Advertisement

„Jestem tak krytyczny wobec siebie, że uważam że nie miałem idealnego startu, nawet jeżeli wszystko zagrało, zawsze mogłem coś zrobić lepiej.”

Podziel się tym:

Rozmowa z Janem Gajdą z MKS „Trójka” Łódź, wychowankiem trenera Tomasza Melki, który we wtorek rozpocznie w Lublinie, swoje pierwsze seniorskie Mistrzostwa Europy w swojej karierze.

Redakcja: Pamiętasz moment, kiedy pierwszy raz wszedłeś na „poważny” trening? Co Cię wtedy najbardziej zaskoczyło?

Jan Gajda: Najlepiej pamiętam zdanie mojego byłego trenera który podczas jednego z treningów w jeszcze starym klubie powiedział, że nawet najlepszym i najmocniejszym zawodnikom podczas najcięższych treningów w sezonie zdarza się wymiotować. Wtedy do mnie dotarło, że to już nie „nauka pływania” tylko poważny trening

Redakcja: Kto zaprowadził Cię do sekcji pływackiej w MKS Trójka Łódź – rodzice, znajomi, nauczyciel WF?

Jan Gajda: Przyznam ze to była decyzja podjęta pod wpływem wielu osób, myślę że największy miał w tym udział trener Tomasz z Trójki oraz mój wcześniejszy trener z Delfina – Piotr. Bardzo mocno stawiałem na mocny skład sztafety zmiennej w moim roczniku, kiedy odchodziłem z Delfina. W tamtym okresie i do teraz Trójka posiada jeden z najsilniejszych składów sztafetowych zmiennych w Polsce, dlatego też wybrałem ostatecznie MKS Trójkę Łódź.

Redakcja: Czy była konkretna osoba (trener/ka, starszy zawodnik), która namówiła Cię do przejścia na „żabkę”? Jak to wyglądało „od kuchni”?

Jan Gajda: To jest bardzo ciekawa historia i dużo osób zadawało mi pytania „dlaczego i jak to się stało?”. Tutaj zadziałało wiele czynników, zaczynając od słabego sezonu letniego 2023 w moim wykonaniu na moim koronnym wtedy dystansie – 200m motylkowym. Wtedy to na Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży zdobyłem tylko jeden indywidualny medal na 100m motylem. Była to dla mnie porażka, bo na 200m motylem nigdy nie byłem niżej niż drugi na koniec sezonu, a wtedy wypadłem daleko, nawet czasowo, poza podium. W tym samym czasie, miedzy sezonem letnim a zimowym 2023 zmienił nam się trener. Podczas początków tamtego sezonu miałem mało motywacji po takim upadku we wcześniejszym sezonie, dlatego też trener Oliwer spróbował swoich sił w poprawieniu mojej żaby. Każdy z moich poprzednich trenerów próbował tego dokonać, ale tylko jemu się udało. Przekonałem się o tym podczas XXXIV Memoriału marka Petrusewicza (2023), kiedy niespodziewanie wygrałem wyścig memoriałowy. Wtedy to zapadła decyzja, że zostajemy na stałe przy klasyku, bo wcześniejszy plan zakładał powrót do motyla na koniec sezonu. Myślę, że gdyby słaby sezon letni i przyjście nowego trenera nie stały się w podobnym czasie, nigdy bym tak chętnie nie zaczął pływać żabą.

Redakcja:  Masz w pamięci pierwszy start, po którym pomyślałeś: „to może być moja konkurencja”?

Jan Gajda: Tak, był to start na 200m motylkowym w Łodzi w 2018 roku. Miałem wtedy 11 lat i to były jedyne zawody w tamtym okresie które miały w planie ten dystans. Jako najmłodszy w konkurencji i mimo dopłynięcia na końcu, ten start zapamiętałem jako najfajniejszy, bo we własnym roczniku nie miałem konkurencji i wygrałem wtedy co dla takiego dziecka jest ważne.

Redakcja: Jakie cechy – techniczne i charakterologiczne – Twoim zdaniem decydują, że ktoś jest „urodzonym żabkarzem”?

Jan Gajda: Przyznam, że mój dwuletni staż w stylu klasycznym nie daje mi takiej wiedzy, żeby to określić. Patrząc po sobie mogę jednak powiedzieć, że ważnym elementem jest elastyczność swojej techniki. To znaczy, że trzeba umieć zmienić swoją technikę, polegając na ćwiczeniach od trenerów, a nie brnąć tylko w siłę. Żaba to styl bardzo trudny technicznie, więc taka cecha znacznie ułatwia dojście na szczyt.

Redakcja: Pamiętasz pierwszy poważny sukces w młodszych kategoriach, który dodał Ci wiary?

Jan Gajda: Tak, był to start na 200m motylkowym w Łodzi w 2018 roku. Miałem wtedy 11 lat i to były jedyne zawody w tamtym okresie które miały w planie ten dystans. Jako najmłodszy w konkurencji i mimo dopłynięcia na końcu, ten start zapamiętałem jako dający mi wiarę, że nieważne co mi przyjdzie zrobić ja to zrobię.

Redakcja:  Gdybyś nie wybrał stylu klasycznego, to który byłby numerem dwa i dlaczego?

Jan Gajda: Gdyby nie styl klasyczny to myślę, że dalej bym próbował swoich sił w stylu motylkowym, chociaż w tamtym czasie byłem tez dość mocny kraulem w polskiej stawce, jednak nigdy mnie nie ciągnęło do tego stylu. Moje czasy dawały około 5. miejsca w moim roczniku, mimo nietrenowania tego stylu.

Trening – monotonia, objętości, psychika

Redakcja: Ile kilometrów średnio przepływasz w typowym dniu/mikrocyklu i jak godzisz to z pracą na siłowni?

Jan Gajda: Średnio na treningu przepływam 4-5km i tyle mi w zupełności wystarcza, czasem zdarzają się treningi po 6 km, ale to rzadkość. Uważam że to jest wystarczający kilometraż, o ile jest on „treściwy”. W przypadku siłowni, muszę się teraz przyznać, że pełnometrażowej i regularnej siłowni jeszcze nie miałem okazji zacząć. Mam świadomość, że wielu rówieśników już dawno zaczęli trenować poza wodą, ale mi do podnoszenia ciężarów nie spieszy.

Redakcja „Nuda basenowa” istnieje? Co robisz, gdy seria wydaje się nie mieć końca?

Jan Gajda: Nie uważam, żeby takie stwierdzenie było dla mnie prawdziwe, zawsze mam o czym rozmyślać na treningu, czy to zawody i wizualizacje, czy sytuacje w życiu.

Redakcja: Masz swoje „rytuały” na słabsze dni – muzyka, wizualizacja, rozmowa z trenerem?

Jan Gajda: Na słabsze dni nie mam zazwyczaj jakiś rytuałów. Jeżeli chodzi o pływanie to staram się nie myśleć o nim za dużo, bo wtedy przeładowuje mózg negatywnymi myślami, staram się uciekać wtedy od pływackiej rzeczywistości.

Redakcja: Ile w Twojej żabce jest pracy technicznej nad detalami (timing oddechu, ślizg, pozycja głowy) vs. czystej wytrzymałości?

Jan Gajda: Na treningu głównie z trenerami skupiamy się na technice – tego wymaga od nas ten styl. Jednak też musimy trenować moc i podtrzymywać wytrzymałość którą zrobiłem pływając delfinem.

Redakcja: Który element techniczny poprawiłeś najbardziej w ostatnim roku i co dało największy efekt?

Jan Gajda: W ostatnim roku z trenerami skupiliśmy się na skoku i utrzymaniu głowy w pozycji w dół. Skok, a bardzie wystrzał ze słupka poprawiłem już na Mistrzostwach Świata Juniorów, kiedy to najgorszą reakcją na tych zawodach było +0.62, a najlepszą +0.59, podczas mojego najszybszego startu na 50m klasycznym. Dodam, że zawodnik obok mnie wtedy wystartował z reakcją +0.74, ponieważ sędzia starter bardzo długo nas trzymał na słupku po komendzie „na miejsca”. Jeżeli chodzi o głowę, to pracujemy ciągle nad tym. Ostatnio trener przyniósł nowy sprzęt żeby mi w tym pomóc, ale co to jest to już zostanie naszą klubową tajemnicą.

Redakcja: Jak pracujesz nad startem i podwodą – masz ulubione zadania/metody?

Jan Gajda: Starty mam okazje trenować na Zatoce sportu, po treningu staram się skakać 3 razy i nagrywać każdy skok, a później konsultować to z trenerami i Jasiem Kałusowkim, gdyż on ma jeden z najbardziej dopracowanych skoków w całej Polsce. Zawsze miałem talent do pływania pod wodą, co prawda żabką gorzej mi idzie technicznie niż bym chciał, ale pracujemy nad tym. Za to nogi do delfina mam bardzo mocne, płuca też wytrzymałe i przoduje w klubie jeżeli chodzi o pływanie pod wodą, mimo posiadania wielu grzbiecistów i delfinistów w klubie.

Redakcja: Jak wygląda Twój „idealny” tydzień, kiedy trafiasz z formą?

Jan Gajda: Dokładnie tak samo jak każdy inny tydzień.

Sukcesy, porażki, pamiętne wyścigi

Redakcja: Który medal lub rekord wspominasz najmocniej i dlaczego właśnie ten? (np. rekord Polski 18-latków na 50 m)

Jan Gajda: Bardzo ciężko jest wybrać jeden rekord Polski który wspominam najlepiej. Na pewno pierwszy jest taki wyjątkowy, bo nie był on tak spodziewany jak są teraz. Na letnich Mistrzostwach Polski Open w Lublinie w 2024 ustanowiłem nowy rekord Polski 17 – latków na 100m klasycznym, mimo trenowania żaby przez zaledwie 9 miesięcy. Pobicie tez rekordu Polski 18 – latków w wieku 17 lat w Wilnie na Mistrzostwach Europy Juniorów było dla mnie ważne i zapadającym w pamięć osiągnięciem. Mimo trenowania tylko klasyka stałem się też najlepiej pływającym 17 – latkiem w historii Polski na 100m stylem zmiennym. Podczas Mistrzostw Świata Juniorów udało mi się też pobić rekord Polski na 2 dystansach, 50m i 100m stylem klasycznym. Oba są bardzo ważne dla mnie, ponieważ dzięki jednemu byłem jednym z 3 Polskich finalistów na tych zawodach. Drugi natomiast, mam nadzieję, że będzie bardzo długo utrzymywał się w rankingach. Byłem w stanie o prawie sekundę (0.99s) wyśrubować poprzedni rekord Polski 18 – latków na 100m klasycznym. Dodam, że normalna różnica miedzy zawodnikami na tym poziomie wynosi poniżej 0.15s, Niestety posiadanie tytułu pierwszego polskiego juniora pływającego poniżej 1 minuty i 1 sekundy w tej konkurencji nie wystarczyło na dostanie się do pierwszej 10 na świecie.

Redakcja: A najtrudniejsza porażka – kiedy wyszedłeś z wody z poczuciem niedosytu? Czego Cię nauczyła?

Jan Gajda: Myślę, że najświeższą dla mnie porażką jest 100m klasycznym na Mistrzostwach Europy w Samorinie, kiedy poprawiłem się tylko o 0.05s, mimo że wiem ze byłem przygotowany lepiej. Wtedy nauczyłem się jak objawia się moje „skupienie”. Ja zawsze chce więcej i mimo poprawy rekordu życiowego i Polski, byłam niezadowolony co dziwiło wiele osób. Dzięki późniejszemu startowi na Mistrzostwach Świata Juniorów, doszedłem do wniosku, że miałem racje i sam wiem jak działać i ciągle wymagać od siebie więcej.

Redakcja: Był wyścig, w którym „zagrało wszystko”? Opisz go nam po długościach.

Jan Gajda: Jestem tak krytyczny wobec siebie, że uważam że nie miałem idealnego startu, nawet jeżeli wszystko zagrało, zawsze mogłem coś zrobić lepiej.

Redakcja: Co czuć, gdy poprawiasz rekord, o którym jeszcze niedawno myślałeś, że jest „z innej ligi”?

Jan Gajda: Zaskoczenie. Zaskoczenie jest moją pierwszą reakcją, a później oczywiście szczęście. Zasze też po tak udanym wyścigu staram się dziękować trenerowi. Takim startem był start na 50m klasycznym podczas Mistrzostw Polski Juniorów 17-18 lat w 2025. Kiedy to w finale poprawiłem rekord Polski o 0.06s, mimo że przed wyścigiem finałowym brakowało mi ponad 0.5s i nawet nie byłem pierwszy w roczniku na tym dystansie.

Redakcja: Jak radzisz sobie z presją faworyta w juniorach i oczekiwaniami otoczenia?

Jan Gajda: Staram się nie patrzeć na zdanie innych i z dumą przyjmuję zaszczyt tytułu „faworyta w juniorach”. Jednak czasem ja sam i otoczenie zbyt wpływa na to, że nie poprawiam się. Było tak podczas Mistrzostw Polski Juniorów 17-18 lat w 2025, kiedy przed wyścigiem na 100m klasycznym ktoś w tłumie powiedział: „… no jak to ile popłynie? Pewno poniżej minuty i zrobi znowu rekord Polski”. Przyznam, że zbyt się na czasie skupiłem wtedy, niż na samym starcie.

Redakcja: Sztafety: co jest w nich najfajniejsze, a co najtrudniejsze – i jak dzieli się role w kadrze?

Jan Gajda: W sztafetach najfajniejsze jest to, że wydobywają ze mnie to, co najlepsze. Zawsze daję z siebie więcej, kiedy wiem, że inni liczą na mnie. Uwielbiam tę atmosferę współpracy, gdzie każdy członek zespołu wnosi coś nieocenionego. Stojąc na podium z kolegami, czuję dumę nie tylko z wyniku, ale również z tego, że razem osiągnęliśmy coś wyjątkowego. Z drugiej strony, najtrudniejsze w sztafetach jest presja, jaka wynika z odpowiedzialności za innych. Wiesz, że twój występ ma ogromne znaczenie dla całej drużyny, a każda setna sekunda może decydować o wyniku. Bywa czasami także wywyższanie się zawodników szkodzi sztafecie, zwłaszcza kiedy ktoś nie podołał. Jednak mimo tej presji i kilku czasem wad, praca zespołowa i wzajemne wsparcie sprawiają, że wszystko nabiera większego sensu.

Redakcja: Które zawody zagraniczne najbardziej otworzyły Ci oczy na poziom świata – MEJ czy MŚJ?

Jan Gajda: Myślę, że jednak nazwa mówi sama za siebie i to Mistrzostwa Świata Juniorów dają dobry widok na poziom światowego pływania. Jednak zawody Europejskie to był też bardzo dobry przedsmak. Patrząc na zawody na poziomie Europejskim i Światowym w ciągu ostatnich 2 lat wyniki bardzo mocno poszły w górę. Przyznam się, że jadąc na Mistrzostwa Świata Juniorów byłem prawie pewien finału na 100m klasycznym. Mimo wyśrubowania rekordu nie podołałem temu zadaniu mimo, że 2 lata wcześniej na tych samych zawodach (w Netanya) mój czas dawałby vice-Mistrzostwo Świata Juniorów, a na 8. MŚJ w Peru byłym pierwszy z przewagą 0:38sek. To samo z Europejskim poziomem. Na koniec sezonu 2025, mój czas (1:00.92) był 8 w juniorach, rok wcześniej ten czas byłby drugi w Europie.

Szkoła i życie poza wodą

Redakcja: Jak układasz plan dnia między szkołą a treningami? Masz jakieś „złote zasady” organizacji czasu?

Jan Gajda: Tak, trening zawsze stoi na pierwszy miejscu. Nieważne czy mam zaplanowane wyjście szkolne, czy jakąś dodatkową lekcje. Jeżeli jest w trakcie treningów to nie pojawię się na tym wydarzeniu. Jest to podyktowane brakiem czasu na dodatkowe treningi oraz przywiązaniem i  szacunkiem do trenerów oraz ich czasu mi poświęcanego.

Redakcja: Których nauczycieli/przedmiotów nie chcesz zawieść i dlaczego?

Jan Gajda: W 2025 zadałem maturę więc już nie mam takich sytuacji.

Redakcja: Masz paczkę znajomych niezwiązanych z pływaniem – co robicie, żeby „odparować” basen z głowy?

Jan Gajda: Tak, mam takich znajomych, tak naprawdę wiele różnych rzeczy robimy i nie skupiamy się na „odparować” czegoś, tylko na spędzeniu czasu razem.

Klub, ludzie, inspiracje

Redakcja: Kto w klubie daje Ci największy „paliwo-mentoring”: trener/ka, fizjo, starsi koledzy?

Jan Gajda: Jest to ciężkie pytanie, bo wiele zawdzięczam swojej ambicji, ale jakbym miał wybrać jedną osobę, byłby to Jan Kałusowski. Dzięki niemu teraz wiem jak odnaleźć się w seniorskiej kadrze. Jego rekordy Polski teraz tez pobijam lub wyrównuję oraz ciągle gonię go, a on ucieka poprawiając swoje wyniki.

Redakcja: Jak wygląda Twój „feedback loop” po starcie – kto ogląda wideo, kto mówi o technice, a kto o taktyce?

Jan Gajda: Jest to uzależnione od składu osób z jakimi jestem na zawodach, jednak jeżeli trenerów nie ma to najczęściej trener Oliwer robi analizę i wysyła mi wideo. Jednak gdy jest pełna kadra, trener Tomasz (Melka – dopisek redakcji) bardzo często omawia ze mną taktykę, ale też moje „mikro błędy”. Czasem o taktyce też rozmawiamy z Jankiem, jak na przykład podczas eliminacji, żebym zrobił minimum, jak podczas XXXVI Memoriału Marka Petrusewicza na 100 klasykiem, albo podczas Mistrzostwach Polski Open 2025 na 200m klasykiem.

Redakcja: Czy zdarza Ci się prowadzić młodszych zawodników – na zasadzie: „sam przed chwilą byłem w ich miejscu, więc wiem, jak pomóc”?

Jan Gajda: Jak na razie tylko moich kolegów i koleżanki z klubu. Dobrym przykładem jest tutaj Mateusz Sekściński – Mistrz Polski Juniorów 15 letnich na 200m mot. Czasem starałem się jego  wspomagać psychicznie, bo sam pływałem ten dystans w jego wieku. Innym przykładem jest Aleksander Jagiełło, który jest kolejnym młodym żabkarzem Trójki. Ma on wielki potencjał, jednak potrzeba mu czasem powiedzieć kilka wskazówek, tak jak Janek Kałusowki mi podpowiada.

Redakcja: Czy czujecie z Jankiem Kałusowskim „zdrową rywalizację” żabkarz–żabkarz w Trójce, czy bardziej partnerską współpracę?

Jan Gajda: Oba stwierdzenia są tutaj trafne. Rywalizujemy na treningach i się wspieramy. Janek sam mi nawet każe pobijać jego Rekordy Polski – bo jak mówi, rekordy są po to, aby je poprawiać. Czasem jestem w stanie rzucić mu rękawice na treningu, ale to rzadkość.  Zależy to bardzo od dyspozycji w danym dniu. Z zawodów mogę podać tylko 2 takie sytuacje:

  1. Na XXXVI Memoriale Marka Petrusewicza podczas eliminacji na 100 żabą, Janek miał pewny awans do finału, ale nie odpuszczał mi.
  2. Mój czas na 50m klasycznym z Mistrzostw Świata Juniorów, jest tylko 0.26s gorszy od rekordu życiowego mojego starszego kolegi.

Przyszłość i cele

Redakcja: Jakie masz cele czasowe na 50/100 m w najbliższym roku i jak rozpisujesz do nich drogę startową?

Jan Gajda: Ja cele rozbijam na klika stopni, żeby każdy był w jakimś stopniu do osiągnięcia, z chęcią je podam:

Na 50m (SCM):

  • Złamanie 27s (pobicie rekordu Polski 18lat),
  • Wykręcenie 800pkt,
  • Wykręcenie 820pkt (minimum Juniorskie na ME w Lublinie),
  • Miejsce na podium na Mistrzostwach Polski.

Na 100m (SCM):

  • Złamanie 58,00 s,
  • Złamanie 57.72 (Rekord Polski Młodzieżowców Janka Kałusowskiego),
  • Wykręcenie 820pkt (minimum Juniorskie na ME w Lublinie),
  • Zajęcie drugiego miejsce na Mistrzostwach Polski Seniorów.

W obu tych konkurencjach chciałbym znaleźć się w półfinałach Mistrzostw Europy w Lublinie.

Redakcja: Gdzie chciałbyś być za 2–3 lata: kadra seniorska, konkretne minima, imprezy docelowe?

Jan Gajda: Myślę, że oczywistym jest wypełnienie minimum na IO2028 za 3 lata, ale też zdobycie medalu na Mistrzostwach Europy U23 oraz medalu na Uniwersjadzie tak jak nasi dwaj żabkarze. Obaj właśnie zdobywając tam medal srebrny złamali barierę jednej minuty na długim basenie – co też jest moim celem na przyszłe 3 lata. Myślę że treningi w USA i wprowadzenie siłowni, bardzo mi w tym pomoże.

Redakcja: Co musisz „dokręcić”, żeby zrobić kolejny skok: siła, start, podwoda, wyjście po nawrocie, a może głowa?

Jan Gajda: Aktualnie ćwiczymy wyjście po nawrocie i ustawienie głowy. Myślę, że te elementy dadzą mi sporo, bo bardzo dużo na tym tracę, zwłaszcza po skoku. Mam nadzieję że na najbliższych zawodach poprawię życiówki, ze względu na to że już w większości poprawiłem te aspekty techniczne.

Redakcja: Janku dałeś radę, dojechaliśmy do końca. Dziękujemy za rozmowę!

Jan Gajda: dziękuję !

Zdjęcia: archiwum domowe rodziny

Jan Gajda urodził się w roku 2007 i reprezentuje klub MKS Trójka Łódź. Jego specjalizacją są konkurencje stylem klasycznym (żabka) i styl zmienny — jednak to nie zamyka jego zakresu: startuje także w innych stylach, pokazując wszechstronność. W młodości trenował pod okiem lokalnych trenerów w Łodzi, szybko wyróżniając się na tle rówieśników dzięki silnemu etosowi treningowemu i dobrym warunkom fizycznym.

Podziel się tym:

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *