Krzysztof Masiuk
Kolejni młodzi zawodnicy wybierają amerykańskie uczelnie, by łączyć sport ze studiami. Czy to naturalny etap rozwoju ich karier, czy sygnał, że polski system nie oferuje im wystarczająco atrakcyjnej drogi po maturze? SwimmPL.com otwiera dyskusję.

Jeszcze niedawno wyjazd utalentowanego polskiego pływaka do Stanów Zjednoczonych był wydarzeniem. Liczbę zawodników, którzy każdego roku decydowali się na taki krok, można było policzyć na palcach jednej ręki.
Dziś informacje o kolejnych Polakach wybierających amerykańskie uczelnie pojawiają się regularnie i nikogo już nie dziwią. Tylko w tym roku studia i treningi za oceanem rozpoczęło kilkudziesięciu polskich pływaków. Co więcej, pojawiają się już pierwsze deklaracje zawodników, którzy rozpoczną naukę i treningi w USA dopiero w sezonie 2028/2029!
NC State, Texas, Louisville, University of Hawaii czy Northwestern to nie tylko nazwy uczelni doskonale znanych kibicom akademickiego pływania. Dla młodych Polaków oznaczają przede wszystkim możliwość połączenia studiów z treningami na wysokim poziomie, codzienną rywalizację z czołowymi zawodnikami z całego świata oraz perspektywę zdobycia wykształcenia, które zaprocentuje po zakończeniu kariery sportowej.
Czy możemy już mówić o masowym exodusie polskich pływaków do USA? Aby odpowiedzieć na to pytanie, potrzebujemy konkretnych danych. Ilu zawodników wyjechało w ostatnich pięciu latach? Ilu wróciło do Polski? Ilu poprawiło swoje rekordy życiowe, a ilu przedwcześnie zakończyło kariery?
Jedno jest pewne: skala zainteresowania amerykańskimi uczelniami sprawia, że nie możemy dłużej traktować tych wyjazdów jako pojedynczych przypadków. Warto przyjrzeć się przyczynom tego zjawiska i zastanowić, dlaczego coraz więcej młodych pływaków właśnie za oceanem widzi swoją sportową i zawodową przyszłość.

Dlaczego wybierają USA?
Najprostsza odpowiedź brzmi: ponieważ amerykańska uczelnia potrafi przedstawić młodemu sportowcowi ofertę obejmującą kilka lat życia. Zawodnik może zdobyć dyplom, doskonalić język, trenować w zespole i korzystać z zaplecza sportowego. W zależności od uczelni otrzymuje także stypendium pokrywające część lub znaczną część kosztów nauki i utrzymania. Nie każda oferta jest jednak pełnym stypendium, a poziom wsparcia między programami bywa bardzo różny.
Drugim magnesem jest codzienna rywalizacja. Na jednym torze spotykają się zawodnicy z różnych krajów, a trening i starty podporządkowane są również wynikowi całej drużyny. W rozmowie z Martą Witecką Jan Gajda zwracał uwagę, jak wielkie znaczenie ma w NC State udział w sztafecie. Opowiadał także o intensywności zajęć, pracy nóg, siłowni i rozbudowanym wsparciu specjalistów. To jego doświadczenie, nie uniwersalny opis wszystkich amerykańskich uczelni.
Trzeci powód jest mniej widowiskowy, ale być może najważniejszy: perspektywa życia po sporcie. Nawet utalentowany junior nie ma gwarancji olimpijskiego finału ani zawodowego utrzymania z pływania. Dla niego i jego rodziny dyplom oraz doświadczenie międzynarodowe są częścią rozsądnego planu na przyszłość.

A jaką propozycję otrzymuje zawodnik w Polsce?
Wyobraźmy sobie osiemnastolatka, medalistę mistrzostw Polski, który właśnie zdał maturę. Chce kontynuować karierę sportową, trenować dwa razy dziennie i jednocześnie studiować na wymagającym kierunku. Musi jednak myśleć nie tylko o treningach i nauce, ale również o kosztach mieszkania, wyżywienia, fizjoterapii, zgrupowań i wyjazdów na zawody.
Jaką propozycję otrzyma od polskiego klubu, uczelni czy związku sportowego? Czy ktokolwiek przedstawi mu konkretny, kilkuletni plan, który pozwoli pogodzić studia z wyczynowym pływaniem? A jeśli tak, to czy na podobne wsparcie może liczyć również utalentowany zawodnik, który nie należy jeszcze do ścisłej seniorskiej kadry narodowej?
Nie chodzi o to, że w Polsce brakuje dobrych trenerów czy ośrodków szkoleniowych. Mamy znakomitych szkoleniowców, nowoczesne pływalnie i kluby, które potrafią przygotować zawodników do rywalizacji na najwyższym poziomie. Problem pojawia się wówczas, gdy młody człowiek kończy szkołę średnią i musi zdecydować, jak pogodzić dalszą karierę sportową ze studiami i wejściem w dorosłe życie.
Jedną z najważniejszych kwestii są pieniądze. Nieliczne polskie uczelnie oferują pływakom stypendia pozwalające realnie odciążyć ich finansowo. Nawet tam, gdzie takie wsparcie istnieje, najczęściej mogą na nie liczyć zawodnicy z najlepszymi wynikami sportowymi.
Z informacji, którymi dysponujemy w SwimmPL.com, wynika, że zaledwie kilka polskich uczelni oferuje pływakom reprezentującym AZS pakiet obejmujący stypendium i miejsce w akademiku. Jeszcze skromniej wygląda dostęp do kompleksowej opieki medycznej i fizjoterapeutycznej. Według naszych ustaleń jedynie dwa lub trzy akademickie ośrodki pływackie uzupełniają swoją ofertę o profesjonalne wsparcie fizjoterapeutyczne.
A przecież to dopiero część wydatków związanych z wyczynowym uprawianiem sportu. Pozostają koszty wyżywienia, suplementacji, sprzętu, zgrupowań i udziału w zawodach. Kto je pokrywa? Uczelnia, klub, związek sportowy, a może po raz kolejny rodzice zawodnika?
W tym miejscu różnica między ofertą polskich i amerykańskich uczelni staje się szczególnie widoczna. Już wiele uczelni rywalizujących w NAIA zapewnia swoim pływakom pakiety stypendialne łączące wsparcie finansowe z możliwością korzystania z infrastruktury sportowej i opieki specjalistycznej. W części programów NCAA Division II i Division I możliwości te są jeszcze większe, choć oczywiście zakres świadczeń zależy od konkretnej uczelni i wysokości przyznanego stypendium.
W porównaniu z takimi ofertami wsparcie dostępne na większości polskich uczelni wypada bardzo skromnie. I nie chodzi wyłącznie o wysokość stypendium. Równie ważne jest stworzenie zawodnikowi warunków, w których może skoncentrować się na nauce i treningach, zamiast nieustannie zastanawiać się, jak sfinansować kolejny miesiąc przygotowań.
Trudno więc dziwić się młodemu pływakowi, który otrzymuje propozycję z amerykańskiej uczelni i zaczyna poważnie rozważać wyjazd. Szczególnie gdy za oceanem oferuje mu się nie tylko miejsce w drużynie, ale również określone wsparcie finansowe, organizacyjne i sportowe na kilka kolejnych lat.
Pozostaje pytanie, na które w tej debacie powinni odpowiedzieć przedstawiciele polskich uczelni, klubów akademickich, samorządów i Polskiego Związku Pływackiego: czy potrafimy stworzyć młodym zawodnikom porównywalną perspektywę rozwoju, czy też pogodziliśmy się już z tym, że najbardziej utalentowani będą szukać jej za oceanem?

Wyjazd nie jest gwarancją sukcesu
Amerykańskie programy różnią się budżetami, poziomem sportowym i zapleczem. Nie każdemu odpowiada intensywna rywalizacja o miejsce w składzie. Dochodzą tęsknota za domem, adaptacja do innej kultury, obciążenia akademickie i ryzyko kontuzji. Trzeba też pamiętać o różnicach między sezonem na basenie 25-jardowym a przygotowaniami do międzynarodowych startów na 50 metrach.
Dlatego nie wystarczy policzyć zawodników, którzy wyjechali. Warto zapytać, jak wygląda ich rozwój po roku, dwóch i czterech latach. Czy poprawiają rekordy na długim basenie? Czy kończą studia? Czy nadal chcą reprezentować Polskę? A jeśli wracają, czy mają gdzie kontynuować karierę?

Czy polskie kluby tracą swoich wychowanków?
Przez kilkanaście lat klub, trenerzy, rodzice i często samorząd inwestują w rozwój młodego zawodnika. Gdy zaczyna wchodzić w pływanie seniorskie, korzysta z propozycji zagranicznej uczelni. Z perspektywy klubu może to oznaczać utratę lidera drużyny. Z perspektywy zawodnika — szansę, na którą długo pracował. Z perspektywy reprezentacji — możliwość korzystania z doświadczeń zdobytych w innym systemie.
Te perspektywy nie muszą się wykluczać. Wyjazd na studia nie oznacza przecież rezygnacji z reprezentowania Polski. Pytanie brzmi raczej, czy potrafimy utrzymać kontakt z zawodnikiem i jego amerykańskim trenerem, rozsądnie planować przygotowania do imprez mistrzowskich oraz wykorzystywać wiedzę, którą pływacy przywożą do kraju.

Zamiast zatrzymywać — dać realny wybór
Być może niewłaściwie stawiamy pytanie, gdy zastanawiamy się, jak zatrzymać najlepszych w Polsce. Młody człowiek ma prawo wybrać miejsce studiów i treningu, które odpowiada jego ambicjom. Znacznie ważniejsze jest to, czy pozostanie w kraju stanowi dla niego równie poważną i przemyślaną opcję.
Czy potrzebujemy mocniejszych ośrodków akademickich, elastycznej organizacji studiów, wieloletniego wsparcia zawodników w wieku 18–23 lat i większej współpracy między klubami a uczelniami? A może powinniśmy przede wszystkim stworzyć system, który skutecznie wspiera Polaków trenujących za granicą i pomaga im wracać do krajowego pływania? Odpowiedzi nie muszą być jednakowe dla każdego zawodnika.

Otwieramy debatę SwimmPL.com
Zapraszamy do rozmowy zawodników, tych którzy studiowali i tych studiujących obecnie w USA, tych, którzy wybrali Polskę, ich rodziców, trenerów, przedstawicieli uczelni i Polskiego Związku Pływackiego. Chcemy poznać rzeczywiste powody wyjazdów, warunki oferowane po obu stronach Atlantyku i efekty sportowe tych decyzji.
Do udziału w naszej dyskusji zapraszamy również, a może przede wszystkim, tych zawodników, którzy po ukończeniu szkoły średniej zdecydowali się całkowicie zakończyć karierę sportową. Chcielibyśmy poznać powody ich decyzji. Czy zabrakło im motywacji, czy może możliwości pogodzenia studiów z treningami? A może to właśnie brak odpowiedniego wsparcia finansowego i organizacyjnego sprawił, że musieli zrezygnować z dalszego pływania?
Postawmy sobie pięć pytań. Co o wyborze USA decyduje najbardziej: sport, studia, pieniądze czy perspektywy zawodowe? Jakie warunki musiałaby zapewnić polska uczelnia, by stać się realną alternatywą? Czy kluby powinny traktować wyjazd wychowanka jako stratę, czy jako sukces szkoleniowy? Jak PZP może współpracować z amerykańskimi trenerami? I wreszcie: co powinniśmy zmienić, aby polski pływak po maturze naprawdę miał wybór? Nie oczekujemy jednej odpowiedzi. Oczekujemy konkretów — i dyskusji, która pomoże stworzyć lepsze warunki rozwoju kolejnych roczników polskich pływaków.












Dodaj komentarz