Marta Witecka
Dwa medale Mistrzostw Europy Masters w Šamorínie – srebro na 50 m stylem grzbietowym i brąz na 50 m stylem dowolnym. Dla Pawła Buckiego, trenera CSiR MOS Dąbrowa Górnicza i byłego zawodnika wyczynowego, nie są jednak celem samym w sobie. Ważniejsze pozostają trening, poprawianie własnych wyników i możliwość czerpania przyjemności z pływania niezależnie od wieku.
W rozmowie ze SwimmPL.com Paweł Bucki opowiada o dwóch medalowych wyścigach, powrocie do regularnego treningu, łączeniu sportu z pracą i życiem rodzinnym oraz o tym, czego jako trener doświadcza, ponownie stając na słupku startowym. Ocenia również organizację mistrzostw w Šamorínie, atmosferę środowiska Masters i poziom polskich zawodników. Mówi też o kolejnym wyzwaniu – Mistrzostwach Świata Masters w Budapeszcie.
MEDALE I SPORTOWE EMOCJE
Marta Witecka: Pawle, wracasz z Mistrzostw Europy Masters z dwoma medalami. Z jakimi oczekiwaniami jechałeś do Šamorína – medale były celem czy raczej liczyłeś przede wszystkim na dobre wyniki?
Paweł Bucki: Na mistrzostwa wybrałem się z planem na dobry start. Nie nastawiałem się na konkretne miejsce, a tym bardziej medal. Po ukazaniu się list startowych okazało się, że w obu startach jest szansa na medal, ale w dalszym ciągu pełne skupienie pozostało na dobrym wyścigu, dopilnowaniu wszystkich elementów technicznych oraz rozgrzewce i regeneracji.
Marta Witecka: Pamiętasz pierwszą myśl, kiedy dotarło do Ciebie, że masz medal Mistrzostw Europy?
Paweł Bucki: Po pierwszym starcie na 50 m stylem grzbietowym pierwszą myślą na mecie była złość ze względu na nie do końca udany wyścig. Brak pływania na długim basenie, zwłaszcza odkrytym, gdzie płynąc, widzi się tylko niebo, poskutkował kilkukrotnym wpadnięciem na linę. Pomimo takich problemów za chwilę przyszła jednak radość ze srebrnego medalu, z lekkim niedosytem, ponieważ złoto było bardzo blisko.
Marta Witecka: Który z tych dwóch medali ma dla Ciebie większą wartość i dlaczego?
Paweł Bucki: Z obu medali bardziej cieszy mnie brązowy medal na 50 m stylem dowolnym, który nie do końca był oczekiwany. Uważam, że wyścig był bardzo udany, rezultat zadowalający, a konkurencja duża.
Marta Witecka: Jesteś trenerem i na co dzień przeżywasz starty swoich zawodników, stojąc przy basenie. Jak bardzo różnią się emocje trenera od emocji zawodnika, który sam staje na słupku?
Paweł Bucki: Jako zawodnik stający na starcie stres jest zdecydowanie większy. Wszystko, co zrobię lub czego nie zrobię, ma wpływ na końcowy wynik i tylko ja jestem za to odpowiedzialny. W przypadku startu moich zawodników nie mam już wpływu na sam wyścig, co nie znaczy oczywiście, że stres się nie pojawia. Natomiast przeżywam takie starty chyba trochę spokojniej.
Marta Witecka: Czy przed startem nadal pojawia się stres, czy po tylu latach pływania człowiek potrafi już całkowicie nad nim zapanować?
Paweł Bucki: Stres oczywiście jest zawsze, ale jest to taka pozytywna motywacja. Po „małej” przerwie w startach na zawodach, początkowo po wznowieniu rywalizacji stres był większy. Natomiast teraz, przy regularnych startach, mam wrażenie, że jest dużo lepiej.
Marta Witecka: Byłeś zadowolony przede wszystkim z miejsc i medali czy również z czasów, które osiągnąłeś?
Paweł Bucki: Medale oczywiście bardzo cieszą, ale nie jest to mój końcowy wyznacznik. Cały czas, pomimo wieku, staram się poprawiać elementy techniczne i sam trening, żeby uzyskać jak najlepszy wynik.
Marta Witecka: Czy był podczas tych mistrzostw taki moment, w którym pomyślałeś: „tego startu naprawdę długo nie zapomnę”?
Paweł Bucki: Oba starty będę pamiętał na pewno – styl grzbietowy ze względu na nie do końca udany technicznie wyścig, styl dowolny wręcz odwrotnie.
POWRÓT DO PŁYWANIA I MASTERS
Marta Witecka: Jako junior byłeś mistrzem Polski, później zostałeś trenerem, a teraz ponownie zdobywasz medale jako zawodnik Masters. Co sprawiło, że postanowiłeś wrócić do regularnego ścigania?
Paweł Bucki: Właściwie nigdy nie chciałem go skończyć. Zaraz po ukończeniu studiów i rozpoczęciu pracy w szkole startowałem jeszcze w zawodach pływackich dla nauczycieli. Po pojawieniu się na świecie mojej córki priorytety zdecydowanie się zmieniły, ale starałem się spędzać czas dość aktywnie. Dwa–trzy lata temu wznowiłem już systematyczne treningi, korzystając z większej ilości czasu wolnego. Cel dla mnie był zawsze jasny – być aktywnym i sprawnym. Chociaż same treningi na siłowni i w wodzie by wystarczyły, to jednak przygotowywanie się do zawodów z automatu wyklucza większość wymówek, żeby trening pominąć lub przełożyć.
Marta Witecka: Jak poważnie traktujesz obecnie własne treningi? Jest to przede wszystkim przyjemność czy wciąż siedzi w Tobie zawodnik, który chce być coraz szybszy?
Paweł Bucki: Treningi traktuję na tyle poważnie, na ile mogę. Oczywiście priorytetem jest rodzina i obowiązki związane z pracą, natomiast staram się trenować tyle, na ile pozwala mi czas. Wiem, że jestem w stanie pływać jeszcze szybciej i staram się do tego dążyć.
Marta Witecka: Jak wygląda typowy tydzień treningowy Pawła Buckiego – zawodnika Masters?
Paweł Bucki: Mój typowy dzień to praca i rodzina. Swoje treningi realizuję podczas przerw w pracy oraz podczas treningu mojej córki, którą zawożę dwa razy w tygodniu do Katowic.
Marta Witecka: Trudniej jest przygotować do zawodów własnego zawodnika czy samego siebie?
Paweł Bucki: Trudniej jest przygotować się samemu ze względu właśnie na codzienne obowiązki i czasem „wypadające” treningi w związku z powyższym. Zawodnik, który ma z góry ustalony grafik treningów i zaplanowany czas, jest zdecydowanie łatwiejszym wyzwaniem, pod warunkiem oczywiście, że jest systematyczny i zaangażowany.
Marta Witecka: Jako trener doskonale wiesz, co powinieneś zrobić na treningu. Czy jako zawodnik zawsze potrafisz wykonać to, co zaleciłbyś swoim podopiecznym?
Paweł Bucki: Ze względu na fakt, że przygotowuję się sam, brakuje mi feedbacku na treningu pływackim. Wiem, jak mają wyglądać poszczególne elementy techniczne, ale nie jestem w stanie do końca wyłapać błędów, nie widząc siebie.
Marta Witecka: Czy startowanie w Masters zmieniło w jakiś sposób Twoje podejście do pracy trenerskiej?
Paweł Bucki: Moja praca trenerska opiera się od początku na tych samych założeniach i starty w zawodach Masters ich nie zmieniają. Mam jedynie nadzieję, że swoją postawą i zaangażowaniem mogę pokazać podopiecznym, że tym sportem można się bawić i czerpać z tego przyjemność niezależnie od wieku.
Marta Witecka: Czy dzięki temu, że ponownie sam odczuwasz zmęczenie treningiem, stres przedstartowy czy presję wyniku, lepiej rozumiesz swoich zawodników?
Paweł Bucki: Z racji tego, że spędziłem w wodzie większość mojego życia, doskonale rozumiem, jakie emocje i trudności mogą odczuwać zawodnicy, i staram się im w tym pomóc, korzystając z własnego doświadczenia.
MISTRZOSTWA W ŠAMORÍNIE
Marta Witecka: Jak oceniasz poziom sportowy Mistrzostw Europy Masters w Šamorínie? Czy coś szczególnie Cię zaskoczyło?
Paweł Bucki: Poziom sportowy na ME był wysoki. Trend pływania Masters się rozwija i na słupkach można zobaczyć coraz więcej byłych zawodników, którzy wracają do tego sportu bądź też płynnie przeszli ze startów seniorskich do startów w zawodach Masters. Padło sporo rekordów Polski, rekordów Europy i rekordów Mistrzostw Europy.
Marta Witecka: Jak duża jest dziś konkurencja w Twojej kategorii wiekowej? Czy poziom najlepszych zawodników Masters zrobił na Tobie wrażenie?
Paweł Bucki: W zależności od konkurencji liczba osób w mojej kategorii 40–44 waha się od kilkunastu do kilkudziesięciu. Poziom jest na tyle wysoki, że aby myśleć o medalu, trzeba mieć za sobą karierę sportową i porządnie przygotować się do startów.
Marta Witecka: Šamorín i kompleks X-Bionic Sphere to charakterystyczne miejsce. Jak oceniasz sam obiekt i warunki stworzone pływakom?
Paweł Bucki: X-Bionic Sphere, jak przystało na obiekt przygotowań olimpijskich, był przygotowany na najwyższym poziomie. Zawodnicy mieli do dyspozycji cały kompleks i dostęp do wszystkich jego części.
Marta Witecka: Jak z punktu widzenia zawodnika wyglądała organizacja mistrzostw – rozgrzewka, call room, przebieg konkurencji, komunikacja i logistyka?
Paweł Bucki: Wszystko działało bardzo sprawnie. Organizatorzy stanęli na wysokości zadania i byli bardzo dobrze przygotowani. Wszelkie ważne informacje były przekazywane przez dedykowaną zawodom aplikację sportową, a obsługa techniczna była bardzo pomocna i sprawnie wszystkim zarządzała.
Marta Witecka: Czy było coś, co organizatorzy zrobili szczególnie dobrze i co warto byłoby przenieść na polskie zawody?
Paweł Bucki: Z punktu widzenia zawodnika świetnym rozwiązaniem były wprowadzone przerwy na rozgrzewkę na głównym basenie pomiędzy poszczególnymi konkurencjami. Pomimo że basen rozgrzewkowy był dostępny cały czas, to liczba zawodników i liczba serii w poszczególnych konkurencjach powodowałyby długi czas oczekiwania na start po rozgrzewce na głównej niecce.
Marta Witecka: A znalazły się elementy, które Twoim zdaniem można było zorganizować lepiej?
Paweł Bucki: Podczas całego pobytu nie zauważyłem niczego, co mogłoby być zrobione lepiej. Jedyną rzeczą, która mogła zakłócić przebieg zawodów, była pogoda. Ta jednak była dość łaskawa i pozwoliła sprawnie wszystko przeprowadzić.
ATMOSFERA MASTERS
Marta Witecka: Czym atmosfera wielkich zawodów Masters różni się od mistrzostw Polski czy Europy w pływaniu wyczynowym?
Paweł Bucki: Uważam, że atmosfera na zawodach Masters jest „luźniejsza”. Pomimo że wszyscy walczą o jak najlepszy występ i starają się zrobić to najbardziej profesjonalnie, jak się da, podchodzą do tego na zasadzie zabawy – jeżeli coś się nie uda, to nic się nie dzieje. „Mastersi” to forma aktywnego spędzania czasu wolnego ze znajomymi i przyjaciółmi z różnych klubów i różnych państw.
Marta Witecka: Masters kojarzy się z ogromną rozpiętością wieku uczestników. Jakie wrażenie robi widok zawodników mających 60, 70 czy 80 lat, którzy nadal przyjeżdżają na Mistrzostwa Europy i walczą o każdą setną sekundy?
Paweł Bucki: Startując pierwszy raz na zawodach Masters kilka lat temu, byłem pod dużym wrażeniem, jak sprawni są zawodnicy w bardzo dojrzałym wieku. Miałem okazję rozmawiać z osobami z kategorii 80+, które uwielbiają to, co robią, i jest to duża część ich życia. Widząc zawodnika lub zawodniczkę w wieku 80+ stających na słupku, skaczących „na główkę” i płynących np. 200 m stylem motylkowym, można stwierdzić, że ograniczenia są tylko w naszych głowach.
Marta Witecka: Jest więcej rywalizacji czy więcej wzajemnego wsparcia i radości ze wspólnego pływania?
Paweł Bucki: Na zawodach panuje atmosfera wspierania się i wzajemnego kibicowania. Widziałem wielu zawodników z różnych krajów, którzy rywalizują ze sobą, ale są szczęśliwi, że zapewne po raz kolejny mogą się spotkać ze znajomymi z innych reprezentacji.
Marta Witecka: Czy po zejściu z bloku rywale natychmiast przestają być rywalami?
Paweł Bucki: Dokładnie tak. Po starcie zawodnicy sobie gratulują, rozmawiają i żartują. Panuje taka przyjacielska atmosfera.
Marta Witecka: Była podczas tych mistrzostw osoba albo historia któregoś z uczestników, która zrobiła na Tobie szczególne wrażenie?
Paweł Bucki: Na ME byłem tylko dwa dni i nic szczególnego nie zapadło mi w pamięć. Wrażenie zawsze robią natomiast wyścigi najstarszych zawodników, którzy prezentują naprawdę świetne pływanie.
POLACY W ŠAMORÍNIE
Marta Witecka: Jak z Twojej perspektywy zaprezentowała się w Šamorínie polska ekipa Masters?
Paweł Bucki: Polska reprezentacja ma się czym chwalić. Jako Polska zdobyliśmy wiele medali i padło wiele rekordów Polski i Europy.
Marta Witecka: Czy podczas takich mistrzostw można mówić o jednej reprezentacji Polski, mimo że zawodnicy przyjeżdżają z różnych klubów i na co dzień ze sobą rywalizują?
Paweł Bucki: Podczas zawodów Masters w pływaniu każdy zawodnik reprezentuje swój macierzysty klub, a nie startuje jako reprezentacja Polski. Poszczególne ekipy trzymają się oczywiście razem, ale jak na słupku startowym staje ktoś z Polski, to każdy mu kibicuje, żeby wypadł jak najlepiej, niezależnie od tego, z jakiego klubu jest. Porównując zawody Masters w lekkoatletyce, tam jest to rozwiązane inaczej: wszyscy startują jako jedna reprezentacja, jest trener kadry, który np. ustala składy sztafet, czyli dokładnie tak jak w „normalnym” seniorskim lub juniorskim pływaniu.
Marta Witecka: Jak wyglądało wzajemne kibicowanie Polaków? Czy kiedy na słupku staje zawodnik z Polski, podział klubowy przestaje mieć znaczenie?
Paweł Bucki: Kiedy na słupku startowym staje Polak, podział klubowy znika. Każdy stara się kibicować. Na ME w Šamorínie najbardziej widoczną ekipą była drużyna Feel The Water z Łodzi – oprócz ogromu zdobytych medali ich kibicowanie naszym zawodnikom to było mistrzostwo świata.
Marta Witecka: Patrząc na liczbę naszych zawodników i osiągane wyniki – w jakim miejscu znajduje się obecnie polski ruch Masters na tle Europy?
Paweł Bucki: Nie śledziłem statystyk, ale nie było dnia na mistrzostwach bez medalu. Mamy naprawdę dobrych zawodników w wielu różnych kategoriach wiekowych i rywalizujemy jak równy z równym. Uważam, że poziom polskich zawodników jest naprawdę wysoki.
Marta Witecka: Czego możemy nauczyć się od krajów, w których pływanie Masters jest szczególnie popularne?
Paweł Bucki: Ciężko powiedzieć. Są to dopiero moje drugie ME, ale patrząc na poziom sportowy i liczbę osób zaangażowanych w pływanie, to chyba nie odstajemy od reszty Europy.
TRENER, KTÓRY SAM STARTUJE
Marta Witecka: Twoi młodzi zawodnicy z CSiR MOS wiedzą, że ich trener właśnie zdobył dwa medale Mistrzostw Europy. Spodziewasz się po powrocie gratulacji czy raczej żartów i dokładnego rozliczenia Twoich czasów?
Paweł Bucki: Z częścią zawodników zdążyłem się już zobaczyć. Na szczęście nikt nie rozliczał moich startów. 😉
Marta Witecka: Czy zdarza się, że zawodnicy sprawdzają Twoje wyniki i porównują swoje czasy z czasami trenera?
Paweł Bucki: Zdarzały nam się takie sytuacje. Jak startowałem razem z nimi na tych samych zawodach, to porównywaliśmy czasy.
Marta Witecka: Co Twoim zdaniem daje młodemu zawodnikowi świadomość, że trener nie tylko mówi o treningu, ale sam nadal wchodzi do wody, trenuje i startuje?
Paweł Bucki: Nie wiem, czy młodzi zawodnicy zwracają na to uwagę i czy jest to dla nich jakaś forma motywacji, ale jeżeli chociaż u jednej osoby spowoduje to większe zaufanie do naszej współpracy i zaangażowanie w trening, to myślę, że będzie to sukces.
Marta Witecka: Czy po tych mistrzostwach będzie Ci trudniej zaakceptować od zawodnika zdanie: „Panie trenerze, dzisiaj naprawdę nie mam siły”?
Paweł Bucki: Nie jest to kwestia samych ostatnich mistrzostw, ale doskonale wiem, jak to jest być zmęczonym i nie zawsze mieć chęć na trening. Kluczem jest właśnie cel, do którego się dąży – każdy może mieć inny, ale mając taki cel, zdecydowanie łatwiej jest pokonać drogę, która do niego prowadzi.
NA KONIEC
Marta Witecka: Co było największym pozytywnym zaskoczeniem tych Mistrzostw Europy, a co – jeśli w ogóle – największym rozczarowaniem?
Paweł Bucki: Ciężko mówić o zaskoczeniu, ale na pewno organizacja i sprawny przebieg całej imprezy zasługują na uznanie. Rozczarowania nie było, no może oprócz tego, że zawodnicy liczyli na bogatszy pakiet startowy niż tylko identyfikator.
Marta Witecka: Gdybyś miał zachęcić byłego zawodnika, który dziesięć czy piętnaście lat temu skończył wyczynowe pływanie, do startów Masters – jakiego argumentu byś użył?
Paweł Bucki: Od lat mam zawsze ten sam – trzeba się ruszać dla zdrowia. Natomiast sam ruch bez większego celu nie zawsze jest łatwy, a przygotowanie do zawodów daje większą motywację i chęć trenowania.
Marta Witecka: Czy Masters może być sposobem na to, żeby ludzie, którzy po zakończeniu kariery często całkowicie znikają z pływania, pozostawali związani z tym sportem przez całe życie?
Paweł Bucki: Myślę, że przede wszystkim jest to sposób na kontynuowanie zdrowego stylu życia. Rozmawiając natomiast z wieloma byłymi zawodnikami, dowiedziałem się, że część z nich za nic w świecie nie wejdzie do wody na trening. Są to zwykle osoby, które mają za sobą spory staż treningowy i są po prostu wyeksploatowane. Zbyt wiele czasu spędzonego w wodzie na ciężkim treningu spowodowało, że już ich to nie cieszy, a to uczucie jest chyba podstawą uprawiania jakiegokolwiek sportu.
Marta Witecka: Dwa medale Mistrzostw Europy są już zdobyte. Czy uruchomiły apetyt na coś więcej?
Paweł Bucki: Zdecydowanie tak, ale jak już podkreślałem, medal nie był i nie będzie celem samym w sobie. Mam chęć się poprawiać i pływać lepiej i szybciej, chociaż mam świadomość, że młodszy już nie będę. 😉
Marta Witecka: Jest już następny sportowy cel Pawła Buckiego?
Paweł Bucki: Tak – przygotowania do Mistrzostw Świata Masters w przyszłym roku w Budapeszcie. Wiele może się po drodze zdarzyć, ale jeżeli uda mi się trenować przez cały ten okres, to chciałbym wystartować.
Marta Witecka: I na sam koniec: gdybyś miał opisać Mistrzostwa Europy Masters w Šamorínie jednym zdaniem – jakie by ono było?
Paweł Bucki: Wisienka na torcie całego sezonu treningowego.
Marta Witecka: Bardzo dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia w nowym sezonie – zarówno w osiąganiu własnych wyników, jak i sukcesów Twoich zawodników.
Paweł Bucki: Również bardzo dziękuję.
Zdjęcia: archiwum Paweł Bucki, Marta Witecka












Dodaj komentarz