Pięć złotych medali, trzy psy i jeden Wielki Szlem. Poznajcie Noelię Rywalską

Podziel się tym:

Uwielbia pływanie, akrobatykę i konie. W domu kibicują jej trzy psy i kot, a rodzice pilnują, żeby nie startowała zbyt często. Noelia Rywalska (2015) z SSP „Orka” Iława podczas Mistrzostw Okręgu Warmińsko-Mazurskiego wygrała wszystkie swoje indywidualne starty. O tym, jak zdobyła pierwszy medal, dlaczego próbowała wrzucić trenera do wody i co wydarzyło się na basenie w Marsylii, opowiada w rozmowie ze SwimmPL.com

Redakcja: Jakie emocje towarzyszyły Ci po zdobyciu piątego złotego medalu podczas Mistrzostw Okręgu Warmińsko-Mazurskiego?

Noelia Rywalska: Wydawało mi się, że żadne. Ale rodzice mi mówili, że na koniec „zdziczałam” i wszędzie mnie było pełno.

Redakcja: Czy przed zawodami myślałaś, że możesz wygrać aż pięć konkurencji?

Noelia Rywalska: Nie. Tylko tata we mnie wierzył, a mama mocno motywowała.

Redakcja: Który z tych pięciu startów sprawił Ci największą radość i dlaczego?

Noelia Rywalska: Chyba 100 m dowolnym. Bo jak okazało się, że wygrałam, to wiedziałam, że przede mną zostało tylko 50 m motylem, a w tym czułam się najmocniejsza. I wtedy dotarło do mnie, że ja mogę zdobyć 5 złotych medali.

Redakcja: Czy jest jakiś medal z tych mistrzostw, który cenisz najbardziej?

Noelia Rywalska: Chyba ten za 50 m motylem, bo płynęło mi się tak jakoś lekko, fajnie i na koniec okazało się, że znowu poprawiłam swoją „życiówkę”. Ale na koniec popełniłam też duży błąd. Trener nic nie mówił, więc może nie zauważył.

Redakcja: Jak świętowałaś swoje sukcesy po zawodach?

Noelia Rywalska: Zazwyczaj po zawodach rodzice zabierają mnie do jakiegoś parku trampolin bądź na sushi. Tutaj było sushi.

Redakcja: Pamiętasz swoje pierwsze zawody pływackie? Jak wspominasz tamten start?

Noelia Rywalska: To było w Olsztynie, jak byłam w pierwszej klasie. Chodziłam do klasy pływackiej i pojechaliśmy po raz pierwszy na zawody. Miałam osiem lat i startowałam w kategorii 10 lat i mniej. Jak patrzę na zdjęcia z tych zawodów, to myślę sobie: jaka ja byłam mała i chuda.

Redakcja: Czy rodzice opowiadali Ci historię o Twoim pierwszym medalu zdobytym trochę „po czasie”?

Noelia Rywalska: Pamiętam, jak mnie zawołali do salonu, a tam z fotela i pufy zrobione było podium, na którym musiałam stanąć. Wtedy mama uroczyście założyła mi ten medal na szyję, a tata opowiedział, jak się najeździł samochodem po Olsztynie, by ten medal zdobyć. A było to kilka miesięcy po zawodach.

Redakcja: Jak się czułaś, kiedy dowiedziałaś się, że jednak zdobyłaś wtedy brązowy medal?

Noelia Rywalska: Trudno teraz powiedzieć, ale pamiętam, że patrzyłam na niego długo, bo był piękny. Okazało się po czasie, że byłam jedyną osobą z klasy, która na zawodach zdobyła medal.

Redakcja: Kiedy zrozumiałaś, że pływanie jest czymś więcej niż tylko zabawą?

Noelia Rywalska: Właśnie wtedy, gdy dostałam ten medal. Wtedy też rodzice zapisali mnie dodatkowo do klubu Orka Iława.

Redakcja: Który styl pływacki lubisz najbardziej i dlaczego właśnie ten?

Noelia Rywalska: Grzbiet. Nie. Delfin. Nie. Dowolny. Nie, no wszystkie lubię. Trochę słabsza jestem w klasyku, ale też lubię.

Redakcja: A który styl sprawia Ci najwięcej trudności?

Noelia Rywalska: No chyba właśnie klasyk, ale też nigdy na nim za mocno nie skupialiśmy się na treningach. W wakacje bardziej go poćwiczę.

Redakcja: Czy pamiętasz swój pierwszy start stylem motylkowym?

Noelia Rywalska: To właśnie Olsztyn w pierwszej klasie. Moje przeciwniczki były ode mnie wyższe o głowę. Ledwo co dopłynęłam do mety. Startowałyśmy we cztery, ale jedna dziewczyna została zdyskwalifikowana. Ja nie wiedziałam o tym i po starcie pojechaliśmy do domu. Dopiero po kilku miesiącach okazało się, że zdobyłam medal.

Redakcja: Co najbardziej lubisz podczas treningów?

Noelia Rywalska: Momenty, gdy próbuję wrzucić trenera do wody. Nigdy jeszcze mi się to nie udało. Po każdej próbie wepchnięcia go ja zazwyczaj ląduję w wodzie.

Redakcja: A czego nie lubisz lub co jest dla Ciebie najtrudniejsze na treningach?

Noelia Rywalska: Nie ma chyba takich rzeczy. Nie lubię, jak woda w basenie jest za zimna.

Redakcja: Jak wygląda Twój typowy dzień, kiedy masz szkołę i trening?

Noelia Rywalska: Najgorszy jest wtorek, gdy trening jest na szóstą rano. Tata mnie budzi, a gdy schodzę na dół, czeka już na mnie pyszne śniadanko, a plecak stoi już spakowany. Po treningu od razu do szkoły, ale mam blisko. Po szkole do domu na obiad i szybko na kolejny trening. Po treningu nauka albo ćwiczenia na Air Tracku.

Redakcja: Czy łatwo jest pogodzić naukę z pływaniem?

Noelia Rywalska: Chyba tak. Jak mam dużo nauki, to czasami rodzice mówią mi, żebym zrezygnowała z treningu i muszę się uczyć. Na razie wszystko jest w porządku, bo pływam i trenuję, a średnią w szkole mam powyżej 5.

Redakcja: Oprócz pływania trenujesz także akrobatykę. Co bardziej lubisz – basen czy Air Track?

Noelia Rywalska: Uwielbiam basen i tak samo kocham skakać na moich Air Trackach.

Redakcja: Jakiej akrobatycznej sztuczki nauczenie się sprawiło Ci największą satysfakcję?

Noelia Rywalska: Teraz umiem już prawie wszystko, ale kiedyś najbardziej denerwowałam się, jak nie mogłam zrobić machowego, czyli gwiazdy bez rąk. Teraz potrafię już to zrobić nawet bez rozbiegu.

Redakcja: Czy akrobatyka pomaga Ci być lepszą pływaczką?

Noelia Rywalska: Trenerzy i rodzice mówią, że to jest najlepsza rzecz pomagająca w pływaniu. Też tak myślę.

Redakcja: Jeździsz konno, na nartach i snowboardzie. Która z tych aktywności daje Ci najwięcej frajdy?

Noelia Rywalska: Kocham konie, lubię na nich jeździć, ale uwielbiam się też nimi zajmować – czyścić, karmić i rozmawiać z nimi. Czasami wydaje mi się, że one rozumieją, co do nich mówię. Uwielbiam też w zimę jeździć na nartach, desce, łyżwach. Chciałabym też chodzić na siatkówkę, ale rodzice nie widzą już czasu na to.

Redakcja: Gdybyś mogła przez jeden dzień zamienić basen na inną dyscyplinę sportu, co byś wybrała?

Noelia Rywalska: Akrobatykę. Raz tata zabrał mnie na Halę Leszka Blanika w Gdańsku. Byłam przeszczęśliwa.

Redakcja: W domu kibicują Ci trzy psy. Który z nich najbardziej przeszkadza podczas ćwiczeń?

Noelia Rywalska: Putin to już staruszek, on zawsze leży sobie spokojnie i tylko patrzy. Na Bibiego muszę uważać, bo jest najmniejszy i plącze się często po nogami. Najgorsza jest Shella, bo ona jest najmłodsza i chciałaby cały czas skakać ze mną. Mam jeszcze kota Cirri, ale ona nie przeszkadza i chodzi swoimi ścieżkami.

Redakcja: Która zabawna sytuacja związana ze sportem najbardziej zapadła Ci w pamięć?

Noelia Rywalska: Jak jeden rodzic kolegi z Orki Iława tak dopingował swojego syna na zawodach w Toruniu, że wpadł do basenu. Jak wychodził z wody, to wszyscy się śmiali i mu klaskali. Później kilka osób wyławiało z basenu jego klapka.

Jeszcze jedno – byłam z kuzynką w Marsylii na basenie dziecięcym i wygłupialiśmy się. Potem poszłam na normalny basen i przepłynęłam szybko 50 metrów motylem. Jak wyszłam z wody, to ze swoich słupków zeszli wszyscy ratownicy i podeszli do mnie, a ludzie na leżakach klaskali i krzyczeli. Ratownicy coś do mnie mówili po francusku, ja nic nie rozumiałam, myślałam, że nie wolno skakać na główkę. Na szczęście przyszła ciocia i powiedziała, że oni są zachwyceni tym, jak płynęłam, i chcieli wiedzieć, kim jestem.

Redakcja: Czy to prawda, że kiedyś na zawodach myślałaś, że płyniesz 50 metrów, a okazało się, że 100?

Noelia Rywalska: Tak. Tata mi ciągle o tym w żartach przypomina, a ja robię się zła.

Redakcja: Co pomyślałaś, gdy sędzia powiedział Ci, że musisz płynąć jeszcze jedno 50 metrów?

Noelia Rywalska: Ja byłam już szczęśliwa, bo przypłynęłam pierwsza, i trochę się przestraszyłam, gdy sędzia zaczął do mnie machać. Popłynęłam drugie 50 m, ale okularki miałam pełne łez i byłam strasznie zła na siebie. „Tata kalkulator” policzył później, że straciłam 6 sekund. Ale srebrny medal dostałam.

Redakcja: Jak reagujesz, kiedy coś nie wychodzi po Twojej myśli na zawodach?

Noelia Rywalska: Raczej rzadko mam takie sytuacje. Czasem myślę, że jak coś nie wyjdzie, to muszę to mocniej przećwiczyć na treningach. Tata nazywa mamę trenerem od motywacji i dietetyki i to ona zawsze sprawia, że szybko zapominam o tym, że coś mi nie wyszło.

Redakcja: Masz już sporo medali. Czy pamiętasz, gdzie stoi lub wisi ten najważniejszy?

Noelia Rywalska: Tak. Mama liczyła i wyszło jej 150. Najważniejszy chyba to ten pierwszy, z Olsztyna. Nie widać go, bo zasłaniają go inne, ale ja wiem, gdzie on jest.

Redakcja: Jakie sportowe marzenie chciałabyś spełnić w najbliższych latach?

Noelia Rywalska: Rodzice mi mówią: drobnymi kroczkami, że teraz fajnie by było dostać się do Mistrzostw Polski, a potem się zobaczy.

Redakcja: Gdybyś mogła spotkać dowolnego pływaka lub pływaczkę z Polski albo świata, kto by to był?

Noelia Rywalska: Spotkałam Laurę Bernat w Gdańsku, gdy wręczała mi medal i puchar. W Poznaniu rozmawiałam chwilę z Barbarą Mazurkiewicz. Chcę jeszcze kiedyś spotkać panią Otylię.

Redakcja: Co powiedziałabyś dzieciom, które dopiero zaczynają swoją przygodę z pływaniem?

Noelia Rywalska: Nic strasznego. I fajnie, żeby oprócz pływania robiły dodatkowo jeszcze coś sportowego.

Redakcja: W domu mówicie, że zdobycie pięciu złotych medali to „Wielki Szlem”. Czy teraz celem będzie kolejny Wielki Szlem, czy może nawet pobicie własnego rekordu?

Noelia Rywalska: Kiedyś w Mławie miałam już nawet 6 złotych medali, ale 2 były za sztafety. To tata wymyślił tę nazwę „Wielki Szlem”, pobić to raczej nie pobiję, bo rodzice pilnują, bym na każdych zawodach startowała w nie więcej niż 5 startach indywidualnych, żeby się nie przeciążać. Wiem, że wiele moich koleżanek startuje nawet ponad 10 razy na zawodach dzień po dniu, ale ja mam zakaz. Ale kolejny Wielki Szlem? Może po wakacjach?

Redakcja: Dziękujemy za rozmowę i kolejnych medali do kolekcji.

Noelia Rywalska: Dziękuję bardzo.

Zdjęcia: archiwum domowe rodziny Rywalskich

Podziel się tym:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *