„Igrzyska są moim ogromnym marzeniem. Zrobię wszystko, by się na nich pojawić” !

Podziel się tym:

Marta Witecka

Wiktoria Sobota ma dopiero 15 lat, a za sobą już starty w mistrzostwach świata seniorów i pierwszy medal mistrzostw Europy. Jeszcze kilka lat temu chodziła na basen przede wszystkim dlatego, że kochała wodę. Później były dwa treningi tygodniowo, pierwsze zawody, czwarte miejsce mistrzostw Polski juniorów i zdanie trenera Waldemara Madeja: „Noo, teraz to już możesz przychodzić codziennie”. Dziś reprezentantka IKS-AWF Warszawa trenuje pięć–sześć razy w tygodniu, jest jedną z najmłodszych zawodniczek reprezentacji Polski i coraz odważniej spogląda w stronę Los Angeles 2028. W Kocaeli, dzień po swoich 15. urodzinach, zdobyła brąz mistrzostw Europy na 50 m stylem grzbietowym S3, poprawiając rekord życiowy do 1:05.08. O początkach, treningu, szkole, specyfice parapływania, pierwszych wielkich zawodach i marzeniu o igrzyskach z Wiktorią Sobotą rozmawia Marta Witecka.

—

OD TATY I REKREACYJNEGO BASENU DO REPREZENTACJI POLSKI

Marta Witecka: Wiktorio, masz dopiero 15 lat, a jesteś już medalistką mistrzostw Europy seniorów. Kiedy patrzysz na ostatnie dwa–trzy lata, sama jesteś zaskoczona tym, jak szybko potoczyła się Twoja kariera?

Wiktoria Sobota: Jestem bardzo zaskoczona. Jeszcze nie tak dawno dostałam pierwsze powołanie do kadry „Nadzieje Paralimpijskie”, a teraz, dwa lata od tego momentu, udało mi się zdobyć medal mistrzostw Europy.

Marta Witecka: Opowiadałaś w Kocaeli, że od dziecka lubiłaś wodę i na basen chodziłaś z tatą, który uczył Cię pływać. Co pamiętasz z tych pierwszych wspólnych wizyt na pływalni?

Wiktoria Sobota: Od zawsze kochałam wodę. Gdy wyjeżdżaliśmy z rodzicami na wakacje, nie miało dla mnie znaczenia dokąd – 5 czy 5000 km od domu. Jedyne pytanie, jakie zadawałam za każdym razem, brzmiało: „…a jest tam basen?”. Rodzice do dziś śmieją się, że dla kilkuletniej Wiki najlepszymi dniami każdego wyjazdu były te, w których poszliśmy na basen dwa lub trzy razy.

Marta Witecka: Zanim wybrałaś pływanie, próbowałaś także szermierki i tenisa stołowego. Co sprawiło, że ostatecznie wygrał basen?

Wiktoria Sobota: To trochę dłuższa historia 😊 Gdy zaczynałam pływać na AWF-ie, trener Madej pozwalał mi „przychodzić dwa razy w tygodniu”. Do dziś pamiętam te wtorki i soboty. Dziś już wiem, że były to dni, w które klub miał zarezerwowany cały basen – w inne dni dzielił go z innymi sekcjami.

Miałam więcej czasu, próbowałam szermierki – nadal uważam, że to bardzo szlachetny i wymagający sport – czy ping-ponga. Pod koniec pierwszego sezonu w IKS-AWF, w maju, pojechałam na moje pierwsze zawody – Mistrzostwa Polski Juniorów w Krakowie. Zajęłam tam czwarte miejsce w swojej klasie startowej.

Zaraz po tym dostałam od trenera Waldka Madeja najlepszą z nagród, czyli słowa: „Noo, teraz to już możesz przychodzić codziennie” 😊. I tak zaczęły się poważniejsze treningi, pięć–sześć razy w tygodniu. A ponieważ czasowo zaczęły kolidować z szermierką, musiałam z niej całkowicie zrezygnować.

Marta Witecka: Jak trafiłaś do IKS-AWF Warszawa? Kto pierwszy zauważył, że z rekreacyjnego pływania może powstać coś znacznie poważniejszego?

Wiktoria Sobota: Klub i kontakt do trenera odnalazła mama. Wcześniej długo wierciłam rodzicom dziurę w brzuchu, mówiąc, że chcę pływać, aż mama oznajmiła, że znalazła kontakt do trenera Madeja prowadzącego sekcję pływacką Integracyjnego Klubu Sportowego AWF Warszawa.

Pojechałam z rodzicami na „zapoznanie i testy”. O godzinie 20:00, zamiast jak każda dziewięciolatka wędrować do łóżka, wchodziłam do basenu na AWF-ie. Trener stwierdził, że „może coś z niej będzie” – i tak już zostało. Do dziś godzina 20:00 to codzienne powitanie z wodą 😊.

Marta Witecka: Początkowo trenowałaś tylko dwa razy w tygodniu. Pamiętasz moment, w którym pomyślałaś: „Chcę być naprawdę dobrą pływaczką”?

Wiktoria Sobota: Tak. Takim momentem były moje pierwsze Mistrzostwa Polski Juniorów w Krakowie. Czwarte miejsce i późniejsze słowa trenera Waldka Madeja sprawiły, że od dwóch treningów tygodniowo przeszłam do regularnego trenowania pięć–sześć razy w tygodniu.

Marta Witecka: Mówiłaś, że przełomem były pierwsze mistrzostwa Polski juniorów, po których „złapałaś zajawkę”. Co wydarzyło się podczas tych zawodów, że tak mocno zmieniły Twoje podejście do pływania?

Wiktoria Sobota: Myślę, że właśnie wtedy po raz pierwszy naprawdę poczułam sportową rywalizację. Czwarte miejsce w swojej klasie startowej dało mi motywację, żeby trenować więcej i sprawdzić, dokąd może mnie to zaprowadzić.

TECHNIKA – „SZYJEMY JĄ” PODE MNIE

Marta Witecka: W czerwcu 2024 na 50 m grzbietem uzyskałaś 1:10.95, a w Kocaeli popłynęłaś 1:05.08. Co najbardziej zmieniło się przez te dwa lata – siła, technika, trening czy Twoja świadomość pływania?

Wiktoria Sobota: Wszystko po trochu. Ostatnio sporo pracowaliśmy nad techniką i wprowadziliśmy kilka zmian. Na zgrupowaniach skupialiśmy się też na pracy na lądzie, co na pewno przełożyło się na poprawę siły.

Marta Witecka: W klasie S3 każdy detal techniczny może mieć ogromne znaczenie. Nad którym elementem swojego pływania pracowałaś w ostatnich miesiącach najwięcej?

Wiktoria Sobota: Ostatnio głównie nad ułożeniem ręki podczas pociągnięcia przy pływaniu grzbietem. Dodam, że w moim przypadku nie jest to tożsame z kształtowaniem techniki u pływaków pełnosprawnych – moja lewa ręka nie jest tak sprawna jak prawa, przez co koordynacja dynamiki, wyrzutu ramion czy ułożenia dłoni jest naprawdę żmudna i wymaga dopracowywania w szerokim spektrum.

Marta Witecka: Która konkurencja jest dzisiaj najbardziej „Twoja” – 50 m grzbietem, konkurencje dowolne czy może 150 m zmiennym?

Wiktoria Sobota: Zdecydowanie 50 grzbietem.

Marta Witecka: Czy ze względu na swoją klasę startową musisz wraz z trenerem szukać bardzo indywidualnych rozwiązań technicznych, których nie można po prostu skopiować od innych zawodników?

Wiktoria Sobota: Zdecydowanie. Niskie grupy mają to do siebie, że obejmują osoby z największą niepełnosprawnością ruchu. Tutaj każdy ma indywidualną technikę. Jeśli płyniesz samymi rękami, a rywalka obok używa wyłącznie nóg, nie macie szans na podpatrywanie techniki.

Nie jestem w stanie wykonać wielu elementów technicznych tak samo jak sprawni zawodnicy, więc często musimy ją modyfikować – razem z trenerami „szyjemy ją” pode mnie.

TRENING 15-LETNIEJ REPREZENTANTKI POLSKI

Marta Witecka: Z dwóch treningów tygodniowo doszłaś do pięciu–sześciu, a podczas zgrupowań nawet do dziewięciu jednostek. Jak wygląda obecnie Twój typowy tydzień treningowy?

Wiktoria Sobota: To zależy. W okresie treningów w klubie, od poniedziałku do piątku, jest to jedna jednostka treningowa. W ciągu dnia uczęszczam do szkoły, trenuję wieczorem. W soboty trenuję rano.

Podczas zgrupowań mamy do dyspozycji pełną dobę, więc koncentrujemy się wyłącznie na treningu. Możemy sobie pozwolić – w zależności od strategii trenerów – na dwie jednostki treningowe dziennie, treningi na lądzie oraz pracę z całym sztabem szkoleniowym.

Marta Witecka: Co jest dla Ciebie najtrudniejsze w treningu – objętość, intensywność, monotonia powtarzania elementów technicznych czy zmęczenie?

Wiktoria Sobota: Zimna woda 😊. A całkowicie serio – to bardzo zależy od jednostki. Nigdy nie lubiłam długich, monotonnych treningów z dużą objętością. Zdecydowanie bardziej przepadam na przykład za sprintami.

Marta Witecka: Masz 15 lat, chodzisz do szkoły i jednocześnie trenujesz praktycznie codziennie. Jak udaje Ci się pogodzić naukę, trening, wyjazdy na zawody i zwyczajne życie nastolatki?

Wiktoria Sobota: Zawsze się śmieję, że do szkoły to nie chodzę, tylko ją od czasu do czasu odwiedzam. Siłą rzeczy tak to właśnie wygląda. W ciągu roku szkolnego również mamy zgrupowania. Nie aż tyle co w wakacje, ale jednak. Do tego dochodzą zawody – zarówno międzynarodowe, jak i Mistrzostwa Polski Juniorów i Seniorów oraz cały cykl Grand Prix.

Dodam, że w zeszłym roku, gdy przygotowywaliśmy się do MŚ w Singapurze, kończyłam szkołę podstawową. W tym roku, zamiast poznawać nowych kolegów w pierwszej klasie liceum, do którego się dostałam – rozpoczynałam walkę w Kocaeli 😊.

Łączenie nauki z treningami nie jest łatwe, ale przy odpowiednim zaangażowaniu jest możliwe. Przez zaangażowanie mam na myśli nie tylko siebie, ale również rodziców, gdyż logistycznie bywa to bardzo trudne do spięcia, a wszystko zostaje na ich głowie.

Marta Witecka: Czy zdarzają się dni, kiedy naprawdę nie chce Ci się iść na basen? Co wtedy powoduje, że jednak bierzesz torbę i idziesz na trening?

Wiktoria Sobota: Zdarzają się, jak każdemu. Zawsze powtarzam, że mam bardzo przydatną w tym sporcie cechę, mianowicie – jestem uparta. Jak wyznaczę sobie cel, jestem zdeterminowana, by go osiągnąć. I właśnie w takich momentach myślę o tym, że każdy trening sprawia, że jestem bliżej realizacji tego celu.

Marta Witecka: Jak ważna jest w Twoim rozwoju grupa treningowa IKS-AWF Warszawa? Wolisz rywalizować na treningach czy bardziej potrzebujesz atmosfery współpracy?

Wiktoria Sobota: Jedno i drugie. Co prawda pływanie jest sportem indywidualnym, ale moim zdaniem drużyna i otaczający nas ludzie to niesamowicie ważny aspekt sportu. Zarówno elementy rywalizacji, jak i współpracy z przyjaciółmi z klubu potęgują radość i frajdę z pływania.

PIERWSZE DUŻE SUKCESY

Marta Witecka: W 2025 roku wygrałaś 150 m stylem zmiennym SM3 podczas European Para Youth Games w Stambule. Czy właśnie wtedy po raz pierwszy poczułaś, że możesz rywalizować na wysokim poziomie międzynarodowym?

Wiktoria Sobota: To były moje pierwsze zawody takiej rangi. Lecąc do Stambułu, nie spodziewałam się, że EPYG będzie zawodami na tak profesjonalnym poziomie. Jednocześnie miałam świadomość, że miesiąc później jest Singapur – MŚ – więc już wtedy wiedziałam, że w niedługim czasie czeka mnie impreza jeszcze większej rangi.

Marta Witecka: Niedługo później znalazłaś się w reprezentacji na mistrzostwa świata seniorów w Singapurze. Miałaś zaledwie 14 lat. Co czułaś, kiedy dowiedziałaś się o powołaniu?

Wiktoria Sobota: Ogromną radość oraz dumę. Wiedziałam, że seniorskie mistrzostwa świata to już nie przelewki i że właśnie zaczyna się dla mnie wielka, niesamowita przygoda.

Z drugiej strony towarzyszyły mi niepewność i stres, spowodowane zarówno samymi zawodami, jak i dalekim wyjazdem z kadrą, w której byliśmy wraz z 17-letnim Alexem Kozłowskim jedynymi juniorami. Dzięki ogromnemu wsparciu całej kadrowej ekipy nad negatywnymi emocjami zdecydowanie przeważała wielka ekscytacja.

Marta Witecka: W Singapurze zajęłaś szóste miejsce na 200 m dowolnym S3 i ósme na 50 m dowolnym, a na 50 m grzbietem do finału zabrakło Ci tylko 0,36 s. Co dały Ci tamte mistrzostwa?

Wiktoria Sobota: Z Singapuru przywiozłam ogrom cennego doświadczenia. Dzięki temu do Kocaeli leciałam już z większą pewnością siebie i byłam dużo lepiej zorientowana, jak to wszystko naprawdę wygląda.

Marta Witecka: Czy właśnie doświadczenia z Singapuru sprawiły, że jadąc rok później do Kocaeli, nie czułaś się już jak dziewczyna, która jedzie tylko zbierać doświadczenie?

Wiktoria Sobota: Tak. Przed wylotem do Singapuru miałam spore doświadczenie w zawodach ogólnopolskich, lecz to właśnie mistrzostwa świata były dla mnie pierwszą imprezą, która pozwoliła mi poczuć „od środka” emocje towarzyszące startom na najważniejszych arenach świata.

KOCAELI – URODZINY, ŻYCIÓWKA I MEDAL

Marta Witecka: Piętnaste urodziny spędziłaś na mistrzostwach Europy. Zamiast tortu i imprezy – finał 100 m dowolnym. Jak wyglądały najbardziej nietypowe urodziny w Twoim życiu?

Wiktoria Sobota: Podczas piętnastych urodzin rozmawiałam z drużyną, że moje urodziny są z roku na rok coraz ciekawsze… W dniu poprzednich, czternastych urodzin wylatywaliśmy z Warszawy do Singapuru, w tym roku finał i bardzo długo wyczekiwana, upragniona życiówka – a to wszystko podczas mistrzostw Europy… Aż się zastanawiam, co będzie za rok 😊.

Marta Witecka: Tego dnia zajęłaś piąte miejsce i po raz pierwszy zeszłaś poniżej 2:20. Powiedziałaś jednak, że był to przede wszystkim sprawdzian przed 50 m grzbietem. Czy od początku mistrzostw właśnie ta konkurencja była Twoim głównym celem?

Wiktoria Sobota: Tak, właściwie od kilku miesięcy przygotowywałam się głównie do tej konkurencji i wiedziałam, że to właśnie będzie mój start.

Marta Witecka: Dzień później stanęłaś na słupku przed finałem 50 m grzbietem. Co działo się wtedy w Twojej głowie – myślałaś o medalu, czasie, rywalkach czy tylko o wykonaniu własnego planu?

Wiktoria Sobota: Z tym „stanęłaś na słupku” bym nie przesadzała :-D.

To jeden z aspektów, na którym skupialiśmy się w pracy z psychologiem sportu. Mimo wszystkich napływających myśli starałam się skupić wyłącznie na swoim planie, starcie i tym, na co mam wpływ.

Marta Witecka: Na mecie zobaczyłaś 1:05.08 i trzecie miejsce. Co zauważyłaś najpierw – czas czy pozycję?

Wiktoria Sobota: Zdecydowanie czas. Płynęłam przede wszystkim po życiówkę, mając gdzieś daleko z tyłu głowy, że jeśli zrobię wszystko, co mogę – mam szansę na podium. Dopiero gdy dotarło do mnie, jaki wynik udało mi się osiągnąć, zobaczyłam też pozycję.

