Lena Drynkowska
Stypendium, dobra uczelnia, mocna drużyna i możliwość dalszego trenowania – dla młodego pływaka oferta z USA może brzmieć bardzo atrakcyjnie. Coraz więcej polskich zawodników bierze więc pod uwagę wyjazd za ocean i połączenie tam sportu ze studiami.
Tyle że pomiędzy ofertą otrzymaną od uczelni a codziennym życiem w Stanach jest spora różnica. Zmienia się trening, otoczenie, język, sposób studiowania. Rodzina i przyjaciele zostają kilka tysięcy kilometrów dalej.
Jak wygląda to już po przeprowadzce?
Zapytaliśmy o to troje polskich pływaków studiujących i trenujących w USA: Annę Traczyk z University of Nevada, Las Vegas, Zofię Sobczak z University of Miami oraz Ksawerego Masiuka z University of Texas w Austin.
To pierwsza część cyklu SwimmPL.com o łączeniu wyczynowego pływania ze studiami. Zaczynamy od USA. Za tydzień pokażemy, jak wygląda podobna droga w Polsce, a w trzeciej części spróbujemy oba rozwiązania porównać.
Trzy różne historie
Anna Traczyk, rocznik 2006, jest wychowanką MKS Juvenia Wrocław. Od sezonu 2026/2027 reprezentuje UNLV w Las Vegas. Jest wielokrotną medalistką mistrzostw Polski, przede wszystkim w konkurencjach grzbietowych i dowolnych.
Zofia Sobczak, również z rocznika 2006, w Polsce reprezentowała UKS G-8 Bielany Warszawa, a następnie KU AZS Uniwersytetu Warszawskiego. Obecnie studiuje i trenuje na University of Miami. Jest wielokrotną medalistką mistrzostw Polski, a jej główną specjalnością jest styl dowolny.
Ksawery Masiuk, rocznik 2004, związany jest z UKS G-8 Bielany Warszawa. Obecnie studiuje i trenuje na University of Texas w Austin. Specjalizuje się w stylu grzbietowym, ale startuje również stylem motylkowym i dowolnym. Jest olimpijczykiem z Paryża, medalistą mistrzostw świata na 50 m stylem grzbietowym i mistrzem świata juniorów.
Na University of Texas wybrał Kinesiology and Health ze ścieżką Physical Culture and Sports Studies.
Każde z nich trafiło do innej uczelni i innego programu pływackiego. Ich doświadczenia nie są więc identyczne. I właśnie to jest w tej rozmowie ciekawe.

Mniej kilometrów, więcej intensywności
Ania jedną z największych różnic zauważyła na treningach. We Wrocławiu dużą część przygotowań stanowiły dłuższe zadania i praca nad wytrzymałością. W Stanach pływa mniej kilometrów, za to częściej na wysokiej intensywności.
– Największą różnicą tak naprawdę jest objętość i intensywność treningu. W Polsce bardzo często dużą wagę przywiązywaliśmy do kilometrażu – mówi.
W Las Vegas jest więcej krótkich, mocno pływanych odcinków. Ani nie wszystko jednak odpowiada. Zdarzają się dni, kiedy jeden trening kończy się o dziewiątej rano, a następny zaczyna już o trzynastej. Brakuje jej także spokojniejszej pracy tlenowej, do której była przyzwyczajona w Polsce, szczególnie podczas przygotowań do 200 metrów.
Dlatego nazwa uczelni i poziom drużyny nie powinny być jedynymi kryteriami wyboru. Trzeba również wiedzieć, jak będzie wyglądał codzienny trening i czy sposób pracy trenera odpowiada konkurencjom, w których specjalizuje się zawodnik.
Co naprawdę oznacza stypendium?
Stypendium sportowe jest jednym z głównych powodów, dla których młodzi zawodnicy interesują się studiami w USA. Problem w tym, że pod tym określeniem mogą kryć się bardzo różne warunki.
Przed wyjazdem trzeba więc dokładnie ustalić, co pokrywa uczelnia: czesne, zakwaterowanie, wyżywienie czy materiały potrzebne do nauki. Dochodzą do tego codzienne wydatki oraz podróże do Polski.
Ksawery korzysta z pełnego stypendium sportowego. Nie każdy zawodnik wyjeżdżający do Stanów otrzymuje jednak takie same warunki.
Dlatego przy rozmowach z uczelnią warto pytać nie tylko o wysokość stypendium, ale o wszystko, co pozostanie do opłacenia z własnej kieszeni. Dopiero wtedy wiadomo, ile naprawdę warta jest oferta.
Kampus zbudowany wokół sportu
Na inną stronę amerykańskiego systemu zwraca uwagę Zofia Sobczak.
Zastrzega przy tym, że nie chce bezpośrednio porównywać studiów w USA ze studiami w Polsce. Sama w Polsce nie studiowała, więc zna tamtejszą rzeczywistość przede wszystkim z opowieści znajomych.
To, co zobaczyła w Miami, zrobiło jednak na niej wrażenie.
– Tutaj po prostu jest ten sport. Trochę nawet na takim pierwszym miejscu, bym powiedziała.
Zofia ma zapewnioną stołówkę, dostęp do fizjoterapeutów, a duża część jej codziennego życia zamyka się na terenie kampusu. Nie musi spędzać dużo czasu na przemieszczaniu się między uczelnią, treningiem i miejscem zamieszkania.
Sam basen znajduje się praktycznie w środku kampusu.
– Ludzie, przechodząc, mogą czasami popatrzeć, jak pływamy – opowiada.
Dla kogoś, kto musi w ciągu jednego dnia zmieścić zajęcia, trening, regenerację i naukę, takie rozwiązania mają znaczenie. Czas, którego nie trzeba spędzić w samochodzie czy komunikacji miejskiej, można wykorzystać zupełnie inaczej.

Język miał być problemem
Tego Ania obawiała się przed wyjazdem najbardziej. Jak się okazało – niepotrzebnie.
– Był on chyba jednak najłatwiejszy z tego wszystkiego, z czym musiałam się zmierzyć – przyznaje.
Znacznie trudniejsza okazała się odległość od rodziny i przyjaciół.
Las Vegas i Polskę dzieli dziewięć godzin różnicy czasu. Nie zawsze można więc po prostu sięgnąć po telefon i zadzwonić do domu. Trzeba znaleźć moment, w którym po obu stronach ktoś ma czas i akurat nie śpi.
Ksawery także mówi o większej samodzielności. Do treningów i nauki dochodzi organizowanie codziennego życia, planowanie powrotów do Polski i utrzymywanie kontaktu z bliskimi.
To część wyjazdu, o której przy podejmowaniu decyzji mówi się zdecydowanie rzadziej niż o stypendium czy treningach.
Studia też trzeba dopasować
Ksawery wybrał kierunek związany z ruchem, zdrowiem i sportem. Studiowanie po angielsku wymaga jednak nie tylko znajomości języka używanego na co dzień, ale także specjalistycznego słownictwa.
Ania zwraca uwagę na jeszcze jedną rzecz.
– Przy wyborze uczelni trzeba się zorientować, czy interesujący nas kierunek da się połączyć z treningami. To, że uczelnia ma go w ofercie, nie oznacza jeszcze, że jego plan zajęć będzie nam odpowiadał.
Nie każdy kierunek da się łatwo dopasować do dwóch treningów dziennie, wyjazdów na zawody i kalendarza całej drużyny. Problemem mogą być chociażby obowiązkowe laboratoria czy praktyki odbywające się o określonych godzinach.
Samo znalezienie interesującego kierunku w ofercie uczelni nie załatwia więc sprawy. Trzeba jeszcze sprawdzić, czy da się go studiować, pozostając zawodnikiem trenującym na wysokim poziomie.

Z kim będziesz trenował?
Przy rekrutacji łatwo patrzeć przede wszystkim na wyniki drużyny i nazwisko trenera. Tymczasem po przyjeździe właśnie z trenerami i zawodnikami spędza się ogromną część dnia.
Warto wcześniej wiedzieć, jak wygląda komunikacja. Czy zawodnik może powiedzieć trenerowi, że jest zmęczony? Czy plan jest modyfikowany pod konkretną osobę? Ile jest miejsca na indywidualne cele, a ile podporządkowania drużynie?
Ksawery zwraca uwagę również na relacje między samymi zawodnikami.
– Drużyna może bardzo pomagać, szczególnie na początku, kiedy wszystko jest nowe. Jednocześnie codziennie trenujesz z osobami, z którymi rywalizujesz. Dobrze, jeśli ta rywalizacja motywuje, ale nie sprawia, że boisz się powiedzieć, że jesteś zmęczony.
Dlatego przed wyborem uczelni dobrze porozmawiać nie tylko z trenerem prowadzącym rekrutację, ale również z zawodnikami, którzy już tam pływają. Od nich najłatwiej dowiedzieć się, jak wygląda zwykły dzień, kiedy nie ma zawodów i oficjalnych prezentacji.
Fizjoterapeuta jedzie z drużyną
Dla zawodnika trenującego na wysokim poziomie dostęp do fizjoterapeuty czy lekarza jest częścią codziennego funkcjonowania.
Ksawery opiekę medyczną na swojej uczelni ocenia bardzo dobrze. Zauważa jednak różnicę, której przed wyjazdem niekoniecznie można się spodziewać. Jako wieloletni członek reprezentacji Polski miał w kraju łatwiejszy dostęp do fizjoterapeuty, na przykład wtedy, gdy potrzebował masażu.
Doświadczenia Zofii wyglądają nieco inaczej. W Miami ma fizjoterapeutów na miejscu, a opieka nie kończy się wraz z wyjazdem drużyny z kampusu.
– Mamy tych fizjoterapeutów właśnie na zawody – mówi.
Zwraca uwagę również na bardziej przyziemne sprawy. Podczas wyjazdów uczelnia przeznacza pieniądze między innymi na wyżywienie zawodników.
To kolejny powód, dla którego trudno mówić po prostu o warunkach „w USA”. University of Miami, UNLV czy University of Texas to różne uczelnie, różne drużyny i niekoniecznie identyczne rozwiązania.
Sportem żyją nie tylko zawodnicy
Zofii podoba się jeszcze jedna rzecz, której nie da się przeliczyć na wysokość stypendium – atmosfera wokół sportu.
Zawodnicy różnych dyscyplin spotykają się na co dzień, a zainteresowanie sportem nie kończy się na osobach należących do drużyn.
– Naprawdę oni się bardzo interesują, nawet takie osoby spoza sportu – mówi.
Dla niej ciekawe jest również to, że może być blisko innych dyscyplin i ludzi, którzy podobnie jak pływacy reprezentują tę samą uczelnię.
W amerykańskim modelu sport akademicki jest mocno związany z życiem kampusu. Zawodnik nie przychodzi tylko na trening i wraca do swojego świata. Jest częścią większej społeczności uczelni.
O co zapytać przed wyjazdem?
Co Ania i Ksawery powiedzieliby 17- lub 18-letniemu pływakowi, który dostał właśnie ofertę z USA?
– Sprawdziłabym pięć rzeczy: czy trening pasuje do moich dystansów, czy mogę studiować wybrany kierunek, co dokładnie pokrywa stypendium, jak wygląda dzień między zajęciami a basenem i czy dobrze czuję się z ludźmi w drużynie. Najlepiej porozmawiać także z zawodnikami, którzy już tam są – radzi Ania.
Ksawery do tej listy dodaje kilka kolejnych spraw:
– Zapytałbym o trenera i jego plan dla mnie, wszystkie koszty, pomoc w nauce, dostęp do regeneracji oraz pogodzenie zawodów uczelnianych z reprezentacją.
Dla reprezentanta Polski ten ostatni punkt może mieć duże znaczenie. Kalendarz drużyny akademickiej nie zawsze musi pokrywać się z przygotowaniami do mistrzostw Polski czy najważniejszych imprez międzynarodowych.
Nie ma jednego „USA”
Ksawery nie próbuje przekonywać, że każdy młody polski pływak powinien wybierać Stany Zjednoczone.
– To jest zdecydowanie bardzo indywidualne – mówi.
I chyba właśnie to najlepiej podsumowuje doświadczenia całej trójki.
Ania zwraca uwagę na zmianę charakteru treningu i na elementy polskiego systemu przygotowań, których jej brakuje. Ksawery mówi o samodzielności, studiach, trenerze i konieczności pogodzenia sportu uczelnianego z reprezentacją. Zofia mocno odczuwa natomiast to, jak wiele elementów codziennego życia zostało w Miami zorganizowanych wokół sportowca.
Nie ma więc jednego modelu pod nazwą „studia w USA”.
Dlatego młody zawodnik rozpoczynający rozmowy z amerykańskimi uczelniami nie powinien pytać tylko: „jak jest w USA?”.
Znacznie ważniejsze jest inne pytanie: „jak będzie właśnie na tej uczelni?” Jaki trener będzie mnie prowadził? Jak będę trenować? Co mogę studiować? Ile rzeczywiście kosztować mnie będzie życie? Gdzie będę mieszkać? Jak wygląda fizjoterapia? Czy będę mógł przyjeżdżać do Polski i startować w reprezentacji?
Bo ostatecznie nie wybiera się „USA”. Wybiera się konkretną uczelnię, trenera, drużynę i miejsce, w którym spędzi się kilka następnych lat.
Za tydzień – Polska
USA to jednak tylko jedna z możliwości.
W drugiej części naszego cyklu sprawdzimy, jak studia z wyczynowym pływaniem łączą zawodnicy, którzy zostali w Polsce. Również na konkretnych przykładach.
Jak organizują treningi i zajęcia? Na jakie wsparcie mogą liczyć? Ile ich to kosztuje? Jak wygląda fizjoterapia, stypendia i wyjazdy na zawody? Czy uczelnia pomaga im pogodzić sport z nauką? I czego najbardziej brakuje im w polskim systemie?
Dopiero później, w trzeciej części, zestawimy oba rozwiązania.
Polska czy USA?
Porównamy koszty, stypendia, trening, studia, opiekę nad zawodnikiem i możliwości dalszego rozwoju.
Nie po to, żeby udowodnić, że jeden system jest dobry, a drugi zły. Chcemy sprawdzić, co rzeczywiście dostaje młody polski pływak po obu stronach Atlantyku i ile za każdą z tych dróg musi zapłacić – nie tylko pieniędzmi.












Dodaj komentarz