszy i bardziej pewny siebie, ale jednocześnie miałem większe ambicje. Wiedziałem, że nie jadę już tylko po doświadczenie – chcę powalczyć o jak najlepsze wyniki i wykorzystać wszystko, czego nauczyłem się przez poprzednie lata.

Marta Witecka: W Paryżu trzykrotnie pływałeś w finałach, a na 200 m zmiennym ponownie byłeś szósty. Czy po igrzyskach dominowała satysfakcja z regularności, czy raczej rozczarowanie, że medal nadal pozostaje poza zasięgiem?

Alan Ogorzałek: Myślę, że było po trochu jedno i drugie. Z jednej strony satysfakcja, bo trzy finały olimpijskie pokazują, że od kilku lat jestem w światowej czołówce i potrafię regularnie rywalizować z najlepszymi. Z drugiej strony sportowiec zawsze chce więcej, więc po szóstym miejscu na 200 metrów zmiennym pojawiło się też poczucie niedosytu. Szczególnie że medal był już naprawdę blisko. Staram się jednak patrzeć na to długofalowo – kolejne finały i starty na dużych imprezach dają mi doświadczenie, które może zaprocentować w przyszłości.

Marta Witecka: Powiedziałeś przed Paryżem: „Tylko medalu olimpijskiego brakuje mi do kolekcji”. Czy po dwóch igrzyskach to zdanie motywuje Cię jeszcze mocniej?

Alan Ogorzałek: Zdecydowanie tak. To zdanie nadal jest aktualne i chyba nawet bardziej mnie motywuje niż wcześniej. Mam już doświadczenie z dwóch igrzysk, wiem, jak wyglądają finały i rywalizacja na najwyższym poziomie, więc wiem też, że jestem w stanie walczyć z najlepszymi. Zostało mi to jedno najważniejsze osiągnięcie, którego jeszcze nie mam. Nie chcę jednak, żeby sama myśl o medalu stała się presją. Bardziej traktuję ją jako cel, który motywuje mnie do dalszej pracy, poprawiania swoich wyników i wyciągania wniosków z każdego startu.

NOWE WYZWANIA – OPEN WATER

Marta Witecka: W tym roku spróbowałeś czegoś zupełnie innego – 1,5 km w Zatoce Gdańskiej podczas IRONMAN 70.3 Gdynia. Przepłynąłeś ten dystans w 19:27 i byłeś zdecydowanie najszybszy w całej stawce. Skąd pomysł na open water?

Alan Ogorzałek: Pomysł i chęć wystartowania na open water pojawiły się trochę wcześniej, gdy wystartowałem w 2023 roku na Sardynii i zdobyłem brązowy medal. Przez lata pływałem głównie na basenie, więc chciałem sprawdzić, jak poradzę sobie w zupełnie innych warunkach – bez toru, nawrotów i znajomego środowiska. Start w Zatoce Gdańskiej potraktowałem jako fajne wyzwanie i odskocznię od klasycznych zawodów. Okazało się, że bardzo mi się to spodobało. Sam wynik oczywiście cieszy, ale przede wszystkim fajnie było zrobić coś innego i przekonać się, że również w open water mogę rywalizować na wysokim poziomie.

Poza tym wystartowałem we wspaniałym teamie, gdzie tworzyliśmy zgraną sztafetę mieszaną PKPar wraz z kolarzem Rafałem Szumcem oraz biegaczką Joanną Mazur-Dziedzic wraz z przewodnikiem Marcinem Kęsym. Wspólnie zdobyliśmy złoty medal w klasyfikacji sztafet MIX.

Marta Witecka: Sam przyznałeś, że spodobało Ci się pływanie na wodach otwartych. To była jednorazowa przygoda czy możemy kiedyś zobaczyć Alana Ogorzałka regularnie startującego poza basenem?

Alan Ogorzałek: Myślę, że na pewno nie chcę zamykać sobie tej możliwości. Start na Sardynii i w Gdyni pokazał mi, że open water może być fajną odskocznią od basenu i przede wszystkim daje zupełnie inne emocje. Start w wodach otwartych nie jest łatwy, gdyż tam trzeba liczyć się z falami, wiatrem oraz dużą grupą startujących, a zatem też wymaga opracowania strategii i przygotowania. Na ten moment basen pozostaje dla mnie priorytetem, szczególnie że mam swoje cele sportowe, ale jeśli kalendarz i przygotowania pozwolą, chętnie będę wracał do pływania na wodach otwartych. Może z czasem takich startów będzie więcej, ale na pewno nie traktuję tego jako czegoś, co musi zastąpić pływanie basenowe.

KOCAELI 2026

Marta Witecka: Do Kocaeli przyjechałeś już jako dwukrotny paralimpijczyk i jeden z najbardziej doświadczonych zawodników reprezentacji. Z jakim konkretnie celem rozpoczynałeś te mistrzostwa?

Alan Ogorzałek: Do Kocaeli na mistrzostwa Europy przyjechałem już z dużo większym doświadczeniem i świadomością tego, na co mnie stać. Dlatego moim głównym celem była walka o medal na moim koronnym dystansie 400 m stylem dowolnym i jak najlepsze wyniki w moich konkurencjach. Chciałem dobrze przełożyć na start wszystko to, co wypracowałem na treningach. Wiedziałem, że jestem bardzo dobrze przygotowany i będę walczyć o najwyższe lokaty. Ostatecznie zdobyłem srebrny medal na 400 m stylem dowolnym i brązowy medal na 100 m stylem dowolnym. Tak jak powiedziałem wcześniej, swój plan zrealizowałem w 110 procentach.

Marta Witecka: Przed finałem 400 m dowolnym zapowiadałeś, że „woda będzie się paliła”. Była to próba rozładowania napięcia czy rzeczywiście czułeś, że jesteś przygotowany na bardzo szybkie pływanie?

Alan Ogorzałek: To nie była próba rozładowania napięcia. Naprawdę czułem, że jestem bardzo dobrze przygotowany i że stać mnie na szybkie pływanie. Wiedziałem, ile pracy włożyłem w przygotowania, dlatego przed finałem miałem dużą pewność siebie. „Woda będzie się paliła” powiedziałem, bo faktycznie czułem, że tego dnia mogę dać z siebie wszystko i popłynąć naprawdę mocno.

Marta Witecka: W finale przez cały dystans goniłeś Basa Takkena. Skończyło się srebrem i wynikiem 4:16.07 – najlepszym w sezonie. Czy po dopłynięciu do ściany pierwszą emocją była radość ze srebra, czy jednak myśl: „kurczę, chciałem go złapać”?

Alan Ogorzałek: Z Basem Takkenem znamy się od wielu lat i rywalizujemy na niemal każdych zawodach. Widziałem, że tu, na mistrzostwach Europy, to on będzie moim głównym rywalem. Naturalnie, że chciałem go dogonić i powalczyć o złoto. Kiedy dopłynąłem do ściany, była oczywiście ogromna radość ze srebrnego medalu i z tego, że popłynąłem najlepszy czas w sezonie, ale pojawił się też lekki niedosyt. Wiedziałem, że dałem z siebie wszystko, więc po chwili ten niedosyt zamienił się przede wszystkim w satysfakcję z tego, co udało mi się osiągnąć, zwłaszcza z uzyskanego czasu.

Marta Witecka: Po finale powiedziałeś: „następnym razem obiecuję, że go dopadnę”. Co musisz poprawić, żeby następnym razem rzeczywiście wygrać z Takkenem?

Alan Ogorzałek: Myślę, że przede wszystkim muszę jeszcze poprawić tempo i sposób rozłożenia sił na całym dystansie. W Kocaeli zrobiłem bardzo dobry wyścig, ale Basa przez długi czas miałem przed sobą i zabrakło mi trochę, żeby dogonić go na końcówce. Chcę też popracować nad szybkością na ostatnich 100 metrach, bo właśnie tam często rozstrzygają się takie wyścigi. Mam już doświadczenie w ściganiu się z Basem i wiem, że żeby go pokonać, muszę być jeszcze lepiej przygotowany i wykorzystać każdy element wyścigu. Mam nadzieję, że następnym razem rzeczywiście uda mi się doprowadzić go do ściany za sobą.

Marta Witecka: Twój wynik z Kocaeli można zestawić z 4:15.11, które dało Ci brąz ME w Funchal w 2021 roku. Jak oceniasz dzisiaj swoje możliwości na 400 m? Czujesz, że wciąż możesz przesunąć swoją granicę znacznie niżej?

Alan Ogorzałek: Jeśli chodzi o dystans 400 m stylem dowolnym, to igrzyska w Tokio były ostatnimi igrzyskami, gdzie była ta konkurencja. Wycofano ją z programu igrzysk i już na igrzyskach w Paryżu jej nie było i nie będzie jej również w Los Angeles dla klasy startowej S10, nad czym bardzo ubolewam.

Jest to mój koronny dystans i mogę na nim startować w Pucharach Świata, mistrzostwach Europy i świata, ale już nie na igrzyskach, dlatego skupiam się na przygotowaniach do innych konkurencji startowych.

Marta Witecka: Ostatniego dnia mistrzostw zdobyłeś drugi medal – brąz na 100 m dowolnym S10 z czasem 55.29. Jak wyglądał ten wyścig z Twojej perspektywy i w którym momencie poczułeś, że podium jest realne?

Alan Ogorzałek: To był bardzo wymagający wyścig, szczególnie że był to ostatni dzień mistrzostw i miałem już za sobą kilka startów. Od początku chciałem popłynąć odważnie i dać z siebie wszystko. Przez cały dystans starałem się być jak najbliżej rywali i nie odpuszczać. Tak naprawdę dopiero na ostatnich metrach zobaczyłem, że jestem w walce o podium. Wtedy już tylko skupiłem się na tym, żeby jak najmocniej dopłynąć do ściany. Kiedy zobaczyłem wynik i trzecie miejsce, była ogromna radość – szczególnie że to był mój drugi medal tych mistrzostw. I to był ten moment, w którym wygrałem z Basem Takkenem.

Marta Witecka: Wyjeżdżasz więc z Kocaeli ze srebrem na 400 i brązem na 100 m dowolnym. Który z tych dwóch medali ma dla Ciebie większą wartość?

Alan Ogorzałek: Cieszę się z obu medali i każdy z nich jest dla mnie nagrodą za ciężką pracę i sprawił mi olbrzymią satysfakcję.

TRENING I CZŁOWIEK POZA BASENEM

Marta Witecka: Kilka lat temu opowiadałeś o 3–4 godzinach treningu w wodzie i kolejnych 1–2 godzinach pracy na lądzie. Jak wygląda trening Alana Ogorzałka w 2026 roku? Czy wraz z doświadczeniem trenujesz więcej, czy przede wszystkim mądrzej?

Alan Ogorzałek: Myślę, że z wiekiem i doświadczeniem przede wszystkim nauczyłem się trenować mądrzej. Objętość treningów nadal jest duża, ale dzisiaj dużo większą uwagę przykładam do jakości, regeneracji i tego, jak mój organizm reaguje na obciążenia. Lepiej znam swoje ciało i wiem, kiedy mogę dołożyć, a kiedy trzeba trochę odpuścić. Każdy trening ma też konkretny cel – nie chodzi już tylko o to, żeby zrobić jak najwięcej kilometrów. Doświadczenie nauczyło mnie, że równie ważne jak ciężka praca jest odpowiednie zarządzanie energią i regeneracją.

Marta Witecka: W Twoich wcześniejszych wypowiedziach bardzo często powtarza się motyw walki do końca. Twoje motto brzmi: „Ludzki umysł jest niepokonany – najważniejsze to walczyć do końca”. Po tylu latach wyczynowego sportu nadal wierzysz, że głowa potrafi zdecydować o wyniku równie mocno jak przygotowanie fizyczne?

Alan Ogorzałek: Zdecydowanie. Uważam, że przygotowanie fizyczne jest podstawą, ale w sporcie na najwyższym poziomie bardzo często o wyniku decydują szczegóły, a wtedy ogromne znaczenie ma głowa. Możesz być świetnie przygotowany, ale jeśli w trudnym momencie odpuścisz mentalnie, to nie pokażesz swoich możliwości. Moje motto cały czas jest mi bliskie, bo w wielu wyścigach właśnie walka do ostatnich metrów pozwalała mi osiągnąć lepszy wynik. Wierzę, że dopóki człowiek walczy i nie odpuszcza, zawsze daje sobie szansę na zrobienie czegoś więcej.

LOS ANGELES 2028

Marta Witecka: Po srebrze w Kocaeli powiedziałeś wprost, że Twoim marzeniem jest medal w Los Angeles i pokazanie, że Polska liczy się na arenie międzynarodowej. Po Tokio i Paryżu Los Angeles 2028 ma być już nie tylko udziałem w igrzyskach, ale igrzyskami po medal?

Alan Ogorzałek: Zdecydowanie tak. Po dwóch igrzyskach wiem już, jak dużo pracy i wyrzeczeń potrzeba, żeby znaleźć się w olimpijskim finale. Dlatego Los Angeles traktuję inaczej niż Tokio czy Paryż – nie chcę tam jechać tylko po to, żeby być częścią igrzysk. Chcę pojechać z konkretnym celem i powalczyć o medal. Wiem, że przede mną jeszcze dużo pracy, ale właśnie taki cel najbardziej mnie napędza. Chciałbym też pokazać, że polskie parapływanie może regularnie walczyć o najwyższe miejsca na światowych imprezach.

Marta Witecka: Masz dziś medal mistrzostw świata, medale mistrzostw Europy, rekord Europy, dwa igrzyska i wiele finałów największych imprez. Gdybyśmy spotkali się dzień po finale w Los Angeles w 2028 roku, jakie jedno zdanie chciałbyś wtedy móc powiedzieć czytelnikom SwimmPL.com?

Alan Ogorzałek: „Spełniłem swoje największe sportowe marzenie – zdobyłem medal olimpijski i wiem, że zostawiłem w wodzie całe serce”. To byłoby piękne podsumowanie wszystkich lat treningów, wyrzeczeń i momentów, w których trzeba było walczyć do samego końca.

Marta Witecka: Dziękuję za rozmowę i spełnienia marzeń na igrzyskach w LA !

Alan Ogorzałek: Dziękuję bardzo !

Zdjęcia: archiwum rodziny Ogorzałek

Podziel się tym:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *