Lena Drynkowska
Może Ksawery biegałby dziś za piłką. Basia tańczyłaby albo grała w koszykówkę. Oliwier ścigałby się na rowerze, a może projektował samochody.
Jedno jest pewne – ich życie wyglądałoby zupełnie inaczej.
Bez zapachu chloru. Bez budzika dzwoniącego przed świtem. Bez wchodzenia do zimnej wody, kiedy większość ludzi dopiero przewraca się na drugi bok. Bez tysięcy godzin spędzonych na basenie.
Zapytaliśmy troje pływaków, co robiliby dzisiaj, gdyby kiedyś w ich życiu nie pojawiło się pływanie.
Z pozoru proste pytanie:
Co by było, gdybyś nie pływał?
Tyle że dla kogoś, kto przez lata podporządkował pływaniu pobudki, szkołę, studia, weekendy, wakacje, wyjazdy, a czasami również życie towarzyskie, odpowiedź wcale nie jest oczywista.
Bo trzeba sobie wyobrazić nie tylko życie bez basenu. Trzeba wyobrazić sobie inną wersję samego siebie.
Ksawery zamieniłby basen na boisko
Ksawery nie potrzebuje dużo czasu do namysłu. Gdyby nie było pływania, prawdopodobnie i tak byłby sport.
💬 Na pewno dalej moje życie byłoby jakoś związane ze sportem. Zawsze mnie do niego ciągnęło. Jak nie do pływania, to do piłki nożnej albo piłki ręcznej.
Zamiast słupka startowego – boisko. Zamiast czepka i okularów – korki albo piłka w dłoniach.
A gdyby również sport nie wypalił?
Wtedy prawdopodobnie mocniej postawiłby na naukę. Tyle że po latach spędzonych na basenie ważniejsze okazuje się inne pytanie: czy bez sportu Ksawery byłby dzisiaj takim samym człowiekiem?
💬 Możliwe, że bez sportu byłbym zdecydowanie mniej zdyscyplinowany. Nauczył mnie on wielu poświęceń, pracowitości i cierpliwości, bo nie zawsze można mieć wszystko od razu. Czasami trzeba dużo przeczekać i przetrenować.
I chyba właśnie tutaj zaczyna się najciekawsza część zabawy w „co by było, gdyby…”.
Dyscyplinę można zmienić. Basen można zamienić na boisko, bieżnię czy halę. Trudniej powiedzieć, jakim człowiekiem zostałoby się bez tysięcy treningów, sukcesów, porażek i kolejnych prób.
Basia? Najpierw porządnie by się wyspała
Basia zaczyna od znacznie bardziej przyziemnych korzyści życia bez pływania.
💬 Na pewno dużo mniej pachniałabym chlorem, nie miałabym podkrążonych oczu i wiecznie suchej skóry. Nie jeździłabym też wszędzie z mokrymi włosami – żartuje.
Pływacy wiedzą, o czym mówią.
Chlor, który po pewnym czasie staje się niemal zapachem firmowym. Mokre włosy zimą. Sucha skóra. I sen – dobro szczególnie cenne, kiedy budzik potrafi zadzwonić o piątej rano.
Dlatego gdy pytamy, za czym po zakończeniu kariery na pewno nie będzie tęsknić, Basia nie ma wątpliwości.
💬 Pierwszą i najważniejszą rzeczą jest wstawanie rano. Naprawdę uwielbiam długo spać, więc wstawanie o piątej czy szóstej nie należy do moich ulubionych elementów dnia.
Na liście jest jeszcze jeden mocny kandydat.
💬 Nie będzie mi też brakowało wchodzenia rano do zimnej wody. Kto przeżył, ten wie, że nie jest to najprzyjemniejszy moment.
A do tego dochodzi jesień i zima. Na basen wchodzi się przed wschodem słońca, z popołudniowego treningu wychodzi po zmroku, a czasami trzeba jeszcze zmierzyć się z mrozem i mokrymi włosami.
Nie jest to najbardziej romantyczna strona sportu wyczynowego.
Ale kiedy żarty się kończą, okazuje się, że Basia bez sportu też właściwie nie potrafi siebie zobaczyć. Rodzice od najmłodszych lat dbali o jej aktywność. Gdyby więc nie było pływania, być może pojawiłby się taniec. Albo koszykówka.
💬 Myślę, że na pewno poszłoby to w sportowym kierunku, ale oczywiście nigdy nic nie wiadomo. Może byłabym już mężatką i miała dzieci, jak niektóre moje rówieśniczki.
I nagle rozmowa o chlorze i spaniu robi się trochę poważniejsza.
Sport wyczynowy zabiera przecież nie tylko poranki, weekendy i wakacje. Sprawia również, że życie zawodnika przez wiele lat biegnie innym rytmem niż życie części jego rówieśników.
Budzika nie będzie żal. Ludzi – zdecydowanie tak
Kiedyś przyjdzie jednak ostatni trening.
I wtedy okaże się, że można bez większego żalu pożegnać budzik o piątej rano, zimną wodę, chlor i mokre włosy.
Znacznie trudniej pożegnać ludzi.
💬 Poznałam na basenie fantastyczne osoby, które są moimi przyjaciółmi. Będzie mi brakowało codziennego spotykania się z nimi, nawet dwa razy dziennie.
To jeden z paradoksów sportu wyczynowego.
Przez lata można narzekać na trening, zmęczenie i pobudki, a później odkryć, że razem z treningami kończy się coś, co organizowało właściwie całe życie.
Drużyna. Rywalizacja. Wspólne wyjazdy. Walka ze sobą. Przekraczanie własnych granic.
Basia przyznaje zresztą, że ciężkie treningi i rywalizacja naprawdę sprawiają jej przyjemność.
Czyli może ta zimna woda o szóstej rano nie jest aż taka straszna?
Chociaż najlepiej nie pytać jej o to właśnie o szóstej rano.
Oliwier mógłby zamienić wodę na dwa kółka
U Oliwiera alternatywnych scenariuszy jest jeszcze więcej.
Zanim basen przejął sporą część jego życia, trenował tenis. Dużo jeździł też z tatą na rowerze. I właśnie kolarstwo mogło zostać jego sportem numer jeden.
💬 Gdyby nie pływanie, to prawdopodobnie padłoby na kolarstwo, które bardzo dobrze mi szło. Startowałem nawet w kilku wyścigach.
Zamiast walki o setne sekundy w wodzie mogły więc być podjazdy, finisze i peleton.
Ale sport nie był jedynym dziecięcym pomysłem Oliwiera na przyszłość.
💬 Miałem wiele wymarzonych zawodów jako dziecko. Interesowałem się dinozaurami, czyli archeologią, motoryzacją oraz wcześniej wspomnianymi sportami.
Dinozaury ostatecznie przegrały z basenem, motoryzacja – niekoniecznie.
Oliwier dzisiaj nie tylko trenuje. Studiuje i pracuje w biurze, rozwijając życie również poza sportem. I przyznaje, że po zakończeniu kariery jeden z dawnych pomysłów może wrócić.
💬 Nadal bardzo intensywnie myślę nad pracą związaną z motoryzacją. Mogłoby to być na przykład projektowanie samochodów.
Od pływaka do projektanta samochodów? Właściwie dlaczego nie?
A co po ostatnim wyścigu?
Ksawery też coraz częściej zastanawia się, co będzie później.
Czy po zakończeniu kariery zostanie w środowisku pływackim? Dzisiaj mówi: prawdopodobnie tak. Ale zostawia sobie otwarte drzwi.
💬 Myślałem dużo nad tym, żeby nadal być w tym środowisku w przyszłości. Na ten moment powiedziałbym, że tak. Obawiam się tylko, że po tylu latach będę miał dość tego otoczenia, po tak długim trenowaniu tego sportu. Także może się jeszcze dużo pozmieniać.
Trudno się dziwić.
Basen może być przez lata miejscem największych sukcesów, emocji i przyjaźni. Ale jest też miejscem zmęczenia, wyrzeczeń, bólu i tysięcy godzin ciężkiej pracy.
Czy po zakończeniu kariery chce się do niego wracać każdego dnia?
Na to pytanie odpowiedź może przyjść dopiero wtedy, kiedy naprawdę zabrzmi ostatni gwizdek trenera.
Gdyby nie pływali…
Ksawery być może grałby w piłkę.
Basia tańczyłaby albo rzucała do kosza. Może rzeczywiście prowadziłaby już zupełnie inne życie.
Oliwier ścigałby się na rowerze albo projektował samochody.
Prawdopodobnie wszyscy spaliby trochę dłużej. Rzadziej wychodziliby zimą z mokrymi włosami. Nie pachnieliby tak często chlorem. A wejście do zimnej wody przed wschodem słońca nie byłoby dla nich czymś zupełnie normalnym.
Tylko że pytanie: „Kim bylibyście, gdybyście nie pływali?” ma jeden problem.
Po tylu latach nie da się już naprawdę na nie odpowiedzieć.
Basen dawno przestał być dla nich tylko miejscem, w którym pokonuje się kolejne długości.
To tam nauczyli się czekać na efekty. Przegrywać. Wracać po porażkach. Trenować wtedy, kiedy się nie chce. Rywalizować. Przekraczać własne granice. Tam też poznali ludzi, z którymi dzielili sukcesy, rozczarowania i tysiące godzin treningów.
Gdyby nie pływali, ich życie rzeczywiście pachniałoby mniej chlorem.
Ale oni sami byliby dziś trochę innymi ludźmi.












Dodaj komentarz