Zbigniew Piątek
85,5 kilometra, 23 godziny i 30 minut, dziesięcioro młodych pływaków i Balaton pokonany z zachodu na wschód. Suche liczby mówią wiele o skali wyczynu zawodników MKS Park Wodny Tarnowskie Góry, ale nie powiedzą, jak wyglądało to z perspektywy ludzi, którzy cztery, a niektórzy pięć razy wskakiwali do wody. Także w środku nocy, przy silnym wietrze i wysokich falach.
Dlatego tym razem nie chcieliśmy rozmawiać z jednym bohaterem tej wyprawy. Bo jednego bohatera nie było, była sztafeta.
Każdemu z młodych zawodników zadaliśmy te same cztery pytania: o emocje, najtrudniejszą lub najbardziej pamiętną zmianę, o to, co powiedzą po powrocie kolegom w szkole i wreszcie – gdzie chcieliby popłynąć następnym razem.
Ich odpowiedzi pokazują Balaton zupełnie inaczej niż oficjalna relacja z przeprawy.

Lena Staroń: od euforii po stany lękowe
Jakie emocje i wspomnienia zostały Ci po przepłynięciu Balatonu?
Przede wszystkim wszystkie zmiany nocne – to było coś! Fale, na których podskakiwałam i spadałam z wodą w buzi. Emocje trudno opisać. Jedna wielka mieszanina – od euforii po stany lękowe.
Którą ze swoich zmian zapamiętasz najbardziej?
Zmiany nocne. Miałam komary w buzi, niczego nie było widać. Słyszałam: „Płyń tam, gdzie jest dużo światła”, a ja w ciemnych okularkach nie widziałam kompletnie nic.
Co powiesz koleżankom i kolegom w szkole?
Zacznę im opowiadać wszystko, bo tego nie da się opisać w dwóch zdaniach.
A kolejne wyzwanie? Gdzie chciałabyś popłynąć?
Myślałam o jeziorze Hillier, ale wiem, że jest to niemożliwe, bo jest chronione i małe.

—
Tymon Żebrowski: przez chwilę straciłem wiarę w powodzenie sztafety
Jakie emocje zostały po Balatonie?
Ogromna radość, duma i kolejne nowe doświadczenia.
Którą zmianę zapamiętasz najbardziej?
Najbardziej trzecią i czwartą. Trzecia była w środku nocy. Ciężko było utrzymać właściwy kierunek. Przed samą zmianą było okropnie zimno, tym bardziej że zacząłem płynąć o pierwszej w nocy. Po wyjściu z wody czułem niedosyt, ponieważ nie mogłem płynąć z pełną prędkością – traciłem kierunek.
Czwarta zmiana to z kolei największe falowanie podczas całej sztafety. Płynąłem 35 minut, walcząc z ogromnymi falami. W pewnym momencie straciłem wiarę w powodzenie sztafety.
Co powiesz kolegom w szkole?
Że to zajebiste uczucie. Nie każdy ma takie umiejętności i możliwości, a za tym wszystkim stoją też setki godzin treningów w trakcie roku szkolnego.
Gdzie chciałbyś popłynąć następnym razem?
Chciałbym wrócić do Włoch i zmierzyć się z jeziorem Como. Mam bardzo dobre wspomnienia z Gardy i chciałbym wrócić do tego kraju.

—
Lena Swat: dopiero po wszystkim człowiek rozumie, czego dokonał
Dla Leny był to pierwszy start tego rodzaju. Początkowy stres szybko ustąpił miejsca walce z dystansem i warunkami.
Jakie emocje i wspomnienia zostały Ci po przepłynięciu Balatonu?
Przede wszystkim ogromna radość i satysfakcja, że dałam radę. Na początku trochę się stresowałam, bo był to mój pierwszy taki start. Samo płynięcie było dla mnie dużym przeżyciem – było zmęczenie i mnóstwo emocji. Cieszę się, że mogłam spróbować czegoś nowego i przeżyć taką przygodę. Na pewno długo będę ją wspominać.
Którą zmianę zapamiętasz najbardziej?
Najbardziej czwartą, kiedy jezioro nagle się obudziło i pojawiły się fale, które bardzo utrudniały pływanie. Właśnie wtedy trzeba było najbardziej się zmobilizować i walczyć do końca. W tym trudnym momencie bezcenne okazały się rady trenera, który mnie asekurował.
Co powiesz kolegom w szkole?
Że to niesamowite doświadczenie i że dopiero po wszystkim człowiek zaczyna rozumieć, czego dokonał. Z drużyną jest łatwiej, bo każdy daje z siebie wszystko i wie, że płynie również dla pozostałych. Było ciężko, ale zdecydowanie warto było spróbować.
A następne wyzwanie?
Chciałabym kiedyś spróbować jeszcze większego wyzwania i popłynąć w innym, ciekawym miejscu. Po Balatonie wiem już, że czasami warto spróbować czegoś, co na początku wydaje się niemożliwe.

—
Jakub Rybak: „Trenerze, melduję gotowość. Podaj tylko kierunek!”
Jakub ma w tej drużynie szczególne miejsce. Jako jedyny uczestniczył we wszystkich kolejnych projektach organizowanych przez Tomasza Pąchalskiego.
Jak wspominasz Balaton?
Przede wszystkim czuję ogromną dumę i wdzięczność. Przejście przez wszystkie te projekty – od Zatoki Puckiej, przez Mazury, Kanał La Manche i jezioro Garda, aż po Balaton – to dla mnie niesamowita droga. W wodzie towarzyszyła mi ekscytacja, ale też duży spokój wynikający z doświadczenia. Na finiszu zawsze pojawia się ta sama czysta satysfakcja i radość, że po raz kolejny daliśmy radę jako zespół.
Fajnie mieć w pamięci całą drogę, jaką przebyłem w klubie, i wiedzieć, że jako jedyny brałem udział w każdym z projektów zorganizowanych przez naszego trenera.
Które zmiany zapamiętasz najbardziej?
Trzecią i czwartą. Trafiłem wtedy na największe fale i ciemność. Pływanie nocą na otwartej wodzie zawsze rządzi się swoimi prawami, ale kiedy do braku widoczności dochodzą fale, ruch wody kompletnie zaburza naturalny rytm. Nawigacja w ciemności wymagała maksymalnego skupienia. Widzisz tylko światła łodzi asekuracyjnej i musisz zaufać swojemu instynktowi.
Muszę jednak przyznać, że właśnie w takich momentach bawię się najlepiej. Kiedy wokół jest czarna woda, nawalają fale i trzeba mocno powalczyć ze sobą i z żywiołem – wtedy naprawdę czuję, że żyję.
Co powiesz kolegom?
Że 85,5 km brzmi kosmicznie, ale kiedy masz obok siebie zgraną ekipę, dystans przestaje przerażać. Każdy daje z siebie wszystko, nakręcamy się nawzajem i po prostu robimy robotę. Dla takich chwil, tego zmęczenia i późniejszej dumy warto ciężko trenować. Zrobiłbym to jeszcze raz bez mrugnięcia oka.
Co odpowiesz trenerowi Pąchalskiemu, gdy zaproponuje kolejną wyprawę?
„Trenerze, melduję gotowość, podaj tylko kierunek!”. A gdybym miał sam wybrać, postawiłbym na Cieśninę Gibraltarską albo jezioro Como.

—
Zofia Rychter: zaczęła sztafetę, później przyszła noc
To właśnie Zofia jako pierwsza weszła do Balatonu w Keszthely.
Jakie emocje zostały po przeprawie?
Głównie radość i duma, ponieważ wspólnie przepłynęliśmy bardzo długi i męczący dystans. Czułam również duże zmęczenie po tylu godzinach spędzonych na łódce i kilometrach przepłyniętych w jeziorze.
Którą zmianę zapamiętasz najbardziej?
Pierwszą, ponieważ zaczynałam naszą sztafetę. Wejście do wody nie było łatwe. Już na lądzie zaczął się muł, który towarzyszył mi jeszcze przez kilka metrów w wodzie. Sięgał za kolana i mieszał się z ostrymi glonami.
Nie zapomnę również czwartej zmiany, którą płynęłam o 3:30. Fale były naprawdę silne. Płynęłam przez 35 minut w całkowitej ciemności, widząc tylko dwie lampki z SUP-a i księżyc w oddali.
Co opowiesz znajomym?
Że jest to niezapomniany wyczyn, ponieważ zrobiliśmy to razem jako drużyna. Inaczej nie osiągnęlibyśmy tego sukcesu. Było bardzo ciężko ze względu na warunki, ale udało się dzięki wzajemnemu wsparciu wszystkich uczestników, trenerów i rodziców.
Co następne?
Jezioro Como. Rok temu przepłynęliśmy we Włoszech jezioro Garda i było to niezapomniane przeżycie. Myślę, że wszyscy uczestnicy ucieszyliby się z podobnej wyprawy.

—
Natalia Boda: nie płynęłam już tylko dla siebie
Co zostało po Balatonie?
Ogromna satysfakcja i duma, że razem z drużyną udało nam się przepłynąć aż 85,5 km. Najbardziej będę pamiętać, że mimo zmęczenia każdy dawał z siebie wszystko. To wspomnienie, do którego na pewno będę często wracać.
Najtrudniejsza zmiana?
Ta, podczas której byłam już mocno zmęczona. Było tak ciemno, że nie widziałam, co jest przede mną i za mną, a do tego musiałam zmierzyć się z dużymi falami. Właśnie wtedy poczułam, że nie płynę tylko dla siebie, ale także dla całego zespołu. Było trudno, ale dało mi to mnóstwo satysfakcji.
Co powiesz w szkole?
Że to niesamowite uczucie i ogromne wyzwanie. Sam dystans 85,5 km brzmi niewiarygodnie, ale kiedy płynie się razem z drużyną, można zrobić coś, co wcześniej wydawało się niemożliwe. Jest dużo zmęczenia, ale satysfakcja na mecie wszystko wynagradza.
A następna wyprawa?
Chciałabym spróbować czegoś zupełnie innego – przepłynąć około 100 km przez Morze Egejskie z Peloponezu na Kretę.
Ambicji Natalii z pewnością nie można odmówić.

—
Zofia Walc: pierwszy raz w takich warunkach
Jak wspominasz Balaton?
Byłam bardzo szczęśliwa i dumna z całej naszej drużyny. Bardzo dobrze się czułam.
Którą zmianę zapamiętasz?
Zdecydowanie trzecią. Była najcięższa ze wszystkich przez fale, ciemność, problemy z nawigacją i okularki, które zaczęły mi przeciekać. Mimo wszystko jestem bardzo zadowolona, bo był to mój pierwszy raz w takich warunkach.
Co powiesz znajomym?
Że to super doświadczenie i świetna przygoda, którą będę wspominała przez bardzo długi czas. Powiem też, żeby nigdy nie bali się podejmować takich wyzwań.
Co następne?
Nie mam jednego konkretnego miejsca, ale z chęcią zmierzyłabym się z Jeziorem Genewskim na granicy Szwajcarii i Francji.
—
Jakub Dąbrowski: teraz chciałby spróbować Bałtyku
Jakie emocje zostały po Balatonie?
Przede wszystkim ogromna satysfakcja i duma, że udało nam się wspólnie przepłynąć taki dystans. Najbardziej zapamiętam atmosferę i wspólne przeżywanie tego wyzwania.
Najbardziej pamiętna zmiana?
Trzecia, która odbywała się w nocy i była zdecydowanie najtrudniejsza. Byłem bardzo zmęczony, ale dałem z siebie wszystko.
Co powiesz kolegom?
Że było to bardzo wymagające, ale jednocześnie świetne doświadczenie. Każdy miał swój odcinek, ale 85,5 km udało się pokonać dzięki całej drużynie.
Co chciałbyś zrobić teraz?
Spróbować przepłynąć Bałtyk i zmierzyć się z jeszcze większym wyzwaniem. Po Balatonie mam ochotę sprawdzić swoje możliwości na otwartym morzu.

—
Kamila Skórka: zachód słońca i… statek metr obok
Jakie wspomnienia zostały po wyprawie?
Przede wszystkim dużo dumy i radości. Było ciężko i byłam zmęczona, ale satysfakcja, że razem przepłynęliśmy 85,5 km, była ogromna. Najbardziej zapamiętam atmosferę i to, jak każdy dawał z siebie wszystko.
Którą zmianę zapamiętasz najbardziej?
Chyba tę około godziny 20:00, kiedy zachodziło słońce. Było naprawdę pięknie i bardzo dobrze płynęło mi się z trenerem Tomaszem Pąchalskim.
Nagle okazało się, że jestem bardzo blisko statku – chyba metr od niego! Trochę się wystraszyłam, bo bałam się, że w niego uderzę. Wtedy wszyscy zaczęli gwizdać, a trener pokazał mi, że jestem za blisko.
To była dopiero moja druga zmiana, więc trochę stresowałam się też wskoczeniem do wody, bo wiedziałam, że przed nami jeszcze dużo kilometrów. Mimo tego była to naprawdę świetna zmiana.
Co powiesz kolegom?
Że to niesamowite uczucie! Jest ogromne zmęczenie, ale też adrenalina i satysfakcja. Najlepsze jest to, że robiliśmy to razem jako drużyna i każdy miał w tym swój udział.
Następny kierunek?
Od razu powiedziałabym: jezioro Como! Pływaliśmy już przez jezioro Garda i to było dla mnie najlepsze doświadczenie, więc chętnie podjęłabym kolejne takie wyzwanie. Como byłoby super!

Noc zapamiętali niemal wszyscy
Kiedy czyta się odpowiedzi młodych tarnogórzan jedna po drugiej, bardzo szybko pojawia się wspólny motyw.
Noc.
Czarna woda, problemy z utrzymaniem kierunku, światła łodzi i SUP-ów jako jedyne punkty odniesienia, zimno przed wejściem do jeziora i fale, które w pewnym momencie sprawiły, że nawet wiara w powodzenie całej wyprawy została wystawiona na próbę.
Każdy przeżywał to jednak inaczej.
Lena mówi o mieszaninie euforii i lęku. Tymon przyznaje, że podczas największych fal zwątpił, czy sztafecie uda się dotrzeć do mety. Jakub Rybak właśnie w walce z ciemnością i falami odnajduje emocje, dla których chce podejmować następne wyzwania. Zofia Rychter zapamięta księżyc i dwie niewielkie lampki, które widziała podczas nocnego pływania.
A Kamila dostała od Balatonu zupełnie inny obraz – zachód słońca, świetne pływanie i statek, który nagle znalazł się zdecydowanie za blisko.
To właśnie z takich pojedynczych historii składa się 85,5 kilometra tarnogórskiej sztafety.
Como zdecydowanym faworytem
Jest jeszcze coś, co można wyczytać z odpowiedzi zawodników.
Tomasz Pąchalski powinien chyba zacząć przyglądać się mapie północnych Włoch.
Jezioro Como pojawia się w odpowiedziach aż trzykrotnie – wskazali je Tymon Żebrowski, Zofia Rychter i Kamila Skórka. Jakub Rybak również wymienia Como, choć obok znacznie bardziej egzotycznej Cieśniny Gibraltarskiej.
Pozostali także nie zamierzają stawiać sobie łatwiejszych celów.
Zofia Walc proponuje Jezioro Genewskie. Jakub Dąbrowski chciałby zmierzyć się z Bałtykiem. Natalia Boda idzie jeszcze dalej i proponuje około 100-kilometrową wyprawę przez Morze Egejskie z Peloponezu na Kretę.
A Lena Staroń myślała nawet o różowym australijskim jeziorze Hillier, choć sama od razu przyznaje, że taki projekt nie jest możliwy.
Po Balatonie jedno wydaje się więc pewne – młodym pływakom MKS Park Wodny Tarnowskie Góry apetyt na kolejne przygody nie zmalał. Wręcz przeciwnie.
Teraz ruch należy do Tomasza Pąchalskiego … i coś nam podpowiada, że trener już ma jakiś pomysł.
Zdjęcia: Natalia i Michał Napieralscy












Dodaj komentarz