Advertisement

„Jeśli chodzi o oczekiwania otoczenia, staram się ich słuchać, ale jednocześnie zachować własne granice i nie brać na siebie więcej, niż jestem w stanie udźwignąć …”

Podziel się tym:

Rozmowa z 17-letnią Varvarą Hlushchenko (UKS G-8 Bielany), Mistrzynią Polski na 50 m stylem grzbietowym w kategorii Open zakończonych niedawno w Szczecinie MP

Dotychczasowa kariera

Redakcja: Kiedy i gdzie zaczęłaś pływać – i jaki był moment, w którym poczułaś: „to będzie na serio”?

Varvara Hlushchenko: Zaczęłam pływać w wieku 5 lat, w dość małym mieście Rivne na Ukrainie. Od samego początku traktowałam pływanie poważnie i chciałam czegoś więcej niż po prostu pływać, co może potwierdzić moja pierwsza trenerka która powiedziała że mam do tego talent i w przyszłości mogę osiągnąć naprawdę niesamowite rezultaty.

Redakcja: Dlaczego właśnie grzbiet? Co Cię w tym stylu najbardziej „kręci” technicznie i mentalnie?

Varvara Hlushchenko: Grzbiet wybrałam, bo od dziecka czułam się w nim naturalnie. Technicznie najbardziej podoba mi się to, że wymaga koordynacji rąk i nóg, a każdy ruch ma znaczenie. Mentalnie kręci mnie to, że grzbiet to trochę samotny styl ponieważ nie widzisz konkurentów przed sobą wszystko zależy od własnego rytmu i koncentracji.

Redakcja: Jak opisałabyś swój styl pływania w trzech słowach (np. „cierpliwa”, „agresywna”, „techniczna”) – i czemu akurat te?

Varvara Hlushchenko: Gdybym miała opisać swój styl w trzech słowach powiedziałabym: techniczna, wytrzymała, skupiona. Techniczna, bo w pływaniu detale mają ogromne znaczenie. Wytrzymała, bo potrafię utrzymać tempo nawet w najtrudniejszych momentach. Skupiona, bo podczas wyścigu liczy się całkowite zaangażowanie i skupienie.

Redakcja: Który start z poprzednich sezonów uważasz za przełomowy dla Twojej kariery i dlaczego?

Varvara Hlushchenko: Wiem doskonale który to był start i chyba po nim zaczął się nowy etap w mojej karierze, to była 50 grzbiet na letnich mistrzostwach polskich 16-tków kiedy sama tego nie oczekując pobiłam od razu trzy rocznikowe rekordy i przekroczyłam granicę 800 punktów fina.

Redakcja: Jak wyglądała Twoja droga do poziomu kadrowego: co było najtrudniejsze do przeskoczenia?

Varvara Hlushchenko: Droga do poziomu kadrowego była pełna wyzwań. Najtrudniejsze było chyba pogodzenie codziennych treningów z nauką i życiem prywatnym, czasem wydawało się, że wszystko dzieje się równocześnie i nie da się tego ogarnąć. Chce też podziękować rodzicom za ich zaangażowanie i codzienne wsparcie. Technicznie też były momenty, kiedy trzeba było naprawdę przełamać swoje ograniczenia poprawić techniczne elementy, które wcześniej sprawiały problemy. Ale każdy trudny etap czegoś uczył, i ostatecznie to właśnie dzięki temu udało mi się osiągnąć poziom kadrowy.

Redakcja: Jaką rolę w Twoim rozwoju odegrał UKS G-8 Bielany – ludzie, środowisko, atmosfera?

Varvara Hlushchenko: UKS G-8 Bielany odegrał ogromną rolę w moim rozwoju. To miejsce, w którym spotkałam ludzi pełnych pasji oraz trenerów, którzy zawsze wierzyli w moje możliwości zwłaszcza mój trener Tomasz Domżała. Atmosfera w klubie jest niesamowicie wspierająca czułam, że każdy sukces, ale też każda porażka, jest dzielona razem. To środowisko nauczyło mnie dyscypliny, i pracy zespołowej, a jednocześnie sprawiło, że pływanie stało się prawdziwą przyjemnością.

Redakcja: Co w Twoich treningach zmieniło się najbardziej na przestrzeni ostatnich 2–3 lat?

Varvara Hlushchenko: Na przestrzeni ostatnich 2–3 lat moje treningi bardzo się zmieniły. Coraz większy nacisk kładziemy na szczegóły techniczne, starty, nawroty i pracę pod wodą. Treningi stały się też bardziej  dopasowane do moich mocnych stron i słabości, a ja muszę być jeszcze bardziej świadoma i skupiona nad tym co robię. Poza tym zmieniło się moje podejście mentalne teraz każdy trening traktuję jak krok do celu, a nie tylko obowiązek.

Redakcja: Nad jakim elementem grzbietu pracujesz najwięcej: start, podwodna faza, nawrót, tempo, finisz?

Varvara Hlushchenko: Najwięcej pracuję nas fazą podwodną i startami.W grzbiecie te elementy decydują o tym, jak dobrze ustawiam się na początku wyścigu i ile przewagi mogę zdobyć od razu. Pracując nad tym regularnie, czuję, że w przyszłości mogę naprawdę wykorzystać to jako duży plus w każdym wyścigu.

Redakcja: Jak reagujesz, kiedy coś „nie żre” na treningu – co robisz, żeby wrócić na dobre tory?

Varvara Hlushchenko: Myślę że na to pytanie wam może odpowiedzieć mój trener Tomasz Domżała ale tak na serio to staram się nie panikować i traktować to jako normalną część rozwoju.

Redakcja: Masz pływacki wzór (z Polski lub świata)? Co konkretnie od tej osoby podpatrujesz?

Varvara Hlushchenko: Nie będę ukrywać że mam swoich idolów w pływaniu i to dużo, bardzo mnie inspirują do pracy, nie będę wszystkich przeliczać bo trochę to zajmie ale mogę wydzielić jedną osobę to Sara Curtis podziwiałam u niej szybkość w sprintach. jak potrafi łączyć moc z perfekcyjną techniką. Śledząc jej starty widzę, jak ważna jest praca nad każdym elementem od startu do finiszu, co jeszcze mnie inspiruje, to jest mentalna odporność mimo młodego wieku regularnie rywalizuje na najwyższym poziomie.

Sukcesy i porażki w ostatnim roku

Redakcja: Gdybyś miała wskazać jeden największy sukces ostatnich 12 miesięcy – co by to było i dlaczego?

Varvara Hlushchenko: Największym sukcesem ostatnich 12 miesięcy były dla mnie MŚJ gdzie udało mi się zjawić w finale  i zająć 7 miejsce na dystansie 50m grzbiet i parę razy pobić własne rekordy. Jest to dla mnie ważne osiągnięcie w mojej karierze, ponieważ wymagało systematycznej pracy, i skupienia się na szczegółach. Ten sukces pokazał mi, że codzienny wysiłek przynoszą realne rezultaty.

Redakcja: A najbardziej bolesna porażka/rozczarowanie? Co Cię to nauczyło?

Varvara Hlushchenko: Najbardziej bolesną porażką były to dla mnie MEJ, nie patrząc na to że miałam finały i medal w sztafecie, nie osiągnęłam zamierzonych wyników, mimo dużych wysiłków na treningach. Początkowo było to rozczarowujące, ale nauczyło mnie cierpliwości. Zrozumiałam, że nie wszystko zależy ode mnie, a najważniejsze jest wyciąganie wniosków i szukanie sposobów, by następnym razem nie popełnić tych samych błędów.

Redakcja: Który element w Twoim pływaniu zrobił największy postęp w ostatnim roku?

Varvara Hlushchenko: W ostatnim roku największy postęp zrobiłam w pracę pod wodą, jest to technicznie wymagająca praca trzeba  idealnie zsynchronizować kopnięcia i pozycję ciała, a każdy detal robi dużą różnicę teraz mogę lepiej utrzymać rytm i tempo, co wcześniej było dla mnie wyzwaniem. Poprawa fazy podwodnej wymagała dużej pracy i cierpliwości, efekty widać dopiero przy regularnej pracy na treningach.

Redakcja: Jak wyglądała Twoja „najlepsza forma” w sezonie – co wtedy zagrało idealnie?

Varvara Hlushchenko: Najlepszą formę, moim zdaniem miałam w półfinale 50 grzbiet na MŚJ. Nigdy w życiu nie płynęło mi się aż tak dobrze, od samego początku do końca, nie patrząc na to że popełniam małe błędy, moim zdaniem to był najlepszy wyścig w moim życiu.

Redakcja: Czy był moment kryzysu (kontuzja, przemęczenie, spadek motywacji)? Jak go przeszłaś?

Varvara Hlushchenko: Uważam że każdy sportowiec przezywa lepsze i gorsze chwile co mnie też nie ominęło zwłaszcza z tymi gorszymi. Zdarzały się momenty kryzysu związane z przemęczeniem i spadkiem motywacji. Przeszłam go, dając sobie czas na regenerację. Pomogła mi też rozmowa z rodzicami oraz trenerem, skupiłam się na małych, realnych krokach, które powoli powracali poczucie kontroli i motywacji.

Redakcja: Jak radzisz sobie z presją oczekiwań – własnych i otoczenia?

Varvara Hlushchenko: W przypadku własnych oczekiwań  wyznaczam cele ambitne, ale osiągalne oraz traktuje błędy jako element nauki, a nie porażki. Jeśli chodzi o oczekiwania otoczenia, staram się ich słuchać, ale jednocześnie zachować własne granice i nie brać na siebie więcej, niż jestem w stanie udźwignąć

Redakcja: Co jest trudniejsze: wrócić po słabszym starcie czy utrzymać poziom po wielkim sukcesie?

Varvara Hlushchenko: Uważam, że trudniejsze jest utrzymać wysoki poziom po wielkim sukcesie, ponieważ rosną wtedy oczekiwania zarówno własne, jak i otoczenia, a presja jest stała. Powrót po słabszym starcie często daje dodatkową motywację i nowe cele do osiągnięcia.

Redakcja: Jak świętujesz dobre wyniki – i czy w ogóle potrafisz „odpuścić”, kiedy idzie dobrze?

Varvara Hlushchenko: Dobre wyniki dają mi satysfakcję i chwilę radości, ale bez nadmiernego skupiania się na nich. Potrafię „odpuścić” w sensie złapania oddechu i nagrodzenia się za wysiłek, jednak szybko wracam do rzeczywistości. Dla mnie kluczowe jest zachowanie równowagi między cieszeniem się sukcesem a kontynuowaniem pracy dalej.

MEJ Šamorín’25 – emocje i wnioski

Redakcja: Jakie miałaś oczekiwania przed MEJ w Šamorín – wynikowe i „wewnętrzne” (samopoczucie, pewność siebie)?

Varvara Hlushchenko: Przed MEJ w Šamorín miałam przede wszystkim ambitne oczekiwania wynikowe. Chciałam zaprezentować poziom, na który solidnie pracowałam cały sezon, poprawić swoje życiówki i jeśli to możliwe włączyć się do walki o jak najwyższe miejsca, bez nakładania na siebie presji medalu. Jeśli chodzi o „wewnętrzne” oczekiwania, bardzo zależało mi na dobrym samopoczuciu i poczuciu tego że kontroluje to co się dzieje dookoła. Chciałam startować z pewnością siebie, spokojną głową i przekonaniem, że jestem dobrze przygotowana. Ważne było dla mnie też to, żeby czerpać radość ze startu, zaufać sobie i potraktować te zawody jako potwierdzenie wykonanej pracy, a nie tylko test pod kątem wyniku.

Redakcja: Co najbardziej zaskoczyło Cię na miejscu: poziom rywalizacji, organizacja, atmosfera, a może własna reakcja na stres?

Varvara Hlushchenko: Na miejscu najbardziej zaskoczyło mnie połączenie bardzo wysokiego poziomu rywalizacji z jednocześnie pozytywną, wspierającą atmosferą w drużynie. Wiedziałam, że MEJ to mocno obsadzone zawody, ale na żywo widać było, jak wyrównana jest stawka i jak niewielkie detale decydują o wynikach. Dużym zaskoczeniem była też moja własna reakcja na stres, czułam napięcie, ale w pewnych momentach potrafiłam je dobrze kontrolować. Jednocześnie było to dla mnie cenne doświadczenie, zobaczyłam jak reaguję w tak wymagających warunkach i czego jeszcze potrzebuję, żeby w przyszłości lepiej radzić sobie z presją.

Redakcja: Jak ocenisz swój start na MEJ w kategoriach: „zrobiłam plan” vs „stać mnie było na więcej”?

Varvara Hlushchenko: Oceniłabym swój start raczej jako połączenie obu tych aspektów. W dużej mierze zrealizowałam założony plan i zrobiłam to, co było możliwe  w danych warunkach. Jednocześnie mam poczucie, że stać mnie było na trochę więcej  głównie pod względem wyników  i odwagi w kluczowych momentach.

Redakcja: Gdybyś mogła cofnąć czas o tydzień przed MEJ – co byś zmieniła w przygotowaniach (choćby drobiazg)?

Varvara Hlushchenko: Gdybym mogła cofnąć czas o tydzień przed MEJ, raczej treningowo nic nie chciałabym zmienić bo wykonałam dobrą pracę z trenerem, tylko jakieś drobne jednostki typu skoki nawroty chociaż jak dobrze pamiętam to i tak to robiłam. Chciałabym trochę odpuścić myślenie o starcie, mniej analizować, a bardziej zaufać temu, co już zostało zrobione.

Redakcja: Jaki był Twój najważniejszy moment MEJ: wyścig, rozmowa, sytuacja na rozgrzewce, coś poza basenem?

Varvara Hlushchenko: Najważniejszym momentem MEJ był dla mnie medal w sztafecie i wszystko, co było z nim związane. To była wyjątkowa chwila, poczucie wspólnej odpowiedzialności, wzajemnego wsparcia i ogromnych emocji. Medal smakował wyjątkowo dobrze właśnie dlatego że był to mój pierwszy medal jeżeli chodzi o takie ważne międzynarodowe zawody.

Redakcja: Co zabierasz z Šamorín na przyszłość: jedna konkretna lekcja, którą wdrożysz od razu?

Varvara Hlushchenko: Z Šamorín zabieram przede wszystkim lekcję pracy ze stresem i emocjami. Nauczyłam się, że nawet przy dużym napięciu można zachować koncentrację i robić swoje, jeśli zaufa się przygotowaniu. To jest coś, nad czym będę pracować w przyszłości, więcej pracy nad spokojnym wejściem na start i świadomością, że stres można wykorzystać na swoją korzyść.

MŚJ Otopeni’25 – przeżycia, rekordy, finał

Redakcja: Kiedy usłyszałaś, że jedziesz na MŚJ do Otopeni – jaka była pierwsza myśl?

Varvara Hlushchenko: Kiedy usłyszałam, że jadę na MŚJ do Otopeni, była w tym chwila niedowierzania poczułam, że przede mną ogromne wyzwanie, ale też ogromna szansa pokazać, na co mnie stać. To był moment pełen emocji, który od razu dodał mi energii do kontynuowania pracy.

Redakcja: Jak wyglądała Twoja głowa w dniu startu na „koronnej” konkurencji: bardziej ekscytacja czy nerwy?

Varvara Hlushchenko: W dniu startu na 50 grzbiet rano było sporo nerwów, czułam napięcie w ciele i głowie. Wiedziałam że muszę dać z siebie wszystko żeby dostać się do półfinału. Mimo stresu starałam się spokojnie przygotować się do startu. Po południu, już po rozgrzewce, czułam że wszystko kontrolowałam, głowa była bardziej spokojna i skupiona. Wiedziałam, czego się spodziewać i mogłam bardziej cieszyć się samym startem.

Redakcja: Co było kluczowe w Twoim pływaniu w Otopeni: start, podwodna faza, rytm, czy może „czucie wody”?

Varvara Hlushchenko: W moim pływaniu w Otopeni kluczowe okazało się czucie wody, nigdy w życiu nie pływało mi się lepiej niż wtedy. Oczywiście start i praca pod wodą też były istotne, ale to właśnie czucie zadecydowało że tak dobrze popłynęłam.

Redakcja: Rekordy rocznikowe i finał na MŚJ to mocny sygnał: co Twoim zdaniem „kliknęło”, że poszło tak szybko?

Varvara Hlushchenko: Myślę, że w Otopeni kliknęło w momencie, kiedy weszłam do wody, mimo że tak naprawdę nie byłam do końca zdrowa i przez trzy tygodnie brałam antybiotyk. Przez ten cały czas nie wierzyłam do końca że uda mi się pływać na takim dobrym  poziomie, ciało było osłabione i obawiałam się, jak zareaguje na start, pamiętam że mówiłam trenerowi że po prostu chcę dostać się do półfinału i więcej nie potrzebuje. Ale gdy już tam wystartowałam, wszystko jakby zagrało technika, rytm, czucie wody i koncentracja połączyły się. To pokazuje, że czasem głowa i doświadczenie mogą nadrobić obawy, a przygotowanie wychodzi w chwili, gdy najbardziej tego potrzebujesz.

Redakcja: Jak przeżywa się finał mistrzostw świata juniorów od środka – co jest inne niż na krajowych imprezach czy MEJ?

Varvara Hlushchenko: Finał MŚJ przeżywa się zupełnie inaczej niż na krajowych zwodach czy MEJ. Po pierwsze, skala emocji jest ogromna idziesz na start wiedząc, że pływasz wśród najlepszych juniorów na świecie. Presja jest o wiele większa, a poziom rywalizacji bardzo wysoki, więc koncentracja musi być maksymalna.

Redakcja: Po Otopeni: czego najbardziej chcesz teraz – odpoczynku, kolejnego kroku sportowego, a może udowodnienia, że to dopiero początek?

Varvara Hlushchenko: Minęło już trochę czasu od Otopeni i powracając do tego, najbardziej czuję potrzebę wykorzystania tego momentu jako startu kolejnego etapu. Odpoczynek oczywiście był i pozwolił mi wypocząć po takim długim intensywnym sezonie ale teraz chcę przede wszystkim iść do przodu poprawiać swoje wyniki, rozwijać technikę i udowodnić sobie, że to, co osiągnęłam w Otopeni, to dopiero początek mojej drogi. Ten czas po mistrzostwach uświadomił mi, jak wiele jeszcze przede mną i jak ważne jest utrzymanie motywacji i pracy nad sobą na treningach.

Redakcja: Dziękujemy za rozmowę i samych sukcesów w Nowym 2026 Roku!

Varvara Hlushchenko: Dziękuję bardzo i sukcesów dla portalu!

Zdjęcia: archiwum domowe rodziny Hlushchenko, UKS G-8 Bielany

Podziel się tym:

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *