Advertisement

„Lepiej rozumiem swoje ciało, regenerację i to, że nikt za mnie nie wykona pracy …”

Podziel się tym:

Wyjazd do USA to nie tylko sport, ale ogromna lekcja dorosłości, Rozmowa z Wiktorią Dwojak (2004). Byłą zawodniczką PHU Dwojak Bełżyce, KS Olimpia Lublin, KS AZS-UMCS Lublin, a w Ameryce Wingate Bulldogs

I. Początki i Polska

Redakcja: Jak zaczęła się Twoja historia z pływaniem w Lublinie?

Wiktoria Dwojak: Moja przygoda z pływaniem zaczęła się w Bełżycach, w bardzo prosty sposób. Tata zabierał mnie i moją siostrę bliźniaczkę na basen od najmłodszych lat i w pewnym momencie założył dla nas mały klubik – PHU Dwojak Bełżyce. Zapisywał nas na lokalne zawody w Lublinie,Krasnymstawie.. Na początku traktowałam to trochę jak zabawę, ale z czasem pojawiły się pierwsze emocje, rywalizacja i chęć bycia coraz lepszą. Natomiast moja historia z pływaniem w Lublinie zaczęła się tak naprawdę od jednych zawodów w Chełmie. Wtedy zostałyśmy z moją siostrą zauważone przez Sławka Pliszkę, trenera Olimpii Lublin. Po tych zawodach zaproponował nam dołączenie do klubu i właśnie wtedy rozpoczęło się moje „prawdziwe” pływanie w Lublinie – regularne treningi, pierwsze poważniejsze przygotowania i wejście w bardziej sportowy tryb życia.

Redakcja: Co najbardziej pamiętasz z czasów Olimpii Lublin?

Wiktoria Dwojak: Z Olimpii Lublin najbardziej pamiętam ludzi i atmosferę. Podczas jednych zawodów zostałyśmy zauważone przez trenera Sławka Pliszkę i to był dla mnie ogromny krok do „poważniejszego” pływania. Pojawiły się regularne treningi, obozy, wyjazdy, a razem z tym nowe przyjaźnie. Jako małe dziewczynki bardzo przeżywałyśmy każdy start i każde zawody. Mam do dziś dużo zdjęć i wspomnień z tego okresu – to był czas, który zbudował we mnie podstawy sportowe i pokazał, czym w ogóle jest życie sportowca.

Redakcja: Kiedy poczułaś, że specjalizacją będzie styl grzbietowy?

Wiktoria Dwojak: Na początku wcale nie byłam pewna, czy grzbiet to „mój” styl. Próbowałam różnych dystansów i stylów, ale z czasem zaczęłam zauważać, że właśnie w grzbiecie mam najlepsze wyniki i czuję się w nim najbardziej „naturalnie”. Nie zgadzam się z opinią, że grzbiet jest łatwiejszy tylko dlatego, że można oddychać cały czas – 200 metrów grzbietem jest bardzo wymagające i potrafi naprawdę „zabrać nogi”. Po prostu dla mnie ten styl okazał się najbardziej pasujący do mojego organizmu.

Redakcja: Przejście do AZS UMCS Lublin – co zmieniło w Twojej karierze?

Wiktoria Dwojak: To była dla mnie emocjonalnie trudna decyzja, bo musiałam zostawić klub, który mnie wychował sportowo, oraz ludzi, z którymi byłam bardzo związana. Jednocześnie czułam, że to jest moment na kolejny krok. Wchodząc do liceum i zmieniając klub na AZS UMCS Lublin, trafiłam do środowiska z mocniejszą rywalizacją i większym naciskiem na wynik. To był moment, kiedy poczułam, że staję się bardziej „profesjonalną” pływaczką i że zaczynam realnie myśleć o swojej przyszłości w sporcie.

Redakcja: Finał Mistrzostw Polski na 200 grzbietem – co dla Ciebie znaczył?

Wiktoria Dwojak: Dostanie się do finału Mistrzostw Polski było dla mnie ogromnym wyróżnieniem. Mój jedyny medal MP zdobyłam w sztafecie, ale indywidualne finały dawały mi poczucie, że naprawdę należę do tej grupy najlepszych w kraju. Dla młodej zawodniczki to bardzo budujące – pokazuje, że codzienne treningi mają sens, nawet jeśli nie zawsze wszystko wychodzi idealnie.

Redakcja: Kto miał największy wpływ na Twój rozwój w Polsce?

Wiktoria Dwojak: Dużą rolę odegrał trener Sławek Pliszka, bo to on nauczył mnie „prawdziwego” trenowania. Największy wpływ mieli jednak moi rodzice, szczególnie tata. Od samego początku wierzył we mnie i w moją siostrę, woził nas na treningi i zawody, był z nami na każdym etapie. Wiem, że czasem ludzie mówili, że „tata mnie chodzi”, ale ja jestem ogromnie wdzięczna, że miałam kogoś, kto tak mocno mnie wspierał. Bez tego wsparcia nie byłoby mojej drogi do USA.

Trener Sławomir Pliszka

Redakcja: wyglądała Twoja mentalność jako juniorki vs seniorki?

Wiktoria Dwojak: Jako juniorka bardzo wszystko przeżywałam – każdy start był dla mnie wielkim wydarzeniem i często brałam porażki bardzo do siebie. Z wiekiem nauczyłam się większego dystansu i spokoju. Zrozumiałam, że sport to proces, a nie tylko pojedynczy wyścig, i że nie każdy start musi być idealny, żeby mieć wartość.

II. Decyzja o USA

Redakcja: Skąd pomysł na wyjazd do NCAA?

Wiktoria Dwojak: Pomysł na wyjazd do Stanów Zjednoczonych pojawił się u mnie bardzo naturalnie, kiedy zaczęłam widzieć, że starsze dziewczyny z Lublina wyjeżdżały na studia i pływanie do USA. Pamiętam, że oglądałam ich zdjęcia, relacje z uczelni, zawodów i życia w Ameryce i zawsze myślałam: „wow, to jest zupełnie inny świat”. Wtedy w głowie pojawiła się ta myśl o „American dream” – że może kiedyś też będę miała szansę tego doświadczyć. Oczywiście, jak każdy, myślałam o większych uniwersytetach i znanych uczelniach, ale z perspektywy czasu widzę, że sam fakt bycia tutaj, trenowania w NCAA i życia w USA już sprawił, że ten mój „American dream” w dużej mierze się spełnił. Dużo zobaczyłam, dużo przeżyłam i czuję, że wykorzystałam tę szansę. Myślę też, że w pewnym sensie spełniłam nie tylko swoje marzenia, ale częściowo również marzenia moich rodziców, którzy zawsze wierzyli, że możemy zajść „dalej”, niż tylko lokalne pływanie w Polsce.

Redakcja: Dlaczego wybrałaś Wingate University?

Wiktoria Dwojak: Razem z moją siostrą dostałyśmy sporo ofert z różnych uniwersytetów i same kontaktowałyśmy się z kilkoma szkołami. Po rozmowach z trenerami z Wingate poczułyśmy, że to miejsce ma bardzo dobrą atmosferę i że będziemy tam traktowane serio, ale jednocześnie po ludzku. Mimo że moja siostra – ze względu na poziom sportowy – miała więcej propozycji niż ja, zdecydowałyśmy się wybrać ten sam uniwersytet. Byłyśmy wtedy bardzo młode, dopiero skończyłyśmy 18 lat, a świadomość, że będziemy razem w nowym kraju, bardzo ułatwia podjęcie tej decyzji. Z perspektywy czasu uważam, że to był naprawdę dobry wybór – Wingate okazało się fajnym miejscem do życia, studiowania i trenowania, a ten „bezpieczny start” z siostrą bardzo pomógł mi w adaptacji.

Redakcja: Co było najtrudniejsze w pierwszym roku w USA?

Wiktoria Dwojak: Najtrudniejsza była bariera językowa i tęsknota za domem. Bałam się, czy poradzę sobie na zajęciach po angielsku i jak zostanę odebrana przez ludzi. Z czasem okazało się, że ludzie są bardzo otwarci i pomocni, ale początek był stresujący.

Redakcja: Polska szkoła pływania vs NCAA – największa różnica?

Wiktoria Dwojak: Największa różnica to to, że w NCAA sport i studia są jednym systemem. Masz plan dnia pod treningi, zajęcia i regenerację. W Polsce wszystko trzeba było bardziej „układać samemu”. Tutaj czujesz, że bycie sportowcem jest częścią uczelni, a nie dodatkiem do studiów.

Redakcja: Czy od początku wierzyłaś, że poradzisz sobie w amerykańskim systemie?

Wiktoria Dwojak: Nie do końca. Miałam dużo wątpliwości przez język i inne wymagania na uczelni. Ale jednocześnie wiedziałam, że skoro już podjęłam tę decyzję, to chcę ją doprowadzić do końca. Dziś wiem, że to była jedna z najlepszych decyzji w moim życiu.

III. Wingate Bulldogs i rozwój sportowy

Redakcja: Jak zmieniłaś się jako zawodniczka przez cztery lata NCAA?

Wiktoria Dwojak: Stałam się dużo bardziej świadomą zawodniczką. Lepiej rozumiem swoje ciało, regenerację i to, że nikt za mnie nie wykona pracy. W USA nauczyłam się odpowiedzialności za własny rozwój – jeśli nie przyjdziesz na trening czy nie zadbasz o siebie, nikt tego za Ciebie nie zrobi.

Redakcja: Co najbardziej rozwinęłaś – technika, siła, mental?

Wiktoria Dwojak: Najbardziej rozwinęłam mental. Technika i siła się poprawiły, ale to głowa zrobiła największą różnicę – nauczyłam się radzić sobie z presją, porażkami i gorszymi okresami.

Redakcja: Jak wygląda trening grzbiecisty w NCAA Division II?

Wiktoria Dwojak: Treningi są bardzo różnorodne: dużo pracy nad techniką, startami i nawrotami, ale też sporo pływania w tempie startowym. Przez kilka lat trenowałam w grupie stroke, głównie pod 200 grzbietem, a w ostatnim roku trafiłam do grupy sprint. To było dla mnie świeże spojrzenie na trening i bardzo mi pomogło.

Redakcja: Twoje najlepsze starty w SAC Championships – który pamiętasz najbardziej?

Wiktoria Dwojak: Najlepiej wspominam drugi rok w NCAA. Wtedy czułam, że naprawdę „złapałam” system i że forma przyszła w najważniejszym momencie sezonu. Starty na 100 i 200 grzbietem dały mi wtedy ogromną satysfakcję.

Redakcja: Finały SAC na 100 i 200 grzbietem – co wtedy czułaś?

Wiktoria Dwojak: Finał zawsze wiąże się ze stresem, ale w USA ogromną rolę odgrywa doping drużyny. Kiedy słyszysz, jak wszyscy krzyczą twoje imię, czujesz, że nie jesteś sama. Nawet jeśli nie wygrywasz, sam finał jest dla mnie dużym sukcesem.

Redakcja: Jak wygląda rywalizacja w South Atlantic Conference od środka?

Wiktoria Dwojak: Rywalizacja w South Atlantic Conference jest na dużo wyższym poziomie niż zwykłe double meets w trakcie sezonu. Konferencja to już „prawdziwe” zawody – są eliminacje, finały i czuć atmosferę dużej imprezy sportowej. Dla wielu zawodników są to najważniejsze starty w sezonie, bo nie każdy jedzie później na nationals, więc konferencja bywa ostatnimi zawodami w danym roku. Dla mnie też często były to ostatnie starty sezonu.

Bardzo mocno czuć, że konferencja jest zawodami drużynowymi. Każdy punkt ma znaczenie, więc nie odpowiadasz tylko za siebie, ale też za cały zespół. To buduje zupełnie inną presję, ale jednocześnie ogromną motywację. Atmosfera jest niesamowita – doping drużyny, krzyki z trybun, wspólne przeżywanie każdego finału i potem ceremonia, odbieranie nagród, świętowanie razem.

Dla polskich kibiców porównałabym to trochę do Ligi SMS – takich zawodów „między szkołami”, gdzie liczy się klasyfikacja drużynowa i gdzie atmosfera jest bardzo zespołowa. Oczywiście Mistrzostwa Polski są w Polsce większą imprezą niż konferencja w NCAA, ale będąc w Stanach, często porównywałam klimat SAC właśnie do Ligi SMS. Jeśli ktoś chce sobie wyobrazić, jak to wygląda, to może pomyśleć o takich zawodach w Polsce – skala jest inna, ale emocje, rywalizacja i drużynowy charakter są bardzo, bardzo podobne.

Redakcja: Najtrudniejszy moment sportowy w USA?

Wiktoria Dwojak: Najtrudniejsze były momenty zwątpienia – kiedy łączyły się ciężkie zajęcia na uczelni, zmęczenie treningami i tęsknota za domem. Były chwile, kiedy naprawdę zastanawiałam się, czy dam radę.

Redakcja: Start, który dał Ci największą satysfakcję?

Wiktoria Dwojak: Trudno mi wskazać jeden konkretny start, który dał mi największą satysfakcję, bo takich momentów było naprawdę sporo. Na pewno bardzo ważne były dla mnie starty finałowe na konferencji – to tam często przychodziła najlepsza forma w sezonie i tam czułam, że mogę pokazać to, nad czym pracowałam przez cały rok. Te starty były dla mnie dużym osiągnięciem i dawały ogromną satysfakcję.

Myślę jednak, że największą wartość miały dla mnie wszystkie „lepsze” starty w mojej karierze w Stanach Zjednoczonych – szczególnie te, które przychodziły po trudniejszych momentach albo gorszym okresie. Każdy taki wyścig, w którym czułam progres, był dla mnie małym zwycięstwem i potwierdzeniem, że ta droga w NCAA miała sens.

Redakcja: Ostatni start w barwach Wingate – emocje, bardziej radość czy nostalgia?

Wiktoria Dwojak: Zdecydowanie więcej było nostalgii. Oczywiście była radość, że dotarłam do końca tej drogi, że nie poddałam się mimo momentów zwątpienia, ale jednocześnie pojawił się smutek, że to już ostatni raz w barwach Wingate. Przez te cztery lata drużyna stała się dla mnie codziennością – treningi, zawody, wyjazdy, wspólne przeżywanie lepszych i gorszych momentów. Kiedy uświadamiasz sobie, że to wszystko nagle się kończy, zaczynasz doceniać nawet te trudniejsze dni, które kiedyś wydawały się „normalne”.

Redakcja: Co Wingate dało Ci jako sportowcowi i jako człowiekowi?

Wiktoria Dwojak: Jako sportowcowi Wingate dało mi przede wszystkim konsekwencję i wytrwałość. Nauczyłam się, że nie każdy sezon jest idealny i że czasem trzeba po prostu „przetrwać” gorszy moment, żeby dojść do lepszego. Jako człowiekowi Wingate dało mi ogromną niezależność. To tutaj nauczyłam się życia z dala od rodziny, radzenia sobie w innym języku i innej kulturze.

Poza sportem odkryłam też siebie w zupełnie innych obszarach – marketingu, social media, pracy kreatywnej. Znalazłam tu przyjaciół, ważne relacje i zbudowałam coś, co jest „moje”, niezależnie od wyników sportowych. To doświadczenie bardzo mnie ukształtowało.

Redakcja: Czy czułaś, że zamyka się ważny rozdział życia?

Wiktoria Dwojak: Zdecydowanie tak. Bardzo mocno poczułam to podczas ostatniej konferencji, kiedy nasza drużyna wygrała i wszyscy trzymaliśmy razem trofeum. Patrzyłam na ludzi, z którymi spędziłam tyle czasu, na to, jak się dopingujemy, jak razem skaczemy z radości, i nagle wróciły mi obrazy z pierwszych lat w USA. Pamiętam, jak kiedyś mówiłam sobie: „spokojnie, jeszcze mam czas, jeszcze to przeżyję”. Wtedy dotarło do mnie, że ten czas minął bardzo szybko i że to naprawdę koniec pewnego etapu. Było w tym dużo wzruszenia, wdzięczności i smutku, ale też dumy z tego, że wytrwałam do końca.

Redakcja: Co zapamiętasz najbardziej z czterech lat NCAA?

Wiktoria Dwojak: Najbardziej zapamiętam ludzi i relacje. To one były dla mnie największą wartością tego wyjazdu. Oczywiście zapamiętam też starty, emocje związane z zawodami i bycie częścią drużyny, która naprawdę żyje tym sportem. Bardzo ważne były dla mnie też podróże po Stanach – starałam się wykorzystywać każdą wolną chwilę, żeby zobaczyć jak najwięcej. To sprawiło, że USA nie było tylko „miejscem treningów”, ale prawdziwą życiową przygodą.

V. Mental, charakter, kulisy

Redakcja: Jak radzisz sobie z presją startów finałowych?

Wiktoria Dwojak: Presja finałów zawsze była dla mnie wyzwaniem. Z czasem nauczyłam się patrzeć na to trochę inaczej: skoro jestem w finale, to znaczy, że już zrobiłam coś dobrze i że zasłużyłam na to miejsce. Oczywiście stres jest – każdy patrzy, każdy ocenia – ale staram się skupić na tym, co mam do zrobienia w wodzie, a nie na samym wyniku.

Ogromnie pomaga mi doping drużyny. Kiedy słyszę ludzi krzyczących moje imię, czuję, że nie jestem sama. To zmienia presję w motywację i sprawia, że nawet stresujący start staje się pozytywnym doświadczeniem.

Redakcja: Co motywuje Cię do pracy, kiedy przychodzi kryzys?

Wiktoria Dwojak: W momentach kryzysu najbardziej motywuje mnie wsparcie bliskich – rodziny, przyjaciół i mojego chłopaka. Czasem wystarczy jedna rozmowa, jedno zdanie, żeby przypomnieć sobie, że ktoś we mnie wierzy. Bardzo często wracam też myślami do początku mojej drogi: do małej dziewczynki z Bełżyc, do pierwszych zawodów, do decyzji o wyjeździe do USA. Myślę wtedy, ile już poświęciłam, żeby znaleźć się w tym miejscu, i nie chcę rezygnować tuż przed końcem.

Redakcja: Gdzie miałaś większy stres podczas ważnych startów – w Polsce czy USA?

Wiktoria Dwojak: Większy stres czułam w Polsce. Tam pływanie było bardziej indywidualne i miałam poczucie, że wszystko jest „na mnie”. W USA startujesz dla drużyny, ale jednocześnie masz ogromne wsparcie zespołu. Kiedy słyszę doping, kiedy moja siostra stoi blisko słupka startowego, czuję się bezpieczniej i spokojniej.

Redakcja: Czy masz swój rytuał przed ważnym startem?

Wiktoria Dwojak: Mam dość nietypowy rytuał – zamiast wyciszać się w ciszy, wolę być wśród ludzi. Lubię przed startem porozmawiać, pośmiać się, czasem pośpiewać czy potańczyć. Daje mi to luz i pomaga rozładować napięcie. Kiedy jestem sama i w ciszy, mam tendencję do nadmiernego analizowania i wkręcania sobie stresu, więc dobra energia od ludzi działa na mnie dużo lepiej.

VI. Przyszłość

Redakcja: Co dalej – powrót do Polski, dalsze pływanie, trenerka, a może coś poza sportem?

Wiktoria Dwojak: Na ten moment widzę swoją przyszłość raczej poza wyczynowym sportem. Pływanie dało mi bardzo dużo – dyscyplinę, charakter, umiejętność pracy pod presją – i to na pewno wykorzystam w dorosłym życiu. Nie wykluczam, że wrócę kiedyś do basenu rekreacyjnie, może spróbuję mastersów albo pracy przy wodzie jako instruktor czy ratownik, ale nie planuję już budować swojej przyszłości wokół wyników sportowych.

Bardziej ciągnie mnie w stronę marketingu i social mediów. Studiuję marketing i bardzo dobrze czuję się w digital marketingu oraz content creation. Mam sporo planów na siebie, ale wolę jeszcze nie zdradzać szczegółów – zobaczymy, które z nich uda się zrealizować.

Redakcja: Jaką radę dałabyś młodym polskim pływakom marzącym o NCAA?

Wiktoria Dwojak: Przede wszystkim: nie bać się próbować i nie zrażać się opiniami innych. Ja też spotykałam się z zazdrością, komentarzami czy podważaniem mojej drogi, a mimo to udało mi się spełnić swoje marzenie o wyjeździe do USA. Warto wcześniej pracować nad językiem, organizacją czasu i niezależnością, bo wyjazd do Stanów to nie tylko sport, ale ogromna lekcja życia. To doświadczenie uczy dorosłości, samodzielności i odwagi. Jeśli ktoś ma taką szansę – naprawdę warto ją wykorzystać, nawet jeśli nie wszystko będzie idealne.

Redakcja: Dziękujemy za rozmowę 🙂

Wiktoria Dwojak: To ja dziękuję!

Zdjęcia: archiwum domowe rodziny Dwojak

Podziel się tym:

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *