Ten wywiad powinien być absolutnie lekturą obowiązkową dla każdego, kto myśli o kontynuacji kariery w USA i NCAA, czy NAIA!!!
Jan Karolczak zgodził się podzielić z nami swoimi doświadczeniami oraz wnioskami wynikającymi z wieloletniego funkcjonowania w systemie pływania wyczynowego i NCAA. W rozmowie odnosi się zarówno do realiów treningowych i programów szkoleniowych, jak i do praktycznych konsekwencji wyjazdu do Stanów Zjednoczonych, w tym korzyści, kosztów i kompromisów związanych z łączeniem sportu na najwyższym poziomie z edukacją akademicką. Wywiad stanowi próbę uporządkowanego spojrzenia na całą ścieżkę — od pływania juniorskiego w Polsce, przez NCAA, po moment zakończenia kariery sportowej — z perspektywy osoby, która przeszła ją w całości
Profil sportowy i specjalizacja
Redakcja: Jakie były Twoje 3 kluczowe konkurencje w Polsce i jak to się zmieniało (15–18 lat)? W którym momencie kariery miałeś największy „skok” i z czego wynikał?
Jan Karolczak: W wieku około 15 lat byłem zawodnikiem bardzo wszechstronnym. Na Mistrzostwach Polski w Gorzowie wygrałem pięć indywidualnych złotych medali, w tym na 50 m stylem dowolnym oraz 1500 m stylem dowolnym, co dobrze oddaje szeroki zakres moich możliwości. Podobnie na zawodach V4 Olympic Hopes, czy innych wielomeczach gdzie również wygrywałem zarówno sprint, jak i dystans. Jako 15 i 16 latek ustanawiłem również nowe Rekordy Polski na 50 metrów stylem grzbietowym.
Jako junior zdobyłem 34 złote, 11 srebrnych, i 4 brązowe medale rocznikowych Mistrzostw Polski – specjalnie podliczyłem na ten wywiad. Udało mi się kilka razy poprawić rocznikowe rekordy Polski, i jako 18 latek zdobyć brązowy medal MP seniorów na krótkim basenie na 200 dowolnym. Przyznam się, zebrałem te dane specjalnie na ten wywiad.
Z czasem następowała stopniowa specjalizacja w kierunku 200 m stylem dowolnym i 200 metrów stylem grzbietowym. Na tych dystansach zakwalifikowałem się do reprezentacji na Mistrzostwa Europy Juniorów, Mistrzostwa Świata Juniorów, a następnie reprezentowałem Polskę na 200 m stylem dowolnymi 100 metrów stylem dowolnym podczas seniorskich Mistrzostw Europy w Glasgow. Na sezon 2020 zakwalifikowałem się również do kolejnych startów międzynarodowych, które ostatecznie nie doszły do skutku z powodu COVID-19.
Największy skok nastąpił około 18. roku życia, szczególnie na 200 m stylem dowolnym, gdzie osiągnąłem wynik rzędu ~850 punktów FINA. Był to efekt jednoczesnego działania wielu czynników: wzrostu objętości i intensywności treningowej, poprawy techniki, rozwoju siły oraz większej dojrzałości fizycznej i mentalnej. Istotnym, choć często niedocenianym elementem była również poprawa logistyki codziennego treningu. Jako 18 latek dostałem też swoje pierwsze auto. Większa samodzielność i oszczędność czasu pozwalały mi lepiej regenerować się i bardziej konsekwentnie realizować proces treningowy.

Redakcja: Jak wyglądał podział treningu w typowym makrocyklu?
Jan Karolczak: Bardzo dobre pytanie. Ale niestety moja odpowiedź tutaj nie będzie bardzo satysfakcjonująca. Minęło już prawie dwa lata odkąd skończyłem pływać i szczerze mówiąc nie jestem tego w stanie opisać w szczegółach. Z tego co pamiętam struktura treningu zmieniała się na przestrzeni lat oraz w zależności od środowiska treningowego. Inaczej wyglądała w G8 Bielany Warszawa u Pawła Wołkowa i Łukasza Drynkowskiego, inaczej na University of Virginia, a jeszcze inaczej na Northwestern University.
Redakcja: Które elementy techniki dawały Ci największy zysk czasowy? Jakie parametry realnie śledziłeś i co było najbardziej użyteczne?
Jan Karolczak: Moim największym atutem była praca na powierzchni wody, na co składało sie efektywne tempo, mocne pociągniecie i dobry chwyt wody przekładało się na wspaniałą ekonomikę pływania na długim basenie, gdzie mogłem w pełni wykorzystać tę przewagę — to pamiętam bardzo dobrze. Ta technika wyścigowa i zdolność utrzymania prędkości na powierzchni były kluczowe dla moich wyników.
W trakcie treningu monitowaliśmy m.in. tętno, tempo na odcinkach oraz parametry metaboliczne, w tym stężenie mleczanu. Same dane nie były jednak kluczowe same w sobie. Najbardziej użyteczna była interpretacja tych wskaźników przez sztab trenerski, który pomagał przekładać liczby na konkretne decyzje treningowe. To właśnie kontekst i doświadczenie trenerów sprawiały, że monitoring miał realną wartość praktyczną.
SMS i „dual career” w praktyce
Redakcja: Ile realnie miałeś dziennie czasu na naukę w SMS i jak to wyglądało w praktyce tygodnia? Jak wyglądał Twój „system nauki” i co działało najlepiej?
Jan Karolczak: W praktyce było to co najmniej 60 minut dziennie, często więcej. Nauka nie była skumulowana w jednym bloku, lecz rozłożona w ciągu dnia. Najczęściej wykorzystywałem krótkie okna czasowe między porannym treningiem a zajęciami szkolnymi oraz popołudniami. Kilka osób z Kusego może mnie pamiętać czytającego książkę, albo przeglądającego wiadomości na telefonie na jednej z kanap w szkole lub przy basenie na Lindego.
W tygodniu był to stały, powtarzalny rytm, bez odkładania nauki na weekendy, które i tak miałem często zajęte przez zawody czy inne sprawy których nie mogłem załatwić w tygodniu przez napięty grafik. Nie będę też ukrywał że w liceum uczyłem się tego co mnie interesowało, a dla całej reszty robiłem to co było wymagane przez program.
Redakcja: Co było największym ryzykiem? Jakie były Twoje nie-negocjowalne zasady?
Jan Karolczak: Kiedy byłem w SMS Bielany, największym ryzykiem było narastające zmęczenie, w tym niedobór snu oraz ograniczona elastyczność systemu szkolnego. Jeżeli jesteś zmęczony i nie śpisz wystarczająco dużo to spada twoja odporność i zwiększa się też ryzyko kontuzji. Nikt kto jest w sporcie nie chce być kontuzjowany albo wyłączony z treningu przez 2 tygodnie przez infekcje – zwłaszcza w pływanie gdzie powroty po przerwie są bardzo trudne.
Podstawą był sen i regeneracja. Drugą zasadą było wykorzystywanie nawet krótkich okien czasowych na naukę, szczególnie między porannym treningiem a zajęciami. Priorytetem było robienie „małych porcji” pracy szkolnej codziennie, zamiast dużych bloków kosztem odpoczynku. Zasada numer trzy to nie zażywanie kofeiny częściej niż trzy razy w tygodniu – coś na czym się niestety poddałem po pierwszym miesiącu studiów.

Redakcja: Czy wysoki poziom nauki pomagał w sporcie, czy raczej „zjadał zasoby”?
Jank Karolczak: W sensie bezpośrednim wysoki poziom nauki nie poprawiał moich wyników sportowych. Zmagałem się z tym wyzwaniem przez wiele lat i teraz rozumiem że był to dla mnie, i dla każdego młodego ambitnego sportowca który chce się też rozwijać naukowo jest to klasyczny problem alokacji ograniczonych zasobów. Większe zaangażowanie w naukę i sprawy akademickie oznaczało mniejszą dostępność energii fizycznej i mentalnej na trening i regenerację.
Więc z perspektywy czasu uważam, że tak moje wyniki sportowe, szczególnie w późniejszych latach kariery, mogłyby być lepsze, gdybym mniej zasobów przeznaczał na naukę. Dotyczy to zarówno okresu licealnego, jak i późniejszych etapów kariery.
Decyzja o USA: kryteria i proces rekrutacji
Redakcja: Co było decydujące w wyjeździe? (kolejność) Jak oceniałeś oferty i jakie miałeś kryteria wyboru uczelni?
Jan Karolczak: Decyzja nie była jednowymiarowa. Kluczowe były cztery współzależne elementy, a nie jeden dominujący czynnik: (1) sport możliwość dalszego rozwoju i rywalizacji na wysokim poziomie; (2) edukacja i dyplom jako długoterminowa inwestycja; (3) stypendium jako warunek wykonalności finansowej; (4) plan B i środowisko czyli przygotowanie do „dnia po sporcie”, niezależnie od tego, czy kariera pływacka będzie kontynuowana. To było moje podejście do możliwości wyjazdu na studia do USA i kontynuowania mojej kariery pływackiej w NCAA. Zawsze traktowałem ten wybór jako długoterminową decyzję strategiczną, a nie wyłącznie sportową. A oferty oceniałem wielokryterialnie. Brałem pod uwagę:
- poziom akademicki uczelni,
- poziom sportowy programu i konferencję,
- trenera i grupę treningową,
- warunki finansowe,
Do wstępnej orientacji wykorzystywałem m.in. SwimCloud (CollegeSwimming), ale ranking nigdy nie był jedynym kryterium. Aspekt finansowy miał również realne znaczenie. Przykładowo, pełny koszt studiowania na University of Virginia wynosi okolo $70,000 rocznie a na Northwestern University to obecnie około 100 000 USD rocznie, więc stypendium było istotnym elementem decyzji.
Redakcja: Jak wyglądała komunikacja z trenerami z NCAA?
Jan Karolczak: Zasady rekrutacji do NCAA Division 1 zmieniły się troszeczkę od czasu kiedy ja przechodziłem przez ten proces. U mnie zaczelo sie od rejestracji, przed rozpoczęciem II klasy liceum, na SwimCloud (CollegeSwimming), portalu który jest wykorzystywanie przez trenerów do rekrutacji. Na początku wysyłałem dużo wiadomości e-mail i umawiałem rozmowy z trenerami. Podczas tych rozmów trenerzy pytali o moje cele sportowe, gotowość do pracy i podejście do nauki. Ja pytałem o strukturę programu, rolę w zespole, oczekiwania startowe oraz realne możliwości łączenia sportu i studiów.
Po tym jak mialem juz wyniki z SAT i TOEFL rozmawialiśmy o sprawach finansowych i ewentualnej wizycie na uczelni (tzw. official visit). A finalnie rozmowy skupiały się na verbal commitment i dopełnieniu wszystkich formalności.

Warszawa Kwiecień 2019

Warszawa, Październik 2019
Redakcja: Które formalności były najtrudniejsze? Agent czy samodzielnie? Co zrobiłbyś dziś inaczej?
Jan Karolczak: Żaden z etapów formalnych nie był szczególnie problematyczny. TOEFL, SAT, proces NCAA Eligibility Center, wiza oraz pozostałe formalności były w pełni wykonalne przy systematycznym przygotowaniu. Problemem była pandemia COVID-19 która wywróciła świat do góry nogami kiedy ja musiałem dopiąć ostatnie formalności
Proces rekrutacyjny przeprowadziłem samodzielnie. Nie korzystałem z pośredników i dziś postąpiłbym tak samo. Informacje są dostępne, a bezpośredni kontakt z uczelniami daje większą kontrolę nad decyzją i eliminuje zbędne koszty.
Nawet z perspektywy czasu nie uważam że coś można by było zrobić lepiej. Większość formalności musiałem dopełnić w lecie 2020, a wszyscy wiemy jaka wtedy była sytuacja. Zaluje tylko ze nie udalo mi sie przelozyc terminu spotkania w Ambasadzie USA w celu wyrobienia wizy, Pamietam ze z tego powodu musialem zrezygnowac z wyjazdu z Kadra Narodowa na zawody do Budapesztu.
Redakcja: Jakie były Twoje oczekiwania i jak się zmieniały?
Jan Karolczak: Na etapie podejmowania decyzji w latach 2019–2020 moim celem sportowym była dalsza rywalizacja na najwyższym poziomie, w tym perspektywa kwalifikacji do sztafety 4×200 dowolnym na Igrzyska Olimpijskie w Tokio. Przełożenie igrzysk w Tokio z powodu COVID-19, a następnie sama pandemia, istotnie zmieniły kontekst. W pierwszym roku w USA większy nacisk kładłem na długą basen i cele międzynarodowe, zanim realia zdrowotne (kwarantanny i poważna infekcja COVID-19) i organizacyjne wymusiły korektę priorytetów.

Różnice treningowe Polska vs NCAA (17–21)
Redakcja: Porównaj objętość i intensywność: Polska vs NCAA. Jak zmieniła się struktura?
Jan Karolczak: Pod względem objętości trening na Northwestern University był zbliżony do tego, co realizowałem wcześniej w Polsce w G-8 Bielany Warszawa. Różnica nie polegała na większej liczbie kilometrów, lecz na strukturze i jakości bodźców. Proces był silnie oparty na danych i iteracyjny. Jeśli dany element nie przynosił efektów, był modyfikowany lub eliminowany. Ale każdy program jest inny. Na University of Virginia miałem doświadczenia z dość nietypowym połączeniem dużej objętości i bardzo wysokiej intensywności.
Redakcja: Co było największą różnicą jakościową? Jak wyglądała praca nad detalami (podwodna, start, nawrót) w NCAA?
Jan Karolczak: Największą różnicą była praca nad detalem wyścigowym i umiejętnościami startowymi, a nie sama objętość. W ostatnim roku ( tzw. senior year), pod okiem Rachel Stratton-Mills, miałem bardzo duży nacisk położony był na jakość wykonania, transfer do wyścigu i precyzyjne zarządzanie obciążeniem. Rywalizacja w NCAA odbywa się na basenach 25 jardów, a nie 25 metrów. Dla porównania: 1 jard = 0,91 metra, 25 jardów ≈ 22,86 metra, czyli basen jest o ok. 2,1 metra krótszy niż 25 m. To oznacza mocniejszy wpływ nawrotów na wyścig, a więc większą wagę podwodnej fazy, siły nóg i jakości odbicia od ściany. Praca nad tymi elementami na Northwestern była regularna i zaplanowana, w formie dedykowanych bloków technicznych w skali tygodnia, a nie okazjonalnych dodatków.
Redakcja: Jak bardzo NCAA jest „wyścigowe” i jak wpływa to na formę?
Jan Karolczak: NCAA jest systemem silnie wyścigowym i zespołowym, ale nie oznacza to startów co tydzień bez kontroli. Bywały okresy z dwoma dual meets w miesiącu, czasem z podróżą, jednak obciążenie było zarządzane. Duży nacisk kładziono na regenerację i wsparcie systemowe, aby ograniczać ryzyko przeciążenia, zwłaszcza gdy intensywny blok treningowy nakładał się z sesja egzaminacyjną.
Redakcja: Co w polskim systemie jest lepsze, a co w amerykańskim jest przewagą?
Jan Karolczak: Polski system oferuje większą elastyczność operacyjną. Przykładowo, testy mleczanowe mogą być wykonywane bezpośrednio na płycie basenu. W NCAA obowiązują ścisłe procedury, certyfikacje i odpowiedzialność prawna. Do poboru mleczanu potrzebna jest obecność uprawnionego personelu medycznego, co ogranicza częstotliwość i spontaniczność monitoringu.
Z kolei przewagą systemu amerykańskiego jest struktura i kompleksowe wsparcie. Jako student-athlete na Northwestern mialem stale wsparcie od doradcow akademickich, fizjoterapełtów, czy zespolu medycznego. Mialem tez dostep do wspaniałej infrastruktury.
Warto tez pamietac ze studenci miedzynarodowi ryzalizojacy w NCAA sa też ograniczeni przez regulacje immigracyjne. Zawodnik NCAA ma status amatora, co historycznie oznaczało zakaz czerpania korzyści finansowych z własnej aktywności sportowej. Zmieniło się to po orzeczeniu Sądu Najwyższego USA w 2021 roku (sprawa NCAA v. Alston), które umożliwiło korzystanie z Name, Image and Likeness (NIL). W praktyce jednak studenci zagraniczni na wizie F-1 nie mogą legalnie korzystać z NIL, ponieważ prawo imigracyjne USA zabrania im uzyskiwania dochodu poza ściśle określonymi ramami. Oznacza to, że w przeciwieństwie do Polski, gdzie zawodnik może korzystać ze sponsoringu, w NCAA możliwości finansowe są dla obcokrajowców realnie ograniczone.

„Wielu po USA nie zrobiło wyniku” — diagnoza (wersja pogłębiona)
Redakcja: Czy zgadzasz się z tezą, że wielu wyjeżdżających nie robi progresu sportowego? Jaki jest powód nr 1?
Jan Karolczak: Zgadzam się, że wielu zawodników nie poprawia wyników sportowych w wąskim, wynikowym sensie, ale uważam, że często jest to błędnie interpretowane jako porażka. Powód nr 1 nie leży po stronie zawodników, lecz w założeniu, że progres sportowy jest ich głównym celem.
Dla wielu osób wyjazd do USA nie jest strategią maksymalizacji wyniku sportowego, lecz sposobem monetyzacji dotychczasowych zdolności sportowych i jednoczesnego zabezpieczenia przejścia do życia po sporcie. W takim układzie brak poprawy czasu nie oznacza braku progresu, tylko inny wektor optymalizacji.
Dodatkowo samo pojęcie „progresu” jest niejednoznaczne. Progres w USA nie musi oznaczać progresu względem systemu i bodźców w Polsce, zwłaszcza jeśli zawodnik nie ma silnych bodźców instytucjonalnych ani motywacyjnych do dalszego reprezentowania kraju po zakończeniu NCAA.
Redakcja: Jakie są 3 najczęstsze przyczyny braku progresu sportowego (jeśli już go tak definiujemy)?
Jan Karolczak: W moim przypadku kluczowym czynnikiem był stan zdrowia i brak ciągłości treningowej. Nie da się porównywać progresu zawodników w wieku juniorskim czy licealnym z realiami studenta-sportowca. Wraz z wiekiem organizm jest bardziej podatny na urazy, a proces regeneracji staje się bardziej wymagający. Kontuzje oraz konsekwencje chorób, w tym COVID, miały u mnie realny wpływ na ciągłość treningu i zdolność do adaptacji. Bez zdrowia trudno iść do przodu z wynikami, niezależnie od jakości programu czy ambicji sportowych.
Drugim istotnym elementem była alokacja zasobów. W Polsce możliwe jest funkcjonowanie niemal w 100% jako sportowiec. W USA trzeba być jednocześnie studentem i zawodnikiem, co oznacza konieczność podziału czasu, energii i zdolności regeneracyjnych. To w naturalny sposób ogranicza możliwość maksymalizacji wyniku sportowego. Nie jest to kwestia braku zaangażowania, lecz strukturalnego kompromisu wpisanego w model student-athlete.
Wreszcie, z czasem następuje redefinicja celów. Pływanie jest sportem nierentownym. Nie generuje przychodów dla uczelni, a często nawet nie pokrywa własnych kosztów funkcjonowania. Dla pojedynczego zawodnika możliwość wygenerowania realnego dochodu jest jeszcze bardziej ograniczona, szczególnie po uwzględnieniu kosztów alternatywnych. W takim kontekście brak dalszej poprawy wyników nie musi oznaczać stagnacji, lecz racjonalną decyzję. Mało kto chce zostać o sekundę szybszym kosztem braku perspektyw zawodowych, trudności z wejściem na rynek pracy czy nieprzygotowania do życia po zakończeniu kariery sportowej. To nie jest rezygnacja z ambicji, tylko świadomy wybór innej funkcji celu.
Redakcja: Co jest ważniejsze: wybór konferencji czy trenera i grupy? Dlaczego?
Jan Karolczak: Trener i grupa treningowa są ważniejsze. Konferencja determinuje poziom rywalizacji, ale to trener i codzienne środowisko determinują proces, zdrowie i długoterminową zdolność do funkcjonowania w systemie. Bez dopasowania procesowego nawet najwyższy poziom sportowy nie przełoży się na rozwój.
Redakcja: Jakie sygnały ostrzegawcze mówią: „to nie będzie dobre miejsce”?
Jan Karolczak: Najsilniejszym sygnałem ostrzegawczym jest wysoka rotacja zawodników, szczególnie tych utalentowanych. Jeśli dobrzy pływacy regularnie rezygnują lub „znikają” z programu, to sygnał problemu systemowego.
Dla mnie miarą sukcesu jest zdolność przejścia pełnych czterech lat, zachowania satysfakcji ze sportu i poczucia dumy na etapie senior meet. To było moim doświadczeniem na Northwestern University i to traktuję jako punkt odniesienia.
Redakcja: Co powiedziałbyś zawodnikowi, który jedzie do NCAA tylko po to, żeby „mocniej trenować”, bez planu akademickiego?
Jan Karolczak: Powiedziałbym wprost: to strategia wysokiego ryzyka. W NCAA koszt intensywniejszego treningu ponosi się w postaci czasu, zdrowia i energii. Bez planu akademickiego i pomysłu na „dzień po sporcie” łatwo znaleźć się w sytuacji, w której ani wynik sportowy, ani wartość długoterminowa nie są zmaksymalizowane.
Trening bez strategii i bez planu wyjścia to nie inwestycja. To koszt.

Top nauka + top sport w Northwestern
Redakcja: Jak wyglądał Twój tygodniowy budżet czasu w NCAA: trening + zajęcia + nauka + regeneracja (konkretne widełki godzin)?
Jan Karolczak: Podczas studiów na Northwestern University mój tygodniowy budżet czasu był bardzo ściśle zaplanowany. Regulamin NCAA formalnie ograniczał liczbę treningów do 20 godzin tygodniowo i ten limit był rygorystycznie przestrzegany. Był to jednak wyłącznie czas poświęcony na same treningi i nie oddawał rzeczywistego nakładu pracy. Poza oficjalnymi treningami znaczną część tygodnia zajmowały przygotowanie do zajęć sportowych, dojazdy, regeneracja i rehabilitacja, a także analiza treningów i zawodów oraz bieżąca praca z planem treningowym. Po uwzględnieniu wszystkich tych elementów, łączny czas poświęcony na sport wynosił około 35–40 godzin tygodniowo.
W praktyce oznaczało to funkcjonowanie w trybie pracy na pełen etat, równolegle z pełnym obciążeniem akademickim. Z mojego doświadczenia wynika, że model NCAA Division I student-athlete jest wyjątkowo wymagający i znacznie bardziej obciążający – zarówno fizycznie, jak i psychicznie – niż typowa praca podejmowana przez studentów w trakcie studiów.
Northwestern University funkcjonuje w systemie kwartalnym, obejmującym semestry jesienny, zimowy i wiosenny. W trakcie każdego kwartału realizowałem standardowo cztery przedmioty, co oznaczało pełne obciążenie akademickie. W wybranych okresach decydowałem się również na zwiększone obciążenie, realizując pięć przedmiotów w jednym kwartale, równolegle z pozostałymi obowiązkami.
Zajęcia dydaktyczne obejmowały głównie wykłady (lectures) oraz zajęcia w mniejszych grupach (discussion sections) i zajmowały mi przeciętnie około dwóch do trzech godzin dziennie. Istotnym elementem mojego trybu studiowania były także regularne spotkania z profesorami w ramach tzw. office hours, z których aktywnie korzystałem w celu pogłębienia materiału oraz bieżącej pracy nad zadaniami i projektami. Znaczną część obciążenia akademickiego stanowiła również praca zespołowa. W trakcie studiów realizowałem wiele projektów grupowych, co wiązało się z dodatkowymi spotkaniami projektowymi, koordynacją pracy w zespole oraz wspólnym rozwiązywaniem problemów. Taki model nauki wymagał bardzo dobrej organizacji czasu, wysokiej samodyscypliny oraz umiejętności efektywnej współpracy w intensywnym środowisku akademickim.
Uczestnictwo w wykładach (lectures) i zajęciach w mniejszych grupach (discussion sections) stanowiło jedynie część mojego obciążenia akademickiego. Kluczowym elementem studiów była samodzielna nauka, obejmująca realizację obowiązkowych lektur, pisanie esejów, przygotowanie do egzaminów, projekty oraz wystąpienia ustne. Na Northwestern studiowałem historię jako kierunek główny, z dodatkowymi specjalizacjami w zakresie politologii oraz legal studies, co wiązało się z bardzo intensywnym obciążeniem czytelniczym. Tygodniowo było to regularnie ponad 500 stron lektur, a w niektórych okresach nawet więcej. Każdy tekst wymagał analizy, sporządzenia notatek oraz zrozumienia argumentacji autorów w stopniu pozwalającym na aktywny udział w zajęciach.
W systemie akademickim obowiązującym na Northwestern University ocena końcowa nie była oparta wyłącznie na wynikach egzaminów. Istotnym jej elementem było aktywne uczestnictwo w zajęciach, które często stanowiło 25% lub więcej oceny końcowej. Oznaczało to konieczność codziennego przygotowania oraz bieżącego odnoszenia się do omawianych tekstów — poprzez zadawanie pytań, formułowanie kontrargumentów oraz merytoryczne uczestnictwo w dyskusjach, zarówno podczas zajęć, jak i na forach akademickich.
Pod względem czasowym samodzielna nauka zajmowała mi co najmniej trzy godziny dziennie, często więcej. Uczyłem się w każdej dostępnej przestrzeni i o różnych porach dnia — w bibliotece, w pokoju, na stołówkach, a także bardzo wcześnie rano, przed rozpoczęciem pozostałych obowiązków. Taki tryb pracy był naturalną konsekwencją wymagań stawianych przez program studiów i oczekiwań dotyczących stałej gotowości akademickiej.
Regeneracja była dla mnie istotnym elementem tygodniowego rytmu, choć trudno mówić o sztywnym schemacie. Starałem się spać około ośmiu godzin dziennie, co nie zawsze było łatwe ze względu na bardzo wczesne pobudki — często przed godziną 6:00. W praktyce oznaczało to możliwie wczesne kładzenie się spać, a przy dużym zmęczeniu fizycznym sen przychodził niemal natychmiast. W weekendy, zwłaszcza w soboty i niedziele, starałem się w miarę możliwości nadrobić niedobory snu.
Regeneracja nie ograniczała się jednak wyłącznie do odpoczynku nocnego. Równie ważna była dla mnie regeneracja mentalna, szczególnie że pływanie na wysokim poziomie jest sportem bardzo wymagającym psychicznie. W wolnych chwilach szukałem prostych form odcięcia się od codziennej presji — oglądałem wywiady i materiały dokumentalne, które pozwalały mi na chwilę „wyłączyć” intensywny tryb myślenia akademickiego i sportowego.
Dodatkową formą regeneracji były spacery, zwłaszcza gdy pozwalał na to czas i poziom energii. Bliskość Lake Michigan i otwartej przestrzeni sprzyjała krótkim chwilą wyciszenia i stanowiła naturalne uzupełnienie bardziej pasywnych form odpoczynku.

Redakcja: Co umożliwiło Ci naukę na elitarnym poziomie? lepsza organizacja, inny sposób uczenia, czy wsparcie uczelni (tutoring, study hall)?
Jan Karolczak: Naukę na elitarnym poziomie umożliwiła mi przede wszystkim bardzo dobra organizacja czasu, wsparta systemowym podejściem uczelni do modelu student-athlete. Podczas studiów w Stanach Zjednoczonych, poza okresami wyjazdów na zawody, nie zdarzało mi się opuścić ani jednego wykładów czy rezygnować z obowiązków akademickich z powodu zobowiązań sportowych — zasada była jasna: student zawsze na pierwszym miejscu.
Northwestern University, we współpracy ze sztabem trenerskim i działem sportu, realnie wspierał ideę podwójnej kariery. W sytuacjach potencjalnych konfliktów czasowych trenerzy byli gotowi dostosować harmonogram treningów, tak aby umożliwić mi udział w zajęciach, które były dla mnie akademicko istotne. Dzięki temu mogłem w pełni realizować wymagający program studiów, równolegle z intensywnym zaangażowaniem sportowym.
Redakcja: Jak wyglądało zarządzanie semestrem w okresie startowym: kiedy robiłeś „ciężkie” przedmioty, kiedy lżejsze?
Jan Karolczak: Planowanie obciążenia akademickiego było ściśle powiązane z kalendarzem sportowym. Najbardziej wymagające przedmioty staraliśmy się realizować w kwartale wiosennym (spring quarter), który przypadał na okres poza sezonem startowym. W tym czasie obciążenie treningowe było znacznie mniejsze. Zamiast około 20 godzin tygodniowo trenowaliśmy około 6 godzin, co pozwalało na większe skupienie na nauce.
Kwartał jesienny (fall quarter) oraz zimowy (winter quarter) były najbardziej intensywne pod względem sportowym i obejmowały zarówno przygotowania do głównych zawodów sezonu, jak i liczne wyjazdy. W miarę możliwości unikało się wtedy najbardziej wymagających kursów, choć nie zawsze było to możliwe, ponieważ część zajęć była oferowana wyłącznie w tych okresach. Więc czasami byly przypadki ze trzeba bylo pracowac naprawde ciężko. Pamiętam że w Marcu 2024 na mistrzostwach konferencji musiałem pracować nad 25 stronną analiza która musiałem oddać zaraz po powrocie z zawodów.
Redakcja: Dla jakiego profilu polskiego pływaka USA jest najlepszą ścieżką (cechy, poziom sportowy, charakter), a dla kogo jest ryzykowna?
Jan Karolczak: Z mojego doświadczenia wynika, że studia i pływanie w USA najlepiej sprawdzają się w przypadku zawodników otwartych na nowe środowisko, odpornych psychicznie i gotowych na połączenie intensywnego treningu z wysokimi wymaganiami akademickimi. Różnice kulturowe i organizacyjne między Stanami Zjednoczonymi a Polską są znaczące, dlatego kluczowa jest umiejętność adaptacji oraz akceptacja innego sposobu funkcjonowania uczelni i sportu.
Pod względem sportowym NCAA jest bardzo zróżnicowanym systemem. Nie istnieje jeden uniwersalny próg wynikowy, a poziom wymagany zależy od konkretnego programu i uczelni. Dla wielu zawodników istotniejsze od samego wyniku jest dopasowanie do zespołu oraz gotowość do funkcjonowania w ramach jego zasad.
Jednocześnie wyjazd do USA jest ryzykowny dla osób, które nie są w pełni zaangażowane w łączenie sportu z nauką. W środowisku NCAA często mówi się, że w modelu student-athlete „student comes first”. To nie jest slogan, tylko opis realnego mechanizmu. Niespełnienie wymagań akademickich prowadzi do tzw. “niekwalifikowalności sportowej” ( ang: academic ineligibility), utraty stypendium oraz braku możliwości reprezentowania uczelni, a w praktyce często także zamyka drogę dalszego funkcjonowania w systemie akademicko-sportowym w USA.
Redakcja: Jakie były Twoje największe błędy w USA (sportowo i akademicko) ?
Jan Karolczak: Z perspektywy czasu największym błędem była sama decyzja o wyjeździe do USA jesienią 2020 roku, czyli w szczytowym okresie pandemii COVID-19. Miałem wówczas możliwość pozostania w Polsce, realizowania zajęć zdalnie i kontynuowania treningów na miejscu. Była to decyzja podjęta w warunkach dużej niepewności, której konsekwencje zrozumiałem dopiero z czasem.
Gdybym wiedział, jak restrykcyjne i długotrwałe będą ograniczenia związane z pandemia COVID-19 w USA , prawdopodobnie podjąłbym inną decyzję. Uważam, że sportowo mogło mnie to kosztować bardzo dużo, włącznie z realną szansą na dalszy rozwój na poziomie międzynarodowym. Tak, tutaj mówię o możliwości kwalifikacji na przełożone Igrzyska Olimpijskie w Tokio.
Akademicko moim błędem było niewystarczające wykorzystanie poza programowych możliwości oferowanych przez amerykańską uczelnię. Na amerykańskich uniwersytetach funkcjonuje wiele organizacji studenckich o profilu zawodowym, takich jak kluby związane z finansami, consultingiem czy innymi ścieżkami kariery. Jako student-sportowiec, szczególnie na początku studiów, nie doceniłem w pełni wartości uczestnictwa w tych inicjatywach i nie spróbowałem się w nie zaangażować.
Z perspektywy czasu widzę, że wcześniejsze wejście w to środowisko mogło ułatwić i przyspieszyć moją późniejszą transformację z kariery sportowej do kariery korporacyjnej. To doświadczenie nauczyło mnie, jak ważne jest myślenie długoterminowe i korzystanie z pełnego ekosystemu możliwości, a nie tylko realizowanie podstawowych obowiązków Należy jednak pamiętać, że życie uniwersyteckie było w początkach moich studiów poddane szeregu restrykcjom w z związku z pandemia.

Redakcja: Co jest mitem o NCAA, który najbardziej szkodzi młodym pływakom?
Jan Karolczak: Najbardziej szkodliwym mitem jest przekonanie, że sam wyjazd do USA i NCAA automatycznie oznacza lepsze warunki, lepszy rozwój i lepszą przyszłość. W Polsce wciąż funkcjonuje uproszczona wizja „amerykańskiego snu”, według której wszystko, co związane z USA, jest z definicji lepsze niż to, co dostępne lokalnie na polskim rynku. W rzeczywistości NCAA to nie jednolity, elitarny system, lecz bardzo zróżnicowane środowisko, w którym jakość szkolenia, wsparcia i rozwoju zależy od konkretnej uczelni, programu i indywidualnej sytuacji zawodnika. Sam fakt bycia w USA nie gwarantuje ani sportowego progresu, ani sukcesu akademickiego.
Ten mit bywa szczególnie szkodliwy, ponieważ skłania młodych pływaków do podejmowania decyzji bez pełnej analizy kosztów, kompromisów i alternatyw. Dziś wiele możliwości edukacyjnych, zawodowych i rozwojowych, które kiedyś były unikalne dla USA, jest dostępnych także w Polsce. Wyjazd do NCAA może być świetną ścieżką, ale tylko wtedy, gdy jest świadomym wyborem, a nie pogonią za mitem.
Redakcja: Jak oceniłbyś wpływ „team culture” na wynik: realny czy przeceniany?
Jan Karolczak: Z perspektywy czasu rozumiem że bez silnej kultury zespołowej trudno byłoby mi utrzymać taką intensywność przez 4 lata rywalizacji w NCAA. Pływanie to sport w dużej mierze indywidualny. Podczas treningów przez długie godziny pozostaje się sam na sam z wysiłkiem, często bez możliwości rozmowy czy bezpośredniej interakcji. Funkcjonowanie w takim trybie jest znacznie łatwiejsze, gdy odbywa się w otoczeniu zespołu, który daje poczucie wsparcia, wspólnego celu i codziennej obecności innych ludzi mierzących się z podobnymi wyzwaniami.
Więc jak najbardziej tak, uważam, że wpływ team culture na wynik jest jak najbardziej realny i zdecydowanie nie jest przeceniany. W sporcie takim jak pływanie, który jest fizycznie i psychicznie bardzo wymagający, środowisko zespołowe ma ogromne znaczenie dla długoterminowej wydajności i wytrwałości.
Redakcja: Jakie 3 rzeczy muszą być spełnione, żeby wyjazd do USA „miał sens” sportowo?
Jan Karolczak: Po pierwsze, konieczna jest jasna odpowiedź na pytanie „dlaczego”. Wyjazd do USA powinien być świadomą decyzją, a nie domyślnym kolejnym krokiem. Zawodnik musi rozumieć, czego oczekuje od połączenia sportu i studiów oraz jakie kompromisy jest gotów zaakceptować. Bez tej klarowności łatwo wpaść w frustrację lub rozczarowanie.
Po drugie, wyjazd ma sens tylko wtedy, gdy jest elementem szerszego planu na „dzień po karierze sportowej”. Sukces w sporcie to nie tylko wyniki, lecz także umiejętność przejścia do życia zawodowego po zakończeniu kariery. Model amerykański daje ku temu narzędzia, ale tylko wtedy, gdy traktuje się studia jako realną inwestycję, a nie dodatek do pływania.
Po trzecie, niezbędne jest pełne zaangażowanie w obrany model, bez funkcjonowania „pomiędzy”. Tu dobrze sprawdza się analogia do strategii konkurencji opisanej przez Michael Porter. W jego ujęciu brak jednoznacznego wyboru strategii prowadzi do utknięcia „pośrodku” i utraty przewagi konkurencyjnej. W kontekście pływania oznacza to, że będąc w USA, nie da się skutecznie konkurować z zawodnikami, którzy koncentrują się wyłącznie na sporcie w Polsce i nie mają obciążeń akademickich. Jeśli wybiera się ścieżkę student-athlete, trzeba być na niej w pełni, a nie częściowo.

Redakcja: Czy NCAA premiuje sprinterów inaczej niż średniodystans/IM?
Jan Karolczak: Tak, ale nie wprost — NCAA premiuje przede wszystkim użyteczność punktową zawodnika, a ta wynika ze struktury conference meet oraz ograniczonej liczby miejsc startowych. W praktyce oznacza to, że bardziej cenieni są zawodnicy, którzy potrafią kontrybuować w wielu konkurencjach, a nie tylko w jednej bardzo wąskiej specjalizacji.
Teraz dwie proste, „kalkulatorowe” historie:
Scenariusz A: zawodnik wszechstronny (Freestyle/Backstroke/IM)
Załóżmy, że na Big10 robi trzy starty indywidualne i w każdym punktuje solidnie: 200 free 6. miejsce = 24 pkt, 200 back 10. miejsce = 17 pkt, 200 IM 15. miejsce = 12 pkt. Razem z indywidualnych daje 53 pkt (24 + 17 + 12). Jeśli dodatkowo jest na jednej sztafecie, która kończy 4. (co w Big Ten jest bardzo realistyczne dla mocnych programów), drużyna dostaje +52 pkt za sztafetę. To już robi 105 pkt „wokół” jednego zawodnika (53 indywidualnie + 52 sztafeta). I nawet jeśli nie przypisujesz mu całych 52 pkt „indywidualnie”, to z perspektywy trenera liczy się fakt, że taki profil zawodnika zwiększa liczbę konfiguracji, w których możesz zdobywać punkty.
Scenariusz B: zawodnik bardzo mocny, ale wąski (np. tylko dystans)
Załóżmy, że robi świetny wynik w jednej konkurencji: 1650 free 2. miejsce = 28 pkt. To jest super, ale jeśli poza tym nie ma drugiej-trzeciej konkurencji na punktowanie albo nie pasuje do kluczowych sztafet, jego „sufit punktowy” jest niższy. Nawet jeśli dołoży drugi start i będzie 12. w 500 free, to jest +15 pkt, razem 43 pkt. To nadal mniej niż w scenariuszu wszechstronnym, gdzie zawodnik daje 53 pkt z samych indywidualnych, a do tego często jest „używalny” w sztafetach.

Redakcja: Jak wyglądały Twoje priorytety w sezonie: konferencja vs NCAA vs nauka?
Jan Karolczak: Oczywiście planowałem sezon i jasno definiowałem priorytety, jednak w sporcie wyczynowym na ostateczny przebieg zawsze wpływają również czynniki, na które nie ma się pełnej kontroli. Dlatego moje decyzje opierały się na rozróżnieniu między ryzykiem a niepewnością. Ryzyko można w pewnym stopniu oszacować i zarządzać nim, natomiast niepewności nie da się w pełni skwantyfikować ani wyeliminować. W sporcie sukces jest funkcją talentu i szczęścia. Talent można rozwijać i mierzyć, natomiast szczęście pozostaje czynnikiem losowym. W moim przypadku istotną rolę odegrały właśnie te elementy.
Już w 2020 roku, na początku studiów w USA, wielokrotnie mierzyłem się z konsekwencjami COVID-19, w tym przerwami treningowymi i problemami zdrowotnymi. Z kolei w 2024 roku, na ostatnim etapie kariery pływackiej, pojawiły się poważne problemy z barkiem, które miały wpływ zarówno na dyspozycję fizyczną, jak i na motywację. Dlatego uważam ze kluczowe było racjonalne zarządzanie ograniczonymi zasobami i utrzymanie równowagi między sportem a nauką.
Zamiast maksymalizować jeden, silnie obarczony niepewnością cel sportowy, konsekwentnie realizowałem strategię, która pozwalała mi budować długoterminową wartość także poza sportem.
Redakcja: Czy w Twoim przypadku najważniejszy był Northwestern jako uczelnia, czy program pływacki?
Jan Karolczak: W moim przypadku nie był to wybór typu „albo–albo”. Decyzja o transferze na Northwestern University była wynikiem analizy wielowymiarowej, w której zarówno program pływacki, jak i sama uczelnia, lokalizacja oraz perspektywy po zakończeniu kariery sportowej miały istotne znaczenie.
Sportowo był to program, do którego byłem lepiej dopasowany i który był lepiej dopasowany do mnie. Z perspektywy czasu uważam, że była to relacja korzystna dla obu stron. Akademicko Northwestern zapewnił mi wszystkie narzędzia potrzebne do rozwoju, ale równie ważna była lokalizacja. Bliskość Chicago otworzyła przede mną realne możliwości zawodowe jeszcze w trakcie studiów, w tym współpracę z Polish-American Chamber of Commerce Chicago oraz kontakt z polsko-amerykańską społecznością, co było spójne z moimi zainteresowaniami i tożsamością.
Istotnym elementem była również świadomość „dnia po sporcie”. Northwestern aktywnie wspierał proces przejścia z kariery sportowej do zawodowej, co od początku brałem pod uwagę. Logistyka, dostęp do rynku pracy, możliwość budowania sieci kontaktów i przyszłych „exit opportunities” były równie ważne jak codzienne treningi.
Z perspektywy czasu uważam, że był to bardzo trafny wybór. Nie żałuję ani jednego dnia spędzonego na Northwestern. Jestem dumny z bycia absolwentem tej uczelni i z doświadczeń, które nie tylko pomogły mi osiągnąć cele, ale nadal wspierają mnie w tym, co robię dziś, dając mi kompetencje i pewność w mierzeniu się z wymagającymi wyzwaniami.

Jan Karolczak BIO
Jan Karolczak to były wieloletni reprezentant Polski w pływaniu oraz absolwent czołowych uczelni w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii. Przez wiele lat był członkiem kadry narodowej, regularnie reprezentując Polskę na międzynarodowych zawodach rangi europejskiej i światowej. Swoja karierę pływacką rozpoczął w BUKS Warszawa i kontynuował ją w barwach UKS G-8 Bielany Warszawa, a edukację łączył ze sportem w LIX Liceum Ogólnokształcące im. Janusza Kusocińskiego. Jego trenerami w okresie juniorskim byli Łukasz Drynkowski oraz Paweł Wołkow.
Jako junior należał do europejskiej i światowej czołówki swojej kategorii wiekowej. W wieku 14–18 lat zdobył łącznie 34 złote, 11 srebrnych i 4 brązowe medale rocznikowych Mistrzostw Polski, wielokrotnie ustanawiając rekordy Polski w kategoriach wiekowych, m.in. na 50 m stylem grzbietowym. W wieku 18 lat wywalczył brązowy medal Mistrzostw Polski seniorów na krótkim basenie na dystansie 200 m stylem dowolnym. Reprezentował Polskę na Mistrzostwach Europy Juniorów, Mistrzostwach Świata Juniorów, a następnie na seniorskich Mistrzostwach Europy w Glasgow, startując na dystansach 200 m oraz 100 m stylem dowolnym. W 2020 roku miał realne szanse kwalifikacji na Igrzyska Olimpijskie w Tokio oraz był zakwalifikowany do kolejnych startów międzynarodowych, które tak jak Igrzyska Olimpijskie w Tokio nie doszły do skutku z powodu pandemii COVID-19.
Równolegle z karierą sportową osiągał wysokie wyniki akademickie. W 2019 roku został laureatem i finalistą Olimpiady Przedmiotowej z Historii, a także stypendystą programu Sapere Auso, przyznawanego przez Prezydenta m.st. Warszawy za wybitne osiągnięcia naukowe.
Po zakończeniu etapu juniorskiego w Polsce wyjechał do Stanów Zjednoczonych, aby kontynuować karierę sportową i edukację jako NCAA Division I student-athlete.
Karierę akademicko-sportową rozpoczął na University of Virginia, a następnie przeniósł się na Northwestern University, gdzie ukończył studia licencjackie. Na Northwestern University uzyskał tytuł Bachelor of Arts z historii, z dodatkowymi specjalizacjami (minors) w politologii (political science) oraz naukach prawnych (legal studies), kończąc studia z wyróżnieniem, z najwyższą średnią wśród studentów-sportowców, i zostając członkiem prestiżowego stowarzyszenia Phi Beta Kappa. Po zakończeniu kariery sportowej i studiów w USA kontynuował edukację w Wielkiej Brytanii, zdobywając stopień MPhil in Management na University of Cambridge w ramach Cambridge Judge Business School.
Po zakończeniu edukacji wrócił do Warszawy, gdzie pracuje w obszarze strategii technologicznej i doradztwa. Jego ścieżka łączy wieloletnie funkcjonowanie w międzynarodowym sporcie wyczynowym z elitarnym wykształceniem i doświadczeniem zawodowym w środowiskach o wysokiej selekcji i presji wyniku.
Zdjęcia: archiwum domowe Jana Karolczaka













Leave a Reply