Marta Witecka
Dziewięć lat treningów w UKS G-8 Bielany, nauka w warszawskim „Kusym”, medale mistrzostw Polski w sztafetach, a teraz studia i pływanie na Florydzie. Maja Bakun spełniła swoje marzenie o wyjeździe do Stanów Zjednoczonych. W St. Thomas University studiuje kryminologię i reprezentuje Bobcats, drużynę rywalizującą w akademickiej organizacji NAIA. Jej dzień zaczyna się przed piątą rano, a w wodzie spędza nawet cztery godziny. W rozmowie z Martą Witecką opowiada o kulisach rekrutacji, stypendium, pierwszych tygodniach treningów w Miami, niezwykłej atmosferze drużyny i trenerze Tomaszu Domżale, któremu zawdzięcza dziewięć lat sportowego rozwoju. Nie ukrywa też, że mimo spełnionego marzenia bardzo tęskni za Warszawą, przyjaciółmi i swoim psem.

Od warszawskich Bielan do Miami
Marta Witecka: Maju, Warszawa została kilka tysięcy kilometrów za Tobą, a dziś jesteś zawodniczką St. Thomas University. Kiedy po raz pierwszy pomyślałaś: „chcę studiować i pływać w Stanach Zjednoczonych”?
Maja Bakun: Studiowanie w Stanach od zawsze było moim marzeniem. Wydaje mi się, że głównie przez ten „American Dream”. Zawsze wiedziałam, że warunki na uczelniach w Polsce i USA są nieporównywalne i że studia w Stanach zapewnią mi dużo lepszą ścieżkę rozwoju niż w Polsce.
Marta Witecka: Jak wyglądała Twoja droga do STU? To uczelnia znalazła Ciebie, Ty znalazłaś uczelnię, czy korzystałaś z pomocy osoby lub firmy zajmującej się rekrutacją sportowców do USA?
Maja Bakun: Korzystałam z agencji NCSA. To amerykańska firma zajmująca się rekrutacją na studia zarówno dla Amerykanów, jak i studentów zagranicznych.
Marta Witecka: Czy St. Thomas University był od początku Twoim pierwszym wyborem, czy rozmawiałaś również z trenerami innych amerykańskich uczelni?
Maja Bakun: Rozmawiałam z kilkoma uczelniami, głównie z drugiej dywizji oraz jedną inną uczelnią w NAIA. Jednak to STU przekonało mnie najbardziej.
Marta Witecka: Co ostatecznie przekonało Cię do STU – trener, program pływacki, warunki treningowe, oferta studiów, stypendium, lokalizacja na Florydzie, a może jeszcze coś innego?
Maja Bakun: Bardzo ważne dla mnie jest podejście trenera do zawodnika. Już podczas pierwszej rozmowy trener Cesar pokazał mi, że widzi we mnie potencjał i jest gotów go ze mnie wydobyć. To trener, który zbudował ten team w niepełne kilka lat zupełnie od zera. Zaczynał z dziewięcioma zawodnikami, a dzisiaj walczy o tytuł mistrza NAIA.
Oczywiście zaoferował mi stypendium, zarówno sportowe, jak i akademickie. Równie ważne było dla mnie to, że na STU mogę trenować pływanie i studiować kierunek, który chciałam wybrać, a na przykład takie połączenie na polskich uczelniach sportowych nie jest możliwe. Fakt, że mogłam wyjechać do ciekawego i ciepłego miejsca, by przeżyć studia w idealnym dla mnie otoczeniu, jest wspaniałym uzupełnieniem.

NAIA, stypendium i kulisy amerykańskiej rekrutacji
Marta Witecka: STU rywalizuje w NAIA, a nie NCAA. Czy przy wyborze uczelni miało dla Ciebie znaczenie, w której organizacji będziesz startowała?
Maja Bakun: Mam przeświadczenie, że czynny udział w zawodach jest bardzo ważnym elementem rozwoju zawodnika. To właśnie regularne starty pozwalają zdobywać doświadczenie, sprawdzać swoje możliwości w rywalizacji i systematycznie podnosić poziom sportowy. Dlatego zależało mi na wyborze uczelni w drugiej dywizji lub NAIA. Jestem świadoma, że moje obecne wyniki mogłyby nie dać mi realnej możliwości regularnego startowania w zawodach na poziomie pierwszej dywizji.
Zależało mi na środowisku, w którym będę mogła jednocześnie studiować wybrany kierunek, trenować na wysokim poziomie i aktywnie uczestniczyć w zawodach. STU w NAIA pod względem poziomu sportowego odpowiada końcówce pierwszej dywizji i czołówce drugiej dywizji, dlatego postrzegam tę uczelnię jako bardzo dobre miejsce do mojego dalszego rozwoju. Daje mi możliwość nie tylko intensywnego treningu, ale przede wszystkim regularnej rywalizacji i zdobywania doświadczenia startowego, które jest dla mnie kluczowym elementem rozwoju jako zawodniczki.
Marta Witecka: Jak od strony formalnej wyglądała rekrutacja? Co musi zrobić polska pływaczka, która chciałaby pójść podobną drogą?
Maja Bakun: Przede wszystkim trzeba uzbroić się w cierpliwość, ponieważ cały proces rekrutacyjny jest dość długi i wymagający. Ja korzystałam z usług agencji, w ramach której miałam przygotowaną swoją „wizytówkę”, dostęp do bazy uczelni i kontaktów do trenerów w USA. Jednocześnie trenerzy mogli zapoznać się z moim profilem sportowym i preferencjami akademickimi oraz skontaktować się ze mną. Dzięki temu miałam możliwość poznawania różnych uczelni i rozmów z trenerami.
Po wyborze uczelni przyszła kolej na przygotowanie dużej liczby dokumentów i dopełnienie różnych formalności. Ważna była również współpraca ze szkołą średnią oraz bezpośredni kontakt z wybraną uczelnią. Rekrutacja zaczyna się zazwyczaj w trzeciej klasie liceum, więc ten proces jest naprawdę długotrwały. W praktyce przez większą część klasy maturalnej rekrutacja była jednym z ważniejszych elementów mojego życia, obok szkoły i treningów.
Nie będę ukrywać, że były momenty, kiedy czułam się przytłoczona i zagubiona, szczególnie wtedy, gdy jednocześnie trzeba było pogodzić szkołę, treningi, zawody i kwestie związane z rekrutacją. Dlatego uważam, że bardzo ważne jest, aby mieć wokół siebie osoby, które potrafią pomóc, uporządkować kolejne kroki i dać wsparcie w trudniejszych momentach. Ja miałam takie osoby i ich pomoc była dla mnie bardzo ważna.
Marta Witecka: Możesz powiedzieć, na jakich zasadach finansowych studiujesz w STU? Czy otrzymałaś stypendium sportowe i w jakim stopniu pokrywa ono koszty studiów oraz pobytu?
Maja Bakun: Otrzymałam zarówno stypendium akademickie, jak i sportowe. Nie chciałabym podawać dokładnej wysokości ani procentu pokrycia czesnego, ponieważ są to informacje objęte poufnością. W ramach czesnego mam zapewnione w zasadzie wszystko: począwszy od wyżywienia, mieszkania, po stroje klubowe, ubezpieczenie czy dostęp do infrastruktury i zaplecza sportowego.

Dziewięć lat w G-8 Bielany. „Gdyby nie trener Tomek, nie byłoby mnie tutaj”
Marta Witecka: Pamiętasz ostatni trening w Polsce przed wyjazdem? Towarzyszyło Ci bardziej podekscytowanie czy świadomość, że kończy się ważny etap Twojego życia?
Maja Bakun: Pamiętam ostatni trening w Polsce, z moim teamem, z którym trenowałam aż dziewięć lat. Był to ostatni trening przed lipcowymi mistrzostwami Polski, na których byłam świadoma, że jest to koniec pewnego etapu oraz początek czegoś zupełnie nowego. Było to bardzo dziwne uczucie, bo przez te lata trenowałam dwa razy dziennie oraz chodziłam do szkoły z tymi samymi osobami. Świadomość, że będę na drugim końcu świata miesiąc później, wydawała się niemal nierealna. Nie będę ukrywać, bardzo tęsknię za moimi przyjaciółmi z Warszawy. To oni byli ogromną częścią mojego życia, zarówno sportowego, jak również szkolnego czy prywatnego.
Marta Witecka: Jesteś wychowanką UKS G-8 Bielany Warszawa. Co z treningu w G-8 zabrałaś ze sobą do Miami?
Maja Bakun: Definitywnie strzałki pod wodą. Trener Tomasz Domżała, którego serdecznie pozdrawiam, cisnął nas ze strzałkami i popierał to argumentem, że w Stanach bardzo zwracają na to uwagę. W G-8 bardzo dużą rolę odgrywają również technika oraz jakość treningu, co jest podstawą także tutaj, w USA. Dzięki takiemu treningowi w Polsce nie odczułam aż tak ogromnego szoku po kilkunastu treningach tutaj.
Marta Witecka: Uczyłaś się również w warszawskim LIX LO Mistrzostwa Sportowego, czyli popularnym „Kusym”. Jak oceniasz z perspektywy czasu połączenie szkoły mistrzostwa sportowego z treningiem pływackim?
Maja Bakun: Według mnie dołączenie do liceum sportowego to najlepsza decyzja, którą może podjąć sportowiec. Treningi idealnie komponują się z lekcjami, dzięki czemu nie ma kilkugodzinnych okienek czy kolizji zajęć z treningami. Nauczyciele również zdają sobie sprawę, że pracują ze sportowcami, przez co są bardziej wyrozumiali. Łączenie sportu ze szkołą to sprawa trudna sama w sobie, dlatego ważne, by wybrać środowisko, które umożliwia jak najlepsze warunki dla student-athletes.
Marta Witecka: Komu z trenerów w Polsce zawdzięczasz najwięcej i czego przede wszystkim Cię nauczyli?
Maja Bakun: Najwięcej zawdzięczam trenerowi Tomaszowi Domżale. To on na dobrą sprawę „nauczył” mnie pływać. Byłam jego zawodniczką dziewięć lat, więc przez ten okres naprawdę bardzo dużo się od niego nauczyłam. Jestem mu bardzo wdzięczna za nauczenie mnie wytrwałości i doprowadzenie do takiego poziomu, że mogłam spełnić swoje marzenie o studiowaniu w Stanach. Tak naprawdę, gdyby nie trener Tomek, nie byłoby mnie tu, gdzie jestem teraz.

Pierwsze treningi w Bobcats. Jakość ważniejsza od kilometrów
Marta Witecka: Pamiętasz swój pierwszy trening w Bobcats? Co było największym zaskoczeniem?
Maja Bakun: Nie byłam zbytnio zaskoczona, może też dlatego, że pierwsze treningi nigdy nie są zbyt wymagające. Na początku pre-season, czyli okresu wprowadzającego w sezon, skupialiśmy się na doskonaleniu techniki każdego stylu, przechodząc do takich elementów jak nawroty, strzałki czy pozycja ciała w wodzie. Bardzo mi się podoba, że na każdym treningu jest kilku trenerów, dzięki czemu jesteśmy zaopiekowani, a trenerzy zwracają nam uwagę na technikę czy inne aspekty treningu. Dopiero niedawno zaczęliśmy ciężkie treningi i powiem szczerze, było naprawdę ciężko.
Marta Witecka: Jak bardzo różni się przeciętny trening w STU od tego, który znałaś z Polski – pod względem objętości, intensywności i sposobu prowadzenia zajęć?
Maja Bakun: Tak jak wspomniałam wcześniej, w G-8 skupialiśmy się bardziej na jakości treningu niż na objętości. Zbędne naliczanie kilometrów mija się z celem, a odzwierciedlenie tego podejścia odnajduję również w Stanach. Dla mnie jako sprinterki wychodzi to na plus, gdyż faktycznie mogę skupić się na poprawianiu elementów, które są dla mnie przydatne.
Marta Witecka: Ile razy w tygodniu wchodzicie do wody, ile macie treningów siłowych i jak wygląda Twój typowy dzień od pobudki do wieczora?
Maja Bakun: Treningi w wodzie zazwyczaj są dwa razy dziennie, siłownia trzy razy w tygodniu, a w sobotę pływamy dwie godziny. Mój typowy dzień zaczyna się już o 4:50 pobudką na trening. O 5:45 jestem na płycie, a do wody wchodzimy o 6:00 i pływamy do około 8:00. Po treningach wracamy na kampus, jemy śniadanie i szykujemy się na zajęcia. Moje zajęcia trwają od około 9:00 do 12:00–13:00, w zależności od dnia. Po zajęciach szybki lunch i drugi trening. Po drugim treningu w wodzie wracam na kampus i albo się uczę, albo ogarniam inne bieżące rzeczy, a w najlepszym przypadku odpoczywam. Jeśli mamy danego dnia siłownię, to oczywiście mamy tego czasu mniej. Każdy trening tutaj bardzo mi się podoba, chociażby ze względu na pozytywne podejście ludzi z drużyny, którzy ułatwiają wymagające treningi. Po siłowni idziemy prosto na kolację i mamy czas dla siebie, w tym na naukę.
Marta Witecka: Czy w USA spotkałaś elementy treningu, których wcześniej w Polsce praktycznie nie wykonywałaś?
Maja Bakun: Bardzo ważną częścią treningu jest regeneracja. Tutaj mam na miejscu fizjoterapeutę oraz odnowę biologiczną, z której mogę skorzystać, kiedy tylko mam taką potrzebę. W Polsce nie miałam takich możliwości, dlatego jest to bardzo korzystna zmiana. Jeśli chodzi o sam trening, w STU skupiamy się również na psychice i przygotowaniu mentalnym w pływaniu. Robimy wizualizacje i sami szukamy odpowiedzi na niewiadome, nikt nie daje nam ich na tacy. Team spirit jest tu na każdym kroku. Rozgrzewki robimy wszyscy razem w kółku, a gdy pozwala czas, razem się rozciągamy.
Marta Witecka: A jest coś odwrotnego – coś, co robiłaś regularnie w Polsce, a czego w amerykańskim treningu jest zdecydowanie mniej?
Maja Bakun: Na ten moment ciężko mi powiedzieć, bo trenujemy dopiero trzeci tydzień. Jak na razie nie odczuwam braku jakiejś konkretnej czynności. Jedyne, czego mi naprawdę brakuje, to moich dziewczyn na torze.

Sprinty, jardy i cel: mistrzostwa NAIA
Marta Witecka: STU przedstawia Cię jako zawodniczkę stylu dowolnego. Na jakich dystansach trenerzy widzą Cię przede wszystkim?
Maja Bakun: Zdecydowanie sprinty kraulem: 50, 100 i 200.
Marta Witecka: W Polsce startowałaś na bardzo różnych dystansach – od sprintu po 400 m dowolnym, pojawiały się również inne style. Czy ta wszechstronność pomaga Ci teraz w USA?
Maja Bakun: 400 m dowolnym traktowałam jako taki zapychacz. Nie czułam się dobrze na dłuższych dystansach. Dzięki silnej formie, którą wypracowałam na sprinterskich dystansach w Polsce, łatwo mi się ukierunkować na jedną specjalizację.
Marta Witecka: Twoje rekordy życiowe pozostawiają jeszcze sporo miejsca na progres. Czy właśnie możliwość wykonania dużego sportowego skoku była jednym z powodów wyjazdu do Stanów?
Maja Bakun: Tak, możliwość dalszego rozwoju sportowego była jednym z powodów, dla których zdecydowałam się na wyjazd do Stanów. Czułam, że potrzebuję zmiany otoczenia i nowych bodźców. Wierzę, że wyjście ze swojej strefy komfortu i znalezienie się w nowym środowisku może otworzyć nowe możliwości i pomóc zrobić kolejny krok w rozwoju. O studiowaniu w Stanach myślałam właściwie od dziecka, a z każdym rokiem ta decyzja stawała się coraz bardziej świadoma i pewna. Teraz jestem przede wszystkim ciekawa, dokąd zaprowadzi mnie ta zmiana i jak wpłynie na mój dalszy rozwój – zarówno sportowy, jak i osobisty.
Marta Witecka: Jest jakiś wynik, który szczególnie chciałabyś zobaczyć przy swoim nazwisku po pierwszym sezonie w STU?
Maja Bakun: Na ten moment moim głównym celem jest powrót do formy sprzed kontuzji. Nie mam konkretnych oczekiwań co do czasów, bo po prostu nie znam się jeszcze na jardach. Pracuję na to, by zakwalifikować się na NAIA National Championships.
Marta Witecka: Większość amerykańskiego sezonu będziesz pływała na 25 jardach. Jak wygląda Twoje pierwsze zderzenie z jardami, większą liczbą nawrotów i znacznie większym znaczeniem pracy pod wodą?
Maja Bakun: Cieszę się, że w Warszawie robiłam te strzałki, bo naprawdę odgrywają tu wielką rolę. Jeśli mam być szczera, nie czuję zbyt dużej różnicy między basenem 25-metrowym a jardowym, chociaż pewnie odczuję ją, gdy wrócę do Polski na zawody.

„Ubuntu – jestem, ponieważ jesteśmy”. Drużyna ponad jednostką
Marta Witecka: W amerykańskim pływaniu akademickim ogromną rolę odgrywa drużyna. Czujesz już różnicę między podejściem „płynę dla siebie” a „zdobywam punkty dla Bobcats”?
Maja Bakun: Bardzo odczuwam różnicę. Faktycznie czuć ten amerykański team spirit. Każdego roku trener Caesar, nasz główny trener, wybiera słowo lub motto na dany rok. W tym roku jest to pochodzące z afrykańskiej filozofii „Ubuntu” – „I am because we are”, czyli „Jestem, ponieważ jesteśmy”. Polega to na stawianiu wspólnoty ponad jednostkę, głębokim szacunku oraz pojednaniu.
Marta Witecka: Nie jesteś w STU jedyną Polką. Jest tam już Pola Michalska, wychowanka MUKP Warszawianka-Wodny Park. Jak ważna była jej obecność podczas Twoich pierwszych dni na Florydzie?
Maja Bakun: Szczerze mówiąc, rozmawianie po angielsku 24/7 bywa męczące. Za każdym razem, gdy widzę Polę na kampusie, jestem mega szczęśliwa, że mogę chwilę porozmawiać po polsku. Na treningach, gdy coś nie jest dla mnie jasne, pytam Polę i wszystko mi tłumaczy, dlatego też mam wsparcie zawsze na wyciągnięcie ręki.
Marta Witecka: Znałyście się z Polą wcześniej z polskich pływalni? Jak to jest spotkać się później kilka tysięcy kilometrów od Warszawy w jednej drużynie?
Maja Bakun: Tak, był nawet okres, w którym pływałyśmy razem w G-8. Gdy Pola zmieniła klub, rozmawiałyśmy często na zawodach, więc dobrze jest mieć znajomą tu na miejscu, z dala od domu.
Marta Witecka: Jak przyjęła Cię drużyna? Czy rzeczywiście istnieje ta słynna amerykańska „team culture”, o której tak często opowiadają polscy zawodnicy studiujący w USA?
Maja Bakun: Drużyna przyjęła mnie wspaniale. Trafiłam na taką grupę, która jest po prostu bardzo miła i wspierająca. Każdy może tu na sobie polegać. Naprawdę doceniam, jak starsi zawodnicy bardzo starają się poznać nas, pierwszaków, i nie wykluczają nas na co dzień. Bardzo dobrze się z nimi czuję.
Marta Witecka: Jak wygląda współpraca ze sztabem? Macie na co dzień dostęp do fizjoterapeuty, przygotowania motorycznego, odnowy biologicznej, dietetyka czy innych specjalistów?
Maja Bakun: Mamy bardzo obszerną kadrę trenerską, bo aż dziewięciu trenerów. Dzięki temu na każdym treningu są w stanie poprawiać jak najwięcej osób, zwracać uwagę na technikę, czyli po prostu zadbać o nas. Tak jak wspominałam, mamy na miejscu fizjoterapeutę oraz odnowę biologiczną, z której możemy korzystać, kiedy tylko mamy taką potrzebę.

Kryminologia, życie na Florydzie i tęsknota za domem
Marta Witecka: Co studiujesz w St. Thomas University i czy już przekonałaś się, jak w praktyce wygląda łączenie zajęć akademickich z dwoma treningami dziennie?
Maja Bakun: Studiuję kryminologię. Plan treningowy jest tak dopasowany do zajęć, że wszystko udaje mi się pogodzić, aby nie mieć żadnych zaległości. Co prawda wykład po treningu o szóstej rano nie jest najprzyjemniejszy, ale zdążyłam do tego przywyknąć po paru latach takiego trybu w Polsce.
Marta Witecka: Miami i Warszawa to dwa zupełnie różne światy. Za czym z Polski tęsknisz najbardziej, a co na Florydzie spodobało Ci się od pierwszych dni?
Maja Bakun: Z Polski zdecydowanie najbardziej tęsknię za moimi ludźmi. Za rodziną i przyjaciółmi, domowym i znajomym otoczeniem. Strasznie też tęsknię za moim pieskiem i za każdym razem, jak rozmawiam z mamą i mi go pokazuje, zaczynam płakać. Tu od razu najbardziej spodobała mi się pogoda. Chociaż zaskakuje deszczem oraz burzami, to słońce jednak nadrabia. Chciałam pojechać w takie ciepłe miejsce, więc bardzo się cieszę, że dostałam ofertę z uczelni w tym regionie.

„Próbuj. To życiowa szansa”
Marta Witecka: Wyobraź sobie, że dzisiaj pisze do Ciebie 16- lub 17-letnia polska pływaczka i pyta: „Maja, warto próbować dostać się na uczelnię w USA?”. Co jej odpowiesz i przed czym ją przestrzeżesz?
Maja Bakun: Próbuj. Uważam, że to życiowa szansa, która nie trafia się każdemu. Żeby to zrozumieć, trzeba po prostu tego spróbować. Jeśli się nie spodoba, można zawsze przecież wrócić. Na razie nie spotkałam się z żadną nieprzyjemnością, więc nie mam przed czym przestrzegać. Jedyne, co mogę powiedzieć, to: na spokojnie podejdź do procesu rekrutacji i na pewno wszystko pójdzie po twojej myśli.
Marta Witecka: Gdy spotkamy się ponownie za cztery lata, po zakończeniu Twojej przygody ze St. Thomas University, co musiałoby się wydarzyć, żebyś mogła powiedzieć: „Wyjazd do Stanów był jedną z najlepszych decyzji w moim życiu”?
Maja Bakun: Po tych czterech latach chciałabym zostać w Stanach i zrobić tutaj magisterkę, a po drodze osiągnąć jak najlepsze wyniki w pływaniu. Ale przede wszystkim chciałabym, żeby ten wyjazd dał mi coś więcej niż tylko sukcesy w nauce i sporcie. Zależy mi na tym, żeby poznać wartościowych ludzi, zbudować przyjaźnie na całe życie i dobrze wykorzystać ten czas na poznawanie siebie i budowanie swojej przyszłości.
Marta Witecka: Maju, czego chcesz sobie udowodnić w Ameryce – jako pływaczka i jako młoda osoba, która zdecydowała się zostawić dotychczasowe życie w Polsce i zacząć wszystko od nowa?
Maja Bakun: Chcę sobie udowodnić, że jestem w stanie osiągnąć to, co sobie założę – zarówno w sporcie, jak i w życiu. Decyzja o wyjeździe do Stanów była dla mnie dużym krokiem i wyjściem poza to, co dobrze znałam, dlatego chcę jak najlepiej wykorzystać tę szansę. Osiąganie wyznaczonych celów i ciągłe dążenie do rozwoju są dla mnie bardzo ważne. Nie wiem jeszcze, dokąd dokładnie zaprowadzi mnie ta droga, ale chcę mieć poczucie, że zrobiłam wszystko, co mogłam, żeby osiągnąć swoje cele.
Marta Witecka: Dziękuję bardzo za rozmowę i spełnienia Twojego “American Dream” 🙂
Maja Bakun: Dziękuję bardzo 🙂
Zdjęcia: Maja Bakun













Dodaj komentarz