Przejdź do treści

Ksawery Masiuk: „Nie zawsze walka kończy się medalem, ale walczyć trzeba do końca” !

Ksawery Masiuk: „Nie zawsze walka kończy się medalem, ale walczyć trzeba do końca” !
Podziel się tym:

Marta Witecka

Mistrzostwa Europy w Paryżu nie przyniosły Ksaweremu Masiukowi medalu, ale pokazały, że 22-letni reprezentant Polski nadal należy do ścisłej europejskiej czołówki. Szóste miejsce w finale 100 m stylem grzbietowym, dziewiąte na 50 m grzbietowym i dziesiąte na 100 m motylkowym to wyniki, za którymi kryją się nie tylko setne części sekundy, lecz także miesiące przygotowań, oczekiwania i walka do ostatnich metrów.

 

W rozmowie ze SwimmPL.com Masiuk wraca do swoich startów w Paryżu. Opowiada o przygotowaniach, emocjach towarzyszących kolejnym rundom, minimalnie przegranym finale 50 m stylem grzbietowym, najlepszym występie sezonu na dwukrotnie dłuższym dystansie i coraz poważniejszym traktowaniu 100 m stylem motylkowym. Mówi też o niedosycie, presji związanej z oczekiwaniami oraz o tym, czego potrzebuje, by zrobić kolejny krok w kierunku światowego podium.

Marta Witecka: Ksawery, gdybyś miał jednym zdaniem podsumować swoje Mistrzostwa Europy w Paryżu – jesteś z nich zadowolony, rozczarowany czy masz mieszane uczucia?

Ksawery Masiuk: Zdecydowanie mam mieszane uczucia. Z jednej strony cieszę się, że na 100 metrów grzbietem potrafiłem z rundy na rundę pływać coraz szybciej i w finale osiągnąć swój najlepszy wynik w tym sezonie. Z drugiej strony zawsze jadę na dużą imprezę po to, żeby walczyć o najwyższe miejsca. Medalu nie było, więc niedosyt pozostaje. Ale takie jest pływanie. Nie zawsze walka kończy się medalem, ale walczyć trzeba do końca.

Marta Witecka: Z jakimi celami przyjechałeś do Paryża? Czy przed mistrzostwami mówiłeś sobie wprost: chcę zdobyć medal, czy bardziej koncentrowałeś się na konkretnych czasach?

Ksawery Masiuk: Medal zawsze jest gdzieś z tyłu głowy. Jeżeli startujesz na tym poziomie i wiesz, że stać cię na walkę z najlepszymi, trudno mówić, że nie myślisz o podium. Starałem się jednak przede wszystkim koncentrować na sobie i na tym, żeby jak najlepiej wykonać każdy wyścig. Wiedziałem, że jeśli popłynę na swoim najwyższym poziomie, wynik i miejsce przyjdą razem z tym.

Marta Witecka: Jak wyglądały ostatnie tygodnie przygotowań przed mistrzostwami? Czy czułeś, że forma rozwija się dokładnie tak, jak planowaliście?

Ksawery Masiuk: Przygotowania przebiegały dobrze. Oczywiście w sporcie praktycznie nigdy nie jest tak, że wszystko idzie idealnie od pierwszego do ostatniego dnia. Są lepsze i słabsze treningi, pojawia się zmęczenie, ale najważniejsze jest to, żeby zaufać procesowi. Przed Paryżem czułem, że forma idzie w dobrą stronę i że podczas mistrzostw powinienem być gotowy na szybkie pływanie.

Marta Witecka: W lipcu podczas mistrzostw Polski w Oświęcimiu popłynąłeś 53.08 na 100 m grzbietowym i 51.62 na 100 m motylkowym. Jak oceniałeś swoją dyspozycję miesiąc przed Paryżem?

Ksawery Masiuk: Te wyniki były dla mnie dobrym sygnałem. Wiedziałem, na jakim etapie przygotowań jestem i że nie jest to jeszcze moment, w którym powinienem być w najwyższej dyspozycji. Dlatego patrzyłem na te czasy bardziej jako na punkt wyjścia niż coś, co określa moje możliwości w Paryżu.

Marta Witecka: Czy wyniki z Oświęcimia dawały Ci pewność, że w Paryżu możesz pływać zdecydowanie szybciej?

Ksawery Masiuk: Tak, zdecydowanie. Wiedziałem, że mam jeszcze rezerwy i że kolejne tygodnie powinny pozwolić mi wejść na wyższy poziom. Oczywiście później trzeba to jeszcze pokazać na zawodach, bo trening i założenia to jedno, a wyścig na mistrzostwach Europy to drugie.

Marta Witecka: Jak w Twoim przypadku wyglądało końcowe zejście z obciążeń? Czy taper przed Paryżem różnił się od tego, co stosowałeś przed wcześniejszymi wielkimi imprezami?

Ksawery Masiuk: Każde przygotowania są trochę inne, bo zmienia się zawodnik, jego doświadczenie i to, czego w danym momencie potrzebuje. Staraliśmy się tak dobrać ostatni okres, żebym odzyskał świeżość, ale jednocześnie nie stracił czucia wody i szybkości. Myślę, że szczególnie patrząc na 100 metrów grzbietem, było widać, że w kolejnych rundach organizm reagował dobrze.

Marta Witecka: Na ile przygotowania do Paryża były podporządkowane przede wszystkim 100 m grzbietowemu, a na ile 50 grzbietem i 100 motylkiem traktowałeś jako równorzędne cele?

Ksawery Masiuk: Sto metrów grzbietem pozostaje dla mnie bardzo ważną konkurencją, ale nie chciałem traktować pozostałych startów tylko jako dodatku. Na 50 metrów grzbietem wiem, że mogę rywalizować z najlepszymi, a 100 motylkiem jest konkurencją, w której cały czas widzę możliwości rozwoju. Każdy z tych startów traktowałem poważnie.

50 metrów grzbietowym – setne sekundy od finału

Marta Witecka: Na 50 m grzbietowym zacząłeś znakomicie – 24.46 i czwarty wynik eliminacji. Co pomyślałeś po zobaczeniu tablicy wyników?

Ksawery Masiuk: Przede wszystkim, że jestem w grze. Eliminacje pokazały, że szybkość jest i mogę walczyć o naprawdę wysokie miejsce. Jednocześnie wiedziałem, że na 50 metrów wszystko może się zmienić w ciągu jednego wyścigu. Tutaj nie ma miejsca na praktycznie żaden błąd.

Marta Witecka: Po takim wyniku eliminacji pojawiła się myśl, że tego dnia możesz walczyć nawet o medal?

Ksawery Masiuk: Oczywiście. Jeżeli masz czwarty czas eliminacji, trudno nie myśleć o tym, że jesteś blisko najlepszych. Ale najpierw trzeba było wejść do finału. Pięćdziesiątka jest bezlitosna – kilka setnych może całkowicie zmienić sytuację.

Marta Witecka: W półfinale uzyskałeś niemal identyczne 24.47, ale tym razem dało to dziewiąte miejsce. Jak zapamiętałeś ten wyścig?

Ksawery Masiuk: Jako jeden z tych wyścigów, po których długo analizuje się szczegóły. Czas był praktycznie taki sam jak rano, ale poziom półfinału był bardzo wysoki. Zabrakło naprawdę niewiele. W takiej sytuacji człowiek od razu zastanawia się, gdzie można było znaleźć tę jedną czy dwie setne.

Marta Witecka: Czy bezpośrednio po półfinale wiedziałeś, gdzie uciekły te setne sekundy, które zdecydowały o braku awansu?

Ksawery Masiuk: Bezpośrednio po wyścigu zawsze jest dużo emocji i trudno zrobić idealną analizę. Dopiero później, kiedy można spokojnie obejrzeć start, widać elementy, które dało się wykonać lepiej. Na 50 metrów takich drobiazgów nie da się ukryć – każdy z nich może zdecydować o awansie albo jego braku.

Marta Witecka: Co boli bardziej: przegrać wyraźnie czy zostać pierwszym zawodnikiem poza finałem, wiedząc, że dzieliły Cię od niego setne części sekundy?

Ksawery Masiuk: Chyba jednak to drugie. Kiedy przegrywasz wyraźnie, wiesz, że tego dnia po prostu brakowało. Kiedy jesteś dziewiąty i widzisz, jak niewiele dzieliło cię od finału, zaczynasz odtwarzać wyścig metr po metrze. Z drugiej strony takie sytuacje też uczą. Pokazują, jak ważny jest każdy detal.

Marta Witecka: Po czasie miałeś możliwość dokładnej analizy tego startu. Co dziś zrobiłbyś inaczej – start, wyjście spod wody, część pływacką czy finisz?

Ksawery Masiuk: Na pewno można znaleźć elementy do poprawy, ale nie chciałbym sprowadzać całego wyścigu do jednego błędu. Na 50 metrów wynik jest sumą wielu bardzo małych rzeczy. Start, podwodne, przejście do pływania, utrzymanie prędkości i finisz – każdy z tych elementów musi być wykonany bardzo dobrze. I właśnie nad tym trzeba dalej pracować.

100 metrów motylkowym

Marta Witecka: Coraz ciekawiej wygląda u Ciebie również 100 m motylkowym. W Paryżu przeszedłeś z 52.02 w eliminacjach do 51.57 w półfinale i skończyłeś dziesiąty. Jak ważna jest obecnie dla Ciebie ta konkurencja?

Ksawery Masiuk: Coraz ważniejsza. Lubię pływać motylkiem i widzę, że mam w tej konkurencji jeszcze sporo możliwości. Wynik z Paryża pokazał mi, że mogę być konkurencyjny również na tym dystansie. Dziesiąte miejsce w Europie nie jest jeszcze tym, czego docelowo chcę, ale daje podstawę, żeby myśleć o dalszym rozwoju.

Marta Witecka: 51.57 było lepszym wynikiem niż Twoje wcześniejsze tegoroczne starty. Czy właśnie takiego czasu spodziewałeś się po sobie w Paryżu?

Ksawery Masiuk: Wiedziałem, że powinienem być szybszy niż wcześniej w sezonie. Czy dokładnie 51.57? Trudno planować wynik do setnej. Bardziej zależało mi na dobrym wykonaniu wyścigu. Fajnie, że udało się poprawić wynik z eliminacji i pokazać szybsze pływanie wieczorem.

Marta Witecka: Do finału zabrakło, ale znalazłeś się w europejskiej dziesiątce. Czy ten występ zmienił Twoje myślenie o 100 m motylkowym w perspektywie kolejnych sezonów?

Ksawery Masiuk: Na pewno utwierdził mnie w przekonaniu, że warto tę konkurencję rozwijać. Nie chcę jeszcze deklarować, dokąd mnie to zaprowadzi, ale możliwość rywalizacji na wysokim poziomie w więcej niż jednej konkurencji jest dużym atutem.

Marta Witecka: Chcesz pozostać przede wszystkim grzbiecistą, czy widzisz siebie docelowo jako zawodnika zdolnego walczyć na światowym poziomie również na 100 m motylkowym?

Ksawery Masiuk: Grzbiet jest i pozostaje bardzo ważną częścią mojego pływania, ale nie chcę się zamykać. Jeżeli motylek będzie się rozwijał i wyniki będą coraz lepsze, nie widzę powodu, żeby nie próbować rywalizować na wysokim poziomie również w tej konkurencji.

100 metrów grzbietowym – najważniejszy start

Marta Witecka: Na 100 m grzbietowym eliminacje były dość nerwowe – 53.98 i dopiero szesnasty wynik. Czy w którymś momencie pojawiła się obawa, że możesz nie wejść do półfinału?

Ksawery Masiuk: Kiedy widzisz szesnasty wynik, na pewno nie jest to komfortowa sytuacja. Wiedziałem, że nie popłynąłem tego tak, jak potrafię. Najważniejsze było jednak to, że dostałem kolejną szansę. Trzeba było odciąć eliminacje i wieczorem zrobić swoje.

Marta Witecka: Wieczorem było już 53.24 i ósme miejsce dające finał. Co zmieniłeś pomiędzy eliminacjami a półfinałem?

Ksawery Masiuk: Przede wszystkim chciałem popłynąć odważniej i lepiej zrealizować założenia. Po eliminacjach wiedziałem, że mam w sobie znacznie szybsze pływanie. Półfinał był już krokiem w dobrą stronę, chociaż nadal czułem, że mogę urwać kolejne dziesiąte.

Marta Witecka: Przed finałem sytuacja była niezwykle ciekawa – stawka była bardzo wyrównana i realnie kilku zawodników mogło myśleć o podium. Czy Ty również czułeś, że medal jest w Twoim zasięgu?

Ksawery Masiuk: Tak. W finale nie staje się po to, żeby z góry zakładać, że któreś miejsce jest poza zasięgiem. Wiedziałem, z kim płynę, znałem poziom rywali, ale znałem też swoje możliwości. Chciałem walczyć i zobaczyć, dokąd mnie to zaprowadzi.

Marta Witecka: W finale popłynąłeś 52.92, najlepszy swój wynik w tym sezonie i zająłeś szóste miejsce. Czy po dotknięciu ściany dominowała satysfakcja z czasu i miejsca czy jednak niedosyt?

Ksawery Masiuk: Jedno i drugie. Cieszyło mnie, że w najważniejszym wyścigu popłynąłem najlepiej w całych mistrzostwach i zszedłem poniżej 53 sekund. Ale kiedy jesteś w finale i widzisz, że podium nie było bardzo daleko, trudno nie czuć niedosytu. Chcę walczyć o medale, więc szóste miejsce traktuję jako dobry wynik, ale nie jako cel sam w sobie.

Marta Witecka: Do brązowego medalu zabrakło Ci 0,35 s, a do zwycięzcy 0,65 s. Czy to dla Ciebie dużo, czy raczej dystans pokazujący, że europejskie podium jest bardzo blisko?

Ksawery Masiuk: Na tym poziomie 0,35 sekundy to jednocześnie mało i dużo. Mało, bo mówimy o kilku dziesiątych sekundy na całym dystansie. Dużo, bo każdy zawodnik w finale szuka dokładnie takich samych rezerw jak ja. Dla mnie najważniejsze jest to, że widzę, iż ten poziom nie jest abstrakcją. Trzeba po prostu wykonać kolejną pracę.

Marta Witecka: Twój rekord Polski wynosi 52.55. Czy jadąc do Paryża uważałeś, że jesteś przygotowany na jego poprawienie?

Ksawery Masiuk: Jadąc na dużą imprezę zawsze chcę pływać na poziomie swoich najlepszych wyników albo szybciej. Wiedziałem, że rekord będzie wymagał bardzo dobrego wyścigu. W Paryżu się nie udało, ale to nie zmienia mojego przekonania, że mogę jeszcze pływać szybciej.

Marta Witecka: Gdzie widzisz dziś największą rezerwę na 100 m grzbietowym: start, podwodne, pierwsze 50 metrów, nawrót czy powrót?

Ksawery Masiuk: Rezerwy są w kilku elementach. Na tym poziomie trudno już znaleźć pół sekundy w jednym miejscu. To raczej kilka setnych na starcie, kilka na podwodnym, lepszy nawrót, utrzymanie techniki na drugiej pięćdziesiątce. Kiedy zbierze się te wszystkie szczegóły, robi się z tego wynik, który może już znacząco zmienić miejsce w finale.

Sztafety i reprezentacja

Marta Witecka: W Paryżu startowałeś również w sztafecie mieszanej 4×100 m stylem zmiennym, która weszła do finału. Jak oceniasz potencjał tej sztafety?

Ksawery Masiuk: Myślę, że potencjał jest duży. Sztafeta ma też zupełnie inną energię niż start indywidualny. Nie płyniesz tylko dla siebie, ale dla całej drużyny. Mamy jeszcze rzeczy do poprawienia i potrzebujemy stabilności na wszystkich zmianach, ale wierzę, że możemy w przyszłości walczyć o coraz wyższe miejsca.

Marta Witecka: Płynąłeś pierwszą zmianę grzbietową, więc od początku w dużej mierze nadajesz ton całemu wyścigowi. Czy start sztafetowy odczuwasz zupełnie inaczej niż indywidualny?

Ksawery Masiuk: Tak, emocje są inne. W indywidualnym starcie odpowiadasz przede wszystkim za swój wynik. W sztafecie wiesz, że za tobą stoją kolejne trzy osoby i chcesz im przekazać wyścig w jak najlepszej pozycji. To daje dodatkową motywację, ale też odpowiedzialność.

Marta Witecka: Polska sztafeta 4×100 m dowolnym zakończyła eliminacje na 14. miejscu. Patrząc na rozwój europejskiego sprintu, czego obecnie najbardziej brakuje polskim sztafetom, aby regularnie walczyć o finały?

Ksawery Masiuk: W sztafecie potrzebujesz czterech bardzo mocnych zawodników w tym samym momencie. Jeden świetny wynik nie wystarczy. Najsilniejsze reprezentacje mają dużą szerokość i mogą wybierać zawodników, którzy regularnie pływają na bardzo wysokim poziomie. My również musimy budować taką szerokość i podnosić poziom indywidualny, bo wtedy automatycznie mocniejsze będą sztafety.

Paryż, presja i dalsze cele

Marta Witecka: Masz już za sobą igrzyska olimpijskie, mistrzostwa świata i wiele wielkich imprez. Czy przed startem w Paryżu nadal pojawia się stres, czy nauczyłeś się już całkowicie nad nim panować?

Ksawery Masiuk: Stres cały czas jest i chyba dobrze, że jest. Gdyby wielki start przestał wywoływać emocje, oznaczałoby to, że coś jest nie tak. Z doświadczeniem uczysz się natomiast ten stres wykorzystywać. Nie chodzi o to, żeby nic nie czuć, tylko żeby emocje pomagały, a nie przeszkadzały.

Marta Witecka: Masz dopiero 22 lata, a jednocześnie od kilku sezonów jesteś traktowany jako jeden z liderów reprezentacji Polski. Czy czasami czujesz ciężar oczekiwań związanych z tym, że ludzie pamiętają Twój medal mistrzostw świata i oczekują kolejnych?

Ksawery Masiuk: Oczekiwania są częścią sportu. Jeżeli raz pokażesz, że potrafisz walczyć z najlepszymi, ludzie naturalnie oczekują, że będziesz robił to za każdym razem. Ja sam też mam wobec siebie duże wymagania. Staram się jednak pamiętać, że kariera nie jest prostą linią. Są lepsze i słabsze okresy, a najważniejsze jest to, żeby cały czas iść do przodu.

Marta Witecka: Paryż pokazał, że na 100 m grzbietowym jesteś w europejskim finale, na 50 m zabrakło Ci minimalnie do finału, a na 100 motylkiem znalazłeś się w pierwszej dziesiątce. Która z tych trzech konkurencji daje Ci dziś największe przekonanie, że możesz w niej zrobić coś naprawdę dużego na świecie?

Ksawery Masiuk: Największe doświadczenie i największe osiągnięcia mam na grzbiecie, więc naturalnie właśnie tam moje ambicje są największe. Ale jednocześnie bardzo ciekawi mnie, dokąd mogę dojść na motylku. Nie chciałbym dzisiaj zamykać sobie żadnej drogi. Wyniki powinny pokazać, gdzie mam największy potencjał.

Marta Witecka: W Los Angeles w 2028 roku 50 m grzbietowym będzie już konkurencją olimpijską. Czy ta zmiana wpływa na sposób, w jaki patrzysz na swoją specjalizację i przygotowania do kolejnych dwóch lat?

Ksawery Masiuk: Oczywiście, że to bardzo ciekawa perspektywa. Do tej pory pięćdziesiątka grzbietem nie dawała możliwości walki o medal olimpijski, a teraz się to zmienia. To dla mnie dodatkowa szansa, ale do Los Angeles pozostało jeszcze dużo czasu. Najpierw trzeba wykonać pracę i znaleźć się tam w najlepszej możliwej formie.

Marta Witecka: Czy po Paryżu potrafisz już powiedzieć, co musi się wydarzyć w Twoim treningu, żeby z poziomu 52.9 zejść na 52.5, 52.2, a może jeszcze niżej?

Ksawery Masiuk: Nie ma jednego magicznego elementu. Gdyby był, wszyscy by go stosowali. Na tym poziomie poprawa polega na dopracowywaniu szczegółów. Technika, start, podwodne, nawrót, siła, wytrzymałość szybkościowa, regeneracja – wszystko musi się zgadzać. Celem jest złożenie tego w jeden naprawdę dobry wyścig wtedy, kiedy jest najbardziej potrzebny.

Marta Witecka: Przed Tobą jeszcze dwa lata do Los Angeles. Jaki Ksawery Masiuk ma stanąć na słupku podczas igrzysk w 2028 roku – czego ma się nauczyć i co poprawić przez te dwa sezony?

Ksawery Masiuk: Chciałbym być przede wszystkim lepszym i bardziej kompletnym zawodnikiem niż jestem dzisiaj. Szybszym, silniejszym, bardziej doświadczonym i jeszcze lepiej radzącym sobie z presją. Dwa lata w sporcie to dużo czasu i można wykonać ogromną pracę. Chciałbym stanąć w Los Angeles ze świadomością, że wykorzystałem ten okres maksymalnie.

Marta Witecka: Gdybyśmy spotkali się po Los Angeles i miałbyś powiedzieć: „wykonałem przez te dwa lata wszystko, co chciałem”, jaki wynik musiałbyś wtedy mieć na koncie?

Ksawery Masiuk: Nie chciałbym dzisiaj podawać konkretnego czasu czy deklarować medalu. Oczywiście każdy sportowiec marzy o olimpijskim podium i ja nie jestem wyjątkiem. Najważniejsze będzie dla mnie jednak poczucie, że w najważniejszym momencie pokazałem maksimum swoich możliwości. Jeżeli zrobię wszystko, co mogę przez najbliższe dwa lata, chcę w Los Angeles stanąć na słupku bez strachu i walczyć z najlepszymi.

Marta Witecka: Kilka lat temu byłeś nastolatkiem, który bardzo szybko wszedł do światowej czołówki i zdobył medal mistrzostw świata. Dziś masz 22 lata i jesteś już seniorem, od którego oczekuje się wyników. Czy trudniejsze było dojście na światowy poziom, czy utrzymanie się na nim i próba wykonania kolejnego kroku?

Ksawery Masiuk: Myślę, że utrzymanie się na tym poziomie i zrobienie kolejnego kroku jest trudniejsze. Kiedy jesteś młody, wszystko dzieje się bardzo szybko. Poprawiasz rekordy życiowe, pojawiają się pierwsze wielkie finały i medale. Później każda kolejna poprawa wymaga coraz więcej pracy, a rywale też nie stoją w miejscu.

Z czasem zaczynasz również lepiej rozumieć, jak wiele elementów musi się złożyć na sukces. Talent może doprowadzić cię bardzo wysoko, ale później potrzebujesz konsekwencji, cierpliwości i odporności na momenty, kiedy nie wszystko idzie zgodnie z planem.

Paryż też mi o tym przypomniał. Nie wracam z medalem, ale wracam z kolejnym doświadczeniem i wiedzą, nad czym muszę pracować. Mam 22 lata i nadal wierzę, że najlepsze pływanie jest przede mną. Chcę dalej walczyć, bo właśnie po to trenuję.

Marta Witecka: Dziękuję bardzo za rozmowę i życzę kolejnych sukcesów !

Ksawery Masiuk: Dziękuje bardzo 🙂

Podziel się tym:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *