Krzysztof Masiuk
Jeszcze kilkanaście lat temu po treningach zostawała, by rozstawiać roll-upy i nosić krzesełka. Dziś odpowiada za organizację jednej z najlepiej ocenianych imprez pływackich w Polsce. Alicja Tchórz opowiada SwimmPL.com o kulisach XXXVII Memoriału Marka Petrusewicza, ludziach, którzy tworzą to wydarzenie, światowych gwiazdach, kryzysach, które hartowały zespół, oraz o tym, dlaczego uważa, że Memoriał jest czymś znacznie więcej niż tylko zawodami.
—
Krzysztof Masiuk: W tym roku odbędzie się już XXXVII Memoriał Marka Petrusewicza. Jak z Twojej perspektywy zmieniły się te zawody przez lata?
Ala Tchórz: Pierwsze edycje Pucharu znam tylko ze zdjęć i opowieści 😊 Osobiście pierwszy kontakt z Memoriałem Marka Petrusewicza miałam jeszcze jako reprezentantka Delfina Kalisz i wspominam je bardzo dobrze. Zawsze miały w sobie coś wyjątkowego, magicznego.
Witold Wasilewski (pomysłodawca), Grzegorz Widanka i Adam Samuel od zawsze wkładali całe serce w organizację. Co najpierw obserwowałam jako starsza zawodniczka, później byłam sponsorem konkurencji juniorskiej, a następnie powoli wdrażałam się w meandry zakulisowe 😉.
Dużym bodźcem do rozwinięcia formuły z zawodów stricte juniorskich o rywalizację seniorską było wybudowanie pływalni Orbita im. Marka Petrusewicza we Wrocławiu. Tu mogłam popuścić wodze fantazji i przenieść swoje najlepsze doświadczenia z imprez międzynarodowych na nasze zawody.
Pomimo dużych zmian i rozwoju z „duchem” czasu dbamy, aby pierwotna idea pozostawała bez zmian. Pielęgnowanie relacji międzypokoleniowej, ducha fair play oraz wartości narodowych są nierozłączną częścią Memoriału.
—
Krzysztof Masiuk: Pamiętasz swój pierwszy Memoriał? Jakie masz z nim wspomnienia?
Ala Tchórz: Tak jak wspomniałam. Startowałam na Memoriale jako reprezentantka Delfina Kalisz. Indywidualnie płynęłam na 100 m stylem motylkowym w serii razem z medalistką igrzysk paralimpijskich Joanną Mendak. Dostałam wtedy lekcję pokory 😉.
Mocno zapamiętałam ten Memoriał również dzięki możliwości startu w sztafecie 4×100 m stylem zmiennym kobiet. Rywalizacja trzech roczników pozwoliła nam „skleić” klubową sztafetę i zdobyć brązowy medal.

Krzysztof Masiuk: Kiedy zaczęłaś angażować się nie tylko jako zawodniczka, ale również jako współorganizatorka?
Ala Tchórz: To było jeszcze na AWF Wrocław. Zaczynałam od najzwyklejszego rozkładania roll-upów i noszenia krzesełek. Nie mogłam patrzeć, jak trener i pan Witek sami w pocie czoła przygotowują obiekt, więc zostawałam po treningu pomóc. Z roku na rok zagłębiałam się coraz bardziej. Choć, jak wiecie, rozkładanie roll-upów i noszenie krzesełek nadal mam we krwi. 😉
—
Krzysztof Masiuk: Co było najtrudniejsze przy przejściu z roli zawodniczki do osoby odpowiedzialnej za organizację?
Ala Tchórz: Chyba ilość telefonów i wiadomości przed i w trakcie imprezy. Nie mamy w Juvenii sztywnej struktury organizacyjnej. To oczywiście rodzi przeciążenie jednostek. Na świecie mało jest takich wariatów jak my, którzy poświęcają się dla idei, a satysfakcja z realizacji wyjątkowego projektu jest ważniejsza niż pieniądze.
Na przestrzeni lat udało nam się jednak stworzyć zespół sponsorów, sędziów, wolontariuszy i obsługi, bez których żadna edycja nie mogłaby się odbyć. Tworzymy team, któremu zależy na jakości imprezy i nie straszny nam nawet COVID. Podczas jednej z edycji przeorganizowaliśmy dwa dni zawodów o pierwszej w nocy, tuż przed rozpoczęciem rywalizacji. To pokazuje, jak bardzo wszystkim zależy.
—
Krzysztof Masiuk: Co Twoim zdaniem wyróżnia Memoriał Marka Petrusewicza spośród innych zawodów w Polsce?
Ala Tchórz: Można odpowiedzieć banalnie: atmosferą, klimatem i nagrodami. Ale przede wszystkim dbamy o to, aby każdy uczestnik – zawodnik, kibic czy partner wydarzenia – czuł się wyjątkowo. To oni są najważniejszymi trybami w tej maszynie.
Organizacja
Krzysztof Masiuk: Czym dokładnie zajmujesz się podczas przygotowań do Memoriału?
Ala Tchórz: Pomidor. (śmiech)
Tak naprawdę wszystkie informacje związane z Memoriałem w większym lub mniejszym stopniu przepływają przez moją głowę. Social media, zaproszenia gwiazd, koordynacja wolontariuszy, fotografów, sponsorzy, hotele, aranżacja… Podczas zawodów wyglądam jak lekko opętana. 😄
Dla zobrazowania – telefony wymieniam praktycznie co edycję, bo odmawiają współpracy po tylu rozmowach.

Krzysztof Masiuk: Kiedy zaczynają się przygotowania do kolejnej edycji?
Ala Tchórz: Niedługo po zakończeniu poprzedniej. Dwa dni na posprzątanie obiektu, odespanie nieprzespanych nocy i zaczynamy planować kolejną edycję. 😊
—
Krzysztof Masiuk: Ile osób pracuje nad organizacją wydarzenia?
Ala Tchórz: Całorocznie za organizację i rozliczenie Memoriału odpowiadają trzy osoby.
—
Krzysztof Masiuk: Co jest największym wyzwaniem organizacyjnym?
Ala Tchórz: Kiedyś powiedziałabym, że zdobycie środków. Dzisiaj odpowiem – prawidłowe rozliczenie pozyskanych dotacji. Tutaj ogromne ukłony należą się Adamowi Samuelowi, który z ogromną cierpliwością i rzetelnością prowadzi ten proces.
—
Krzysztof Masiuk: Czy zdarzały się sytuacje kryzysowe, które dziś wspominasz z uśmiechem?
Ala Tchórz: Oj, było ich mnóstwo. Największym wyzwaniem był Memoriał podczas pandemii COVID-19. Kiedy dowiedziałam się, że zamykają pływalnie, myślałam, że się rozpłaczę. Ale wtedy wszyscy pokazaliśmy, że chcieć to znaczy móc.
Najpiękniejsze wspomnienia
Krzysztof Masiuk: Którą edycję Memoriału wspominasz najlepiej?
Ala Tchórz: Chyba tę z 2024 roku, kiedy przyjechała do nas prawdziwa plejada światowych gwiazd. Mam nadzieję, że tegoroczna edycja będzie równie wyjątkowa.

Krzysztof Masiuk: Czy jest jakiś wyścig, który szczególnie zapadł Ci w pamięć?
Ala Tchórz: Świetnie wspominam rywalizację w skinsach stylem dowolnym mężczyzn w 2022 roku. Joe Litchfield pokonywał całe 25 metrów pod wodą, a Pieter Coetze płynął praktycznie po powierzchni. Niesamowity efekt.
—
Krzysztof Masiuk: Jakie emocje towarzyszą Ci, gdy podczas Memoriału padają rekordy?
Ala Tchórz: Jestem dumna z każdego rekordu życiowego, rekordu Memoriału czy rekordu kraju uzyskanego we Wrocławiu. To pokazuje, jak wielki wpływ mają atmosfera, światła, muzyka, kibice i rywalizacja.
—
Krzysztof Masiuk: Czy pamiętasz moment, który utwierdził Cię w przekonaniu, że warto rozwijać tę imprezę?
Ala Tchórz: Nie było jednego takiego momentu. Zawsze wierzyłam, że można stworzyć coś wyjątkowego. Najbardziej napędzają mnie ciepłe słowa zawodników, trenerów i kibiców po zakończeniu zawodów.
Trudne chwile
Krzysztof Masiuk: Organizacja dużych zawodów to również stres. Czy były momenty, kiedy myślałaś: „to już się nie uda”?
Ala Tchórz: Nie. Nawet podczas największych kryzysów od razu myślę, co zrobić, żeby jednak się udało. 😄
—
Krzysztof Masiuk: Czy zdarzyła się sytuacja, która była dla Ciebie wyjątkowo nieprzyjemna?
Ala Tchórz: Nie. Nasz team naprawdę się wspiera. Tworzymy rodzinę.
—
Krzysztof Masiuk: Jak radzicie sobie z presją organizacyjną?
Ala Tchórz: Bardzo często żartujemy. Szczególnie z moją siostrą, z którą mamy podobne poczucie humoru. Nawet podczas nocnych zmian i ciężkiej pracy staramy się dobrze bawić. Przecież nikt nas do tego nie zmusza.
Światowe gwiazdy
Krzysztof Masiuk: Których światowych pływaków wspominasz najlepiej?
Ala Tchórz: Chada Le Clos i Marrit Steenbergen.

Krzysztof Masiuk: Czy zagraniczne gwiazdy czymś Cię zaskoczyły?
Ala Tchórz: Wszyscy byli niezwykle otwarci. Nigdy nie odmawiali spotkań z dziećmi ani rozdawania autografów. To świetny przykład budowania marki osobistej.
—
Krzysztof Masiuk: Kto był największą gwiazdą Memoriału?
Ala Tchórz: Bardzo trudny wybór, ale wskazałabym Davida Popoviciego albo Chada Le Closa.
—
Krzysztof Masiuk: Kogo chciałabyś jeszcze zobaczyć we Wrocławiu?
Ala Tchórz: Sarę Sjöström oraz więcej zawodników z Azji, Australii i Ameryki Północnej.
Polska czołówka
Krzysztof Masiuk: Czy jest w Polsce zawodnik światowego formatu, który nigdy nie wystartował w Memoriale?
Ala Tchórz: Raczej nie. 😉 A jeśli jest, to niech szybko nadrabia zaległości.
—
Krzysztof Masiuk: Jak zachęcacie najlepszych polskich zawodników do przyjazdu?
Ala Tchórz: Oprócz dodatkowych gratyfikacji myślę, że sama oprawa zawodów, międzynarodowa obsada, ciekawy program i możliwość uzyskiwania kwalifikacji bronią się same.

Krzysztof Masiuk: Czy Memoriał jest dziś imprezą, której zawodnicy nie chcą opuszczać?
Ala Tchórz: Może zabrzmi to trochę butnie, ale… tak. 😊
Alicja Tchórz dziś
Krzysztof Masiuk: Jak wygląda dziś Twoja codzienność?
Ala Tchórz: Aktualnie przygotowuję się do roli mamy. 😊 Podczas tegorocznej edycji poznacie Leę. 😉
—
Krzysztof Masiuk: Czego nauczyło Cię zakończenie kariery?
Ala Tchórz: Świetnie opisuje to książka „Kiedy milkną oklaski”.
—
Krzysztof Masiuk: Czego najbardziej brakuje Ci z czasów zawodniczych?
Ala Tchórz: Wspólnych wyjazdów kadrowych i radości z osiąganych celów.
—
Krzysztof Masiuk: Czy organizacja zawodów daje podobne emocje jak walka o medale?
Ala Tchórz: Emocje są inne, ale równie duże. To bardzo dobry substytut. 😊
Przyszłość
Krzysztof Masiuk: Jak wyobrażasz sobie Memoriał Marka Petrusewicza za dziesięć lat?
Ala Tchórz: To zależy od możliwości. Nieograniczony budżet? Nowy obiekt? Oj… miałabym kilka naprawdę ciekawych scenariuszy.

Krzysztof Masiuk: Jakie jest Twoje największe marzenie związane z rozwojem tej imprezy?
Ala Tchórz: Chciałabym, aby nigdy nie zatraciła swojej wyjątkowości i była organizowana jeszcze długo po tym, gdy nas już przy niej nie będzie.
—
Krzysztof Masiuk: Czy Memoriał ma szansę stać się jedną z najważniejszych imprez pływackich Europy Środkowej?
Ala Tchórz: Zdecydowanie tak. Już dziś jest ważnym punktem przygotowań wielu europejskich klubów.
—
Krzysztof Masiuk: Jak chciałabyś, aby młodzi zawodnicy wspominali swój pierwszy start we Wrocławiu?
Ala Tchórz: Chciałabym, żeby zapamiętali go wyłącznie pozytywnie. Żeby pomyśleli: „Popłynąłem świetnie”, „Nic mnie już nie zaskoczy”, „Nie boję się rywalizacji z mistrzami świata”.
—
Krzysztof Masiuk: Co powiedziałabyś Markowi Petrusewiczowi, gdyby mógł dziś zobaczyć, jak rozwinął się Memoriał jego imienia?
Ala Tchórz: No stary… jeszcze długo będą o Tobie pamiętać. 😉

Krzysztof Masiuk: Dlaczego każdy młody pływak powinien choć raz wystartować w Memoriale Marka Petrusewicza?
Ala Tchórz: Bo nasza impreza daje możliwość zetknięcia się z prawdziwymi międzynarodowymi zawodami. Można poczuć emocje rywalizacji z najlepszymi zawodnikami świata przy pełnych trybunach. Dla młodego pływaka to doświadczenie, którego nie da się przeliczyć na żadne punkty.
—
Krzysztof Masiuk: Gdybyś miała opisać Memoriał Marka Petrusewicza jednym słowem – jakie byłoby to słowo i dlaczego właśnie ono?
Ala Tchórz: UNITED WE STAND. Bo właśnie razem tworzymy tę imprezę. Zawodnicy, trenerzy, organizatorzy, sponsorzy, wolontariusze i kibice. Każdy jest jej częścią. Dzięki temu Memoriał Marka Petrusewicza jest czymś znacznie więcej niż tylko zawodami pływackimi.
Krzysztof Masiuk: Dziękuję za rozmowę I kolejnych rewelacyjnych Memoriałów!
Ala Tchórz: Dziękuję bardzo 😀
Zdjęcia: archiwum Alicji Tchórz













Dodaj komentarz