Agnieszka Kuk-Masiuk
Jeszcze kilka miesięcy temu leżała w szpitalnym łóżku po poważnym wypadku narciarskim. Mnogie złamanie kości podudzia, operacja i długie tygodnie rehabilitacji sprawiły, że sport musiał zejść na dalszy plan. Kamila Fryczek ani przez chwilę nie przestała jednak wierzyć, że wróci na pływalnię. W czerwcu 2026 roku stanęła na podium zawodów w Oświęcimiu, zdobywając srebrny medal. W rozmowie z Agnieszką Kuk-Masiuk opowiada o bólu, chwilach zwątpienia, wsparciu najbliższych i o tym, dlaczego ten medal znaczy dla niej znacznie więcej niż miejsce na podium.

Agnieszka Kuk-Masiuk: Kamilo, zanim porozmawiamy o kontuzji – opowiedz kilka słów o sobie. Jak zaczęła się Twoja przygoda z pływaniem i co najbardziej lubisz w tym sporcie?
Kamila Fryczek: Moja przygoda z pływaniem zaczęła się sześć lat temu, gdy miałam pięć lat. Rodzice zapisali mnie na zajęcia na basenie Cascade w Krakowie. Pływanie daje mi dużo radości i satysfakcji. Po prostu bardzo dobrze czuję się w wodzie.
Agnieszka Kuk-Masiuk: Styczeń 2026 roku miał być czasem zimowego wypoczynku. Co pamiętasz z dnia wypadku na stoku?
Kamila Fryczek: Pamiętam moment, kiedy się przewróciłam i wołałam o pomoc, ale nikt nie zdążył tak szybko do mnie podjechać, więc byłam zdana na siebie. Chwyciłam nogę i przeniosłam ją na bok. Było bardzo ciężko, ponieważ narta się nie wypięła.
Agnieszka Kuk-Masiuk: Kiedy usłyszałaś diagnozę lekarzy, jakie myśli pojawiły się w Twojej głowie jako pierwsze?
Kamila Fryczek: Nie pamiętam dokładnie, co wtedy poczułam, ale wiem, że od razu zadzwoniłam do mamy i powiedziałam jej, że wszystko jest dobrze. W karetce ratownik powiedział, że noga jest chyba złamana i że będzie trzeba założyć kroplówkę. Wtedy się rozpłakałam, bo panicznie boję się igieł. Na szczęście w szpitalu tata przekonał mnie, że dam radę.

Agnieszka Kuk-Masiuk: Czy był moment, w którym pomyślałaś, że Twoja przygoda z pływaniem może się zakończyć?
Kamila Fryczek: Nie, nigdy tak nie pomyślałam. Zawsze wierzyłam, że wrócę do pływania, kiedy kości się zrosną. Oczywiście zdarzały się chwile zwątpienia, ale nigdy nie przestałam wierzyć, że jeszcze będę trenować.
Agnieszka Kuk-Masiuk: Przeszłaś poważną operację i długą rehabilitację. Co było dla Ciebie najtrudniejsze – ból, ograniczenia czy może świadomość, że nie możesz trenować?
Kamila Fryczek: Najbardziej cierpiałam z powodu ograniczenia ruchu. Nie mogłam nawet samodzielnie pójść do łazienki. Musiałam też zrezygnować ze szkoły tańca, do której chodziłam na hip-hop.
Agnieszka Kuk-Masiuk: Skąd czerpałaś siłę i motywację w najtrudniejszych chwilach?
Kamila Fryczek: Miałam kontakt z moimi przyjaciółkami ze szkoły i z pływania. Poza tym wydaje mi się, że po prostu mam w sobie dużo siły.
Agnieszka Kuk-Masiuk: Jaką rolę w Twoim powrocie odegrali rodzice i najbliżsi?
Kamila Fryczek: Rodzina i najbliżsi bardzo mnie wspierali. Pisali do mnie wiadomości, odwiedzali mnie i dzwonili. To bardzo mi pomagało.

Agnieszka Kuk-Masiuk: W swojej wiadomości mama wspomina o ogromnym wsparciu trenerki Natalii Zych. Jak Ty wspominasz jej rolę w tym okresie?
Kamila Fryczek: Trenerka cały czas pytała, jak się czuję, wspierała mnie i pocieszała. Powtarzała, że wszystko spokojnie się ułoży i że ma nadzieję, że będzie dobrze. Kiedy wróciłam do treningów, pilnowała, żebym nie skakała na nogi i bardzo uważała na mnie.
Agnieszka Kuk-Masiuk: Czy utrzymywałaś kontakt z koleżankami i kolegami z klubu?
Kamila Fryczek: Miałam kontakt z jedną koleżanką z sekcji. Grałyśmy razem przez internet, a raz odwiedziła mnie w domu. Częściej spotykałam się jednak z koleżankami i kolegami ze szkoły, bo mieszkają bliżej.
Agnieszka Kuk-Masiuk: Pamiętasz swój pierwszy trening po kontuzji? Jakie emocje towarzyszyły Ci, gdy ponownie weszłaś do wody?
Kamila Fryczek: Pamiętam, że wszyscy pytali mnie, czy to bardzo bolało i jak wyglądał wypadek. Oglądali moją nogę i bliznę po operacji. Nie trenowałam jeszcze normalnie, trener wypuścił mnie wcześniej, bo noga nadal mnie bolała.

Agnieszka Kuk-Masiuk: Czy bałaś się obciążać nogę lub wykonywać niektóre ćwiczenia?
Kamila Fryczek: Tak. Bardzo bałam się chodzić o kulach. Dopiero kiedy założyłam ortezę, przełamałam ten strach. Bałam się w ogóle ruszać nogą.
Agnieszka Kuk-Masiuk: Jak wyglądał proces odbudowy formy? Czy były momenty zwątpienia?
Kamila Fryczek: Miałam gorsze czasy od innych zawodniczek i zawodników. Było mi bardzo przykro, bo nie mogłam zdobywać medali ani dyplomów. Chciałam jak najszybciej wrócić do ich poziomu. Wtedy pocieszały mnie mama i trenerka. Powtarzały, że przeszłam operację, długo nie trenowałam i muszę uzbroić się w cierpliwość.
Agnieszka Kuk-Masiuk: Wielu sportowców mówi, że po ciężkiej kontuzji największym przeciwnikiem jest własna głowa. Czy u Ciebie było podobnie?
Kamila Fryczek: Tak, było bardzo podobnie. Byłam bardzo niecierpliwa i nie chciałam odstawać od innych. Największa presja była jednak tylko w mojej głowie.
Agnieszka Kuk-Masiuk: W czerwcu stanęłaś na podium zawodów w Oświęcimiu, zdobywając srebrny medal. Jakie uczucia towarzyszyły Ci podczas dekoracji?
Kamila Fryczek: Czułam ogromną dumę i radość. Czułam się też wyróżniona, bo ten medal zdobyłam na zawodach o wysokim poziomie sportowym.

Agnieszka Kuk-Masiuk: Kiedy zawiesiłaś srebrny medal na szyi, komu jako pierwszemu chciałaś za niego podziękować?
Kamila Fryczek: Sobie za wytrwałość i że się nie załamałam.
Agnieszka Kuk-Masiuk: Czy ten srebrny medal smakuje inaczej niż wszystkie wcześniejsze sukcesy?
Kamila Fryczek: Tak. To był mój pierwszy medal po wypadku i dlatego jest dla mnie wyjątkowy. Tym bardziej cieszę się, że zdobyłam go na tak mocno obsadzonych zawodach.
Agnieszka Kuk-Masiuk: Czego nauczyła Cię ta kontuzja – nie tylko jako zawodniczkę, ale także jako młodą osobę?
Nauczyła mnie, że nawet jeśli jest bardzo ciężko, nie można się poddawać. Trzeba walczyć i dążyć do celu.

Agnieszka Kuk-Masiuk: Czy dziś bardziej doceniasz możliwość codziennych treningów niż przed kontuzją?
Kamila Fryczek: Zdecydowanie tak. Przed kontuzją czasami traktowałam treningi jak obowiązek. Dopiero kiedy leżałam w szpitalu, zrozumiałam, jak bardzo brakuje mi pływania. Teraz jeszcze bardziej doceniam to, ile radości daje mi ten sport.
Agnieszka Kuk-Masiuk: Jakie masz dziś sportowe marzenia? Czy ta trudna historia je zmieniła?
Kamila Fryczek: Nie zmieniła. Nadal chcę osiągać jak najlepsze wyniki i czerpać z pływania jak najwięcej radości.
Agnieszka Kuk-Masiuk: Co powiedziałabyś młodym sportowcom, którzy właśnie przeżywają kontuzję i boją się, że nie wrócą do swojego ukochanego sportu?
Kamila Fryczek: Powiedziałabym im, że to tylko etap w życiu, który kiedyś minie. Trzeba wierzyć i walczyć o powrót. A nawet jeśli zdrowie nie pozwoli wrócić do tej samej dyscypliny, zawsze można znaleźć inny sport, który również sprawi radość.
Agnieszka Kuk-Masiuk: Co było trudniejsze – nauczyć się znowu chodzić czy odzyskać wiarę we własne możliwości jako pływaczka?
Kamila Fryczek: Nauczyć się chodzić. Bo ja wiedziałam że wrócę do pływania tylko nie wiedziałam kiedy.

Agnieszka Kuk-Masiuk: Gdy za kilka lat spojrzysz na rok 2026, z czym będzie Ci się on przede wszystkim kojarzył?
Kamila Fryczek: Na pewno ze złamaną nogą i operacją, bo tego nie da się zapomnieć. Ale przede wszystkim będzie mi się kojarzył z walką i z powrotem do zdrowia.
Agnieszka Kuk-Masiuk: Gdybyś mogła powiedzieć jedno zdanie wszystkim osobom, które pomogły Ci wrócić do sportu – rodzinie, trenerce, lekarzom, fizjoterapeutom i kolegom z klubu – co by ono brzmiało?
Kamila Fryczek: Chciałabym Wam wszystkim bardzo podziękować za to, że byliście przy mnie, wspieraliście mnie i pomogliście mi wrócić do formy.
Agnieszka Kuk-Masiuk: Kiedy zawiesiłaś srebrny medal na szyi, komu jako pierwszemu chciałaś za niego podziękować?
Kamila Fryczek: Chciałam podziękować sobie za wytrwałość i że się nie załamałam.
Agnieszka Kuk-Masiuk: Dziękuję za rozmowę i trzymam kciuki, za kolejne sukcesy!
Kamila Fryczek: Dziękuję bardzo!
Zdjęcia: archiwum domowe rodziny Fryczek















Dodaj komentarz