Advertisement

“Do tej pory mam ciarki, kiedy myślę o zaprzysiężeniu w PKOL-u przed wyjazdem na tegoroczny EYOF”

Podziel się tym:

Rozmowa z Anną Leciejewską — mamą pływaczki Ewy Leciejewskiej z UKS Fala Nieporęt, animatorką windsurfingu i nie tylko

Redakcja: Kiedy po raz pierwszy zauważyła Pani, że Ewa „ma coś” do pływania?

Anna Leciejewska: Od lat prowadzę szkołę windsurfingu, więc było dla mnie oczywiste, że moje córki od małego muszą świetnie pływać. Starsza chodziła już na „duży” basen, a my — rodzice — siedzieliśmy z Ewcią w małym i widzieliśmy, jak bardzo ciągnie ją do nowych wyzwań. Gdyby nie filmiki, które mamy, sama bym nie uwierzyła, że tak pływała w wieku trzech lat.

Redakcja: Jak wyglądał jej absolutnie pierwszy trening? Więcej było ekscytacji czy „mamo, ja nie wchodzę do tej zimnej wody”?

Anna Leciejewska: Pierwszy trening w klubie miała około siódmego roku życia. Wcześniej chodziła do szkółek — zawsze była najmłodsza w grupie. To instruktor Mirek jako pierwszy powiedział, że Ewa nie powinna już pływać rekreacyjnie, tylko zacząć trenować w klubie.

Redakcja: W domu częściej słychać chlupot wody czy budzik o 5:00 rano?

Anna Leciejewska: Ewa jest bardzo samodzielna. Sama nastawia budzik, robi śniadanie, pakuje jedzenie do szkoły. My wstajemy później.

Redakcja: Co najbardziej ją motywuje, gdy ma cięższy dzień?

Anna Leciejewska: Uwielbia być coraz lepsza — widzieć efekty pracy i urywać kolejne setne sekundy. Ma też świetnego trenera, który potrafi ją zmotywować i pokazać realny postęp. Dzięki temu, niezależnie od sytuacji, ona zawsze wstaje i działa.

Redakcja: Czy wstawała Pani razem z Ewą i woziła ją na treningi?

Anna Leciejewska: Mieszkamy w Nieporęcie i trudno byłoby zdążyć z treningu do szkoły bez naszej pomocy, więc transport był konieczny. Żeby nie jeździć „tam i z powrotem”, sama zaczęłam pływać rano — nie codziennie, dlatego z mężem podzieliliśmy się porannymi kursami.

Redakcja: Jaki moment z jej sportowej drogi zapadł Pani najbardziej w pamięć?

Anna Leciejewska: Do dziś mam ciarki, gdy wspominam zaprzysiężenie w PKOL-u przed wyjazdem na tegoroczny EYOF. Młodzi sportowcy najróżniejszych dyscyplin, trenerzy, wszyscy tak samo ubrani, gotowi do wylotu do Macedonii… wszędzie olimpijskie kółka… Bardzo mnie to poruszyło.

Redakcja: Czy poza pływaniem Ewa ma jakieś zupełnie niesportowe zainteresowania?

Anna Leciejewska: Bardzo lubi czytać książki. Jej odskocznią jest też windsurfing, ale w wersji morskiej — na dużych falach, w sztormowych warunkach. To kocha całym sercem i to ją niesamowicie regeneruje.

Redakcja: Co jest największą siłą Ewy jako zawodniczki?

Anna Leciejewska: Konsekwencja, samozaparcie i ogromna uczciwość w wykonywaniu tego, czego wymaga trener. Ona nie oszukuje samej siebie — naprawdę próbuje. Nieraz proponowałam, żeby odpuściła trening i się wyspała, ale jeśli zdecydowała, że trenuje, to robi to w stu procentach.

Redakcja: Jaka piosenka najlepiej pasowałaby jako jej „wejściówka” na start?

Anna Leciejewska: Dla mnie — „Eye of the Tiger” z Rocky’ego, choć przyznam, że nie wiem dokładnie, czego słucha przed startem.

Redakcja: Czy ma jakieś swoje rytuały lub przesądy w dniu zawodów?

Anna Leciejewska: Oczywiście — wszystko jest dokładnie zaplanowane. My staramy się nie przeszkadzać, nie wchodzić w drogę i pomagać tylko, jeśli poprosi (a zdarza się to rzadko). Superważne są np. słuchawki — bez nich start mógłby się nie udać.

Redakcja: Najzabawniejsza sytuacja z basenu?

Anna Leciejewska: Hm… nic konkretnego nie przychodzi mi do głowy.

Redakcja: Jak radzicie sobie z logistyką — treningi, szkoła, życie i sen?

Anna Leciejewska: Teraz jest łatwiej — liceum jest tuż obok basenu. Wystarczy zawieźć ją rano i odebrać po popołudniowym treningu. W podstawówce było trudniej — po porannym treningu trzeba było zdążyć kilka kilometrów dalej na 8:00. Sen jest dla Ewy kluczowy — często o 20:30 światło już jest zgaszone.

Redakcja: Co Ewa najchętniej je po ciężkim treningu?

Anna Leciejewska: Wrapa z wege gyrosem i dużą ilością sałaty.

Redakcja: Jaką rolę przyjmuje Pani na zawodach — „cichy kibic”, „głośny doping” czy „spokojny obserwator”?

Anna Leciejewska: Bardzo przeżywam jej starty, ale raczej „do wewnątrz”. Gdy jednak padają rekordy — nawet te jej własne, zaplanowane — potrafię się już porządnie „wydrzeć” z radości.

Redakcja: Czy zdarza się, że Ewa „pływa”, chodząc po domu?

Anna Leciejewska: Nie 🙂

Redakcja: Jak wspomina Pani jej pierwsze zawody — większy stres miała Pani czy Ewa?

Anna Leciejewska: Myślę, że obie miałyśmy taki lęk przed nieznanym. A potem poszło już z górki.

Redakcja: Gdyby nie pływanie, jaki sport mogłaby uprawiać?

Anna Leciejewska: Wszyscy mówią, że windsurfing. Ja jednak zawsze chciałam, żeby to pozostało jej pasją, a nie obowiązkiem. Gdyby trenowała, na pewno byłaby w polskiej czołówce… albo jeszcze wyżej.

Redakcja: Największe wyzwanie bycia mamą zawodniczki?

Anna Leciejewska: Wspierać, wspierać i jeszcze raz wspierać — niezależnie od wszystkiego.

Redakcja: A największa satysfakcja?

Anna Leciejewska: Widok jej czerwonych policzków przed startem i uśmiechu po wyścigu, kiedy patrzy na tablicę wyników.

Redakcja: Po czym poznaje Pani, że Ewa wróciła z dobrego treningu?

Anna Leciejewska: Opowiada. Mimo zmęczenia dzieli się tym, co wydarzyło się na treningu i w szkole. Wtedy wiem, że wszystko jest w porządku.

Redakcja: Co pływanie najbardziej w niej zmieniło?

Anna Leciejewska: Nauczyło ją niesamowitej organizacji dnia, efektywnego wykorzystania czasu, obserwacji własnego organizmu, rozumienia roli snu w regeneracji oraz ogromnej konsekwencji i samozaparcia.

Redakcja: Jak wygląda Wasza tradycja „po zawodach”?

Anna Leciejewska: Spanko 🙂

Redakcja: Czy stresuje się Pani bardziej niż trenerzy?

Anna Leciejewska: Myślę, że tak. Choć po ostatnim pobiciu Rekordu Polski na 100 m grzbietem (w kategorii 14–15 lat) trener przyznał, że mierząc międzyczasy, był pod takim wrażeniem, że prawie nie pamięta samego wyścigu. Więc nie tylko ja się stresuję. 🙂

Redakcja: Który styl uważa Pani za najpiękniejszy, a który za najtrudniejszy do oglądania?

Anna Leciejewska: Najpiękniejszy — motylkowy. Najtrudniejszy do oglądania — klasyczny, kiedy jest pływany mechanicznie, bez płynności.

Redakcja: Czy w domu macie więcej ręczników niż sklep sportowy?

Anna Leciejewska: Zdecydowanie. Ręczniki wiszą wszędzie — jak na sklepowej wystawie.

Redakcja: Jaka rada najczęściej pojawia się w rozmowach o sporcie?

Anna Leciejewska: Rób swoje i bądź z siebie dumna.

Redakcja: Co jest kluczem do zdrowego sportowego rozwoju młodego zawodnika?

Anna Leciejewska: Mądry trener i rozsądne najbliższe otoczenie. Cele i ambicje są ważne, ale trzeba je dopasować do etapu rozwoju — fizycznego i, przede wszystkim, psychicznego.

Redakcja: Gdyby miała Pani opisać Ewę jednym słowem jako mama?

Anna Leciejewska: Niesamowita.

Redakcja: A jednym słowem jako kibic?

Anna Leciejewska: Szybka. 🙂

Redakcja: O czym Pani marzy, patrząc na dalszy rozwój Ewy?

Anna Leciejewska: Marzę, żeby ludzie nie zajeździli jej oczekiwaniami i nie zniszczyli w chwili, gdy nie będzie stała na podium. Widząc, jakie okrutne komentarze pojawiają się choćby po przegranych meczach Igi Świątek, marzę, by Ewcia miała ogromny dystans do ludzkiej głupoty i zazdrości. Żeby po prostu robiła swoje — z takim sercem, jakie ma teraz.

Podziel się tym:

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *