Klaudia Błaszczyk opowiada o drodze od basenu w MKS Polonia Warszawa, przez kontuzje i życiowe turbulencje, aż po samotny wyjazd do USA w wieku 16 lat. To rozmowa o sporcie jako schronieniu, o systemie, który potrafi wspierać, i o powrocie do Polski, by dziś pomagać młodym spełniać stypendialne marzenia
🟦 Studia i pływanie w Lincoln College
Redakcja: Zamknięcie szkoły i przeprowadzka między Stanami
Klaudia Błaszczyk: W 2022 roku, miesiąc przed zakończeniem semestru, dyrektor zwołał wszystkich do sali gimnastycznej, żeby ogłosić zamknięcie szkoły w trybie natychmiastowym. W tym czasie byłam przewodniczącą szkoły, więc spadła na mnie duża presja ze strony studentów, aby uratować sytuację. W ciągu 24 godzin stworzyliśmy grupę studentów, profesorów i pracowników szkoły, którzy nie chcieli pogodzić się z losem uczelni.
Przez następne dwa tygodnie pisaliśmy, dzwoniliśmy i zgłaszaliśmy się do każdego, kto mógł nam pomóc — do dużych firm, zamożnych osób, wszędzie tam, gdzie tylko mogliśmy się przebić. Pod koniec tej walki zebraliśmy około 6 milionów dolarów, co w praktyce dałoby szkole kolejne lata funkcjonowania.
Gdy powiadomiliśmy dyrektora o tym zwycięstwie, otrzymaliśmy odmowę. „Nic już nie pomoże” — jego słowa wydawały się absurdalne. Straciliśmy cenny czas, który inni wykorzystali na szukanie nowych szkół, gotowych jeszcze otworzyć drzwi dla naszych studentów, a on mimo wszystko nie podjął walki. Niedługo po odmowie dowiedzieliśmy się, że to on był sprawcą długów szkoły i jej upadku.
W ostatnich dwóch tygodniach prób znalezienia miejsca dla pływaka i pływaczki, już po okresie aplikacyjnym, byłam bliska poddania się i powrotu do domu. Udało nam się znaleźć szkołę, która chciała nas przyjąć i dopasować koszty do naszych możliwości. Niestety szkoła ta nie miała programu pływackiego, więc musiałam podjąć decyzję o zakończeniu przygody z USA lub z pływaniem.
W sierpniu tego samego roku, dzięki pomocy dobrych przyjaciół z Lincolna, przeprowadziliśmy się do szkoły w Missouri. I tak zaczęła się moja przygoda z bieganiem.
Po namowach nowo poznanych znajomych porozmawiałam z trenerem biegaczy o możliwości dołączenia do drużyny. Trener wiedział o mojej sytuacji, więc bez dłuższego namysłu przyjął mnie do zespołu. Dla tych, którzy mnie nie znają — wcześniej biegałam tylko wtedy, gdy coś mnie goniło lub gdy biegłam za autobusem miejskim, więc ten pomysł wydawał mi się zupełnie nierealny.
Po pierwszym roku zmienił nam się trener. Na jego miejsce przyszedł ktoś, kto podniósł mnie zarówno fizycznie, jak i psychicznie z mojej trudnej sytuacji życiowej. Wiadomo — zmiana dyscypliny sportu to ogromne wyzwanie, tym bardziej gdy nigdy wcześniej się jej nie uprawiało. Krok po kroku uczyłam się zasad lekkoatletyki i dawałam z siebie tyle, na ile pozwalała mi moja astma.
Czwarty rok studiów był nowym rozdziałem. Bieganie miałam już w małym palcu, podjęłam się nawet startów w biegach przełajowych, więc trener Hunter Davis wystawiał mnie w różnych konkurencjach, aby sprawdzić, co jeszcze potrafię. Właśnie w tym roku moje kolano nie wytrzymało i konieczna była rekonstrukcja, o którą prosiło się od dawna.
Po powrocie z czwartego roku z samolotu wsiadłam prosto do samochodu i pojechałam na blok operacyjny. Lato minęło dość szybko, jednak wiedziałam już, co mam robić po operacji. Byłam również pod opieką świetnego fizjoterapeuty, Jakuba Molastego, który nie dawał mi ani grama współczucia — za co jestem mu ogromnie wdzięczna.
Na piątym roku studiów wróciłam do biegania, a nawet do chodu sportowego, który okazał się strzałem w dziesiątkę. Na mistrzostwach stanowych naszej konferencji moim jedynym startem był chód sportowy na 5 kilometrów. Po ukończeniu wyścigu moja drużyna przybiegła do mnie, krzycząc, że zajęłam trzecie miejsce. Nie mogłam w to uwierzyć.
Oczywiście dałam z siebie 120% w tej konkurencji, ale nie śmiałam myśleć, że po zaledwie trzech miesiącach treningu uda mi się zajść tak wysoko. Ze łzami w oczach zadzwoniłam do mamy i siostry, które — jak się okazało — również płakały.
Pomimo okropnego bólu piszczeli ogarnęło mnie uczucie, którego dawno nie czułam — ulga. Wtedy zrozumiałam, że na swój sposób podbiłam Amerykę. Może nie w sporcie ani konkurencji, którą pierwotnie zakładałam, ale było to niesamowite doświadczenie.
Jeśli chcesz, poprawię tak samo kolejne części (21–41), żeby cały wywiad był spójny językowo i gotowy do publikacji.
Redakcja: Czy był moment przełomowy, w którym poczułaś, że już sobie poradziłaś?
Klaudia Błaszczyk: Myślę, że „ten” moment nastąpił podczas ceremonii zakończenia szkoły, gdy otrzymywaliśmy wyróżnienia i dyplomy, przechodząc przez wielką scenę na oczach setek ludzi. Moja mama oraz najbliższa rodzina mojej przyjaciółki przyleciały na moje oficjalne zakończenie przygody z USA. Był to bardzo emocjonalny czas.
Przez wiele dni nie dowierzałam, że to już koniec. Było to słodko-gorzkie uczucie. Do dziś czuję niedosyt swojej kariery pływackiej — w mojej głowie miało to wyglądać inaczej. Jednak przez lata nauczyłam się doceniać to, co mam, i patrzeć na wszystko z innej perspektywy.
Podczas ceremonii cała klasa, która ukończyła studia w danym roku, wchodziła do ogromnej sali jako ostatnia. Dzięki temu rodziny i bliscy mogli przeżyć ten moment razem z nami. I właśnie to był mój moment. Czułam się jak w filmie. Serce waliło mi jak młotem, na moich dziesięciocentymetrowych obcasach nogi trzęsły się jak galareta, ale w pewnym momencie cały szum zniknął. Byłam tylko ja i moje marzenia, moje doświadczenia ze Stanów, każda przepłakana noc i każda kontuzja. Tym razem nie starałam się ukryć łez — to był mój moment.

🟦 Decyzja o powrocie do Polski
Redakcja: Dlaczego zdecydowałaś się wrócić do Polski po ukończeniu studiów?
Klaudia Błaszczyk: Wraz z moim chłopakiem uznaliśmy, że bycie bliżej naszych rodzin jest najważniejsze. Spędziliśmy wiele lat poza domem i poczuliśmy, że nadszedł czas na powrót do Europy. Jestem bardzo rodzinną osobą, dlatego bycie na drugim końcu świata było dla mnie trudne — stąd decyzja o powrocie.
Redakcja: Czy było Ci trudno zamknąć amerykański rozdział życia?
Klaudia Błaszczyk: Bardzo. Niedługo minie rok, odkąd spakowałam pięć walizek i wróciłam do domu. Szczerze mówiąc, czasami nadal czuję się nieswojo — jakbym nie wiedziała, gdzie jestem i co robię. Nie dociera do mnie, że to wszystko już się skończyło. Czasami wydaje mi się, że to był tylko sen. Jednak gdy dostaję wiadomości od przyjaciół z całego świata, wiem, że to była moja rzeczywistość. Nigdy nie zamieniłabym życia w amerykańskim college’u na inne. To było niesamowite doświadczenie, pełne wspomnień, z którymi trudno się rozstać.
Redakcja: Co z doświadczeń USA najbardziej przydało Ci się po powrocie?
Klaudia Błaszczyk: Trudno wymienić wszystkie rzeczy, których się nauczyłam. Wiele z nich jest związanych z kierunkiem studiów, który ukończyłam. Najważniejsze jest jednak to, że dziś dużo łatwiej nawiązuję kontakt z ludźmi. Nie boję się wychodzić z inicjatywą i dążyć do swoich celów. To bardzo pomaga w mojej obecnej pracy.
Wiedza o tym, jak rozmawiać z amerykańskimi szkołami i trenerami, jest kluczowa w pracy agenta wysyłającego młodych sportowców do USA. Każdy może wysłać maila, ale nie każdy potrafi spojrzeć komuś w oczy i powiedzieć, że dana szkoła przecenia swoje możliwości względem kosztów. Jedną z najważniejszych rad, jakie daję młodym sportowcom, jest nieuleganie pierwszej ofercie. Fajnie jest zostać zauważonym, ale jeszcze ważniejsze jest zobaczyć, co się stanie, gdy zostanie się naprawdę docenionym.

🟦 Fundacja i pomoc młodym sportowcom
Redakcja: Skąd pomysł, aby pomagać młodym w zdobywaniu stypendiów w USA?
Klaudia Błaszczyk: Z doświadczenia wiem jak cały proces wygląda od podszewki i z obu stron. Czyli ze strony rekrutanta jak i studenta. Przez ostatnie dwa lata pomagałam mojemu trenerowi jako jego asystent do spraw rekrutacji i wszelkich potrzeb. Stąd też wiem jak to wygląda i czego trenerzy oczekują.
Pomysł wyszedł od Pani Skowron, która zadzwoniła do mnie oferując pozycję menedżera do spraw stypendiów sportowych. Po krótkim zastanowieniu podjęłam się projektu. Wraz z Panią Prezes fundacji, zaczęłyśmy stypendia od nowa, i już po dwóch miesiącach działalności wyleciało z nami trzech studentów.
Redakcja: Czy Twoje własne trudne doświadczenia były główną motywacją?
Klaudia Błaszczyk: Moim celem w życiu, zarówno jako chrześcijanki, jak i po prostu człowieka, jest niesienie pomocy innym. Tym kieruję się każdego dnia. Doświadczenia, które przeżyłam w bardzo młodym wieku, dały mi wiedzę i siłę, które chcę wykorzystywać, aby wspierać innych i chronić ich przed tym, czego sama musiałam doświadczyć. Staram się patrzeć na przeszłość z wdzięcznością i dostrzegać to, czego mnie nauczyła. Jeśli mogę pomóc innym studentom uniknąć trudnych i nieprzyjemnych sytuacji, jestem gotowa włożyć w to całe swoje serce.
Redakcja: Jak wygląda proces przygotowania zawodnika do wyjazdu — od marzenia do stypendium?
Klaudia Błaszczyk: Pierwszym krokiem jaki zawodnik musi podjąć to kontakt z nami. Czy to jest poczta pantoflowa do mnie, czy na stronie www.stypendiasportoweusa.pl, czy na naszym Instagramie, Facebook’u lub TikTok’u.
Osobiście zajmuję się wszystkimi platformami więc to ja odpisuję na wszelkie zapytania lub wiadomości. Od pierwszego kontaktu, do rozmowy telefonicznej lub już twarzą w twarz w naszym biurze na Alejach Jerozolimskich 51, lub wideo online. Podczas tej rozmowy lubię zapoznać się ze studentem i jego bliskimi którzy będą wspierać ich w tej przygodzie. Bardzo ważne jest dla mnie zapoznanie się z rodzicami studenta z uwagi na różne podejścia do wyjazdu. Niektórzy rodzice są w zgodzie apropo wyjazdu, a inni podzieleni w tej sprawie. Ja jestem od tego żeby rozwiać wszelkie wątpliwości o szkole w USA i życiu które tam można sobie ułożyć przez czas jej trwania.
Od pierwszego kroku staram się ułatwić ten proces rodzinom jak i studentom. Do każdego podchodzę indywidualnie, dlatego też proces ten zajmuje więcej niż tydzień. Szkoły wyszukuję pod studenta nie na odwrót. Nie mamy tak zwanej bazy szkół które przyjmą każdego kogo mamy. Według mnie to nie chodzi o to żeby zawodnik pojechał do Stanów, bo to może zrobić każdy. Wszystkie spotkania i pytania które przechodzimy razem są po to żebym mogła poznać was lepiej i wiedzieć kogo reprezentuję i czego szukam. Można powiedzieć że podchodzę do tego jakbym szukała nowej szkoły dla siebie ale ich oczami i zapotrzebowaniami.
Redakcja: Jakie błędy najczęściej popełniają młodzi sportowcy planujący wyjazd do USA?
Klaudia Błaszczyk: Nie poproszenie o pomoc w podjęciu decyzji. Często jest tak że sportowcy dostają dobre oferty z wielu szkół, co jest świetne do momentu kiedy trzeba wybrać tylko jedną z nich. Wtedy właśnie wchodzę ja, z pytaniami które szybko rozwiążą sprawę. Oczywiście nie podejmę decyzji za nikogo, bo to nie o to chodzi. Każdy ma prawo do wyboru tak samo jak ma prawo do wycofania się z całego procesu za darmo. Tak, dobrze czytacie, w projekcie StypendiaSportoweUSA, opłaty za cały proces pobierane są dopiero po podpisaniu kontraktu ze szkołą w USA. Tak zdaję sobie sprawę, że mogę pracować na darmo, czy mi to przeszkadza? Nie. Dlaczego? Bo byłam w sytuacji gdzie zostałam bez pieniędzy i z niczym i nie życzę tego nikomu. Wolę myśleć o sobie jako waszym pomocnikiem na ringu, niż osobą która was w niego wsadziła.
Dlatego też kontakt ze mną nie kończy się na podpisanym kontrakcie. Jeżeli w jakimkolwiek momencie waszej przygody, coś się wydarzy i nie będziecie wiedzieli jak sobie z tym poradzić, ja zawsze służę pomocą.
Redakcja: Opiekujesz się obecnie 12 zawodnikami — co jest w tej pracy najtrudniejsze, a co daje największą satysfakcję?
Klaudia Błaszczyk: Z uwagi na to że jest to nowy projekt, uczę się jak organizować wszystko na jak najbardziej profesjonalnym i zorganizowanym poziomie. Oczywiście z każdym zawodnikiem, przychodzą informacje, i mimo to że chcę ich wszystkich znać jak najbliżej, to są momenty kiedy muszę spojrzeć do ich dokumentów żeby przypomnieć sobie ile na przykład mają lat haha.
Największą satysfakcję daje mi moment w którym widzę że zaufała nam następna rodzina, następny zawodnik, który marzy wykorzystaniu swojej szansy w USA. Wiadomo, podpisanie kontraktu z USA, jest bardzo ekscytującym momentem ale z doświadczenia wiem, że dopiero jak doleci się na miejsce, wszystko wydaje się być snem a nie rzeczywistością.

🟦 Sukcesy podopiecznych i realna pomoc
30. Anna Tomkiel otrzymała w tym roku stypendium w USA — co było kluczem do sukcesu w jej przypadku?
Klaudia Błaszczyk: Myślę, że to pytanie najlepiej skierować do Ani, ale z mojej perspektywy kluczowe było podjęcie pierwszego kroku. Próba znalezienia czegoś nowego, co dałoby jej siłę do dalszego rozwijania kariery pływackiej. Poszukiwania odpowiedniej szkoły trwały kilka miesięcy. Kiedy Ania przyszła do mnie, było widać u niej wyraźne wypalenie sportowe. Potrzebowała zmiany — i to całkowitej. Nie chodziło jedynie o zmianę trenera czy klubu, lecz o zupełnie nową pływacką rzeczywistość.
Ania pływa od dziecka. To, co kiedyś było czystą radością, z biegiem lat stało się obowiązkiem. Z opowieści mojej siostry wiedziała, że ja również podjęłam podobną decyzję i dobrze na tym wyszłam, dlatego przyszedł moment, by i ona zrobiła krok naprzód. Po spotkaniu z jej rodzicami wiedziałam, jak ogromnym są dla niej wsparciem i jak bardzo zależy im na tym, by mogła rozwinąć skrzydła.
Znalezienie trenera, który do niej przemówił, nie było trudne — w Stanach podejście do sportu i treningu często wygląda zupełnie inaczej. Trener Farris pokazał jej, że pływanie może być zabawą nawet w jej wieku, a wręcz powinno nią pozostać. To właśnie stało się decydującym czynnikiem. Była to zmiana, na którą czekała od lat.
Zawodnicy często nie zdają sobie sprawy, jak bardzo sport stał się dla nich obojętny, dopóki nie przychodzi moment, w którym nie potrafią już nawet o nim myśleć. Chciałabym, aby wszyscy wiedzieli, że istnieje inne wyjście niż całkowita rezygnacja z dyscypliny, którą kiedyś tak się kochało — i że to wyjście jest bliżej, niż się wydaje.
Redakcja: Czy możesz zdradzić, do jakich uczelni trafią kolejne pływaczki?
Klaudia Błaszczyk: Obecnie mogę zdradzić że moja siostra Wiktoria Błaszczyk prawdopodobnie dołączy do Ani Tomkiel na Uniwersytecie w Morningside. Dziewczyny były bardzo przekonujące dla trenera i jego programu. Pomimo przerwy w pływaniu ze strony mojej siostry, chciała podjąć się próby ze Stanami, co tylko pokazuje, że na międzynarodową areną można wrócić z wielką siłą. W Polsce pływanie stało się dla niej monotonne i już nie dawało jej takiej przyjemności jak kiedyś. Wyjazd do USA będzie dla niej nowym początkiem. Trochę ironicznie, jak widać siostry Błaszczyk uciekają się do takich samych “drastycznych” rozwiązań. Jak na razie pracuję nad przyszłymi kontraktami które zostaną w tajemnicy do momentu ich podpisania, na pewno Swim Pl będzie pierwszym kto się o tym dowie.
Redakcja: Jak przygotowujesz zawodników mentalnie, aby nie przeżyli tego, co Ty w wieku 16 lat?
Klaudia Błaszczyk: Stypendia współpracują ze szkołą języków obcych Madeline, prowadzoną przez cudowną Panią Magdalenę Dębkowską.
Największym przerażeniem kiedy studenci myślą o szkole w USA jest język angielski. Niestety nasza edukacja rozkłada się w nauczaniu językowym. Dlatego szkoła Madelaine wspiera naszych podopiecznych lekcjami angielskiego. Nie mówimy tutaj o pisaniu rozprawek czy ortografii, tylko o świadomości wymowy i wyjścia ze strefy komfortu.
Pani Magda ma indywidualne podejście do każdego studenta i uderza prosto w czuły punkt, co tylko i wyłącznie pomoże wam w szybszej i łatwiejszej nauce. Gdybym miała taką szansę osiem lat temu, na pewno podjęłabym się lekcji z Panią Madzią. Nic mi nie spędzało snu z oczu jak strach przed odezwaniem się w zły sposób. Uwierzcie mi, jako osoba z praktycznie zerowym angielskim, po 3 miesiącach śmigałam z wymową amerykańskiego slangu. Nie zdajemy sobie sprawy z tego ile nasz mózg może przetoczyć do momentu gdy wrzucimy się na głęboką wodę.
Redakcja: Co robisz inaczej niż agencje, które tylko „wysyłają” zawodników za ocean?
Klaudia Błaszczyk: Jak już wspomniałam kontakt z nami nie kończy się po podpisaniu kontraktu. Rodzice chcą zrobić jak najwięcej ale zapominają że jednak życie które już prowadzą czyli praca, dom, i wszystko inne, musi toczyć się dalej. Ważne jest dla mnie aby zaufali mi w sprawie wyjazdu i poleceń którymi mogę im służyć.
Czy to loty i przejazdy w Stanach czy sprawy z wizą Amerykańską. Niektórzy rodzice po pierwszej rozmowie z niedowierzaniem mówią mi że strasznie łatwo ten proces brzmi. I o to właśnie chodzi. Gdy podejmujemy się pomocy ze strony agencji, moim zdaniem powinna ona dać nam jak najwięcej cennych informacji i pomocy. Może i zajmuje to trochę więcej czasu niż znalezienie szkoły, podpisanie kontraktu i tyle. Ale tak jak wspomniałam to nie o to w mojej pracy chodzi. Ja nie robię tego dla pieniędzy, ale dla tych wszystkich niespełnionych marzeń, które czekają na swoją szansę.

🟦 Perspektywa ekspercka — USA vs Polska
Redakcja: Czy wyjazd do USA to dziś najlepsza droga dla młodego pływaka?
Klaudia Błaszczyk: Nigdy nie wypowiadam się za innych ale z moich obserwacji wynika że sport w Polsce idzie w złą stronę. Brak wsparcia dla młodych zawodników, zniechęca większość z nich do dalszego rozwoju w tym kierunku. Non-stop słyszę historie o tym jak młody sportowiec porzucił sport na rzecz szkoły bo niestety nie mógł rozwijać się w obu kierunkach jednocześnie.
Wyjazd do USA jest nową perspektywą dla młodych studentów i sportowców. Warto pamiętać, że nie wysyłamy tylko sportowców, ale też studentów uzdolnionych naukowo i artystycznie.
Redakcja: Kto nie powinien jechać do USA — mimo talentu sportowego?
Klaudia Błaszczyk: Ktoś kto nie robi tego dla siebie, lub jest negatywnie nastawiony do zmiany. Czasami jest tak, że mimo otwartych drzwi do nowej przygody stoją przed nami, to nie jesteśmy na to gotowi mentalnie lub nawet finansowo. Warto jest poczekać wtedy aż będziemy czuli się komfortowo z podejmowaną decyzją.
Jednakże, są osoby które mogą być niepewne, a jedyne czego potrzebują to lekkie popchnięcie w przód. Ale z tego też powodu spotykamy się w pierwszych krokach abym mogła zapoznać się z sytuacją.
Redakcja: Jak zmienił się system stypendiów sportowych w ostatnich latach?
Klaudia Błaszczyk: Stypendia działają od 2015 roku. Zanim podjęłam się projektu, Fundacja współpracowała z agencją, która przejmowała cały temat. Od lipca 2025 roku, wszelkie social media zostały zmienione aby lepiej informowały o wyjeździe czy nawet samym życiu w USA oraz procesie wyjazdu. Na naszych platformach można znaleźć wszystko od filmików “krok po kroku”, “moja historia”, “co to są dywizje NCAA”, po filmiki z których można się ponabijać 🙂
Za całym procesem i organizacją stoję ja, lecz Fundacja Akademia Aktywnego Rozwoju trzyma rękę na pulsie.
Redakcja: Czy Polska mogłaby stworzyć podobny system łączenia sportu i edukacji?
Klaudia Błaszczyk: To jest bardzo delikatne pytanie bym powiedziała. Oczywiście, że by mogła, ale czy jest to realne założenie? Nie koniecznie. W Polsce są różne stypendia dla studentów ale w większości tylko dla tych na podium lub blisko niego.
Polska mogłaby rozwinąć podobny system do Amerykańskiego ale wiązałoby się to ze zmianami ustawowymi oraz zwiększeniem finansowania prywatnego jak i profesjonalizacji sportu akademickiego.
Dużym problemem są sztywne harmonogramy studiów, brak dochodów z transmisji telewizyjnej oraz oddzielenie sportu od edukacji (kluby vs. szkoły). W Stanach jest wiele różnych opcji na połączenie edukacji ze sportem. Stąd też różne dywizje – NCAA, NJCAA, NAIA – dzięki którym każdy może znaleźć miejsce odpowiednie dla jego zapotrzebowania.
Redakcja: Jaką jedną radę dałabyś 15–16-letniemu zawodnikowi marzącemu o USA?
Klaudia Błaszczyk: Napisz do nas! To nic nie kosztuje. Ja nie gryzę, a czas i tak przeminie. Warto jest wykorzystać go na pierwszy krok w stronę swojej przyszłości. Najgorsze co może się stać to rozstanie się w miłych relacjach, ale to co najlepsze… jest nie do opowiedzenia.
Warto jest myśleć o sobie i swoim rozwoju nawet w wieku 15/16 lat. To już jest wiek w którym zaczynamy myśleć o swojej przyszłości i możliwościach. Dlatego nie należy bać się swoich marzeń tylko je realizować! Same się nie spełnią.

🟦 Refleksja osobista
Redakcja: Gdybyś mogła cofnąć się do siebie z 2017 roku — co byś sobie powiedziała?
Klaudia Błaszczyk: Powiedziałabym samej sobie, że to wszystko okaże się warte ciężkiej pracy i całego chaosu, przez który przyjdzie mi przejść. Czasami tracimy wiarę w siebie, bo gdzieś po drodze zaciera się cel, do którego dążyliśmy i dla którego wszystko się zaczęło. Mój cel w trakcie tej drogi musiał się zmienić, ale nie żałuję tego ani przez chwilę. Patrząc na siebie z 2017 roku, trudno mi uwierzyć, jak bardzo zmieniło się moje podejście do sportu i życia, jak ukształtował się mój charakter i ile doświadczenia zdobyłam. To właśnie są prawdziwe efekty ciężkiej pracy. Choć wtedy jeszcze tego nie wiedziałam, dziś – z perspektywy czasu – wiem, że było warto.
Redakcja: Czy dziś czujesz, że Twoja trudna droga miała sens?
Klaudia Błaszczyk: Każdy przechodzi przez jakiś ciężki rozdział w swoim życiu, mój jak widać miał na celu uświadomienie mi że jestem warta więcej niż tylko przecinanie wody na czas. Najważniejsze w życiu jest to aby patrzeć na wszystkie swoje decyzje i podejmowane kroki z dystansem. Gdy nauczymy się wyciągać lekcje nawet z najtrudniejszych momentów, zaczynamy rozumieć, że to właśnie one budują naszą siłę, charakter i wiarę w siebie.
Dziś wiem, że ta droga była potrzebna. Nie tylko ukształtowała mnie jako sportowca, ale przede wszystkim jako człowieka. I choć nie zawsze było łatwo, z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć, że wszystko miało swój sens.
Redakcja: Co daje Ci największą dumę — Twoja kariera sportowa czy pomoc młodym?
Klaudia Błaszczyk: Jeśli chodzi o moją karierę sportową, wciąż czuję pewien niedosyt. Niestety nie udało mi się spełnić marzenia o igrzyskach olimpijskich. To coś, z czym nadal uczę się żyć — nauczyć się akceptować porażkę. Czy to oznacza, że cała moja droga była porażką? Absolutnie nie. Ale czy czuję stuprocentową satysfakcję? Też nie.
Ten rozdział muszę jednak zostawić za sobą i wejść w kolejny — w dorosłość. Akceptacja siebie i własnej drogi jest w życiu niezwykle ważna, bo to ona pokazuje nam, w którą stronę iść. Pomaganie młodym zawodnikom daje mi dziś ogromną satysfakcję. Z każdym podpisanym kontraktem czuję, jakbym odnosiła swoje małe zwycięstwo w tym nowym etapie. Uwielbiam dzielić się dobrymi emocjami, dlatego przeżywam ich sukcesy tak samo mocno jak oni sami.
Największą dumą pozostają jednak ludzie, których spotkałam podczas tej drogi — ci, którzy byli przy mnie w najtrudniejszych momentach. To mój największy skarb. Nic nie jest dla mnie ważniejsze niż rodzina i bliskie osoby. To dzięki nim dotrwałam do końca i nie poddałam się na żadnej przeszkodzie. I za to jestem im z całego serca wdzięczna.
Zdjęcia: archiwum domowe Klaudii Błaszczyk














Leave a Reply