Marta Witecka
Jeszcze rok temu Kamil Sieradzki był piątym zawodnikiem świata na 200 m stylem dowolnym, ustanawiając w Singapurze rekord Polski wynikiem 1:45.00. Do sezonu 2026 przystępował więc jako jeden z najmocniejszych punktów reprezentacji Polski i zawodnik, który miał realne podstawy, by myśleć o walce z europejską i światową czołówką. Wszystko zmieniły jednak problemy zdrowotne, które – jak opowiada w rozmowie ze SwimmPL.com – okazały się znacznie poważniejsze, niż mogło się wydawać z zewnątrz.
Angina, kolejne antybiotyki, ryzyko zapalenia mięśnia sercowego, operacja migdałków, utrata siedmiu kilogramów i ponad dwa miesiące bez treningu sprawiły, że zamiast przygotowywać się do walki o najwyższe cele, Sieradzki musiał najpierw walczyć o powrót do normalnego sportowego życia. Przyznaje, że był to prawdopodobnie najtrudniejszy okres w jego życiu. Pojawiły się również pytania o przyszłość i myśli o zakończeniu kariery.
W Paryżu do najlepszej dyspozycji wciąż było daleko. Na 100 m stylem dowolnym uzyskał 48.55, natomiast na swoim koronnym dystansie 200 m popłynął w eliminacjach 1:46.39. Do półfinału wszedł z dziewiątym wynikiem, ale wieczorem nie zdołał poprawić rezultatu. Mimo tego występ na Mistrzostwach Europy pokazał mu, że po tak długiej przerwie nadal potrafi pływać na wysokim poziomie.
W bardzo szczerej rozmowie z Martą Witecką Kamil Sieradzki opowiada SwimmPL.com o kulisach najtrudniejszych miesięcy swojej kariery, powrocie do treningów, Paryżu, porównywaniu się z najlepszą wersją samego siebie, sytuacji sportowca pozbawionego możliwości startowania i zarabiania oraz o ambicjach sięgających igrzysk olimpijskich w Los Angeles. Mówi też wprost: wynik 1:44 na 200 m stylem dowolnym uważa za realny.

PARYŻ – PIERWSZE WRAŻENIA
Marta Witecka: Kamil, minęło już trochę czasu od Twojego ostatniego startu w Paryżu. Z jakim jednym uczuciem wróciłeś z tych Mistrzostw Europy – zadowolenia, niedosytu, ulgi, a może złości?
Kamil Sieradzki: Szczerze mówiąc, to na pewno była złość, ale była też ulga, że ten sezon już się skończył. Aczkolwiek po tym sezonie można też trochę dodać zadowolenia do tego wszystkiego.
Marta Witecka: Z jakimi oczekiwaniami jechałeś do Paryża? Po problemach zdrowotnych patrzyłeś bardziej na wynik i miejsce czy na to, żeby sprawdzić, w którym miejscu jesteś po trudniejszej pierwszej części sezonu?
Kamil Sieradzki: Ciężko mi odpowiedzieć na to pytanie. Na zawody zawsze jedzie się po to, żeby wygrywać, walczyć o najwyższe miejsca. Natomiast po tym, co działo się w tym sezonie, chciałem po prostu chociaż trochę zbliżyć się do tego, co pływałem w tamtym roku. Problemy zdrowotne to dosyć łagodne określenie tego, co się działo.
Marta Witecka: Rok wcześniej byłeś piątym zawodnikiem świata na 200 m dowolnym. Czy przez to przed Paryżem sam nakładałeś na siebie większą presję?
Kamil Sieradzki: Ja nie nakładałem na siebie żadnej presji. Bardziej robili to ludzie, którzy nie wiedzieli, co działo się na początku roku i patrzyli na to, co było w Singapurze.
Marta Witecka: Mistrzostwa Europy odbywały się w mieście, w którym dwa lata wcześniej startowałeś na igrzyskach olimpijskich. Powrót do Paryża wywołał jakieś wspomnienia z igrzysk?
Kamil Sieradzki: Chyba tylko negatywne 😅. Paryż ewidentnie nie jest miejscem dla nas.
Marta Witecka: Jak oceniasz same mistrzostwa – organizację, obiekt, atmosferę i zainteresowanie publiczności?
Kamil Sieradzki: Super, naprawdę w tym roku było to zrobione bardzo dobrze. Podobało mi się, kibice jak zwykle w Paryżu dopisali, ale nie ma się też czemu dziwić, gdy pływa Leon.
Marta Witecka: Francuzi potrafią stworzyć na trybunach specyficzną atmosferę. Było coś, co szczególnie zapamiętasz z tych zawodów?
Kamil Sieradzki: Wszystkie starty Leona i pływanie Francuzów w sztafetach.

100 M STYLEM DOWOLNYM
Marta Witecka: Na 100 m dowolnym uzyskałeś 48.55 i zająłeś 20. miejsce. Jak oceniasz ten start?
Kamil Sieradzki: Kurde, no ja oceniłem go nieźle względem całego roku, ale jeśli nie patrzymy na to, to start był przeciętny.
Marta Witecka: Patrząc na ten wyścig już na spokojnie – czego najbardziej w nim zabrakło?
Kamil Sieradzki: Szybkości.
Marta Witecka: 100 metrów traktujesz dziś jako pełnoprawną konkurencję indywidualną czy przede wszystkim jako element przygotowania pod 200 m i sztafety?
Kamil Sieradzki: Jako pełnoprawną konkurencję.
Marta Witecka: Gdzie widzisz u siebie największe rezerwy na setkę – start, pierwsze 50 metrów, nawrót czy drugą długość basenu?
Kamil Sieradzki: Pewnie pierwsze 50, aczkolwiek wszędzie jest zapas. Patrząc na to, jak pływa świat, to zapas jest wszędzie.

200 M STYLEM DOWOLNYM
Marta Witecka: 200 m dowolnym to już Twoja koronna konkurencja. W eliminacjach popłynąłeś 1:46.39 i z dziewiątym wynikiem wszedłeś do półfinału. Byłeś z tego czasu zadowolony?
Kamil Sieradzki: Tak.
Marta Witecka: Kiedy po eliminacjach zobaczyłeś 1:46.39, pomyślałeś, że wieczorem możesz zaatakować zdecydowanie mocniej?
Kamil Sieradzki: Zdecydowanie tak.
Marta Witecka: Rok wcześniej w półfinale mistrzostw świata w Singapurze popłynąłeś fenomenalne 1:45.00. Czy stając na słupku w Paryżu, człowiek mimowolnie porównuje się z tamtym Kamilem Sieradzkim?
Kamil Sieradzki: Myślę, że na pewno. Jesteś piątym zawodnikiem świata i trzecim gościem w Europie z krótkiego basenu. Więc zawsze porównujesz się z najlepszą wersją siebie.
Marta Witecka: W półfinale było 1:46.64 i 16. miejsce. Co wydarzyło się w tym wyścigu? Dlaczego nie udało się powtórzyć albo poprawić wyniku z rana?
Kamil Sieradzki: Nic się nie wydarzyło. Po prostu żeby pływać 200 metrów, trzeba trenować cały czas, bez przerwy.
Marta Witecka: Czy problem był bardziej fizyczny, techniczny czy zabrakło po prostu świeżości?
Kamil Sieradzki: Zabrakło treningów.
Marta Witecka: Gdybyś miał jeszcze raz popłynąć tamten półfinał, zmieniłbyś sposób rozegrania wyścigu?
Kamil Sieradzki: Nie, to po prostu nie szło i tyle.
Marta Witecka: Co jest obecnie trudniejsze na 200 m: odpowiednio mocno rozpocząć czy zachować wystarczająco dużo sił na ostatnie 50 metrów?
Kamil Sieradzki: Zdecydowanie zachować siły na ostatnie 50.

PROBLEMY ZDROWOTNE I POWRÓT
Marta Witecka: Ten sezon był dla Ciebie nietypowy. Po zawodach w Luksemburgu przez prawie cztery miesiące nie startowałeś z powodu problemów zdrowotnych. Jak trudny był to dla Ciebie okres?
Kamil Sieradzki: Szczerze mówiąc, chyba najtrudniejszy okres w moim życiu. Muszę dodać, że moje problemy zaczęły się już przed Luksemburgiem. Przed zawodami już tydzień nie pływałem.
Marta Witecka: Na ile te problemy wyłączyły Cię z normalnego treningu? Mogłeś trenować, ale bez startów, czy musiałeś na pewien czas mocno ograniczyć również trening?
Kamil Sieradzki: Na to pytanie chyba potrafią odpowiedzieć tylko osoby, które ze mną trenowały i są mi bliskie, bo nie dzieliłem się tym z nikim innym. I trochę bardziej się otworzę przy tym pytaniu.
Wszystko zaczęło się w styczniu od anginy, która nie wyleczyła się do końca. Po tygodniu antybiotyku i na dwa dni przed wylotem do Luksemburga, zamiast odpuścić, podjęliśmy złą decyzję i polecieliśmy tam mimo braku treningu, choroby i antybiotyku. Na zawodach choroba wróciła. Po przylocie kolejny antybiotyk, kolejna przerwa. Wróciłem na basen na kilka dni, ale dalej gardło było w bardzo złym stanie.
Kolejny lekarz i tam diagnoza trochę nas przeraziła, ponieważ dostałem bezwzględny zakaz trenowania na minimum dwa tygodnie i kolejny antybiotyk, z powodu ryzyka zapalenia mięśnia sercowego. Wtedy kadra leciała na Teneryfę.
Po tym czasie były dwie wizyty w szpitalu i tylko jedna diagnoza – operacja migdałków. Kilka dni później wizyta w Warszawie z ordynatorem Caroliny i diagnoza ta sama: jak najszybsza operacja.
Po operacji w 10 dni schudłem siedem kilogramów. Mogłem jeść tylko płyny i dostałem kolejny, chyba już piąty antybiotyk, na następne dwa tygodnie. Po dwóch tygodniach i wizycie kontrolnej dostałem zgodę na dłuższe spacery i może delikatną jazdę na rowerku stacjonarnym. Nie mogłem nawet szybciej wejść po schodach z powodu ryzyka puszczenia szwów i krwotoku z gardła.
Po trzech tygodniach mogłem wrócić do lekkich treningów, typu 1,5–2 kilometry. Więc łącznie wyszło ponad dwa miesiące bez treningów. Zaczęło się z końcem stycznia, a do treningu wróciłem na początku kwietnia. Więc ja po prostu przestałem trenować, a nie ograniczyłem treningi.
Marta Witecka: Co jest dla zawodnika Twojej klasy trudniejsze podczas takiej przerwy – utrata przygotowania fizycznego czy niepewność, kiedy będzie można wrócić do normalnego ścigania?
Kamil Sieradzki: Wszystko to, co było w pytaniu. Ludzie myślą, że u nas zawsze jest super i kolorowo, ale po takim sezonie, gdy jesteś wykluczony przez kontuzję czy chorobę, nie masz żadnych środków do życia, nie zarabiasz. Więc dla sportowca taka przerwa to jednocześnie walka o powrót do formy, ale też niestety myśli o zakończeniu kariery.
Marta Witecka: Wróciłeś pod koniec maja i niemal od razu podczas Mare Nostrum zdobywałeś medale. To dało Ci przekonanie, że można jeszcze uratować ten sezon?
Kamil Sieradzki: Tak, to było lekkie światełko w tunelu, aczkolwiek czasy na Mare Nostrum nie były jakieś wybitne.
Marta Witecka: Czy przed Paryżem udało Ci się już odbudować formę w stu procentach, czy cały czas nadrabiałeś stracone miesiące?
Kamil Sieradzki: Po czymś takim nie da się odrobić formy w 100 procentach. W pływaniu, jeśli odpuszczasz jeden tydzień, to odrabiasz to, co straciłeś, w trzy tygodnie. Więc można sobie policzyć – przy dwóch miesiącach bez treningu wracasz do tego, co było przed przerwą, trzy razy tyle.
Więc w Paryżu dopiero dochodziłem do tego, co było na początku sezonu. Ale 1:46.30 pokazało, że nie jest aż tak źle po tak długiej przerwie.
Marta Witecka: Biorąc pod uwagę wszystko, co wydarzyło się od początku roku, wynik 1:46.39 należy traktować bardziej jako niedosyt czy dowód, że mimo problemów wróciłeś na wysoki poziom?
Kamil Sieradzki: Dla mnie, biorąc pod uwagę ten rok, wynik 1:46.30 jest naprawdę OK.

SINGAPUR 2025 A PARYŻ 2026
Marta Witecka: W Singapurze był rekord Polski 1:45.00 i piąte miejsce na świecie. Co wtedy zadziałało niemal idealnie, czego tym razem zabrakło w Paryżu?
Kamil Sieradzki: Zabrakło tego, o czym mówiłem przy okazji pytania o problemy zdrowotne.
Marta Witecka: Piąte miejsce mistrzostw świata zmieniło Twoje myślenie o własnych możliwościach? Uświadomiło Ci, że medal wielkiej imprezy jest realnym celem?
Kamil Sieradzki: Zdecydowanie tak! Singapur pokazał, że jestem dobry i ten czas praktycznie na każdych zawodach daje finał i walkę o medale. Więc ja nie mogę się doczekać kolejnego sezonu i powrotu na 100 procent do treningu, żeby walczyć o te finały i medale na kolejnych imprezach.
Marta Witecka: Czy po Singapurze pojawiło się poczucie, że 1:45.00 nie jest granicą, tylko kolejnym etapem i można zejść jeszcze zdecydowanie niżej?
Kamil Sieradzki: Oczywiście, że tak i mam nadzieję, że tak będzie.

REPREZENTACJA POLSKI I SAME MISTRZOSTWA
Marta Witecka: Jak od środka wyglądała atmosfera w polskiej reprezentacji podczas mistrzostw w Paryżu?
Kamil Sieradzki: Na takich zawodach to ciężka sprawa.
Marta Witecka: Polska zakończyła mistrzostwa z dwoma medalami – złotem Katarzyny Wasick i brązem Justiny Kozan. Czy jako zawodnicy mieliście poczucie, że stać tę reprezentację na więcej?
Kamil Sieradzki: Oczywiście, że tak, ale tym razem nie wyszło.
Marta Witecka: Co najbardziej podobało Ci się podczas tych mistrzostw, a co – gdybyś miał taką możliwość – zmieniłbyś w ich organizacji?
Kamil Sieradzki: Basen startowy super. Zmieniłbym basen do rozpływania i strefę fizjo, żeby wszystko było klimatyzowane, a nie tak jak teraz, gdzie znowu na dworze było 40 stopni, a my pod namiotem siedzieliśmy obok wiatraków 😂.
Marta Witecka: Miałeś okazję startować na największych imprezach świata. Czy kibicowanie we Francji różni się od tego, czego doświadczasz w Polsce albo podczas zawodów w innych krajach?
Kamil Sieradzki: Ci Francuzi zawsze świetnie kibicują, ale u nas na ME było tak samo rewelacyjnie.

CO DALEJ?
Marta Witecka: Masz 24 lata, jesteś olimpijczykiem, medalistą mistrzostw świata i Europy na krótkim basenie, finalistą mistrzostw świata na długim basenie i rekordzistą Polski. Czujesz już, że wchodzisz w najlepszy okres swojej kariery?
Kamil Sieradzki: Zdecydowanie tak.
Marta Witecka: Co dzisiaj jest dla Ciebie ważniejsze: kolejne poprawianie rekordu Polski czy miejsce w finale i walka o medal wielkiej imprezy?
Kamil Sieradzki: Poprawienie życiówek. To pokazuje, że cały czas się rozwijasz. Mam nadzieję, że przy tym będą też finały i medale.
Marta Witecka: Czy 1:44 na 200 m stylem dowolnym jest wynikiem, który uważasz za realny w swoim wykonaniu?
Kamil Sieradzki: Tak.
Marta Witecka: Do igrzysk olimpijskich w Los Angeles pozostały niespełna dwa lata. Czy cały plan sportowy zaczyna być już podporządkowany właśnie LA 2028?
Kamil Sieradzki: Trochę tak. Obóz w USA czy Puchary Świata już nas pod to przygotowują.
Marta Witecka: Po piątym miejscu mistrzostw świata w Singapurze można już powiedzieć wprost: celem Kamila Sieradzkiego w Los Angeles jest indywidualny finał olimpijski, czy myślisz jeszcze odważniej?
Kamil Sieradzki: Zgadzam się z tym celem, a resztę zostawię dla siebie.
Marta Witecka: I na koniec – gdybyś miał wystawić sobie ocenę za Mistrzostwa Europy w Paryżu w skali od 1 do 10, jaką byś sobie dał i dlaczego?
Kamil Sieradzki: Dałbym sobie 4/10. Dlaczego? Chyba dlatego, że po prostu było słabo.
Marta Witecka: Bardzo dziękuję za rozmowę, Kamilu, i życzę Ci spełnienia wszystkich swoich planów oraz żeby wszelkie choroby i kontuzje omijały Cię szerokim łukiem.
Kamil Sieradzki: Dziękuję bardzo.
Zdjęcia: archiwum Kamila Sieradzkiego














Dodaj komentarz