Przejdź do treści

Maria Bobela: „Rekordy już mnie tak nie ekscytują. Dziś bardziej ciekawi mnie, na co stać moje ciało i głowę” !

Maria Bobela: „Rekordy już mnie tak nie ekscytują. Dziś bardziej ciekawi mnie, na co stać moje ciało i głowę” !
Podziel się tym:

Marta Witecka

Jeszcze kilka lat temu marzyła o zejściu na 50 metrów i zobaczeniu słynnego Arch w Blue Hole w Dahab. Dziś Maria Bobela należy do światowej czołówki freedivingu głębokościowego. Ma na koncie mistrzostwo i wicemistrzostwo świata, rekord świata CMAS w wodach słodkich, dziesiątki rekordów Polski, a w sierpniu 2026 roku na Roatán zanurkowała na 102 metry, ustanawiając kolejny rekord kraju. W rozmowie ze SwimmPL.com opowiada o tym, dlaczego „magiczna setka” nie wywołała już u niej euforii, co naprawdę dzieje się z organizmem sto metrów pod wodą, jak zarządza powietrzem przy ogromnym ciśnieniu, dlaczego bardziej niż kolejne rekordy interesuje ją dziś rozwój jako trenerki i coacha oraz czemu za pięć lat najbardziej chciałaby usłyszeć po prostu, że jest dobrym człowiekiem.

Marta Witecka: Mario, zacznijmy od 10 sierpnia i Roatán. 102 metry. Kiedy wypłynęłaś na powierzchnię i wiedziałaś już, że próba została zaliczona, jaka była Twoja pierwsza myśl?

Maria Bobela: Ucieszyłam się, ale jednocześnie już bardzo spokojnie podchodzę do rekordów. Ta próba była wisienką na „torcie solidnego fundamentu”. W tym roku miałam ograniczony czas na treningi i musiałam bardzo rzetelnie rozpisać całą strategię przygotowawczą. Właśnie to w moim przekonaniu jest moim największym sukcesem, który został zwieńczony nurkowaniem na 102 m.

Marta Witecka: Przekroczenie 100 metrów ma chyba także ogromne znaczenie psychologiczne. 99 i 102 metry dzielą fizycznie tylko trzy metry, ale czy w głowie zawodnika „setka” rzeczywiście jest zupełnie inną granicą?

Maria Bobela: Myślę, że większość freediverów myśli o setce jak o magicznej liczbie. Tak też było w moim przypadku. Prawda jest taka, że zanurkowanie na 99 i 102 m dzieli zaledwie około sześć sekund – trzy sekundy w jedną stronę. Nurkuję od pięciu lat, startuję od czterech lat i przyznam, że czas wielkiej ekscytacji zdobywaniem rekordów u mnie minął i został zastąpiony ciekawością tego, na co stać moje ciało i głowę. Także 100+ m powitałam ze spokojem, ale i ciekawością.

Marta Witecka: Poprzedni rekord Polski kobiet w tej konkurencji przetrwał siedem lat. Czy przystępując do próby na 102 metry myślałaś o rekordzie, czy na tym poziomie trzeba całkowicie wyrzucić wynik z głowy i skoncentrować się wyłącznie na wykonaniu nurkowania?

Maria Bobela: Oczywiście kłamałabym, gdybym powiedziała, że zupełnie o tym nie myślałam – przecież zdecydowałam się wykonać nurkowanie rekordowe. We freedivingu głębokościowym na dzień przed próbą musimy zaanonsować głębokość, na którą będziemy nurkować. Po podjęciu decyzji o głębokości i zaanonsowaniu staram się zapomnieć o faktycznej głębokości i rekordzie, a kierować myśli w stronę technicznego aspektu nurkowania.

Marta Witecka: Jak wyglądało samo nurkowanie na 102 metry? Był podczas niego moment, w którym poczułaś, że dzisiaj wszystko układa się dokładnie tak, jak powinno?

Maria Bobela: Nurkowanie w Morzu Karaibskim jest dla mnie nie lada wyzwaniem. To całkiem zabawne, dlatego że większość freediverów jest bardzo zadowolona z warunków tutaj panujących. Ja przez ostatnie dwa sezony przyzwyczaiłam się do chłodnych jezior, wyraźnych termoklin i nurkowanie w 30-stopniowej wodzie przysparza mi trudności z wyrównywaniem ciśnienia i relaksacją. Mimo że ze 102 m wynurzyłam się bardzo świeża, to nurkowanie wymagało ode mnie bardzo dużego skupienia.

Marta Witecka: A był moment kryzysowy? Przy takiej głębokości nawet niewielki problem z wyrównywaniem ciśnienia, techniką czy samopoczuciem może zdecydować o całej próbie.

Maria Bobela: Nie, byłam skupiona i samo nurkowanie przebiegło w porządku. Jedyny problem wynikał z tego, że nie mogłam zerwać taga na głębokości. Dopiero przy czwartej próbie udało mi się go złapać, co kosztowało mnie między pięć a dziesięć sekund. We freedivingu głębokościowym próba zostaje zaliczona tylko wtedy, gdy zabierzemy z zaanonsowanej głębokości „tag”, przyczepiony do bottom plate’a wyznaczającego docelową głębokość.

Marta Witecka: Co dzieje się z człowiekiem na głębokości 100 metrów? Spróbuj opowiedzieć o tym komuś, kto nigdy nie uprawiał freedivingu – co czujesz fizycznie i psychicznie tam, gdzie nad Tobą znajduje się już ponad sto metrów wody?

Maria Bobela: Myślę, że najlepiej tutaj przedstawić fakty. Na powierzchni ciśnienie wynosi 1 bar, a co 10 m w głąb wzrasta ono o 1 bar. Oznacza to, że na 10 m ciśnienie ma 2 bary, na 20 m – 3 bary, a na 100 m – 11 barów. Oznacza to, że na 100 m przestrzenie powietrzne ściśnięte są 11 razy, czyli objętość naszych płuc kompresuje się do 1/11. W praktyce, po prawidłowym i progresywnym przygotowaniu, już nie czuję albo nie zwracam uwagi na tę kompresję. Największym wyzwaniem jest dla mnie aspekt wyrównywania ciśnienia w uszach. Mimo że moje czasy nurkowe dochodzą do czterech minut, czuję, że mam jeszcze zapas tlenowy. Natomiast wyrównanie ciśnienia jest u mnie na wyczerpaniu i to właśnie na tym będę musiała się skoncentrować, by nurkować jeszcze głębiej. Zachęcam również do zapoznania się z terminem „odruch nurkowy ssaka”. To zespół reakcji występujących u ssaków podczas wstrzymania oddechu i zanurzenia – niesamowicie ciekawe zagadnienie, o którym mogłabym tutaj napisać cały artykuł.

Marta Witecka: W lipcu była Garda i dwa wielkie wyniki w ciągu dwóch dni: 55 metrów CNF oraz 82 metry FIM, które dały Ci rekord świata CMAS w wodach słodkich. Niespełna miesiąc później na Roatán przekraczasz 100 metrów. Czy spodziewałaś się przed sezonem 2026, że może być aż tak dobry?

Maria Bobela: Nigdy nie jestem pewna, jak potoczy się sezon, dlatego że składa się na to całe mnóstwo czynników. Przyznam, że nie spodziewałam się, że 102 m wydarzą się niespełna miesiąc po Gardzie. Nurkowanie w wodach słodkich i słonych bardzo się od siebie różni i czułam, że jestem lepiej przygotowana w warunkach „jeziornych”, gdzie jest zimna woda, bardzo wyraźna termoklina, ciemność i trochę inna fizyka nurkowania związana z różnicą w gęstości wody między wodami słodkimi i słonymi.

Marta Witecka: Który z tych wyników jest dla Ciebie trudniejszy sportowo: 55 metrów bez płetw, 82 metry FIM czy 102 metry w monopłetwie?

Maria Bobela: 102 m było najbardziej wymagającym wynikiem ze względu na niepewność w wyrównywaniu ciśnienia. 82 m FIM okazało się wymagającym, lecz wciąż konserwatywnym nurkowaniem, którego byłam pewna, a spodziewałam się, że będzie to nurkowanie rekordowe. Na rekord świata trzeba było zanurkować na przynajmniej 70 m. Spodziewałam się, że nie będę jedyną osobą, która będzie chciała pobić rekord świata, więc stwierdziłam, że zaanonsuję głębokość aż o 12 m większą. I to była dobra decyzja, ponieważ dwie inne zawodniczki zaanonsowały głębokość 75 m.

Marta Witecka: A który znaczy dla Ciebie najwięcej? Rekord świata brzmi najmocniej, ale przekroczenie bariery 100 metrów również jest czymś, czego doświadcza bardzo niewielu ludzi.

Maria Bobela: Ciężko powiedzieć. Chyba najwięcej frajdy sprawiło mi zwycięstwo mistrzostw świata w 2024 roku. To był mój pierwszy sukces na skalę światową, a i ważny dla mnie, ponieważ Polska zaistniała na kobiecym podium mistrzostw świata we freedivingu głębokościowym po raz pierwszy. Czułam się naprawdę dumna. Sukcesy z tego roku bardzo mnie cieszą, ale przyjmuję je z pokorą, jednocześnie obserwując i wyciągając wnioski, które pomagają mi stawać się coraz mocniejszą zawodniczką.

Marta Witecka: 82 metry w Gardzie oznaczały pierwszy kobiecy rekord świata w historii polskiego freedivingu głębokościowego. Czy dopiero po wynurzeniu dotarło do Ciebie, że właśnie zrobiłaś coś, czego wcześniej nie dokonała żadna reprezentantka Polski?

Maria Bobela: Nie, już dzień wcześniej wiedziałam, że będę próbować ten rekord zdobyć. Dobrze się przygotowałam do tego nurkowania. Gdy dotarłam do 82 m, zabrałam tag i zawróciłam, czułam już, że nie powinno być żadnych problemów i że wszystko idzie zgodnie z planem.

Marta Witecka: Rekord świata ustanowiłaś w jeziorze. Jak bardzo nurkowanie na dużą głębokość w wodzie słodkiej różni się od nurkowania w morzu? Czy Garda jest pod tym względem trudniejsza od Roatán?

Maria Bobela: Są to dwa zupełnie inne nurkowania. Rekordy świata w wodach słodkich i słonych są bardzo nierówne. Wody słodkie są uważane za trudniejsze. Szczególnie w naszej części świata, gdzie na przykład temperatura wody pod termokliną może wynosić 4 stopnie, a światło przestaje docierać do 20 m i poniżej tej głębokości nurkujemy w zupełnej „czerni”. Tak jest choćby w naszej polskiej Hańczy, w której przygotowywałam się do Gardy. Ja jednak uważam, że łatwiejszy jest warunek, który znamy. Z punktu widzenia fizyki nurkuje się w wodach słodkich trochę na odwrót niż w wodach słonych. W wodzie słodkiej bardzo łatwo opadamy, mamy bardziej negatywną pływalność. Oznacza to, że łatwiej i szybciej się zanurzamy, natomiast więcej wysiłku musimy włożyć w wynurzenie. W wodach słonych jest dokładnie na odwrót.

Marta Witecka: W 2024 roku zostałaś mistrzynią świata AIDA w CNF, schodząc bez płetw na 66 metrów. Rok później zdobyłaś w tej konkurencji srebro mistrzostw świata. Dlaczego właśnie CNF stało się jedną z Twoich najmocniejszych konkurencji?

Maria Bobela: Myślę, że zawsze byłam i jestem bardzo silna fizycznie. CNF jest dyscypliną, w której trzeba się napracować. Na tamten moment ograniczało mnie wyrównanie ciśnienia, a CNF jest dyscypliną najtrudniejszą, ale i najpłytszą. Uznałam, że nie będę miała problemów związanych z ciśnieniem do osiągnięcia głębokości, która mogłaby dać mi podium mistrzostw świata w CNF. Dlatego też skupiłam się na treningu tej dyscypliny, która do 2024 roku zdecydowanie nie była moją „kluczową”.

Marta Witecka: CNF uchodzi za jedną z najbardziej „czystych”, ale również najbardziej wymagających odmian freedivingu – bez płetw, bez ciągnięcia się po linie, tylko własne ciało. Co jest w niej najtrudniejsze?

Maria Bobela: Najtrudniejsze jest to, że nie mamy żadnego „wspomagacza”, dodatkowego „silnika” – polegamy tylko i wyłącznie na sile swoich mięśni, technice i mentalu. W innych dyscyplinach korzystamy z liny, płetw bądź monopłetwy. W CNF płyniemy wzdłuż liny, która wyznacza kierunek płynięcia i głębokość, ale nie możemy z niej skorzystać.

Marta Witecka: W Twojej karierze pojawiają się świetne wyniki praktycznie we wszystkich konkurencjach głębokościowych. Czujesz się zawodniczką wszechstronną czy masz jedną konkurencję, która najbardziej odpowiada temu, czym dla Ciebie jest freediving?

Maria Bobela: Czuję, że co jakiś czas zmienia się moja ulubiona dyscyplina. Nigdy wcześniej nie trenowałam monopłetwy – chwyciłam za nią w tym roku i totalnie mnie zaczarowała. Do tej pory pożyczałam monopłetwę na zawodach na ten jeden występ i anonsowałam bardzo konserwatywnie. W tym roku poczułam moc tego silnika. Troszeczkę odeszłam od CNF na rzecz monopłetwy. Ciekawią mnie też płetwy, ale przyznam, że jest to dyscyplina, której zupełnie nie znam. Używam płetw do nauki freedivingu, są to bardzo miękkie płetwy, które nie nadają się do zawodów. Myślę, że w przyszłym roku będę badać potencjał płetw podwójnych, a w tym roku pozostanę głównie przy CWT – monopłetwie – i FIM, czyli free immersion.

Marta Witecka: Niedawno mówiłaś, że nurkujesz zaledwie od około pięciu lat, a zawodniczo od czterech. Jak to możliwe, że w tak krótkim czasie doszłaś od początku przygody z freedivingiem do mistrzostwa świata, kilkudziesięciu rekordów Polski i rekordu świata?

Maria Bobela: To trochę zbieg okoliczności (śmiech). Spróbowałam freedivingu z nudów, z frustracji podczas koronawirusa. Moje pierwsze próby były okropne. Zmusiłam się do dokończenia kursu początkowego i porzuciłam freediving na pół roku – uznałam, że to nie zajęcie dla mnie. Od 2012 roku mieszkam na walizkach, dlatego to uwięzienie nie działało na mnie dobrze. Pracowałam zdalnie, dlatego postanowiłam wyjechać do Egiptu, żeby troszeczkę zmienić otoczenie. Tam uznałam, że dam sobie jeszcze jedną szansę. I właśnie w Dahab złapałam prawdziwego bakcyla i zostałam tam na dłużej, kontynuując pracę zdalną. Przez rok nurkowałam rekreacyjnie, oglądałam rybki i podziwiałam piękno podwodnego świata. W 2022 roku postanowiłam zapisać się na swoje pierwsze zawody w Sharm el Sheikh i… już nie było odwrotu. Polubiłam starty, adrenalinę zawodów, strategię przygotowań. Od 2022 roku zaczęłam trenować przez pryzmat przygotowań do zawodów. Staram się obierać mądre, przemyślane strategie kierowane nie wynikiem, a krokami, które do potencjalnego wyniku mogą doprowadzić. Myślę, że ta metoda skupienia na kroku, a nie na rekordzie, fajnie w moim przypadku zadziałała.

Marta Witecka: Pamiętasz swoje pierwsze naprawdę głębokie nurkowanie? Jaka głębokość wtedy wydawała Ci się czymś niemal niewyobrażalnym?

Maria Bobela: Pamiętam, że marzyłam o zanurkowaniu na 50 m w dahabskim Blue Hole, tak by móc zobaczyć sufit Arch – takiej „bramy wyjściowej” z Blue Hole na otwarte morze. Pamiętam, jak dotarłam do tej głębokości i zobaczyłam to cudo. Do tej pory uważam to za jedną z najbardziej spektakularnych rzeczy, jakie widziałam pod wodą.

Marta Witecka: Kiedy po raz pierwszy pomyślałaś: „mogę być jedną z najlepszych freediverek na świecie”? Był jeden konkretny wynik albo trening, który zmienił Twoje postrzeganie własnych możliwości?

Maria Bobela: Nigdy! 😊 Wciąż się pnę po tej drabinie i czuję, że jest tam jeszcze przynajmniej kilka szczebli w górę. Chciałabym kontynuować swoją karierę w duchu pokory. Osiągnęłam wyniki, które wydawały mi się niemożliwe kilka lat temu. Jestem jednak w dalszym ciągu Marią, którą byłam cztery czy pięć lat temu. Nie chciałabym definiować swojej osoby przez pryzmat wyników, rekordów. Dziś je mam, za chwilę będą należały do kogoś innego. Freediving w Polsce i na świecie prężnie się rozwija i na pewno będzie coraz więcej utalentowanych, ciężko pracujących zawodniczek w kraju i na świecie.

Marta Witecka: Masz już na koncie 38 rekordów Polski. Czy trzydziesty ósmy rekord wywołuje jeszcze takie emocje jak pierwszy, czy z czasem rekord zaczyna być bardziej informacją o wykonanej pracy niż wielkim wydarzeniem?

Maria Bobela: Rekord nie wywołuje u mnie już takich emocji. To bardzo miłe móc poprawiać wyniki i obserwować, jak pozycja polskiego freedivingu kobiet pnie się coraz wyżej, natomiast myślę, że rekord, medal, podium to w tym momencie po prostu bardzo miłe zwieńczenie wcześniej podejmowanych decyzji treningowych.

Marta Witecka: Opowiadałaś, że początek sezonu to między innymi budowanie tolerancji na CO₂ i bardzo wolne, stosunkowo płytkie nurkowania, a przy głębokościach powyżej 65 metrów potrafisz wykonać podczas treningu tylko jedno głębokie zejście. Jak wygląda przygotowanie organizmu do próby przekraczającej 100 metrów?

Maria Bobela: Uważam, że ważne jest progresywne przygotowywanie organizmu do głębokości. W tym roku miałam mało czasu na przygotowania, więc musiałam głębokość budować dosyć agresywnie. Punktem wyjściowym do budowania głębokości było dla mnie dosyć głębokie, jak na początek sezonu, 40 m. Zadziałało, natomiast idealnym scenariuszem byłoby dla mnie spędzenie więcej czasu na płytszych głębokościach. Gdy już docieram do 85 m głębokości, staram się budować naprawdę małymi krokami. Jeżeli poprzednie nurkowanie było udane, czyste, dalekie od stanu hipoksji, dodaję maksymalnie 3 m.

Marta Witecka: Jak często w ogóle można bezpiecznie wykonywać tak głębokie nurkowania? Czy organizm po zejściu na 100 metrów potrzebuje kilku godzin, dnia czy kilku dni na pełną regenerację?

Maria Bobela: Nurkowanie na 100 m to dla naszego systemu nerwowego duże obciążenie. Mimo że może się wydawać, iż fizycznie nie jest to taki wielki wysiłek, jest to spore obciążenie dla naszego organizmu i uważam, że trzeba naprawdę dobrze zadbać o regenerację. Odpowiadając na te pytania, leżę do góry brzuchem już drugi dzień po nurkowaniu 😊 Wrócę do wody dopiero jutro bądź pojutrze.

Marta Witecka: Mówiłaś również o treningu mięśni wokół głośni, miękkiego podniebienia i języka oraz przyzwyczajaniu płuc do ogromnej kompresji. Co jest dziś największym ograniczeniem przy Twoich najgłębszych nurkowaniach: płuca, wyrównywanie ciśnienia, niedotlenienie, mięśnie czy głowa?

Maria Bobela: Moim największym ogranicznikiem jest zdecydowanie zarządzanie powietrzem przy wyrównywaniu ciśnienia, co jest właśnie związane ze świadomością kontroli języka, policzków, żuchwy, miękkiego podniebienia, mięśni dookoła głośni, ale też z ogólnym stanem relaksacji. W tym roku nie miewałam jeszcze stanów hipoksyjnych, co jest dla mnie wyznacznikiem, że mam jeszcze zapas tlenowy.

Marta Witecka: Na około 100 metrach ciśnienie jest wielokrotnie większe niż na powierzchni. Czy można w ogóle przyzwyczaić organizm do takich warunków, czy każde zejście wciąż pozostaje dla niego sytuacją ekstremalną?

Maria Bobela: Jak najbardziej uważam i czuję, że ciało adaptuje się do takich warunków poprzez konsekwentny, właściwie dobrany, mądry trening.

Marta Witecka: Freediving z zewnątrz może wyglądać jak sport polegający na walce z potrzebą zaczerpnięcia powietrza. Podejrzewam jednak, że na Twoim poziomie jest dokładnie odwrotnie – im bardziej zaczynasz „walczyć”, tym gorzej. Jak ważny jest spokój?

Maria Bobela: Dokładnie tak jest! Nie ma mowy o walce. Wspominałam już o odruchu nurkowym ssaka. W naszym ciele podczas zanurzenia występują pewne reakcje, które „pomagają” nam w nurkowaniu na wstrzymanym oddechu. Są to między innymi bradykardia, wazokonstrykcja obwodowa, blood shift. Wszystkie te reakcje odpowiadają za to, byśmy mogli być pod wodą dłużej i bardziej bezpiecznie. Bradykardia, czyli zwolnienie rytmu serca, „uruchomi się” tylko wtedy, gdy opanujemy głowę. Podczas moich najlepiej kontrolowanych nurkowań rytm mojego serca, według komputera nurkowego, opada nawet do 30 uderzeń na minutę, w zaledwie kilka sekund.

Marta Witecka: Czego boisz się podczas głębokiego nurkowania? Czy zawodniczka z rekordem świata w pewnym momencie przestaje odczuwać strach przed głębokością, czy raczej uczy się ten strach kontrolować?

Maria Bobela: Często towarzyszy mi niepokój przed nurkowaniem. Co zabawne, zupełnie znika on w momencie zanurzenia. Bardzo nie lubię tego niepokoju, ale próbuję się z nim „zaprzyjaźnić”. Już mam świadomość, że on podczas nurkowania znika, więc próbuję nie dawać mu zbyt dużo uwagi.

Marta Witecka: We freedivingu istnieje bardzo cienka granica pomiędzy przekraczaniem własnych możliwości a przekroczeniem granicy bezpieczeństwa. Skąd wiesz, że danego dnia możesz zejść głębiej, a kiedy potrafisz powiedzieć sobie: „nie, dzisiaj kończę”?

Maria Bobela: Myślę, że nigdy nie wiemy tego na 100 procent. Próbuję słuchać swojego organizmu. Jeśli czuję, że coś idzie nie tak, pozwalam sobie na zakończenie próby i zawrócenie. Lubię wykonywać swoje personal besty podczas zawodów, dlatego że są to najbezpieczniejsze okoliczności nurkowania na wstrzymanym oddechu. Zawsze jest sonar, który śledzi głębokość nurka, wykwalifikowani nurkowie safety, medycy.

Marta Witecka: Jesteś nie tylko zawodniczką, ale również instruktorką AIDA i Molchanovs i pracujesz z innymi freediverami. Mówiłaś, że obserwowanie i współtworzenie sukcesu drugiego człowieka napędza Cię także do przekraczania własnych granic. Czego uczenie innych nauczyło Cię o samej sobie jako zawodniczce?

Maria Bobela: Rzeczywiście tak jest! Bardzo lubię pomagać freediverom, zawodnikom odkrywać nowe zakątki tego sportu. Szczególnie pasjonuje mnie coaching zawodników, którzy przygotowują się do startów. To sport, który jest bardzo subiektywny i indywidualny. Trzeba naprawdę wsłuchać się i obserwować konkretną osobę, by dobrze ją poprowadzić. Sukcesy moich podopiecznych zachęcają mnie coraz bardziej do wsłuchiwania się w samą siebie, dlatego że od półtora roku jestem sama sobie trenerem.

Marta Witecka: Twoim „domem jest walizka” – tak sama opisywałaś życie podporządkowane freedivingowi. Ile trzeba poświęcić, żeby znaleźć się na takim poziomie? Jest coś, z czego zrezygnowałaś dla sportu i czego czasami Ci brakuje?

Maria Bobela: Walizka jest moim domem od 14 lat. Wyjechałam w wieku 20 lat jako świeżo upieczony grafik komputerowy. Mieszkałam pięć lat w Indiach, rok w Tajlandii, później znowu na chwilę wróciłam do Indii. Później zahaczyłam o Stany, Brazylię i w efekcie w 2021 roku wydarzył się Egipt, w którym zamieszkałam na dwa lata. Dopiero w zeszłym roku porzuciłam pracę grafika i próbuję swoich możliwości jako freediverka full time. Myślę, że w pełni świadomie będę w stanie odpowiedzieć na to pytanie dopiero za jakiś czas 😊

Marta Witecka: Polski freediving ma dziś zawodników należących do światowej czołówki – wystarczy wspomnieć Mateusza Malinę, a wśród kobiet coraz mocniejszą grupę zawodniczek. Czujesz, że polski freediving przeżywa właśnie najlepszy okres w swojej historii?

Maria Bobela: Jeśli chodzi o freediving basenowy, to bezapelacyjnie Polska króluje – Magda Solich-Talanda, Julia Kozerska, Matt Malina to bez dwóch zdań najlepsi zawodnicy na świecie. W tym roku też do grona medalistów mistrzostw świata i to ze złotym medalem w statyce dołączył Damian Watracz, wstrzymując oddech na 9 minut 36 sekund. Ja co prawda nie znam się na dyscyplinach basenowych, nigdy ich nie trenowałam i zamierzam pozostać przy głębokości. Myślę o freedivingu basenowym i głębokościowym jak o dwóch odrębnych sportach 😊 Myślę, że dla freedivingu głębokościowego jest to również świetny czas. Teraz do światowego podium mężczyzn dołączył Piotr Kubiak, a w kategorii Masters Tomasz Polata. Myślę, że czworo medalistów mistrzostw świata z kraju, który nie jest oczywisty przez pryzmat nurkowania, to super wynik. Mam nadzieję, że będziemy uzyskiwać coraz wyższe pozycje w rankingach światowych.

Marta Witecka: Masz rekord świata, mistrzostwo i wicemistrzostwo świata, dziesiątki rekordów Polski, a teraz również nurkowanie przekraczające 100 metrów. Gdzie w takim momencie przesuwa się granica marzeń Marii Bobela? 105? 110? A może liczby przestają mieć znaczenie?

Maria Bobela: Zobaczymy 😊 Teraz granica jest kierowana konsekwentnym treningiem i ciekawością. Osiągnęłam znacznie więcej, niż mogłabym sobie kiedyś wymarzyć. Teraz chciałabym, by osiągnięte przeze mnie wyniki pomogły mi w promocji siebie jako nauczyciela, coacha. Już tak naprawdę pierwsza połowa tego roku była bardziej skupiona wokół nauki innych niż własnego treningu. Moim celem jest to, by móc się w pełni skupić na nauce, być może kiedyś założyć swoją szkołę. To właśnie sprawia mi najwięcej frajdy – współpraca z innymi ludźmi i budowanie ich sukcesu i pewności siebie w wodzie.

Marta Witecka: Wyobraź sobie, że spotykamy się ponownie za pięć lat. Jakie jedno zdanie o Marii Bobela chciałabyś wtedy usłyszeć – niekoniecznie dotyczące liczby metrów czy zdobytych medali?

Maria Bobela: Krótko: chciałabym wtedy usłyszeć, że Maria Bobela jest dobrym człowiekiem.

Marta Witecka: Dziękuję za rozmowę, bardzo mocno trzymamy kciuki za kolejne wyzwania i abyś usłyszała za kilka lat, to co jest Twoim marzeniem !

Maria Bobola: Dziękuję bardzo 😃

Zdjęcia: Archiwum Marii Bobela

Podziel się tym:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *