Jan Kałusowski: „Chcę pływać 58 sekund. Trenuję już z myślą o Los Angeles” !

Podziel się tym:

Marta Witecka

Jan Kałusowski wrócił z mistrzostw Europy w Paryżu bez indywidualnego finału, ale z czymś, co w perspektywie kolejnych dwóch lat może okazać się znacznie ważniejsze – potwierdzeniem, że zmiany wprowadzone w jego treningu zaczynają przynosić efekty. Reprezentant MKS Trójka Łódź na 100 m stylem klasycznym po ponad dwóch latach ponownie złamał granicę minuty, osiągając w półfinale 59.89. Na 50 m od awansu do półfinału dzieliły go zaledwie trzy setne sekundy, a w sztafecie mieszanej zanotował 59.4 – swoją najlepszą zmianę w karierze.

Nie wszystko jednak w Paryżu ułożyło się zgodnie z planem. Na 200 m stylem klasycznym, dystansie, na którym dwa lata wcześniej zdobył brąz mistrzostw Europy w Belgradzie, zabrakło mu sił na ostatnich 50 metrach. Przygotowania utrudniła również kontuzja pachwiny, przez którą przez dwa tygodnie musiał ograniczyć pracę nóg.

Kałusowski nie szuka jednak usprawiedliwień. W rozmowie ze SwimmPL.com opowiada o zmianie techniki, nowych rozwiązaniach w treningu siłowym i pracy w wodzie, granicy 58 sekund na 100 m stylem klasycznym oraz celu, któremu podporządkowuje kolejne dwa lata kariery – igrzyskom olimpijskim w Los Angeles.

Marta Witecka: Janku, minęło już trochę czasu od mistrzostw Europy w Paryżu. Kiedy dziś patrzysz na te zawody bez emocji bezpośrednio po starcie – jesteś z nich bardziej zadowolony czy jednak czujesz niedosyt?

Jan Kałusowski: Jestem zadowolony ze swoich startów. Trafiłem z bardzo dobrą formą i miałem parę świetnych wyścigów. Oczywiście niedosyt jest zawsze, ale za mną był trudny sezon, pełen wielu zmian, więc patrząc przez pryzmat tego, jestem szczęśliwy z osiągniętych rezultatów.

Marta Witecka: Jechałeś do Paryża jako zawodnik, który dwa lata wcześniej zdobył w Belgradzie brąz mistrzostw Europy na 200 m stylem klasycznym. Z jakimi oczekiwaniami jechałeś tym razem? Myślałeś o kolejnym medalu?

Jan Kałusowski: Zawody w Belgradzie były okrojone, jeśli chodzi o europejską czołówkę, a do Paryża przyjechali już wszyscy najlepsi, więc wiedziałem, że zdobyć teraz medal będzie dużo trudniej. Przed zawodami myślałem o tym, aby po prostu popłynąć swoje wyścigi jak najlepiej.

Marta Witecka: Czy przed rozpoczęciem mistrzostw czułeś, że jesteś przygotowany na najlepsze wyniki w sezonie?

Jan Kałusowski: Tak, przed zawodami czułem się dobrze i wiedziałem, że jestem w dobrej formie.

Marta Witecka: Miałeś za sobą igrzyska olimpijskie w Paryżu w 2024 roku. Czy powrót dwa lata później do tego samego miasta wywoływał jakieś szczególne emocje albo wspomnienia?

Jan Kałusowski: Zdecydowanie tak. Nasz hotel był w zasadzie obok wioski olimpijskiej, więc można było wrócić wspomnieniami do tej wspaniałej imprezy.

100 metrów – powrót poniżej minuty

Marta Witecka: Zacząłeś mistrzostwa od 100 m stylem klasycznym. W eliminacjach 1:00.10, a w półfinale 59.89. Jak oceniasz te dwa wyścigi?

Jan Kałusowski: Z setki jestem najbardziej zadowolony. Zrealizowałem w nich założenia techniczne i taktyczne. Fajnie znowu zobaczyć na tablicy wynik poniżej minuty. Jednocześnie wiem, że muszę z tego wyniku urwać całkiem sporo.

Marta Witecka: Wynik 59.89 oznaczał powrót poniżej minuty na długim basenie po ponad dwóch latach. Jak ważna była dla Ciebie właśnie ta granica?

Jan Kałusowski: To był dla mnie krok w kierunku walki o pływanie 58 sekund. W tym sezonie zmieniłem technikę, treningi na siłowni oraz wprowadziliśmy nowe elementy do treningu w wodzie. Wszystko z myślą o igrzyskach w Los Angeles. Cieszę się, że już po paru miesiącach widzę efekty w postaci wyników i będę pracował nad tym, żeby od teraz częściej łamać minutę.

Marta Witecka: Po półfinale powiedziałeś, że gdybyś dostał jeszcze jedną szansę, prawdopodobnie byłbyś w stanie poprawić rekord życiowy, który jest jednocześnie rekordem Polski. Co sprawiło, że miałeś aż takie przekonanie?

Jan Kałusowski: Tak czułem, ale nie zakwalifikowałem się do finału, więc nigdy się nie dowiemy. Wiem, że wyścig półfinałowy był bardzo dobry, ale w finale często jesteśmy w stanie wykrzesać z siebie jeszcze więcej. Rekord Polski z Belgradu jest właśnie z finału.

Marta Witecka: Twój rekord Polski to 59.58. W Paryżu zabrakło 31 setnych. Wiesz dziś, gdzie na tych 100 metrach zostały te trzy dziesiąte sekundy?

Jan Kałusowski: Na pewno na drugiej pięćdziesiątce. Czuję, że muszę trochę dłużej popracować, aby wytrzymać cały dystans techniką po zmianach.

Marta Witecka: Pierwsze 50 metrów półfinału pokonałeś w 28.01. Czy z perspektywy czasu zmieniłbyś sposób rozegrania tego wyścigu?

Jan Kałusowski: Nie, taki był plan i trenowałem cały sezon, aby tyle zaczynać na relatywnie niskiej frekwencji.

Marta Witecka: Do finału trzeba było w Paryżu pływać zdecydowanie szybciej od rekordu Polski. Czy poziom europejskiej „setki” klasykiem Cię zaskoczył?

Jan Kałusowski: Tak, zaskoczył mnie poziom. Był lepszy niż na zeszłorocznych mistrzostwach świata.

200 metrów – najtrudniejszy moment mistrzostw

Marta Witecka: Przejdźmy do 200 m. To szczególny dystans, bo właśnie na nim zdobyłeś brąz mistrzostw Europy w Belgradzie. Czy przez to oczekiwania wobec siebie były większe?

Jan Kałusowski: Nie. Podobnie jak na 100 m chciałem zrealizować taktykę i po prostu dać z siebie wszystko.

Marta Witecka: W eliminacjach osiągnąłeś 2:11.39 i awansowałeś do półfinału. Jak się wtedy czułeś – był to wynik dający Ci przekonanie, że wieczorem możesz zrobić duży krok do przodu?

Jan Kałusowski: Tak myślałem. Liczyłem na wynik w granicach rekordu życiowego, jednak w półfinale zabrakło mi sił na ostatnich 50 m.

Marta Witecka: Po półfinale powiedziałeś bardzo otwarcie: „Dałem z siebie wszystko”, ale przyznałeś również, że po pierwszych 100 metrach zabrakło Ci sił. Co dokładnie wydarzyło się w drugiej części tego wyścigu?

Jan Kałusowski: W zasadzie po prostu ostatnie 50 m było dla mnie ciężkie. Zabrakło mi sił. Nie wydarzyło się nic szczególnego. To nie był mój dzień.

Marta Witecka: Plan zakładał mocniejszą drugą setkę. Czy problemem była kwestia wytrzymałości, dyspozycji dnia, czy może sposób przygotowania do całych mistrzostw?

Jan Kałusowski: Dobre pytanie, na które sam chciałbym znać odpowiedź. Trenowałem bardzo dużo pod 200 m i wydawało mi się, że mam odpowiednią bazę wytrzymałości, aby bez problemu wytrzymać cały dystans.

Marta Witecka: Powiedziałeś wtedy również: „Na 100 metrów jestem w lepszej dyspozycji”. Czy Paryż pokazał Ci, że obecnie Twoim najważniejszym dystansem powinno stać się 100 m, a nie 200 m?

Jan Kałusowski: Do igrzysk w Los Angeles na pewno będę skupiał się na obu dystansach. Dobre 200 m pozwala mi dobrze wytrzymać 100 m.

Marta Witecka: Czy po tym starcie zacząłeś zastanawiać się nad zmianą proporcji w treningu pomiędzy szybkością potrzebną na 50 i 100 m a wytrzymałością niezbędną na 200 m?

Jan Kałusowski: Rozmawiamy z trenerem dużo na ten temat. Balans pomiędzy szybkością a wytrzymałością musi być zachowany. Nie można zrezygnować ani z jednego, ani z drugiego. Proporcjami zajmują się już moi trenerzy.

Trzy setne na 50 metrów

Marta Witecka: Na 50 m stylem klasycznym popłynąłeś tylko siedem setnych od życiówki, ale do półfinału zabrakło Ci trzech setnych sekundy. Co czuje zawodnik, kiedy patrzy na tablicę i widzi taką różnicę?

Jan Kałusowski: Czułem lekką złość, ale wiem, że w tym wyścigu również dałem z siebie wszystko, więc po prostu tym razem zabrakło szczęścia.

Marta Witecka: Przy sprincie trwającym niewiele ponad 27 sekund trzy setne mogą oznaczać właściwie wszystko – start, wyjście spod wody, jeden ruch czy dotknięcie ściany. Wiesz, gdzie mogłeś je znaleźć?

Jan Kałusowski: Na pewno na starcie oraz na drugiej 25-tce. Muszę lepiej utrzymać prędkość maksymalną.

Marta Witecka: Czy taki wynik bardziej boli, bo awans był dosłownie na wyciągnięcie ręki, czy przeciwnie – daje satysfakcję, że byłeś bardzo blisko swojej życiówki?

Jan Kałusowski: Jedno i drugie. Wynik i wyścig były dobre, zabrakło lepszego rzutu na ścianę do awansu.

Sztafety i reprezentacja

Marta Witecka: W Paryżu wystąpiłeś również w mieszanej sztafecie 4×100 m zmiennym, która awansowała do finału i zajęła ósme miejsce. Jak oceniasz ten występ?

Jan Kałusowski: Bardzo dobrze. Mieliśmy tylko dwa finały sztafet na tych zawodach, więc cieszę się, że byłem w składzie jednego z nich. Popłynąłem dwa dobre wyścigi poniżej minuty, szczególnie rano, notując swoją sztafetową życiówkę – 59.4.

Marta Witecka: Czym dla Ciebie różni się start indywidualny od sytuacji, w której stajesz na słupku ze świadomością, że płyniesz również dla trzech innych osób?

Jan Kałusowski: Starałem się skupić na sztafecie jak na indywidualnym starcie, aby popłynąć po prostu jak najlepszy wyścig.

Marta Witecka: W ostatnim dniu wystąpiłeś jeszcze w męskiej sztafecie zmiennej. Polacy zajęli 13. miejsce. Jak oceniasz potencjał naszej sztafety 4×100 m zmiennym w perspektywie kolejnych dwóch lat?

Jan Kałusowski: Potencjał jest, ale nie płynęliśmy rano w najmocniejszym składzie, więc ciężko powiedzieć, o co moglibyśmy powalczyć. Ta sztafeta jest zawsze ostatniego dnia, więc aby walczyć z najlepszymi, musimy dawać z siebie 100 procent już rano, tak jak inne drużyny.

Przygotowania

Marta Witecka: Cofnijmy się przed Paryż. Już w kwietniu popłynąłeś w Łodzi 27.25 na 50 m i zapewniłeś sobie minimum. Czy możliwość stosunkowo wczesnego zdobycia kwalifikacji pozwoliła spokojniej przygotowywać się do głównej imprezy sezonu?

Jan Kałusowski: Taki był plan. Pierwsza część sezonu – zrobienie kwalifikacji, a 50 m było najłatwiejsze, a potem spokojne trenowanie pod mistrzostwa Europy.

Marta Witecka: W czerwcu w Ostrowcu wygrałeś wszystkie trzy dystanse klasyczne – 50, 100 i 200 m – a na setkę uzyskałeś 1:00.09. Wydawało się, że forma rozwija się bardzo dobrze. Jak wyglądały ostatnie tygodnie przygotowań między Ostrowcem a Paryżem?

Jan Kałusowski: Do Ostrowca nie robiłem dużego odpuszczenia, więc po tych zawodach kontynuowałem przygotowania, a później odpocząłem do Paryża. Niestety po Ostrowcu przydarzyła mi się kontuzja pachwiny – u żabkarzy to częsty problem – więc musiałem lekko odpuścić pływanie na nogach na dwa tygodnie.

Marta Witecka: Jak wyglądał u Ciebie taper przed mistrzostwami? Czy po wynikach z Paryża uważasz, że udało się trafić z najwyższą dyspozycją dokładnie na najważniejsze zawody?

Jan Kałusowski: Taper był dobry, czułem, że mam optymalną formę. Odpuszczenie wygląda podobnie jak u innych – coraz mniej metrażu i coraz więcej odpoczynku. Sporadycznie akcenty utrzymujące rytm wyścigu.

Marta Witecka: Który element przygotowania do Paryża zadziałał najlepiej, a co – mając dzisiejszą wiedzę – zrobiłbyś inaczej?

Jan Kałusowski: Najlepiej wypadło szlifowanie pierwszej 50-tki – faktycznie zacząłem tak, jak chciałem. Jeśli chodzi o błędy, to powinienem bardziej wzmocnić pachwiny i lepiej rozkładać obciążenie, żeby nie doprowadzać do takich przeciążeń. Wyciągnąłem z tego wnioski.

Pozycja polskiej żabki

Marta Witecka: W Polsce masz bardzo mocnych rywali, przede wszystkim Dawida Wiekierę, a za Wami pojawiają się kolejni zawodnicy, między innymi Twój klubowy kolega Jan Gajda. Taka wewnętrzna konkurencja pomaga Ci rozwijać się czy czasami zwiększa presję?

Jan Kałusowski: Fajnie jest mieć tak dobrych rywali. To dodaje motywacji do tego, aby być najlepszym.

Marta Witecka: Paryż pokazał, jak bardzo podniósł się europejski poziom w stylu klasycznym. Co Twoim zdaniem trzeba zmienić w treningu, żeby z wyniku około 59.5–60.0 dojść do poziomu pozwalającego realnie walczyć o europejski finał, a później medal?

Jan Kałusowski: Muszę w zasadzie teraz złożyć moje najlepsze rozpoczęcie z najlepszym powrotem. Dalsza praca nad techniką i tempem docelowym powinna dać efekt.

Los Angeles 2028

Marta Witecka: Masz 26 lat, ogromne doświadczenie, start olimpijski, medal mistrzostw Europy i rekord Polski. Czy po Paryżu jeszcze mocniej myślisz o igrzyskach w Los Angeles w 2028 roku?

Jan Kałusowski: Tak, jest to mój główny cel. Trenuję już od teraz z myślą o LA.

Marta Witecka: Gdybyśmy spotkali się ponownie za dwa lata, tuż przed igrzyskami w Los Angeles – jaki Jan Kałusowski musiałby wtedy siedzieć naprzeciwko nas, żebyś mógł powiedzieć: „zrobiłem wszystko, żeby być gotowym walczyć z najlepszymi na świecie”?

Jan Kałusowski: Taki sam jak teraz. Jestem zdeterminowany i mam plan, który konsekwentnie realizuję. Za dwa lata nic się nie zmieni.

Marta Witecka: Gdybyś mógł jeszcze raz stanąć na słupku w Paryżu i powtórzyć tylko jeden ze swoich wyścigów – wybrałbyś 100, 200 czy 50 metrów stylem klasycznym? I co zrobiłbyś w nim inaczej?

Jan Kałusowski: Chyba 200 m i zacząłbym około 10 procent lżej. Jestem ciekawy, czy dałoby mi to lepszy wynik. Niemniej jednak skupiam się już na tym, co przede mną.

Marta Witecka: Bardzo dziękuję za rozmowę i trzymam za złamanie tych 0.59s

Jan Kałusowski:Dziękuję bardzo

Podziel się tym:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *