Marta Witecka
Trzy złote medale podczas Mistrzostw Polski Juniorów Młodszych w Lublinie, rekordowe postępy, marzenia o igrzyskach olimpijskich i plan, by w przyszłości spróbować swoich sił w amerykańskim systemie NCAA. Aleksy Szymacha (2010) z UKS SMS Galicja Kraków opowiada o drodze do sukcesu, codzienności młodego sprintera, wsparciu rodziców i trenerów oraz o tym, dlaczego przed finałem najważniejsze jest… przestać myśleć o stresie.
Marta Witecka: W Lublinie byłeś jednym z największych bohaterów Mistrzostw Polski Juniorów Młodszych 16-lat. Czy przed zawodami zakładałeś, że wrócisz do domu z tyloma sukcesami?
Aleksy Szymacha: Dziękuję za takie określenie mnie. Do Lublina na Mistrzostwa Polski jechałem z najlepszymi czasami w trzech konkurencjach (50 m stylem dowolnym, 50 m stylem motylkowym i 100 m stylem motylkowym), więc mogłem się spodziewać, że będzie dobrze. W eliminacjach nie było zbyt dobrze, ale w sesjach popołudniowych, czyli finałach, zawsze pływa mi się lepiej i tak było tym razem. Wygrałem te trzy konkurencje, z czego bardzo się cieszę.

Marta Witecka: Który ze swoich startów uważasz za najlepszy i dlaczego właśnie ten?
Aleksy Szymacha: Myślę, że 100 m stylem motylkowym. Czas 55,61 nie był co prawda na poziomie rekordu Polski, ale poprawiłem rekord życiowy o ponad sekundę.
Marta Witecka: Na 100 m motylkowym popłynąłeś 55,61. Jak oceniasz ten wynik z perspektywy własnych oczekiwań?
Aleksy Szymacha: Po części odpowiedziałem już na to pytanie. Dodam tylko, że spodziewałem się poprawy rekordu życiowego. Byłem bardzo dobrze przygotowany do tych zawodów, które poprzedziło trzytygodniowe zgrupowanie. Mój trener Michał Majerski to świetny szkoleniowiec, ufam mu. To przecież także jego zasługa.
Marta Witecka: Sprint kraulem czy motylek – w którym stylu czujesz się dziś mocniejszy i który jest Twoim ulubionym?
Aleksy Szymacha: Hmm… W sumie to nie wiem. Oba style bardzo mi pasują na dystansie 50 metrów. Ale w porównaniu do konkurentów to chyba jednak sprint motylkiem. Tu mam nad nimi większą przewagę.

Marta Witecka: Czy przed finałami bardziej odczuwasz stres, czy raczej ekscytację?
Aleksy Szymacha: Zawsze odczuwam stres, gdy wychodzę do finału. Ale kiedy staję na słupku, myślę już tylko o tym, żeby dobrze popłynąć. Wtedy zapominam o stresie.
Marta Witecka: Wydaje się, że świetnie radzisz sobie z presją. Masz na to jakiś sposób?
Aleksy Szymacha: Jeśli jesteś dobrze przygotowany do zawodów, to presja nie ma większego znaczenia. Lepiej nie myśleć o tym, że trzeba wygrać, tylko zrobić wszystko poprawnie i dać z siebie sto procent. Wtedy wynik sam przyjdzie.
Marta Witecka: Czy jest wyścig z Lublina, który po obejrzeniu nagrania chciałbyś przepłynąć jeszcze raz?
Aleksy Szymacha: Oj, pewnie. Wszystkie wyścigi eliminacyjne nie były perfekcyjne i było w nich sporo do poprawy. Najgorszy był chyba start na 50 m stylem grzbietowym, gdzie płynąłem prawie po linie. Ale i tak wystarczyło do awansu do finału A.

Marta Witecka: Jak wyglądały przygotowania do tych mistrzostw w UKS SMS Galicja Kraków?
Aleksy Szymacha: Jak zawsze przed mistrzostwami Polski klub organizuje obóz przygotowawczy. Tym razem byliśmy w Bydgoszczy i Dębicy, łącznie przez trzy tygodnie. Niestety w Krakowie nie mamy basenu 50-metrowego, nad czym bardzo ubolewam, więc musimy wyjeżdżać do innych miast, żeby przygotować się do zawodów na długiej pływalni.
Moje treningi wyglądają tak samo jak u pozostałych zawodników Galicji. Nie mam indywidualnego toku szkolenia. Pierwsze dwa tygodnie były bardzo ciężkie, a ostatni tydzień już zdecydowanie lżejszy.
Marta Witecka: Co w ostatnich miesiącach najbardziej poprawiłeś w swoim pływaniu?
Aleksy Szymacha: Zawsze jest coś do poprawienia. Na treningach staram się rozwijać technikę w każdym stylu, ale wydaje mi się, że ostatnio najbardziej poprawiłem technikę oddychania w kraulu.
Marta Witecka: Nad jakim elementem techniki trenerzy pracują z Tobą obecnie najwięcej?
Aleksy Szymacha: Jako sprinter najbardziej potrzebuję szybkości i dynamiki. Właśnie nad tym pracujemy najwięcej.

Marta Witecka: Kto miał największy wpływ na Twój rozwój jako zawodnika?
Aleksy Szymacha: Oczywiście trenerzy SMS Galicji. Było ich już kilku. Wymienię tych głównych: Izabelę Król, Malwinę Wojtaszek, Jerzego Pieszczyńskiego i Michała Majerskiego. Wszystkich serdecznie pozdrawiam.
Marta Witecka: Czy pamiętasz moment, w którym zrozumiałeś, że możesz walczyć o medale mistrzostw Polski?
Aleksy Szymacha: Tak. To było przed mistrzostwami Polski 14-latków w Olsztynie w grudniu 2024 roku. Byłem wysoko w rankingach w konkurencjach sprinterskich i czułem, że mogę powalczyć o medal. Nie udało się wtedy stanąć na podium w moich koronnych konkurencjach, ale niespodziewanie wygrałem 100 m stylem zmiennym. Byłem ogromnie szczęśliwy. Moi rodzice i trener Jerzy Pieszczyński również.
Marta Witecka: Zimą ustanawiałeś rekordy Polski i zdobywałeś złote medale. Czy takie sukcesy dodają pewności siebie, czy zwiększają presję?
Aleksy Szymacha: Podczas mistrzostw Polski w Bydgoszczy w grudniu 2025 roku pobiłem dwa rekordy Polski 15-latków. Pierwszy na 50 m stylem dowolnym, do którego pobicia już wcześniej się przymierzałem. Wiedziałem, że jestem świetnie przygotowany. Natomiast rekord na 100 m stylem zmiennym był dla mnie dużym zaskoczeniem. Do tego doszły cztery złote medale indywidualnie.
Myślę, że te sukcesy bardziej dodają mi pewności siebie niż wywołują presję. Wiem jednak, że nie mogę spocząć na laurach i muszę dalej ciężko pracować.
Marta Witecka: Jak wygląda Twój typowy dzień, kiedy nie ma zawodów?
Aleksy Szymacha: Pewnie podobnie jak u większości pływaków. Pobudka o 5.20, trening o 6.00, później szkoła, a po lekcjach kolejny trening. Do domu wracam około 17.00.
To duży plus, że uczę się w SMS-ie. Szkoła, basen, hala sportowa i boisko są w jednym miejscu, więc nie tracę czasu na dojazdy.
Po powrocie do domu jem obiad, chwilę odpoczywam, uczę się, jem kolację i idę spać. W soboty jest tylko jeden poranny trening, a potem mam już wolne. Jeśli nie ma zawodów, wyjeżdżamy z rodzicami albo zostajemy w Krakowie. Wtedy mogę trochę pograć w gry komputerowe.

Marta Witecka: Masz pływackiego idola, którego karierę szczególnie śledzisz?
Aleksy Szymacha: Cameron McEvoy. To mój idol, bo w wieku 32 lat pobił rekord świata na 50 m stylem dowolnym na długim basenie. Pokazuje, że sprinter może utrzymywać najwyższy poziom przez wiele lat.
Marta Witecka: Jakie cele stawiasz sobie na najbliższy sezon?
Aleksy Szymacha: Chciałbym zdobyć mistrzostwo Polski zarówno na krótkim, jak i na długim basenie w moich koronnych konkurencjach. Marzę też o uzyskaniu minimum na mistrzostwa Europy juniorów. W tym sezonie niewiele zabrakło.
Marta Witecka: Czy myślisz już o reprezentacji Polski i największych imprezach międzynarodowych?
Aleksy Szymacha: Myślę, że każdy sportowiec, który poważnie traktuje swoją karierę, ma takie marzenie. Ja również. Ale wiem, że przede mną jeszcze długa droga.
Marta Witecka: Co jest najtrudniejsze w życiu młodego pływaka?
Aleksy Szymacha: Pogodzenie treningów, szkoły i regeneracji. Trzeba znaleźć czas na wszystko, a tego czasu zawsze jest za mało.
Marta Witecka: Gdybyś miał jednym zdaniem opisać swoją sportową drogę do tej pory, co byś powiedział?
Aleksy Szymacha: Ciężka praca, systematyczność, dążenie do celu – a wyniki i sukcesy same przychodzą. No i trochę talentu.

Marta Witecka: Jakie marzenie chciałbyś spełnić w pływaniu w ciągu najbliższych pięciu lat?
Aleksy Szymacha: Oczywiście zakwalifikować się i wystartować w igrzyskach olimpijskich. To moje największe marzenie. Chciałbym też występować w mistrzostwach Europy i świata. Na razie to marzenia, ale trzeba sobie stawiać cele i do nich dążyć.
Marta Witecka: Jak to było na samym początku? Kto zaszczepił w Tobie miłość do pływania?
Aleksy Szymacha: To było dawno temu. Pływać nauczył mnie tata, gdy miałem pięć lat. Powiedział, że mam talent i szkoda byłoby go zmarnować. Rok później zapisał mnie na pierwsze zawody, które wygrałem z dużą przewagą. Tak wszystko się zaczęło.
Później tata zapisał mnie do Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Krakowie i do UKS SMS Galicja Kraków, w którym jestem do dziś.
Marta Witecka: Kto najbardziej wspiera Cię w uprawianiu tego wymagającego sportu?
Aleksy Szymacha: Moi rodzice. Jeżdżą praktycznie na wszystkie zawody i zawsze mi kibicują. Kiedy przychodziły porażki, oni oraz trenerzy pomagali mi się podnieść. Żeby osiągnąć sukces, trzeba też poznać smak przegranej.
Marta Witecka: Myślisz o tym, żeby po ukończeniu liceum wyjechać do USA, jak wielu młodych polskich pływaków?
Aleksy Szymacha: Tak. Uważam, że to bardzo dobry pomysł. Chciałbym trenować i studiować w Stanach Zjednoczonych. Jeszcze nie wiem, jaki kierunek studiów wybiorę, ale wiem, że oprócz pływania ważna jest również nauka i nie będzie łatwo to wszystko pogodzić.

Marta Witecka: Z którym pływakiem światowej czołówki chciałbyś pójść na trening?
Aleksy Szymacha: Z Cameronem McEvoyem. Chciałbym zobaczyć, jak trenuje rekordzista świata, jakie ma obciążenia treningowe i jak wygląda jego przygotowanie.
Marta Witecka: Gdybyś mógł cofnąć czas i jeszcze raz wybrać dyscyplinę sportu, postawiłbyś ponownie na pływanie?
Aleksy Szymacha: Zdecydowanie tak. Bez żadnego zastanowienia.
Marta Witecka: Poza pływaniem – jakie masz zainteresowania?
Aleksy Szymacha: Jak chyba większość nastolatków – gry komputerowe. Dają mi sporo emocji, ale jednocześnie pozwalają się odstresować i odpocząć.
Marta Witecka: Na zakończenie – czy Twoim zdaniem reprezentacja Polski ma szanse na medale podczas mistrzostw Europy w Paryżu?
Aleksy Szymacha: Myślę, że tak. Moimi faworytami są bracia Chmielewscy, Katarzyna Wasick i może Basia Leśniewska w stylu zmiennym. Medal może też zdobyć Justina Kozan i Ksawery Masiuk. Oczywiście kibicuję całej reprezentacji i trzymam kciuki za jak najlepsze wyniki.

Marta Witecka: Dziękuję za rozmowę. Życzę udanych wakacji, dobrej regeneracji i powodzenia w realizacji marzeń. Do zobaczenia na pływalni w nowym sezonie!
Aleksy Szymacha: Dziękuję bardzo! Do zobaczenia.
Zdjęcia: archiwum rodziny Szymacha

















Dodaj komentarz