Marta Witecka
Kacper Stokowski sam kiedyś wybrał uczelnię, nie wiedząc właściwie, jak działa rekrutacja do NCAA. Christian Sztolcman przyjął pierwszą ofertę, którą dostał. Dziś obaj są po drugiej stronie stołu i pomagają młodym sportowcom dostać się na amerykańskie uczelnie. Mówią wprost: czteroletnie stypendium może być warte ponad milion złotych, a najlepsi mogą dodatkowo otrzymywać dziesiątki tysięcy dolarów rocznie. Ale za wielkimi pieniędzmi kryje się świat negocjacji, obietnic trenerów i decyzji, które mogą zbudować albo zatrzymać karierę.
W rozmowie z Martą Witecką dla SwimmPL.com opowiadają, dlaczego polscy juniorzy zbyt późno zaczynają myśleć o NCAA, dlaczego zawodnik nie powinien wierzyć we wszystko, co podczas rekrutacji mówi amerykański trener, i jak wygląda walka o stypendium od kuchni. Stokowski wraca też do własnych doświadczeń z University of Florida i NC State oraz stawia niewygodne pytania polskiemu środowisku: dlaczego trenerzy z USA przylatują do Polski po naszych zawodników, a polscy trenerzy tak rzadko jadą do Stanów zobaczyć, jak pracują najlepsze programy NCAA?
To również rozmowa o PZP, przyszłości polskich klubów i coraz liczniejszej grupie naszych najlepszych pływaków szkolonych za oceanem.
– „Gdzie są pieniądze, tam są wyniki” – mówi Stokowski. I proponuje konkretnie: jeśli Polski Związek Pływacki chce nawiązać kontakt z trenerami prowadzącymi czołowe programy NCAA, on pomoże otworzyć te drzwi.
Marta Witecka: Obaj doskonale znacie amerykańskie pływanie akademickie, ale trafiliście do niego z dwóch różnych stron. Kacper przyjechał do USA z Polski, Christian wychował się w Stanach. Jak bardzo różniło się wasze spojrzenie na NCAA, kiedy sami byliście zawodnikami?
Kacper Stokowski: Ja o NCAA nie wiedziałem praktycznie nic. Wiedziałem tylko, że na Florydzie pływali Marcin Cieślak i Janek Świtkowski, więc znałem jedną drużynę – Gators – i to ona stała się moim celem. Udało się dzięki temu, że miałem bardzo bliski kontakt z Jankiem, który pomógł mi się tam dostać.
Dziś wiem, że to nie była dla mnie dobra decyzja. Nie miałem wokół siebie nikogo, kto pomógłby mi realnie ocenić inne szkoły, więc wybrałem to, co znałem. Wróciłem do Polski, a potem przeniosłem się do NC State.
Christian Sztolcman: Byłem bliżej tego świata niż Kacper, ale wcale nie wiedziałem o wiele więcej. Wiedziałem, że NCAA to miejsce, gdzie jedzie się szybko pływać. I w zasadzie tyle.
Moi rodzice są imigrantami, więc poza uczelniami, o których słyszał każdy, jak Harvard, nie wiedziałem nawet, że te uniwersytety istnieją, i nie miałem pojęcia, jak wygląda proces ani co właściwie powinienem zrobić. Przyjąłem pierwszą ofertę, jaką dostałem. Miałem szczęście i pokochałem każdy rok na Auburn, ale to było szczęście, nie plan.
Jedna realna przewaga dorastania w amerykańskim systemie klubowym jest taka, że trener klubowy zwykle zna trenerów uczelnianych i może cię polecić. U mnie tak było. Ale nawet wtedy większość zawodników sam proces musi rozgryzać na własną rękę.
Marta Witecka: Kacper, byłeś rekordzistą świata juniorów, jednym z największych polskich talentów swojego pokolenia, a później mistrzem NCAA. Co dały ci Stany Zjednoczone, czego prawdopodobnie nie dostałbyś, pozostając w polskim systemie?
Kacper Stokowski: Zawsze powtarzam, że w Stanach czułem się jak piłkarz Ekstraklasy. Miałem zapewnione wszystko: basen 50-metrowy i 25-metrowy, fizjoterapię, dietę, odżywki, stroje treningowe i startowe, jedzenie. O nic nie musiałem się martwić. Przychodziłem na basen i moim jedynym zadaniem było rozwijać się i szybko pływać.
Najważniejsze jest jednak to, że amerykański system opiera się na ściganiu. Wielu zawodników w Polsce świetnie trenuje, na obozach ma zapewnione wszystko, ale brakuje im rywalizacji. W Stanach, jeśli trafisz do odpowiedniej drużyny, masz obok siebie mniej więcej pięciu zawodników na swoim poziomie. Dzięki nim ścigasz się codziennie i cały czas jesteś hungry for more. A to właśnie decyduje później na zawodach międzynarodowych.
Jeśli na co dzień nie masz nikogo lepszego od siebie, to jedziesz na dużą imprezę i nagle takich zawodników jest dwunastu. Dlatego nasi zawodnicy często tam przepadają. W Polsce nie mają się z kim ścigać.
Marta Witecka: Zaczynałeś na University of Florida, później przeniosłeś się do NC State. Czego nauczyło cię to pierwsze doświadczenie? Czy świetna sportowo uczelnia może się okazać po prostu źle dobraną uczelnią dla konkretnego zawodnika?
Kacper Stokowski: Tak, może. Nie wiedziałem, z czym to się je, i nie miałem kogo zapytać, jak wygląda codzienność w tej drużynie. Znałem tylko Marcina, który pływał tam lata wcześniej, i Janka, którego w drużynie już nie było.
Ale ten rok dużo mnie nauczył. Nauczył mnie dyscypliny i wyrobił mi charakter. Pokazał też, że sport indywidualny może być sportem drużynowym. Żeby być najlepszym, musisz mieć wokół siebie team: fizjoterapeutów, trenerów, kolegów z drużyny. Wszyscy pracują na jeden sukces. Bycie częścią czegoś takiego na pierwszym roku na Florydzie dało mi naprawdę dużo.
Marta Witecka: Christian, w twoim przypadku sytuacja była odwrotna – wychowałeś się w Stanach, przeszedłeś amerykański system szkolny i NCAA w Auburn, a następnie zacząłeś reprezentować Polskę. Kiedy pojawił się pomysł startowania dla Polski i dlaczego zdecydowałeś się na ten krok?
Christian Sztolcman: Nie było momentu, w którym ten pomysł „się pojawił”. Jestem pierwszą osobą w rodzinie urodzoną w Stanach. Cała reszta jest z Polski. Dorastałem w dzielnicy Queens, gdzie Polaków jest tyle, że na rogu stoi Biedronka. Język, kultura, wartości – wszystko to dostałem od rodziny i z tej dzielnicy. Może nie urodziłem się w Polsce, ale każdy, kto widział mnie na zawodach, wie, że noszę na piersi dużego polskiego orła.
Mój ojciec pływał dla Polski w czasach Wojdata, Podkościelnego, Szukały i Bartka Kizierowskiego, dziś trenera głównego kadry. Więc pływanie w biało-czerwonym czepku było marzeniem od początku, nie decyzją.
Pamiętam, jak ciocia przywiozła mi z Polski czepek i kurtkę, które dostała od Otylii Jędrzejczak. Byłem w siódmym niebie. Nosiłem ten czepek codziennie, aż się rozerwał.
Przez długi czas to pozostawało marzeniem, bo nie byłem jeszcze na poziomie, który pozwalałby realnie rywalizować. Realne stało się dzięki polskim chłopakom z NC State: Kacprowi, Bartkowi Piszczorowiczowi i Rafałowi Kusto. To oni powiedzieli mi, że to możliwe, i zaryzykowałem przeprowadzkę tam. Wyszło lepiej, niż mógłbym zaplanować.
Start na mistrzostwach świata dla Polski i na mistrzostwach Polski dał mi ludzi i doświadczenia, których nie zamieniłbym na nic. Jestem za to wszystko wdzięczny.
Marta Witecka: Czy właśnie te dwa różne doświadczenia – Polaka wyjeżdżającego do USA i Amerykanina polskiego pochodzenia znającego ten system od środka – sprawiły, że uznaliście, iż możecie wspólnie pomagać młodym zawodnikom?
Kacper Stokowski, Christian Sztolcman: Tak. Jesteśmy w NCAA od bardzo dawna i mamy dzięki temu szerokie kontakty. To ludzie, którzy pływali z nami, kiedy byliśmy freshmanami, a dziś są trenerami. To trenerzy, którzy nas kiedyś rekrutowali, i zawodnicy, z którymi ścigaliśmy się na zawodach. Środowisko pływackie, nawet w Stanach, jest dość hermetyczne, a my przez te lata wyrobiliśmy sobie w nim markę.
Na początku po prostu pomagaliśmy Polakom wyjeżdżać. Potem uznaliśmy, że chcemy robić to na sto procent i prowadzić zawodnika przez cały proces rekrutacji, więc poszliśmy w to all in.
Od dwóch lat wysyłamy polskich zawodników do Stanów z myślą, żeby się rozwijali i przywozili jak najwięcej medali dla polskiego pływania. Nie chcemy, żeby jechali do pierwszej lepszej oferty. Wiemy, że dobra rekrutacja potrafi trwać nawet dwa lata.

Jak naprawdę wygląda rekrutacja do NCAA?
Marta Witecka: Załóżmy, że zgłasza się do was 16- lub 17-letni polski pływak. Od czego zaczynacie? Wyniki sportowe, oceny w szkole, znajomość angielskiego, rozmowa o jego oczekiwaniach?
Kacper Stokowski, Christian Sztolcman: 16 czy 17 lat to bardzo dobry wiek, żeby zacząć. Zaczynamy od pierwszego spotkania, na którym poznajemy zawodnika i rodziców. Omawiamy wyniki sportowe i robimy wstępną analizę, na jakie uniwersytety zawodnik ma realne szanse.
Często mamy już sygnały od trenerów ze Stanów, bo współpracujemy z nimi od dawna. Piszą do nas, że szukają zawodnika o konkretnym profilu, więc bywa, że na daną uczelnię i dany rok mamy już otwarte drzwi.
Zawsze pytamy też o oceny, angielski i oczekiwania. Jedni chcą przeżyć przygodę i mieszkać w ciepłym stanie. Inni chcą się skupić wyłącznie na pływaniu i wtedy szukamy szkoły o jak najwyższym poziomie sportowym, w której będą się rozwijać.
Marta Witecka: Jak dobry trzeba mieć wynik, żeby realnie zainteresować trenera NCAA Division I? Czy można wskazać poziom, od którego zaczyna się poważna rozmowa o stypendium?
Kacper Stokowski, Christian Sztolcman: To zależy, bo każda szkoła ma inne kryteria. Rozmawiałem ostatnio z trenerem, który powiedział, że podnieśli poprzeczkę. Kiedyś patrzyli na 750 punktów FINA, teraz patrzą na 835, i to zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn.
Ale tak naprawdę wszystko zależy od tego, czego drużyna potrzebuje w danym roku. Często freshman ma zastąpić seniora, który właśnie kończy studia. Jeśli odchodzi im żabkarz, będą szukać żabkarza.
Nie oszukujmy się – w Division I najważniejsze są wyniki, czyli to, jak szybko pływasz. Moim zdaniem medaliści mistrzostw Polski juniorów i finaliści mistrzostw Polski seniorów – mówię o finałach A – powinni celować w Division I.
Marta Witecka: Pełne stypendium sportowe – jak często rzeczywiście je spotykacie? Czy dla większości zawodników finansowanie jest kombinacją stypendium sportowego, akademickiego i innych form pomocy?
Kacper Stokowski, Christian Sztolcman: Zawsze celujemy w jak najwyższe stypendium. Przyjęliśmy zasadę, że rodzice naszych zawodników nie powinni płacić więcej niż 10 procent kosztów, czyli celujemy w co najmniej 90 procent pełnego stypendium. Mówimy o wszystkim: czesnym, akademiku, ubezpieczeniu, książkach.
Rodzice często nie zdają sobie sprawy, że cztery czy pięć lat studiów w Stanach może kosztować nawet 400 tysięcy dolarów. To znaczy, że ich dziecko może dostać stypendium warte grubo ponad milion złotych. I tylko od niego zależy, jak to wykorzysta. Może zostać świetnym pływakiem, korzystając ze wszystkiego, co daje uczelnia, może się świetnie uczyć, a może zrobić jedno i drugie.
Pełne stypendia spotykamy bardzo często i właśnie taki jest nasz cel dla każdego zawodnika.
Marta Witecka: Ile może być realnie warte czteroletnie stypendium uzyskane przez dobrego polskiego pływaka? O jakich kwotach mówimy, jeśli doliczymy czesne, zakwaterowanie, wyżywienie i pozostałe świadczenia?
Kacper Stokowski, Christian Sztolcman: Średnio to około 300 tysięcy dolarów za cztery do pięciu lat, w zależności od długości stypendium. W przeliczeniu to ponad milion złotych. To są chore pieniądze, ale w takich czasach żyjemy.
Do tego dochodzi revenue share, czyli pieniądze, które uczelnia wypłaca zawodnikom bezpośrednio, takie dodatkowe kieszonkowe. W tym sezonie wynegocjowaliśmy dla jednego zawodnika pełne stypendium plus 50 tysięcy dolarów rocznie. To są kosmiczne pieniądze, które potrafią zmienić życie.
Tyle że zawodnicy i rodzice często o tym nie wiedzą i nie wiedzą, jak to negocjować. Na koniec dnia to jest biznes. Trener zawsze będzie próbował wydać na ciebie jak najmniej i powie ci, że pieniędzy nie ma. Trzeba wiedzieć, jak z nim rozmawiać.
Jeśli nie znasz tego środowiska i systemu NCAA, nie wiesz, na ile możesz sobie pozwolić. Dlatego tak ważne jest, żeby mieć w swoim narożniku kogoś, kto cię poprowadzi.
Marta Witecka: Co jest największym błędem popełnianym przez polskiego zawodnika lub jego rodziców podczas rekrutacji do USA?
Kacper Stokowski, Christian Sztolcman: Widzę trzy.
Pierwszy to brak opcji. Zawodnicy biorą pierwszą ofertę, jaką dostaną, zamiast mieć kilka i wybierać.
Drugi to brak negocjacji. Boją się, bo amerykański trener ma autorytet i potrafi zdominować rozmowę. Młody zawodnik z Polski mierzy się z czymś, czego wcześniej nie doświadczył. W Stanach spraw z trenerem nie załatwia się na niecce basenu czy na trybunach. Trener ma swoje biuro i tam wszystko się ustala.
Trzeci to czekanie do klasy maturalnej. Wtedy często jest już za późno.
Patrzę na to, co dzieje się dziś w Polsce, i widzę zawodników, którzy wybierają pierwszą lepszą szkołę, chociaż powinni celować dużo wyżej. Nikt ich nie pokierował. Potem kariery się kończą i stąd bierze się hejt, że ktoś wyjechał do Stanów i się skończył.
Marta Witecka: Jak wcześnie trzeba rozpocząć cały proces? Czy zawodnik, który zaczyna myśleć o USA dopiero w klasie maturalnej, niekiedy budzi się już za późno?
Kacper Stokowski, Christian Sztolcman: Jak najwcześniej. I tak, w klasie maturalnej często jest już za późno. Trenerzy w Stanach mogą rozmawiać z zawodnikami już po drugiej klasie liceum, czyli mają dwa lata na rekrutowanie najlepszych z całego świata.
Stypendia nie są nielimitowane. Jeśli chcesz iść do najlepszej szkoły i czekasz do ostatniej chwili, miejsce może ci przepaść w każdym momencie. Dlatego twoje nazwisko musi być u trenerów widoczne wcześnie.
Z trenerami kontaktujemy się od razu. Sam proces potrafi zamknąć się w pół roku, ale kiedy jest czas, jest też miejsce na negocjacje i decyzja nie zapada pochopnie. Zawodnik może odwiedzić pięć uniwersytetów i zobaczyć je na własne oczy, a wszystko na koszt szkoły.
Jeśli poczekasz do ostatniej klasy, będziesz wybierał wśród amerykańskich średniaków. A my chcemy, żeby polscy zawodnicy trafiali na największe uniwersytety i rozwijali się na poziomie olimpijskim.
Marta Witecka: Jak duże znaczenie mają kontakty z trenerami? Czy trener NCAA inaczej reaguje na przypadkowy e-mail od zawodnika, a inaczej na informację przekazaną przez osobę, którą zna i której ocenę sportowca uważa za wiarygodną?
Kacper Stokowski, Christian Sztolcman: Zdecydowanie inaczej. Trenerzy piszą do nas praktycznie codziennie w sprawie zawodników z całej Europy. Pytają, czy mamy do nich kontakt, czy ich znamy, co możemy o nich powiedzieć.
W tym sezonie pięć razy trener pytał mnie o charakter zawodnika. Czasy mówią swoje, ale trenerzy chcą też wiedzieć, jakim ktoś jest człowiekiem i co wniesie do kultury drużyny. Dlatego odzywają się do nas.
Zwykły mail od zawodnika rzadko do nich trafia, bo takich maili dostają mnóstwo każdego dnia. Ale nie każdy może do trenera napisać SMS-a, zadzwonić czy spotkać się z nim osobiście. To zupełnie inna sytuacja i ogromna przewaga, której zawodnik sam nie ma.
A my to zapewniamy: spotkania na uczelniach, rozmowy telefoniczne, SMS-y, spotkania na zawodach. Z tymi trenerami jesteśmy w kontakcie na co dzień.

Level Up – co właściwie robią?
Marta Witecka: Stworzyliście Level Up Sports & Athletics. Jaki problem chcieliście rozwiązać? Czego brakowało wam na rynku usług dla zawodników myślących o studiach w USA?
Kacper Stokowski, Christian Sztolcman: Bolało nas, że zbyt wielu zawodników, którym ktoś pomagał w znalezieniu stypendium, trafiało po prostu do pierwszych lepszych, często bardzo średnich uczelni. Nie widziałem, żeby polscy zawodnicy trafiali tą drogą do topowych programów.
A wiedziałem, że mamy w Polsce mnóstwo młodych talentów, które zasługują na pływanie na poziomie olimpijskim i na to, żeby potem reprezentować Polskę na zawodach międzynarodowych. To była główna myśl.
Marta Witecka: Na waszej stronie piszecie, że zawodnik dostaje własnego agenta, a wy prowadzicie za niego kontakty z trenerami. Gdzie kończy się wasza rola, a gdzie decyzje musi już podejmować sam zawodnik i jego rodzina?
Kacper Stokowski, Christian Sztolcman: Jesteśmy w kontakcie z rodziną i zawodnikiem praktycznie 24 godziny na dobę. Prowadzimy rozmowy z trenerami, łączymy z nimi zawodników i często sami uczestniczymy w tych rozmowach. Chodzi o to, żeby zawodnik czuł się pewnie i nie dał się zdominować. Trener zachowuje się inaczej, kiedy my jesteśmy na callu. Zna nas, więc nie będzie naciskał.
Wnosimy do tego procesu dużo spokoju. To ważne, bo podejmuje się decyzję na kolejne pięć lat i musi ona być mądra. My doradzamy, ale wybór uczelni i przyjęcie oferty to zawsze decyzja zawodnika i rodziny.
Wspieramy zawodnika i rodziców aż do samego wyjazdu, do momentu, kiedy zawodnik wyląduje w Stanach. Pomagamy z wizą, testami, rejestracją w NCAA, świadectwami. Jedni rodzice zapytali nas nawet, ile koszulek spakować i czy brać jedną walizkę, czy dwie.
Robimy to kompleksowo, bo wiemy, że wysłanie dziecka za ocean na pięć lat to dla rodziców trudna decyzja.
Marta Witecka: Według jakich kryteriów tworzycie listę uczelni dla konkretnego pływaka? Patrzycie przede wszystkim na poziom sportowy czy również na kierunek studiów, trenera, skład drużyny, możliwości startowe i życie poza basenem?
Kacper Stokowski, Christian Sztolcman: Na początku ustalamy, na czym zawodnikowi zależy najbardziej: na nauce czy na sporcie. Jeśli na sporcie, szukamy szkoły, w której będzie miał grupę do rozwoju.
Chcemy, żeby był tam jednym z najlepszych, bo wtedy stypendium jest wysokie, ale nie najlepszym. Musi mieć się z kim ścigać. Tak jak mówiłem, to codzienne ściganie sprawia, że potem pływa się szybciej na zawodach.
Marta Witecka: Wasza strona wymienia już m.in. NC State, North Carolina, Texas, Denver i UNLV. Ilu zawodników udało wam się dotychczas przeprowadzić przez proces rekrutacji i ilu z nich otrzymało stypendia?
Kacper Stokowski, Christian Sztolcman: Średnio podpisujemy około 15 zawodników rocznie i większość tych stypendiów była stuprocentowa. Najniższe, jakie podpisaliśmy, wynosiło 90 procent. Ta liczba rośnie.
Rozszerzyliśmy też działalność o inne sporty: siatkówkę, lekkoatletykę i tenis. Z tenisa wysłaliśmy już do Stanów trzech zawodników.
Marta Witecka: Jak wygląda wasz model biznesowy? Za co płaci zawodnik lub jego rodzice i od czego zależy wysokość wynagrodzenia firmy?
Kacper Stokowski, Christian Sztolcman: Opłata jest stała i składa się z dwóch części. Pierwszą zawodnik płaci na start współpracy. Od tego momentu ma dostęp do naszej platformy, a my od razu odzywamy się do szkół. Zazwyczaj już dzień po decyzji o współpracy mamy dla zawodnika umówioną pierwszą rozmowę z trenerem.
Druga opłata pojawia się dopiero wtedy, gdy zawodnik podpisze umowę ze szkołą.
Marta Witecka: Czy pobieracie stałą opłatę za prowadzenie procesu, wynagrodzenie zależne od efektu, czy funkcjonuje to jeszcze inaczej?
Kacper Stokowski, Christian Sztolcman: Są dwie stałe opłaty. Pierwsza po podpisaniu umowy z nami, kiedy zaczynamy proces. Druga tylko wtedy, gdy zawodnik podpisze umowę ze szkołą.
Kwota jest taka sama bez względu na uczelnię i wysokość stypendium.
Marta Witecka: Co możecie zrobić dla zawodnika, czego on sam – przy odpowiedniej znajomości języka i NCAA – nie mógłby zrobić?
Kacper Stokowski, Christian Sztolcman: Zawodnik z Polski nie porozmawia z trenerem osobiście. Nie jest przy nim na co dzień, nie złapie go przez telefon, nie pójdzie z nim na kawę. A Amerykanie przywiązują ogromną wagę do załatwiania spraw twarzą w twarz i takie rzeczy powinno się załatwiać osobiście.
Nieraz musieliśmy pójść z trenerem na kolację czy obiad, podjechać albo do niego polecieć. Tego zawodnik z Polski nie zrobi, a my to dajemy. Dzięki temu trener nam ufa. Wie, że przyprowadzamy mu dobrego zawodnika, a my nie musimy szukać byle jakich uczelni.

Nie każdy powinien wyjechać
Marta Witecka: W SwimmPL.com dużo piszemy ostatnio o polskich pływakach wyjeżdżających do USA. Powiedzmy jednak coś, czego firmy rekrutacyjne zapewne nie zawsze chcą mówić: komu wyjazd do Stanów odradzilibyście?
Kacper Stokowski, Christian Sztolcman: Zawodnikowi, który ma problem z organizacją. W Stanach trzeba się przyłożyć nie tylko do treningów, ale i do nauki. Jeśli opuszczasz treningi i nie jesteś sumienny, będzie ci ciężko.
Oczywiście zawsze można spróbować, bo bywa, że ktoś na miejscu dojrzewa i się zmienia. Ale tak naprawdę Stany są dla większości. Można tam pływać na najwyższym poziomie, uczyć się na najwyższym poziomie i przeżyć przygodę życia. Każdy musi znaleźć swoją ścieżkę i wykorzystać to stypendium warte ponad milion złotych tak, jak chce.
Jeśli wyciśniesz z niego maksa – brawo. Jeśli po prostu spędzisz tam świetne cztery lata i wrócisz do Polski, też wyjdziesz na plus. Każdy coś z tego wyjazdu wyniesie.
Marta Witecka: Czy zdarzyło wam się powiedzieć zawodnikowi: „NCAA nie jest dla ciebie, zostań w Polsce”?
Kacper Stokowski, Christian Sztolcman: Zdarzali się zawodnicy, którzy potrzebowali jeszcze trochę czasu w Polsce, żeby podnieść poziom, bo nie było dla nich miejsca na pełne stypendium nawet w Division II. Wtedy czekaliśmy. Zawodnik miał zrobić lepszy sezon, czasem gap year, i wrócić do nas.
Marta Witecka: Największym błędem może być nie sam wyjazd, ale wybór niewłaściwego programu. Jak rozpoznać uczelnię, w której zawodnik będzie tylko kolejnym nazwiskiem na trzydziestoosobowej liście?
Kacper Stokowski, Christian Sztolcman: Z Polski bardzo trudno zrobić to samemu. Trzeba porozmawiać z zawodnikami z drużyny, polecieć, zobaczyć, sprawdzić.
Trenerzy często obiecują na przykład, że uczelnia opłaci loty albo że trener poleci z tobą na mistrzostwa Polski. A potem dzwonię do zawodnika z tej drużyny i pytam, czy trener lata z nim choćby na mistrzostwa Niemiec. I słyszę: „Nic takiego nie ma, nie wiem, co on ci obiecuje, tak nie będzie”.
Trenerzy potrafią kusić obietnicami, dlatego ta weryfikacja jest tak ważna i tak trudna. Jest mnóstwo rzeczy do sprawdzenia, a wszystkie składają się potem na sukces.
Marta Witecka: Co powinno wzbudzić niepokój podczas rozmów z amerykańskim trenerem? Jakie obietnice brzmią świetnie podczas rekrutacji, ale później mogą nie mieć wiele wspólnego z rzeczywistością?
Kacper Stokowski, Christian Sztolcman: Właśnie takie jak te, o których mówiłem. Opłacone loty, wyjazdy na mistrzostwa Polski, trening na 50-metrowym basenie, trener, który poleci z tobą na mistrzostwa świata.
Trener sam ci tego nie zweryfikuje. Musisz mieć kontakt z zawodnikami z drużyny. My w prawie każdej drużynie kogoś znamy, bo to środowisko jest hermetyczne, więc naszym zawodnikom bardzo łatwo takie rzeczy sprawdzić.
Marta Witecka: Co dzieje się, gdy po roku okazuje się, że trener, uczelnia albo system treningowy zupełnie zawodnikowi nie odpowiada? Jak dziś wygląda możliwość zmiany uczelni?
Kacper Stokowski, Christian Sztolcman: To jest bardzo proste. Wchodzi się do transfer portalu. Trenerzy chętnie tam zaglądają, bo często trafiają się dobrzy zawodnicy, którzy po prostu wylądowali w nieodpowiedniej szkole.
Bardzo często są to zawodnicy z zagranicy, którzy nie pracowali z agencją, dali się skusić obietnicom i nie wiedzieli, jak rozmawiać z trenerem przez telefon czy na Zoomie. Podjęcie takiej decyzji z odległości 8 tysięcy kilometrów jest naprawdę trudne.

Polska kontra NCAA
Marta Witecka: Czy waszym zdaniem mamy obecnie do czynienia z wyraźnym wzrostem zainteresowania NCAA wśród najlepszych polskich juniorów? Co mówią wam sami zawodnicy, kiedy pytacie ich, dlaczego chcą wyjechać?
Kacper Stokowski, Christian Sztolcman: Zainteresowanie jest, ale najgorsze jest to, że polscy juniorzy często czekają do ostatniego momentu. Ja wyjeżdżałem latem 2018 roku, a decyzję podjąłem już w 2017. Dzięki temu mogłem dostać najwyższe stypendium. Moje rozmowy trwały ponad rok. Rozmawiałem z pięcioma uczelniami, cztery odwiedziłem. Później, przy transferze, też robiłem to cierpliwie, ale wtedy wiedziałem już, z czym to się je.
Zawodników w Polsce stać na więcej, tylko nie wiedzą, jak się do tego zabrać. Najbardziej dziwi mnie, kiedy ktoś z dużym potencjałem ląduje w przeciętnej szkole. Nasi juniorzy są w stanie pływać w programach z top 10.
Najlepszym przykładem jest Ksawery Masiuk, który jest dziś w jednym z najlepszych programów w Stanach. Wybierał między Cal a Teksasem, czyli między dwiema największymi szkołami. Był najlepszym polskim pływakiem i spokojnie poradziłby sobie sam, ale postanowił, że zrobi research, więc odezwał się do mnie i poprosił o kontakty do zawodników.
Połączyłem go z Hubertem Kósem i Hugo Gonzálezem. Uznał, że prawdę o uczelni usłyszy od ludzi, którzy tam pływają, a nie od trenera. I jak widać, wybrał bardzo dobrze. Pływa w Teksasie, u trenera Michaela Phelpsa.
Marta Witecka: Czego tak naprawdę szukają w USA: lepszego treningu, warunków, wykształcenia, pieniędzy, samodzielności, a może po prostu alternatywy wobec polskiego systemu?
Kacper Stokowski, Christian Sztolcman: Wydaje mi się, że polskie pływanie nie jest dziś w stanie zagwarantować tego, co gwarantują Stany. Dostajesz pełne stypendium. Po czterech latach możesz być olimpijczykiem z dyplomem jednej z najlepszych uczelni na świecie.
Do tego, jeśli jesteś bardzo dobry, możesz zarobić fajne pieniądze. Załóżmy, że po dwóch latach dostajesz NIL deal i zarabiasz 100 tysięcy dolarów. W wieku 24 lat masz naprawdę dobry start, czy chcesz dalej pływać zawodowo, czy zacząć karierę poza basenem.
Polska nie ma jak tego dziś zapewnić i chyba dlatego tylu zawodników, nie tylko z Polski, ale z całej Europy i świata, wyjeżdża do Stanów. Tam pływanie, zwłaszcza w systemie uczelnianym, jest na profesjonalnym poziomie.
Z samego profesjonalnego pływania utrzymuje się mniej niż jeden procent zawodników, a w Stanach przez cztery czy pięć lat możesz sobie bardzo dobrze zbudować i karierę, i życie.
Marta Witecka: Kacper, poznałeś szkolenie w Polsce i na najwyższym poziomie NCAA. Gdybyś miał wskazać największą różnicę pomiędzy tymi systemami – nie w teorii, ale w codziennym życiu zawodnika – co by nią było?
Kacper Stokowski: Na pewno relacja między trenerem a zawodnikiem. Trener ma tam ogromny respekt. Nie ma czegoś takiego jak poważna rozmowa na niecce, na trybunach czy w szatni. Trener zaprasza cię do swojego biura i rozmawiacie za zamkniętymi drzwiami.
Druga rzecz to profesjonalizm. Są pieniądze, więc jest oczekiwanie, że będziesz szybko pływał. Nikt cię nie zmusza do przychodzenia na treningi, ale to trochę tak, jakbyś był na kontrakcie. Przychodzisz i wykonujesz swoją robotę, a twoją robotą jest szybko pływać i się ścigać.
Masz świetny basen, świetne zaplecze i przede wszystkim grupę, która pozwala ci robić to, za co ci płacą. Tego Polska dziś nie zagwarantuje, bo nie mamy grupy ani kadry, w której zawodnicy mogliby się ze sobą ścigać. To według mnie duży problem.
W Stanach nieraz było tak, że po dual meecie robiliśmy jeszcze wspólny trening z drugą drużyną, żeby pościgać się jeszcze raz i wykorzystać rywali na konkretnych dystansach.
Ściganie podniosłoby poziom polskiego pływania. Na razie na polskim podwórku ścigamy się na zawodach, ale na treningach nie.
Marta Witecka: W swojej wiadomości do SwimmPL.com sami zaproponowaliście temat podejścia Polskiego Związku Pływackiego do zawodników studiujących w USA. Jak dzisiaj oceniacie współpracę PZP z polskimi pływakami w NCAA i co konkretnie, waszym zdaniem, powinno wyglądać inaczej?
Kacper Stokowski, Christian Sztolcman: Nie wiem, jak to dokładnie wygląda dziś od środka i czy jest to jakoś uregulowane. Wiem, że topowi zawodnicy mają wsparcie, na przykład odżywki czy fizjoterapię. Przez lata, kiedy ja pływałem w Stanach, czegoś takiego nie było. Po części dlatego, że na uczelni masz to zapewnione. Ale też dlatego, że związek po prostu nie interesował się wtedy zawodnikami za granicą.
Kontakt pojawiał się dopiero, gdy robiłem kwalifikację na główną imprezę międzynarodową. Poza sezonem go nie było i myślę, że mogło to być lepiej poukładane.
Dziś są wyjątki na najwyższym poziomie. Wiem, że trener Kizierowski jest w kontakcie z braćmi Chmielewskimi, z Kasią Wasick i z Ksawerym Masiukiem. Mam nadzieję, że to idzie w dobrym kierunku, bo od czegoś trzeba zacząć. Ale to wciąż nie jest norma, żeby zawodnicy w Stanach byli przez związek monitorowani.
Marta Witecka: Czy kontaktowaliście się z PZP w sprawie waszej działalności albo przedstawialiście Związkowi pomysł współpracy dotyczącej zawodników wyjeżdżających do USA? Jeśli tak – jaka była odpowiedź?
Kacper Stokowski, Christian Sztolcman: Półtora roku temu rozmawiałem z osobami ze związku i było widać, że nie są zadowolone z naszej działalności. Usłyszałem, że chcą budować w Polsce grupę dla studentów, która będzie się rozwijać i zostawać w kraju.
Rozumiem to, ale z perspektywy zawodnika to duże ryzyko. Ten system nie jest jeszcze sprawdzony i nikt nie może mu dziś niczego zagwarantować. Wiem, że UW się stara i że to jest rozwijane, i brawa za to.
Trudno jednak konkurować z systemem, za którym stoją takie pieniądze. Gdzie są pieniądze, tam są wyniki.
Marta Witecka: Czy PZP powinien traktować wyjazdy do NCAA jako problem dla polskiego systemu szkolenia czy jako możliwość uzyskania przez zawodników cztero- lub pięcioletniego, bardzo kosztownego szkolenia finansowanego w dużej mierze przez amerykańskie uczelnie?
Kacper Stokowski, Christian Sztolcman: To powinno być przede wszystkim uporządkowane. Nie rozumiem, dlaczego polscy trenerzy tak rzadko jeżdżą do Stanów, żeby uczyć się od tamtejszych trenerów. Mamy tylu zawodników w świetnych programach, u ludzi, którzy prowadzą potem kadrę narodową USA.
Jestem pewien, że chętnie przyjęliby zawodnika razem z jego polskim trenerem na dwa tygodnie na obóz, żeby ten trener mógł zobaczyć, jak to wygląda, i poszerzyć horyzonty. Nie wiem, czemu związek o tym nie myśli, ale może to jest szansa.
Rzucam więc propozycję. Jeśli w związku nie wiedzą, do kogo się odezwać, chętnie połączę ich z wieloma head coachami. Wiem, że trenerzy będą chętni, bo takie rozmowy już były.
Jeszcze w Karolinie Północnej próbowałem doprowadzić do tego, żeby kilku polskich trenerów do nas przyjechało. Rozbiło się o koszty. Jeśli związek znajdzie na to pieniądze i chęci, ja pomogę.
Marta Witecka: Co dzieje się, gdy kalendarz NCAA zaczyna kolidować ze zgrupowaniami reprezentacji Polski, mistrzostwami Polski albo przygotowaniami kadry? Kto w praktyce ma wtedy większy wpływ na zawodnika – trener uczelniany czy trener reprezentacji?
Kacper Stokowski, Christian Sztolcman: W topowych szkołach trener uczelniany zawsze pójdzie zawodnikowi na rękę, bo zależy mu, żeby jego program wysyłał jak najwięcej olimpijczyków. Oni rozumieją, że cykl olimpijski trwa cztery lata i że trzeba reprezentować kraj na imprezach międzynarodowych.
Ja nie miałem żadnego problemu, żeby zamiast na zawody mid-season polecieć na Słowację i walczyć tam o kwalifikację na mistrzostwa świata w Abu Zabi w 2021 roku.
Dużo zależy od tego, jak zawodnik ułoży sobie relację z trenerem, bo to potem procentuje dla polskiej kadry przez kolejne cztery lata. Dlatego uważam, że związek powinien monitorować najlepszych juniorów, którzy trafiają do topowych uczelni i rokują na karierę seniorską, i zbudować choćby podstawową relację z ich amerykańskimi trenerami.
Marta Witecka: Czy polski system potrafi wykorzystać wiedzę trenerów NCAA prowadzących naszych najlepszych zawodników? Jest pomiędzy nimi a polską kadrą rzeczywista wymiana informacji dotyczących treningu, przygotowania i taperingu?
Kacper Stokowski, Christian Sztolcman: Uważam, że nie ma czegoś takiego jak trenowanie u dwóch trenerów. Jeśli decydujemy się na trening w Stanach, powinien go prowadzić jeden trener.
Trener w Polsce nie widzi zawodnika na co dzień, a wielu rzeczy nie da się zrobić z kartki. To jest psychologia, to jest to, jak zawodnik wygląda danego dnia na danym treningu. Jeśli go nie widzisz, trudno ocenić, kiedy przycisnąć, a kiedy odpuścić.
Dlatego uważam, że przez cztery lata do igrzysk zawodnik powinien trenować w jednym programie, u jednego trenera.

Co dalej?
Marta Witecka: W ostatnich latach do USA wyjeżdża coraz więcej bardzo młodych polskich zawodników. Czy za pięć–dziesięć lat może dojść do sytuacji, w której znaczna część reprezentacji Polski będzie na co dzień szkolona poza Polską?
Kacper Stokowski, Christian Sztolcman: Tak. Na ten moment nie mamy w Polsce grupy, która gwarantowałaby optymalny rozwój wszystkim zawodnikom, we wszystkich stylach i konkurencjach.
Znam przypadek medalistki mistrzostw Europy, która po zakończeniu startów w NCAA szukała grupy treningowej. Związek starał się zapewnić jej jak najlepsze warunki, bo to ich zadanie, ale w Polsce nie udało się ich znaleźć i pojawił się temat wyjazdu za granicę.
Związek trochę sam sobie tu zaprzecza. Mówi o budowaniu czegoś w Polsce, a kiedy nie jest w stanie rozwijać zawodniczki na miejscu, musi wysłać ją za granicę.
Mam nadzieję, że kiedyś Polska też będzie mogła tych zawodników rozwijać, bo były okresy, kiedy polskie pływanie stało bardzo dobrze. Dziś jest trochę gorzej, ale chcę to powiedzieć jasno: to nie jest wina zawodników. Nikomu nie ubliżam. Obiecuję wam, że nasi zawodnicy zawsze robią wszystko, żeby reprezentować Polskę jak najlepiej.
Marta Witecka: Czy można stworzyć model, w którym klub w Polsce, NCAA i reprezentacja nie konkurują o zawodnika, tylko współpracują?
Kacper Stokowski, Christian Sztolcman: Jasne, że można, tylko to wymaga czegoś więcej niż maili. Trener musi jeździć i odwiedzać.
Trenerzy ze Stanów nie mają problemu, żeby przylecieć na mistrzostwa Polski i zgarnąć zawodników.
Dlaczego nasi trenerzy nie mają możliwości albo chęci, żeby polecieć i zobaczyć, jak ich zawodnik funkcjonuje w amerykańskim systemie? Przecież wiedzą, że ten zawodnik i tak przyleci potem na mistrzostwa Polski. Dlaczego trenerzy latają tylko w jedną stronę, a nie w obie? Na to pytanie trzeba sobie odpowiedzieć.
Marta Witecka: Patrząc już nie jako zawodnicy, ale ludzie zajmujący się rekrutacją: czy widzicie w Polsce talenty, które sportowo mogłyby trafić do bardzo mocnych programów NCAA, ale nawet nie próbują, ponieważ nie wiedzą, jak się za to zabrać?
Kacper Stokowski, Christian Sztolcman: Tak. Polska ma bardzo dużo talentów, które zasługują na pływanie w szkołach z top 10, w programach olimpijskich, gdzie mogłyby się rozwijać na tym poziomie. Tylko często nie wiedzą, jak się do tego zabrać. Trenerzy ignorują ich pierwsze maile.
Dlatego tak ważne jest, żeby mieć w swoim narożniku kogoś, kto otworzy drzwi do najlepszych szkół. Tu wchodzimy my. Jesteśmy w stanie zapewnić im szkołę na poziomie olimpijskim. O to w tym wszystkim chodzi, żeby polskie pływanie stawało się coraz lepsze.
Marta Witecka: Jakiego jednego pytania powinien sobie zadać 17-letni pływak, zanim powie rodzicom: „Chcę wyjechać na studia do Stanów”?
Kacper Stokowski, Christian Sztolcman: Czy jestem na to gotowy? Co jest moim celem? Czy chcę pojechać na igrzyska? Ale przede wszystkim: czy jestem w stanie pogodzić pływanie ze szkołą?
W Stanach pływanie będzie priorytetem, ale nauki nie da się ominąć. Jesteś student-athlete, a student zawsze stoi przed athlete.
Drugie pytanie brzmi: czy dam radę być sam, 8 tysięcy kilometrów od domu, i widzieć rodziców raz w roku. Rozłąka to duży problem, zwłaszcza dla jedynaków. Pamiętam, jakie to było ciężkie.
Bardzo pomaga drużyna, nie tylko Amerykanie, ale też zawodnicy z Europy i całego świata, którzy są w tej samej sytuacji. To braterstwo pozwala przetrwać samotne momenty, a przyjaźnie zostają na lata. To są potem twoi bracia i siostry.
Marta Witecka: A jakie jedno pytanie powinien zadać trenerowi NCAA przed podpisaniem commitmentu?
Kacper Stokowski, Christian Sztolcman: Jak doprowadzisz mnie na igrzyska? To jest bardzo ważne pytanie.
I drugie: czy mogę porozmawiać z zawodnikami z twojej drużyny? Najlepiej z tymi z zagranicy.
Trener sam ci swoich obietnic nie zweryfikuje. Jeśli mówi o opłaconych lotach, treningu na 50-metrowym basenie czy wspólnych wyjazdach na mistrzostwa, zapytaj ludzi, którzy tam pływają, czy tak jest naprawdę.
Marta Witecka: I na koniec: gdybyście dziś, z całą wiedzą, którą zdobyliście jako zawodnicy i później w biznesie, jeszcze raz mieli przechodzić rekrutację do NCAA – co zrobilibyście inaczej?
Kacper Stokowski, Christian Sztolcman: Przede wszystkim rozmawiałbym z zawodnikami z danej drużyny i zebrał jak najwięcej opinii o tym, jak tam naprawdę jest. Nie podejmowałbym decyzji pochopnie i nie skreślał żadnej uczelni od razu.
Skorzystałbym też z agencji ze Stanów, która zna trenerów osobiście i mogłaby mnie reprezentować tam, gdzie mnie nie ma. Tego mi zabrakło. Prowadzenie rozmów przez telefon czy maila z odległości 8 tysięcy kilometrów jest trudne.
Nawet w sprawie pracy przed ważną decyzją leci się na spotkanie osobiście. A tutaj mówimy o czterech, pięciu latach życia, i to w tak ważnym wieku jak 18 czy 19 lat.
Dlatego zacznijcie jak najwcześniej. Nie czekajcie do ostatniej klasy, bo wtedy zostaną szkoły, które nie są dla was, z nieodpowiednimi stypendiami. Odzywajcie się do ludzi, którzy to znają.
My jesteśmy w stanie wam w tym wszystkim pomóc !
Marta Witecka: Dziękuję za ciekawą rozmowę 🙂
Kacper Stokowski: Dziękuję również 🙂
Christian Sztolcman: Dziękuję bardzo 🙂















Dodaj komentarz