To nie NCAA wysysa polskie talenty, to polski system ich nie zatrzymuje!
Na łamach SwimmPL.com w ostatnich miesiącach prezentowaliśmy wielu utalentowanych polskich pływaków, którzy zdecydowali się kontynuować swoją sportową i edukacyjną drogę w Stanach Zjednoczonych — zarówno od sezonu 2025/2026, jak i tych, którzy rozpoczną rywalizację w NCAA od sezonu 2026/2027.
Jeszcze kilka lat temu były to pojedyncze, incydentalne przypadki. Dziś? Trudno nie odnieść wrażenia, że mamy do czynienia z falą — niemal masowym zjawiskiem.
Od stycznia za oceanem treningi rozpoczęli już Gabriela Król, Ania Traczyk oraz Ksawery Masiuk. Od jesieni dołączą do nich m.in. najlepsza pływaczka ostatnich Mistrzostw Polski w Szczecinie — Flawia Kamzol, dwie znakomite specjalistki stylu klasycznego Dominika Borkowska i Anna Bonecka, wielkie talenty męskiego klasyka Janek Gajda i Marcel Jureko, nadzieja polskiego grzbietu Olivier Urbański oraz specjalistka stylu motylkowego i dowolnego Ania Tomkiel.
O kolejnych nazwiskach wiemy, ale — przynajmniej na razie — nie chcemy uprzedzać faktów.
Efekt? Zawody Pucharu Polski w kategorii młodzieżowca, które już dziś były frekwencyjnie ubogie, mogą wkrótce stać się… wręcz ubożuchne.
I w tym miejscu musi paść kluczowe pytanie:
> co polski system ma do zaproponowania pływakom po ukończeniu szkoły średniej?
Odpowiedź, niestety, nie jest optymistyczna — niewiele.
Dla porównania: gdy wybitny talent angielskiego stylu klasycznego Filip Nowacki zaczął rozważać wyjazd do USA, brytyjska federacja pływacka natychmiast przedstawiła mu atrakcyjną alternatywę — studia na Loughborough University połączone z treningiem w programie federacyjnym, pod okiem czołowych szkoleniowców. Oferta okazała się na tyle dobra, że Nowacki zrezygnował z wyjazdu za ocean.

Podobnie było w przypadku rumuńskiego arcytalentu Davida Popoviciego czy południowoafrykańskiego Pietera Coetze. Obaj już jako juniorzy otrzymywali od swoich federacji warunki, o których polscy pływacy mogli jedynie marzyć — stypendia, indywidualne zespoły szkoleniowe, pełne zaplecze. Efekty tej pracy widać dziś gołym okiem.
Trudno natomiast przypomnieć sobie sytuację, w której Polski Związek Pływacki próbowałby realnie zatrzymać zawodnika w kraju, oferując mu konkurencyjne warunki szkoleniowe czy finansowe. O budowie indywidualnych „teamów pod zawodnika” nawet nie wspominając.
Przypadek teamu Kasi Wasick to zupełnie inna historia i inny model organizacyjny.
Skoro więc PZP nie jest w tym obszarze partnerem — co pozostaje?
W kraju funkcjonują cztery drużyny uniwersyteckie, które zbudowały kluby z w miarę solidnym zapleczem, oraz kolejne dwa, które są w trakcie budowy.
Najbardziej atrakcyjną ofertę — nie ma co ukrywać — proponują dziś AZS AWF Katowice oraz AZS-UMCS Lublin.
Oba kluby inwestują w stypendia, dysponują przyzwoitym zapleczem treningowym (baseny, siłownie), dobrą kadrą szkoleniową, opieką fizjoterapeutyczną z realną możliwością łączenia sportu ze studiami na sensownych kierunkach.
Dobrym przykładem jest Adela Piskorska, liderka zespołu AZS-UMCS Lublin, studiująca prawo.
Co więcej, dzięki atrakcyjnym stypendiom AZS-UMCS Lublin w swoich barwach ma także sporą grupę zawodników na co dzień trenujących w NCAA.

W pozostałych klubach sytuacja wygląda już znacznie bardziej nierówno — zarówno pod względem stypendiów, jak i zaplecza.
Nic więc dziwnego, że wielu młodych talentów wybiera NCAA. Tam otrzymują stypendium pokrywające koszty pobytu, wyżywienia, wysokiego czesnego, przelotów i — często — dodatkowe środki na życie. Do tego dochodzi zaplecze, jakiego nie oferuje żaden polski klub pływacki: nowoczesne baseny, rozbudowane siłownie, centra odnowy biologicznej, dietetycy, fizjoterapeuci — pełen sportowy ekosystem.
Tak, jak już wspomnieliśmy, stypendium obejmuje też koszty pobytu i prawie całkowitego utrzymania. Ilu pływaków w Polsce musiało zrezygnować z pływania, bo najzwyczajniej w świecie, nie stać ich było na zawodowe trenowanie plus koszty utrzymania z własnych środków, a żyć na kubku rodziców nie każdy ma na to ochotę.
Każdy zawodnik dostaje również kompletną wyprawkę klubową: od kurtek i dresów, przez obuwie, bluzy i koszulki, po pełne wyposażenie startowe. Na tym tle reprezentant Polski w „wyprawce kadrowej” wygląda… jak ubogi krewny.
Co istotne, system NCAA nie pozwala na fikcję. Studiowanie jest warunkiem otrzymania stypendium. Każda drużyna ma opiekuna akademickiego, który pilnuje postępów w nauce. Nie ma możliwości „wiecznego studiowania” ani trenowania bez statusu studenta — w przeciwnym razie stypendium po prostu przepada.
Często słyszymy pytanie: ilu pływakom NCAA faktycznie pomogła? Ilu spełniło swój sportowy sen?
Odpowiedź nie jest prosta. Najbardziej znani, którzy osiągnęli międzynarodowe sukcesy po amerykańskiej drodze, to m.in. Kacper Stokowski, Bartek Piszczorowicz, Krzysztof i Michał Chmielewscy, Filip Kosiński, Paweł Uryniuk czy Karol Ostrowski.
Ale patrzenie wyłącznie przez pryzmat medali i rekordów jest zbyt uproszczone.
Jesteśmy przekonani, że zdecydowana większość tych, którzy wybrali USA, podjęła dobrą decyzję. Gdyby zostali w kraju, wielu z nich nie otrzymałoby nawet połowy możliwości rozwoju, jakie zapewnia im NCAA — sportowo, edukacyjnie i życiowo.
Dlatego dopóki w Polsce nie zbudujemy realnej ścieżki rozwoju kariery po szkole średniej, NCAA nie będzie wyborem — będzie koniecznością.
Wielka szkoda, tym większa — co warto podkreślić — że nasi szkoleniowcy w niczym nie ustępują amerykańskim kolegom, tyle że mają do dyspozycji zaplecze z innej epoki.
Trzymamy mocno kciuki za sukcesy Polaków za oceanem. Bo każdy ich dobry wynik to nie tylko osobisty triumf, ale też sygnał dla kolejnych młodych talentów, że drzwi do świata stoją naprawdę szeroko otworem i lata ciężkich treningów można dobrze zrekompensować.
Zdjęcia: Instagram, Swimm PL, Getty Images























Leave a Reply