Marta Witecka: Po finale powiedziałaś, że nie wiesz, czy bardziej cieszy Cię medal, czy poprawienie życiówki o ponad sekundę. Kilka dni później potrafisz już odpowiedzieć na to pytanie?

Wiktoria Sobota: I medal, i życiówka. Przed zawodami stawiałam sobie za cel złamanie 1:06.00, ale nie spodziewałam się aż tak dużego progresu. Z drugiej strony – pierwszy medal imprezy takiej rangi cieszy niesamowicie.

Marta Witecka: Szczególnie ciekawe jest to, że przez około półtora roku nie mogłaś poprawić rekordu życiowego, później zrobiłaś to niespełna miesiąc przed ME, a w Kocaeli urwałaś kolejną sekundę. Co spowodowało to nagłe przełamanie?

Wiktoria Sobota: Myślę, że złożyło się na to mnóstwo aspektów. Ogrom pracy w klubie, następnie prawie trzy miesiące intensywnej pracy z trenerami podczas zgrupowań kadry bezpośrednio przed zawodami. Bardzo duży wpływ miała zmiana kilku aspektów technicznych, zwiększenie intensywności treningu na lądzie, ale również współpraca z kadrowym psychologiem sportu.

MŁODA ZAWODNICZKA WŚRÓD DOŚWIADCZONYCH REPREZENTANTÓW

Marta Witecka: W Kocaeli byłaś w jednej reprezentacji m.in. z Oliwią Jabłońską i Jackiem Czechem – zawodnikami mającymi ogromne doświadczenie z igrzysk, mistrzostw świata i Europy. Podpatrujesz takich sportowców? Czego można się od nich nauczyć poza samym pływaniem?

Wiktoria Sobota: Oczywiście! Podczas kadrowych wyjazdów spędzam z nimi sporo czasu i uczę się od nich naprawdę dużo. Oprócz samego pływania starsi koledzy i koleżanki są dla mnie wzorami do naśladowania i autorytetami – zarówno jako sportowcy, jak i ludzie.

Marta Witecka: Beata Pożarowszczyk-Kuczko już przed mistrzostwami świata mówiła, że „przebojem wdarłaś się do kadry” i jesteś zawodniczką bardzo perspektywiczną. Takie słowa bardziej dodają pewności siebie czy nakładają presję?

Wiktoria Sobota: W moim przypadku słowa trenerki dodały pewności siebie. Czułam ogromną dumę, słysząc, że trenerka mówi o mnie w tak pozytywnych słowach.

CO DALEJ?

Marta Witecka: W ciągu kilkunastu miesięcy zdobyłaś złoto European Para Youth Games, wystąpiłaś w finale mistrzostw świata seniorów, a teraz masz medal mistrzostw Europy. Jaki powinien być następny krok?

Wiktoria Sobota: Powiem krótko: dalsza praca. Systematyczne trenowanie, szlifowanie techniki i robienie wszystkiego, co spowoduje dalszy progres i jak najlepsze wyniki.

Marta Witecka: Los Angeles 2028 jest już realnym celem? Masz wtedy dopiero 17 lat – pozwalasz sobie już myśleć o pierwszych igrzyskach paralimpijskich?

Wiktoria Sobota: Igrzyska są moim ogromnym marzeniem i wiem, że zrobię wszystko, by się na nich pojawić. Zobaczymy, czy będzie to już w Los Angeles. Jeśli nie uda się w 2028 roku, będę walczyć o następne igrzyska.

Marta Witecka: Gdybyśmy spotkali się ponownie dokładnie za dwa lata, tuż przed Los Angeles, co chciałabyś móc wtedy powiedzieć o Wiktorii Sobocie – zawodniczce i dziewczynie, która właśnie skończyła 17 lat?

Wiktoria Sobota: Najbardziej chciałabym móc powiedzieć wtedy o sobie jako o zawodniczce niedługo wylatującej na igrzyska paralimpijskie. I postaram się zrobić wszystko, by tak się właśnie stało.

Marta Witecka: Dziękuję bardzo za rozmowę!

Wiktoria Sobota: Dziękuję również!

Zdjęcia: archiwum rodzina Sobota, Michał Bacior/Para Swimming Team Poland

Podziel się tym:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *