Krzysztof Masiuk
Dwa medale nie są dowodem, że „nie jest tak źle”. Są dowodem, że polskie pływanie żyje dziś pojedynczymi nazwiskami, a nie systemem zdolnym regularnie przygotowywać seniorów gotowych do walki z Europą.
Katarzyna Wasick zdobyła w Paryżu znakomite złoto na 50 m stylem dowolnym, bijąc rekord Polski. Justina Kozan wywalczyła brąz na 400 m stylem zmiennym. To wielkie i w pełni zasłużone sukcesy. Ale właśnie dlatego nie wolno ich używać jako zasłony dymnej dla oceny całej reprezentacji.
Do Paryża Polski Związek Pływacki wysłał aż 32 zawodników. Sam PZP określał mistrzostwa jako najważniejszą międzynarodową imprezę sezonu letniego i ważny sprawdzian dokładnie w połowie cyklu olimpijskiego prowadzącego do Los Angeles 2028. Prezes Otylia Jędrzejczak przed rozpoczęciem zawodów zapewniała również, że związek zadbał o stworzenie reprezentantom „jak najlepszych warunków do przygotowań”.
Dlatego Paryża nie można oceniać wyłącznie przez pryzmat dwóch medali. Trzeba zapytać, ilu zawodników weszło do półfinałów, ilu do finałów, ilu poprawiało swoje wyniki w kolejnych rundach, ilu zbliżyło się do rekordów życiowych i ilu rzeczywiście walczyło o podium.
A przede wszystkim trzeba odpowiedzieć na pytanie, czy 32-osobowa reprezentacja przyjechała na najważniejszą imprezę lata w optymalnej dyspozycji. Obraz Paryża każe mieć co do tego poważne wątpliwości. Poza kilkoma wyjątkami wielu reprezentantów sprawiało wrażenie zawodników, którzy zamiast osiągnąć szczyt formy na imprezę docelową, przystąpili do niej bez odpowiedniej świeżości i regeneracji.
Belgrad stworzył niebezpieczną iluzję
Dwa lata wcześniej, podczas mistrzostw Europy w Belgradzie, Polska zdobyła rekordowe 15 medali, w tym trzy złote. Triumfowali Dominika Sztandera na 50 m stylem klasycznym, Adela Piskorska na 100 m stylem grzbietowym oraz kobieca sztafeta 4 × 100 m stylem zmiennym.
Ten wynik przez kolejne dwa lata mógł tworzyć obraz polskiego pływania znacznie silniejszego, niż było ono w rzeczywistości.
Belgrad odbywał się bowiem zaledwie kilka tygodni przed igrzyskami olimpijskimi w Paryżu. Część europejskich potęg podporządkowała przygotowania igrzyskom, a Brytyjczycy przywieźli niewielką, rozwojową reprezentację.
Dlatego 15 medali należało traktować jako ogromny sukces konkretnych zawodników, ale z dużą ostrożnością przy wyciąganiu wniosków o sile całego polskiego systemu.
Paryż 2026 takiego komfortu już nie dawał i właśnie tutaj przyszła brutalna weryfikacja.
Dwa medale i ogromna przestrzeń za nimi
Wasick i Kozan uratowały medalowy bilans reprezentacji.
Ale wynik kadry narodowej nie może być oceniany wyłącznie przez dodanie miejsc na podium.
Najboleśniej problem widać w konkurencjach, w których Polacy byli daleko od walki o najwyższe miejsca.
Na 50 m stylem dowolnym mężczyzn Piotr Ludwiczak zajął 38. miejsce z czasem 22.48, Szymon Mróz był 61. z wynikiem 22.90, a Mateusz Chowaniec 62. z czasem 23.02.
To nie jest kwestia przegrania medalu o kilka setnych sekundy. To różnica poziomów sportowych. Jeszcze cztery miesiące wcześniej czasy, jakie osiągali ci zawodnicy, pozwalały myśleć, że powalczą co najmniej o półfinały.
Podobny sygnał wysłały sztafety. Kobieca 4 × 200 m stylem dowolnym była siódma, mieszana 4 × 100 m stylem zmiennym — ósma. Żeńska sztafeta 4 × 100 m stylem zmiennym zakończyła rywalizację na dziewiątym miejscu, męska na trzynastym.
Polska potrafi jeszcze zbudować sztafetę finałową. Nie ma jednak wystarczająco szerokiej grupy zawodników prezentujących poziom pozwalający regularnie tworzyć sztafety medalowe.
A sztafety są jednym z najlepszych mierników kondycji całego systemu.
Medal indywidualny może zdobyć jednostka wybitna. Medal sztafetowy wymaga co najmniej czterech zawodników na wysokim poziomie i kolejnych, którzy tworzą konkurencję o miejsce w składzie. Paryż tej szerokości nie pokazał.
Są zawodnicy. Nie ma wystarczającej powtarzalności
Nie można przy tym powiedzieć, że polskie pływanie nie ma talentów, bo ma.
Krzysztof Chmielewski zajął piąte miejsce na 200 m stylem motylkowym i do brązu zabrakło mu zaledwie 0,61 s. Michał Chmielewski był ósmy. Ksawery Masiuk wywalczył ostatecznie 6. miejsce w finale 100 m stylem grzbietowym, a Jakub Majerski zakończył finał 100 m stylem motylkowym na siódmej pozycji.
To zawodnicy należący lub aspirujący do europejskiej czołówki. Problem leży gdzie indziej.
Od lat polskie pływanie opowiada o potencjale, medalach juniorów, rekordach w kategoriach wiekowych i kolejnych wielkich talentach.
Tylko że sukces systemu szkolenia nie polega na znalezieniu talentu.
Polega na przeprowadzeniu go przez najbardziej niebezpieczny moment kariery — przejście z pływania juniorskiego do seniorskiego — i doprowadzeniu do poziomu, na którym zawodnik przez kilka lat pozostaje w europejskim TOP 8 lub TOP 16.
Właśnie tego bilansu PZP powinien dziś dokonać.
Ilu polskich medalistów mistrzostw Europy i świata juniorów z ostatnich ośmiu–dziesięciu lat po trzech latach od zakończenia wieku juniorskiego znajduje się w europejskiej szesnastce? Ilu poprawia rekordy życiowe? Ilu zatrzymuje się w rozwoju? Ilu zmienia klub lub trenera? Ilu znika z wyczynowego pływania?
Bez odpowiedzi na te pytania określenie „mocne szkolenie młodzieży” mówi tylko połowę prawdy.
Przypadek Ksawerego Masiuka powinien zostać dokładnie przeanalizowany
Jednym z najbardziej interesujących przypadków Paryża jest Ksawery Masiuk.
To nie jest przeciętny zawodnik. Jest medalistą mistrzostw świata, wielokrotnym medalistą wielkich imprez i jednym z największych talentów polskiego pływania ostatnich lat. Jego rekord Polski na długim basenie na 100 m stylem grzbietowym wynosi 52.55, a na 50 m stylem grzbietowym — 24.41.
W styczniu 2026 roku Masiuk dołączył do Texas Longhorns i rozpoczął treningi w jednym z najmocniejszych środowisk pływackich świata, pod kierunkiem Boba Bowmana.
Trzy dni po powrocie do Polski, podczas kwietniowych mistrzostw kraju w Olsztynie, Masiuk wygrał 100 m stylem grzbietowym z wynikiem 53.37.
W Paryżu w eliminacjach tej samej konkurencji uzyskał 53.98 i zajął 16. miejsce. Dopiero w półfinale zdecydowanie przyspieszył, zajmując 8. miejsce (53.24), by w finale zająć 6. miejsce z czasem 52.92.
Jeszcze ciekawszy sygnał pojawił się wcześniej na 50 m stylem grzbietowym. Masiuk był czwarty w eliminacjach z wynikiem 24.46, ale w półfinale popłynął 24.47 i zajął dziewiąte miejsce. Do finału zabrakło mu zaledwie 0,02 s. Z takim samym czasem Masiuk wygrał kwietniowe mistrzostwa Polski w Olsztynie i lipcowe w Oświęcimiu.
Pomiędzy mistrzostwami w Olsztynie a mistrzostwami Europy w Paryżu Masiuk był na zgrupowaniach w Poznaniu, Livigno, Bydgoszczy i Paryżu. Jednego można być pewnym: na treningach nie dawał sobie odpoczynku, co powinno zaowocować przynajmniej zbliżeniem się do rekordów życiowych.
Nie wolno na podstawie samych czasów diagnozować przeciążenia, błędnego taperingu czy zmęczenia układu nerwowego. Bez dostępu do planów treningowych, kilometrażu, intensywności, badań fizjologicznych i danych dotyczących regeneracji byłoby to zgadywanie.
Ale wolno — i trzeba — zadać pytanie: dlaczego jeden z najlepszych polskich pływaków przyjechał na imprezę docelową sezonu z dyspozycją tak mocno falującą pomiędzy poszczególnymi rundami?
Częściową odpowiedź na to powinny dać badania, które w Livigno przeprowadzał fizjolog Daniele Cardinale i które powinny pomóc trenerowi prowadzącemu zawodnika. Jesteśmy ciekawi analiz Cardinale, który pomagał m.in. Sarah Sjöström, oraz tego, jak wykorzystał je w przygotowaniu Masiuka do Paryża trener Paweł Wołkow.
To właśnie jest zadanie sztabu szkoleniowego: przeanalizować nie tylko miejsce, ale przebieg przygotowań prowadzący do tego miejsca.
Dyspozycja Mateusza Chowańca również wymaga dokładnej analizy
Jednym z najbardziej wyraźnych przykładów różnicy pomiędzy formą prezentowaną przed mistrzostwami Europy a dyspozycją w Paryżu był Mateusz Chowaniec.
Jeszcze cztery miesiące wcześniej, podczas mistrzostw Polski w Olsztynie, należał do najskuteczniejszych zawodników całej imprezy pod względem uzyskiwanych minimów kwalifikacyjnych. Zdobył również tytuły mistrza Polski na 100 m i 200 m stylem dowolnym, potwierdzając bardzo wysoką dyspozycję.
Równie dobre wyniki osiągał w lipcu podczas mistrzostw Polski młodzieżowców w Oświęcimiu. Nic nie wskazywało więc na to, że kilka tygodni później podczas najważniejszej międzynarodowej imprezy sezonu jego poziom sportowy będzie wyraźnie niższy.
W Paryżu Chowaniec na 50 m stylem dowolnym uzyskał 23.02 i zajął 62. miejsce, choć jego czas zgłoszenia wynosił 22.18. Również w innych startach nie prezentował poziomu, do którego przyzwyczaił w poprzednich miesiącach.
Nie oznacza to automatycznie, że przyczyną były błędy treningowe czy niewłaściwe przygotowanie. Bez pełnej wiedzy o jego obciążeniach, stanie zdrowia, regeneracji i przebiegu przygotowań nie można stawiać takich diagnoz.
Można jednak zadać dokładnie to samo pytanie, które pojawia się przy analizie innych reprezentantów: co wydarzyło się pomiędzy okresem bardzo dobrej dyspozycji wiosną i latem a mistrzostwami Europy w Paryżu?
To pytanie jest tym bardziej zasadne, że podobny spadek wyników dotyczył również innych zawodników, między innymi Barbary Leśniewskiej, Kornelii Fiedkiewicz, czy Barbary Mazurkiewicz.
Jeżeli podobny schemat pojawia się u większej liczby reprezentantów, przestaje być wyłącznie problemem pojedynczego zawodnika. Staje się materiałem do analizy całego procesu przygotowań.
Wasick pokazuje drugi model
Jeszcze ciekawszego materiału do analizy dostarcza Katarzyna Wasick.
Ma 34 lata. Od wielu lat zasadnicza część jej kariery i przygotowań przebiega poza codziennym krajowym systemem szkolenia.
I właśnie ona przyjechała do Paryża i w najważniejszym momencie zrobiła dokładnie to, czego oczekuje się od zawodnika światowej klasy: była szybka wtedy, kiedy trzeba było być najszybszym.
Zdobyła mistrzostwo Europy i ustanowiła rekord Polski.
To nie oznacza, że jej sukces nie jest sukcesem polskiego pływania. Wasick wychowała się przecież w polskim sporcie, reprezentuje Polskę, a jej kariera jest wspierana przez krajowy system.
Ale jej przypadek rodzi fundamentalne pytanie: ile z modelu przygotowań Katarzyny Wasick polskie pływanie potrafi przenieść na kolejne pokolenie sprinterów?
Paryż dał tutaj niezwykle mocny kontrast. Z jednej strony mistrzyni Europy i rekord Polski na 50 m stylem dowolnym. Z drugiej — 38., 61. i 62. miejsce polskich zawodników na 50 m stylem dowolnym mężczyzn.
Nie wystarczy powiedzieć, że Katarzyna Wasick jest wyjątkowa. Trzeba zapytać, dlaczego system nie potrafi wyprodukować większej liczby zawodników zbliżających się do jej poziomu przygotowania startowego.
Problem może zaczynać się jeszcze przed mistrzostwami
Dokumenty PZP pokazują kolejną rzecz wymagającą dyskusji.
Kryteria szkolenia kadry narodowej seniorów na 2026 rok mówiły wprost, że celem akcji szkoleniowych organizowanych przez PZP jest stworzenie „optymalnych warunków szkoleniowych”, tworzenie grup treningowych i zbudowanie spójnego zespołu przygotowującego się do imprez mistrzowskich.
Po 26 kwietnia do akcji szkoleniowych mieli być powoływani zawodnicy, którzy uzyskali kwalifikację na mistrzostwa Europy w Paryżu.
To bardzo istotne. Oznacza bowiem, że przygotowanie reprezentantów do Paryża nie było wyłącznie prywatną sprawą zawodników i ich trenerów klubowych.
PZP stworzył system szkolenia centralnego, organizował akcje szkoleniowe i sam określił ich cel jako przygotowanie do imprez mistrzowskich. Co więcej — staraniem Prezes Otylii Jędrzejczak zgromadził znaczne środki finansowe na organizację tego szkolenia.
Dlatego po Paryżu związek powinien przedstawić ocenę skuteczności tego programu.
Kizierowski dostał odpowiedzialność. Teraz potrzebne jest rozliczenie
Bartosz Kizierowski został Głównym Trenerem Kadry Narodowej Seniorów w styczniu 2025 roku.
Przy jego nominacji prezes PZP Otylia Jędrzejczak mówiła, że zarząd przekonały jego „wizja i plan”.
Sam Kizierowski bardzo jasno opisał zakres swojej odpowiedzialności. Zapowiedział, że będzie odpowiadał między innymi za organizację zgrupowań i wyjazdów na zawody oraz będzie wspierał trenerów. Podkreślał również potrzebę zjednoczenia polskiego pływania i stworzenia atmosfery drużyny.
Nie oznacza to, że Kizierowski odpowiadał za każdy trening każdego zawodnika. Na pewno nie odpowiadał za choroby, kontuzje ani wszystkie indywidualne decyzje trenerów klubowych.
Ale odpowiadał za te elementy, które sam wymienił: organizację zgrupowań, model funkcjonowania kadry, współpracę z trenerami i stworzenie warunków prowadzących do imprezy docelowej.
Dlatego wynik Paryża musi być również oceną pracy Trenera Głównego Kadry Narodowej Seniorów i jego sztabu, bo przecież sam tego nie robił. Przy czym nie chodzi o personalne polowanie, ale o rzetelne rozliczenie projektu.
Zdjęcia: Rafał Oleksiewicz / PZP











Dodaj komentarz