Rozmowa z Tomaszem Gajdą, tatą pływaka MKS „Trójka” Łódź – Janem Gajdą, debiutującym na seniorskich Mistrzostwach Europy w Lublinie
Redakcja: Kiedy po raz pierwszy pomyślał Pan: „Ten chłopak urodził się do pływania”?
Tomasz Gajda: To było mniej więcej na początku 2. klasy podstawówki kiedy Janek złapał dość szybko synchronizacje do motyla i widać było że zajęcia na basenie bardzo go „kręcą”, a potem widziałem szczęście w jego oczach po pierwszym starcie na 200 koniem w wieku 11 lat.
Redakcja: Czy Jan sam wybrał basen, czy to raczej „rodzinne przeznaczenie”?
Tomasz Gajda: Historia zaczęła się jak Janek miał 4 lata kiedy panicznie bał wejścia do spokojnego morza będąc u taty na rękach. Wtedy z żoną podjęliśmy decyzję o zaprowadzeniu Janka na basen, celem „oswojenia” go z wodą. Po 2 latach uczęszczania, jego „pierwszy trener”, Arkadiusz Mik postawił diagnozę, że powinniśmy zapisać Janka do klasy sportowej z basenem bo ma ponad przeciętne „czucie wody”. Tak się zaczęło pływanie na poważnie w SKS 137 Delfin – Łódź.
Redakcja: Jak wygląda poranek taty pływaka — bardziej kawa, czy bardziej logistyka?
Tomasz Gajda: To raczej mama Janka ogarniała poranną logistykę na początku, bo tata pracował poza domem, choć jak tata przyjeżdżał do domu to tata się tym zajmował. Potem, od około 6-7 klasy, Janek sam się ogarniał, a my jako rodzice tylko upewnialiśmy się że się obudził i co najważniejsze że wstał. Mało tego, bywało że to Janek robił mamie kawę 😁.
W późniejszych latach, gdy Janek dostawał „zakaz” przyjeżdżania na rowerze na trening na 1-2 tygodnie przed ważnymi zawodami, to albo mama albo tata odwoził – w zależności kto był dostępny.
Redakcja: Co według Pana najbardziej wciągnęło Jana w sport na poważnie?
Tomasz Gajda: Trudno powiedzieć, ale na pewno obaj trenerzy z Delfina Łódź (Jacek Łukomski w klasach 1-3 i Piotr Kapczyński 4-8) którzy trenowali Janka wtedy mieli duży wpływ na to jak Janek zaczął w pewnym momencie postrzegać pływanie jako sport i zaczął poważniej podchodzić do treningów i zawodów, np w kontekście pracy na treningach czy nie-jedzenia słodyczy.

Redakcja: Czy pamięta Pan jego pierwsze zawody — jak bardzo trzymał Pan kciuki?
Tomasz Gajda: Jego pierwsze zawody (14.4.2014), poza macierzystym klubem, to były zawody o puchar dyr. SP 149 w Łodzi na basenie UKS SP 149 w Łodzi. Popłynął wtedy 0:30,55 na 25m dow i 0:30,19 na 25m grzb 😁. Natomiast pierwsze zawody, które pamiętam jako kibic z trybun to Mistrzostwa klas II z Aleksandrowa Łódzkiego (20.11.2014).
Redakcja: Jak radził sobie Pan z emocjami, gdy Jan jako mały chłopak startował pierwszy raz?
Tomasz Gajda: Janek zawsze miał mocną psychikę, nie było po nim widać zdenerwowania przed startem, więc wewnętrznie jakoś byłem zawsze spokojny. Oczywiście każdy rodzic przeżywał czy poradzi sobie choćby ze skokiem, z dopłynięciem do końca, czy nie zgubi się w szatni czy spodenki będzie miał dobrze zawiązane.
Redakcja: Co największą przyjemność sprawia Panu w byciu tatą sportowca?
Tomasz Gajda: Są dwa takie momenty. Gdy rozmawiamy o jego teraźniejszych treningach to czasami omawiamy jakieś detale z treningu czy z zawodów, szczególnie gdy coś pójdzie nie tak jak się spodziewał. A drugim jest to, jak chyba każdemu rodzicowi, że znajomi i nie znajomi gratulują sukcesów i doceniają klasę sportowca. Czasami gratulacje spływają od osób po których się totalnie nie spodziewam żadnej interakcji, a jednak potrafią docenić kunszt i osiągnięte wyniki Janka.
Redakcja: A co by powiedział Pan, że jest największym wyzwaniem?
Tomasz Gajda: Chyba największym wyzwaniem dla rodzica jest nie naciskanie na dziecko aby chodziło na basen czy na osiągane wyniki sportowe. Trener jest od „zwracania uwagi” na błędy w czasie treningu i zawodów. To tylko trener powinien uwypuklać błędy, a rodzic zawsze powinien być od wspierania i przytulania. Zawsze chciało by się jak najlepiej dla dziecka i chyba wtedy włączają się mechanizmy ciągłego poprawiania czy zwracania uwagi że coś jest nie tak. Wyzbycie się tej chęci, w zakresie hobby (jakie by nie było) dziecka to chyba najtrudniejsza rzecz. Trzeba zachęcać a nie zmuszać.
Redakcja: Czy Jan ma jakieś swoje dziwne rytuały przed startem?
Tomasz Gajda: Tak, ma i uczestniczą w nim nie tylko rodzice, także dziadkowie… czasami zdalnie, ale rytuał musi się odbyć. Detale pozostaną w ukryciu.
Redakcja: Gdyby mógł Pan wybrać jeden styl pływacki, żeby oglądać go bez końca — który by to był?
Tomasz Gajda: Motyl.

Redakcja: A który styl wygląda dla Pana jak „sportowe tortury”?
Tomasz Gajda: To zależy kogo się ogląda, niektórzy mają naturalną lekkość na 200m koniem czy nawet na 400m koniem jak czasami wpadnie im do głowy pomysł żeby tak płynąć na zawodach 😬 , a dla niektórych jest torturą nawet 100m motylkiem. Moim zdaniem największe wyzwanie taktycznie i wytrzymałościowe stanowi 400m zm.
Redakcja: Co Jan najchętniej je po ciężkim treningu — bardziej makaron czy „cokolwiek i dużo”?
Tomasz Gajda: Zdecydowanie cokolwiek i dużo. Był taki moment że duża pizza 42cm wchodziła na raz i po godzinie Janek rozglądał się co by tu jeszcze zjeść… skanowanie zawartości lodówki co 30 minut to norma, nawet teraz.
Redakcja: Czy zdarza się, że nawet na wakacjach lądujecie… na basenie?
Tomasz Gajda: Absolutnie nie… Janek nawet dostawał od rodziców pozwolenie na nie branie prysznica w okresie letniej przerwy w sierpniu ze względu na ból jaki sprawiał mu dotyk wody po sezonie… haha.
Redakcja: Jaki jest Pana sposób na opanowanie stresu podczas ważnych zawodów?
Tomasz Gajda: Jak wcześniej wspomniałem, Janek zawsze miał psychicznie mocną głowę, więc wewnętrznie jakoś byłem i jestem zawsze spokojny. Mam też świadomość jak Janek podchodzi do treningów, jak pracuje więc to dodaje spokoju także. Oczywiście to tylko sport i nawet mając teoretycznie pewne miejsce na podium czy życiówkę lepszą od minimum jest stres czy wszystko pójdzie zgodnie z planem – dyskwalifikacja za falstart zawsze może się przytrafić albo nie trafienie w ścianę nawrotową, jak ostatnio się to przydarzyło na zawodach we Wrocławiu jednemu z topowych zawodników w grzbiecie.
Redakcja: Czy jest jakaś piosenka, która powinna być „hymnem” Jana?
Tomasz Gajda: Niekoniecznie nawał bym hymnem, ale ma taki jeden utwór, który szczególnie go motywuje: 33 Max Verstappen (Carte Blanq, Maxx Power, Nils van Zandt).
Redakcja: Co według Pana najbardziej zmieniło w nim pływanie na przestrzeni lat?
Tomasz Gajda: Trochę wcześniej wspomniałem, od około 6-7 klasy podstawówki zaobserwowaliśmy z żoną zwiększoną uważność na detale w jego hobby. A także odpowiedzialność i świadomość jak np. jedzenie (co i kiedy) ma wpływ na trening, a przede wszystkim na zawody. Pamiętam historie że sam znalazł, w markecie, zamiennik popularnych knoppersów na takie które nie miały w składzie oleju palmowego. W starszym wieku było to „planowanie do przodu” – np. żeby połączyć naukę w liceum z wyjazdami na obozy, żeby nie zawalić frekwencji i ocen lub zaplanowanie egzaminu na prawo jazdy w trakcie obozu pływackiego.
Redakcja: Jak reaguje Pan, kiedy Jan wraca i mówi: „Dzisiaj było ostro”?
Tomasz Gajda: Janek tak nie mówi… czasami mówi, że trening był ciężki i to po nim widać, ale generalnie nie ma problemu z motywacją na następny ciężki trening, więc jako rodzice nigdy nie musieliśmy go dodatkowo motywować. Czasami po prostu opowiadał co było ciężkiego na treningu, które zadanie sprawiło mu trudność.

Redakcja: Czy często rozmawiacie o sporcie w domu, czy raczej Jan przerzuca się wtedy na inne tematy?
Tomasz Gajda: Gdy Janek odwiedza tatę, często ponad 50% czasu to rozmowa o pływaniu, analiza splitów, nawrotów, sztafet Klubowych, technik treningowych, odżywek, wyjazdów na obozy kadrowe. Janek żyje pływaniem poza basenem także. Ostatnim czasem gorącym tematem był oczywiście wybór uczelni w USA i podpisanie umowy. Inne tematy również się pojawiają, życie prywatne z kim i gdzie się spotyka, czy choćby w zeszłym roku szkolnym przygotowanie do matury, latem kurs i egzamin na prawo jazdy etc.. Tata też pływa więc ostatnio są porady trenerskie do klasyka, haha.
Redakcja: Jak opisałby Pan jego charakter jako zawodnika?
Tomasz Gajda: Otwarty na nowe techniki treningowe, chłonie wiedze od starszych doświadczeniem (zawodników i trenerów). Skupiony na celach krótko terminowych, ale ma świadomość że cele długoterminowe są w jego zasięgu.
Redakcja: A jak jako syna?
Tomasz Gajda: Wrażliwy, empatyczny. Umie „czytać ludzi”, chyba widzi więcej niż inni. Osobiście zawsze mnie dziwiło jak szybko potrafi rozpoznać i opisać nowopoznaną osobę, gdzie potem po dłuższym czasie prawie wszystko się potwierdzało. Jest lojalny. Ma dystans do siebie. Nie ma osób bez wad, gdzie chyba jego największą jest całkowite roztrzepanie i związane z tym zapominanie o ważnych rzeczach do zrobienia czy wykonaniu ważnego telefonu. Mama z tata muszą czasami przypominać.
Redakcja: Czy ma Pan jakieś wspomnienie z pływackiej drogi Jana, które zawsze wywołuje uśmiech?
Tomasz Gajda: Mniej więcej jak miał 12 lat zrozumiałem że nie mogę się już więcej ścigać z Jankiem na basenie w ramach wspólnych wyjść, bo zawsze już będę oglądał jego stopy.
Redakcja: Gdyby Jan nie pływał, jaki inny sport mógłby uprawiać — Pana zdaniem?
Tomasz Gajda: Jeśli miałby to być sport związany z wodą to prawdopodobnie skoki. Natomiast sport niezwiązany z wodą to mogło by to być kolarstwo – przez 4 lata nauki w liceum jeździł z domu na poranny trening, potem do liceum i z powrotem na popołudniową sesję na rowerze – łącznie czasami nawet 13-14 km dziennie. Jeździł również zimą, chyba że było zimniej jak minus 10. W wakacje potrafił zrobić jednego dnia ponad 100km. A drugim sportem mogłyby być gokarty – ponoć nieźle mu idzie jak na totalnego amatora – wybiera prawie idealną ścieżkę na torze. No i jeszcze jest snowboard, ale o tym wspominać nie będę 😊.
Redakcja: Co najbardziej lubi Pan w atmosferze zawodów?
Tomasz Gajda: Emocje w czasie startu i możliwość rozmowy z rodzicami czy trenerami innych zawodników.
Redakcja: Ile ręczników jest według Pana w Waszym domu — „normalna ilość” czy „hurtownia”?
Tomasz Gajda: Była chyba trochę zawyżona ilość bo i tata pływał, a czasami mama też się wybrała na basen – choć nie pływa. I to pomimo że Janek często zapominał ręcznika na basen i stosował technikę przeczekania żeby wyschnąć… haha – na pewno zapach chloru unosi się w mieszkaniu dość intensywnie.

Redakcja: Największy „tata-kibic moment”, z którego się Pan śmieje po czasie?
Tomasz Gajda: Nie wiem jak to się stało, ale na jednych z pierwszych zawodów Janka na basenie 10 torowym nie mogłem zrozumieć jak to jest że jest 10 torów, a maksymalny numer na słupku jest 9… 🤦♂️i gdzie nasz Janek będzie płynął…
Redakcja: Jakie cechy charakteru pomagają Janowi w sporcie?
Tomasz Gajda: Jest bardzo skoncentrowany na osiągnięcie założonego celu (miesięcznego czy rocznego). Uparty, w pozytywnym znaczeniu, w dążeniu do celu. Jeśli jakaś jednostka treningowa jest wyjątkowo mecząca, czy to fizycznie czy psychicznie, to wie że pomoże mu to osiągnąć cel i po prostu kontynuuje.
Redakcja: Czego Pan mu najbardziej życzy na dalszą sportową drogę?
Tomasz Gajda: Wytrwałości i spokoju.
Redakcja: Jak wygląda idealny dzień „bez pływania” w Waszej rodzinie?
Tomasz Gajda: Od jakiegoś czasu nie mieszkamy razem, a że Janek zdał już maturę więc jego tydzień wygląda już inaczej – rano i po południu trening, w międzyczasie praca, a w weekendy spotkania z sympatią, znajomymi lub tatą/rodziną.
Redakcja: Jakie jedno zdanie powiedziałby Pan dziś swojemu 8-letniemu synowi, zaczynającemu przygodę z basenem?
Tomasz Gajda: Dokładnie to samo co wtedy jako rodzice robiliśmy: zachęcałbym go do opowiedzenia „jak było”… co fajnego/nowego robili na zajęciach. Tak żeby żył pływaniem, sportem, swoim hobby nie tylko w trakcie zajęć, ale też po zajęciach i czekał z niecierpliwością na następne.
Redakcja: Dziękuję za rozmowę !
Tomasz Gajda: dziękuje również!
Nam nie pozostaje nic innego, jak od wtorku 2. grudnia trzymać bardzo mocno kciuki za start Janka i całej naszej biało-czerwonej ekipy na Mistrzostwach Europy w Lublinie !!!!
Zdjęcia: z rodzinnego albumu

















Leave a Reply