Rozmowa z Wojciechem Witeckim, który mimo tylko 15. lat, jest już medalistą XXV Letnich Igrzysk Głuch w Tokio. Jego historia, to opowieść o determinacji, ciężkiej pracy i przełamywaniu barier – nie tylko sportowych, ale i systemowych
I. Początek drogi i rozwój sportowy
Redakcja: Jak zaczęła się Twoja przygoda z pływaniem i kiedy zrozumiałeś, że chcesz traktować je wyczynowo?
Wojciech Witecki: Moja przygoda z pływaniem zaczęła się w IV klasie, kiedy poszedłem do szkoły sportowej w Dąbrowie Górniczej (Zespół Szkół Sportowych im. Polskich Olimpijczyków) do klasy pływackiej. To był rok 2020 i tak naprawdę, dopiero dwa miesiące wcześniej zacząłem się uczyć pływać, bo wcześniej nie umiałem. W szóstej klasie zrozumiałem, że chciałbym się tym zająć na poważnie.
Redakcja: Co zadecydowało o wyborze CSiR MOS Dąbrowa Górnicza jako miejsca rozwoju sportowego?
Wojciech Witecki: Do szkoły zaprosił mnie Trener Artur Kieljan, który od wielu lat współpracuje jako trener z Kadrą Narodową Niesłyszących i to on od samego początku zachęcał mnie do kolejnych treningów, mówił, że we mnie wierzy i widzi potencjał i talent. Powiedział mi, że kiedyś pojadę na Olimpiadę – ale nie wierzyłem w to wtedy. W ogóle w siebie nie wierzyłem. Miałem wcześniej wiele sytuacji w poprzedniej szkole, które nie były dla mnie miłe.
Redakcja: Jak dziś wygląda Twoje łączenie szkoły, treningów i startów – co jest największym wyzwaniem?
Wojciech Witecki: Obecnie chodzę do pierwszej klasy Liceum w tej samej szkole. Treningi zaczynamy rano o 6:30, potem mamy zajęcia lekcyjne, wf, i drugi trening klubowy. Zazwyczaj wychodzę ze szkoły o godzinie 17:30 (a wstaję 5:20). W szkole mam też zajęcia dodatkowe, które są wplecione w plan lekcji. W sobotę mamy trening na basenie rano na 7:00. Czasami w weekendy startuję również w zawodach, wtedy sytuacja jest bardzo napięta. Największym wyzwaniem jest znalezienie chociaż trochę czasu wolnego dla siebie.
Redakcja: Czy na początku kariery musiałeś przełamywać jakieś bariery lub stereotypy związane z byciem zawodnikiem niesłyszącym?
Wojciech Witecki: Tak. Do tej pory zdarza się, jak startuję w zawodach, że nie ma dostępnego sygnału świetlnego do startu i wtedy muszę obserwować innych przy starcie. Niestety są z tym dwa problemy – albo mam start opóźniony wtedy albo zdarza się dyskwalifikacja za przedwczesny start. Ja nie słyszę gwizdka i sygnałów startowych o wysokich tonach. Miałem taką sytuację na Letnich Mistrzostwach Polski 15-latków w Lublinie. Nie dość, że zrobiłem falstart, to jeszcze ze stresu popłynąłem o jeden basen za dużo (zamiast 800 to 850m). Sędzia szedł wzdłuż basenu i na mnie gwizdał – a ja tego nie słyszę, więc płynąłem dalej. Ale miałem za to brawa od wszystkich na koniec.
Największą barierą jest porozumiewanie się na zawodach, bo wtedy nie mam założonych aparatów słuchowych. Nie wszyscy wiedzą, że wtedy czytam z ust jak ktoś mówi i najlepiej żeby byli do mnie wtedy przodem zwróceni i mówili trochę wolniej.
Redakcja: Kto miał największy wpływ na to, że nie zrezygnowałeś w trudniejszych momentach?
Wojciech Witecki: Największy wpływ na to, że nie zrezygnowałem w trudnych momentach ma moja Mama. Ona jest moim wsparciem codziennie, na każdych zawodach, jest zawsze kiedy jej potrzebuję. Dopinguje mnie do dalszej pracy i dużo poświęca swojego czasu, żebyśmy ja i moja siostra mogli trenować. Ona zawsze mówi, że jest najwierniejszym kibicem i tak jest.

II. Specjalizacja i trening
Redakcja: W których konkurencjach czujesz się obecnie najmocniejszy i dlaczego właśnie one?
Wojciech Witecki: Obecnie czuję się najlepiej w konkurencjach 200 i 400m zmiennym, 200m motylkiem i 800m kraulem. Wolę długi basen (to jest też związane z moim niesłyszeniem – błędnik inaczej u mnie pracuje i na krótkim jak jest dużo nawrotów to mam problem). Dlaczego one – bo lubię hardcorowe pływanie, lubię się zmęczyć.
Redakcja: Jak zmieniał się Twój profil zawodnika na przestrzeni lat – technicznie i fizycznie?
Wojciech Witecki: Na początku byłem bardzo słaby i technicznie i fizycznie. Od dwóch lat mocno nad sobą pracuję. Szczególnie w tym roku od stycznia, kiedy przygotowywałem się do startów na Igrzyska Głuchych do Tokio. Jeszcze wiele pracy przede mną, ale idzie mi co raz lepiej.
Redakcja: Jak wygląda komunikacja na treningu – co działa najlepiej, a co wciąż bywa problemem?
Wojciech Witecki: WW: Trenerzy często piszą trening na tablicy, ale też mówią i wtedy czytam z ust jak jestem blisko. Jak pracuję z trenerem Kieljanem lub na zgrupowaniach Kadry Niesłyszących to wtedy zadania są migane w PJM. Jest łatwiej wtedy. Ale w szkole jak nie wiem jakie zadanie, to albo pytam trenera albo kolegów. Obecnie moim trenerem jest Grzegorz Hofman i ma on doświadczenie w pracy z Niesłyszącym, bo kiedyś pracował z Konradem Powroźnkiem. Jest bardzo wyrozumiałym trenerem.
Redakcja: Czy przygotowanie treningowe zawodnika niesłyszącego różni się realnie od przygotowania zawodnika słyszącego?
Wojciech Witecki: Generalnie w wodzie się nie różni. Za to muszę pracować więcej na lądzie z trenerem od motoryki i siłowni i z fizjoterapeutą. Głusi mają słabiej rozwinięte płuca i mięśnie klatki piersiowej – to jest chyba największa różnica ze słyszącymi. Ale pracuję równie ciężko jak moi koledzy z klubu.
Redakcja: Jak reagujesz na momenty stagnacji formy – masz swoje sprawdzone sposoby?
Wojciech Witecki: Miewam czasami momenty zrezygnowania, ale wtedy Mama i trenerzy mnie motywują. Generalnie wtedy pływam do odcięcia na treningach. Muszę się wyżyć na treningu.

III. Starty „słyszących” i niesłyszących – dwa światy
Redakcja: Startujesz zarówno w rywalizacji ogólnopolskiej, jak i w sporcie niesłyszących – co daje Ci takie połączenie?
Wojciech Witecki: Na pewno mam więcej startów na zawodach międzynarodowych dzięki pływaniu z Niesłyszącymi. Daje mi to więcej obycia na takich imprezach. Ale dzięki temu mogę się też częściej przygotowywać na zgrupowaniach Kadry Narodowej. A to daje dużo na plus.
Redakcja: Czy poziom sportowy zawodów „słyszących” pomaga Ci w rozwoju na arenie międzynarodowej niesłyszących?
Wojciech Witecki: Tak, pomaga. Cały czas chcę gonić swoich kolegów z rocznika z innych klubów i nie ukrywam, że nie raz zdarza mi się frustracja, dlaczego nie pływam tak jak inni. Ale ciężką pracą wierzę, że mógłbym zdobywać też medale na imprezach ogólnopolskich słyszących.
Redakcja: Czy czujesz, że jesteś inaczej postrzegany w tych dwóch środowiskach?
Wojciech Witecki: Na początku kiedy pierwszy raz pojechałem na zawody Niesłyszących czułem się taki poza kręgiem zaufania. Byłem nowy, nikt mnie nie znał. W środowisku gdzie się wychowałem nie było osób niesłyszących. Dzięki aparatom słuchowym i rehabilitacji funkcjonowałem prawie jak słyszący. „Prawie” – robi jednak różnicę. Kiedy poznałem swoich kolegów z Kadry bliżej, dobrze się tam poczułem. Nie musiałem udawać kogoś innego. Uczę się PJM od moich kolegów. I już jestem „swój”. W środowisku słyszących czasami zdarzają się sytuacje, że ktoś się ze mnie śmieje, że ktoś wytyka mi, że jestem głuchy, ale moi koledzy i trenerzy nie dają mi tego odczuć. Dobrze czuję się w tych dwóch światach, chociaż nadal stykam się z wieloma barierami, które trzeba pokonywać.
Redakcja: Jak wygląda Twoje funkcjonowanie pomiędzy klubem a środowiskiem sportu niesłyszących?
Wojciech Witecki: Nie ma z tym problemów. Kiedy mamy powołanie z PZSN na jakieś ważne zawody, trener jest o tym poinformowany i przygotowuje mnie do tych startów. Klub CSiR MOS DG również jest dumny z moich sukcesów w sporcie Niesłyszących.
Redakcja: Co Twoim zdaniem najbardziej różni te dwa systemy sportowe?
Wojciech Witecki: Największą różnicą jest sama możliwość rozwoju dla zawodników Niesłyszących. Nie wszyscy trenerzy w Polsce chętni są do szkolenia dzieci z wadami słuchu. Myślę, że się boją komunikacji. Ale naprawdę nie ma czego. Wszystko się da ustalić i wypracować wspólnie. Na pewno problemem jest też brak informacji dla rodziców dzieci Niesłyszących, którzy często nie wiedza gdzie mogą zgłosić się na treningi. Kluby czasami nie chcą przyjmować głuchych dzieci, nawet nie sprawdzając ich czy mają talent do pływania. Tak jest we wszystkich dyscyplinach.

IV. Deaflympics Tokio – doświadczenie i medal
Redakcja: Jak zapamiętałeś moment powołania na Letnie Igrzyska Głuchych w Tokio?
Wojciech Witecki: Bylem bardzo dumny i się cieszyłem. Ale był też strach – czy dam radę. W końcu to najważniejsza impreza dla każdego sportowca, a ja mam tylko 15 lat. Czułem często, że jestem za słaby i za młody na takie starty, Po prostu czułem strach.
Redakcja: Jakie były największe różnice między Deaflympics, a innymi dużymi imprezami, w których startowałeś?
Wojciech Witecki: To była impreza na najwyższym poziomie. Czułem jak trzęsą mi się nogi na startach w eliminacjach. Czułem się tak, jak na IO, na takich które oglądałem w telewizzji. Wszystko wyglądało dokładnie tak samo. I było dużo ludzi na trybunach – nie tak jak u nas kiedy np odbywają się MPN.
Redakcja: Opowiedz o dniu startu medalowej sztafety – jakie emocje towarzyszyły Wam przed wyścigiem?
Wojciech Witecki: Byłem bardzo zdenerwowany, bałem się, że nagle mnie odetnie. To jest większy stres niż na innych zawodach. Najbardziej skupiłem się na tym, żeby nie wystartować za wcześnie i żeby przeze mnie nie było dyskwy. Dopingowaliśmy każdą następną zmianę na brzegu basenu.
Redakcja: Co w sztafecie w sporcie niesłyszących jest największym wyzwaniem organizacyjnym i sportowym?
Wojciech Witecki: Chyba nie ma większych różnic, poza sygnałem startowym. Mamy sygnalizację świetlną przy słupkach (jak na skrzyżowaniu na ulicy – czerwone, żółte, zielone). Ćwiczymy zmiany sztafetowe na zgrupowaniach. Reszta jest dokładnie taka sama jak u słyszących.
Redakcja: Co zmieniło się w Twoim życiu po zdobyciu brązowego medalu Deaflympics?
Wojciech Witecki: Na pewno trochę byłem zakłopotany rozgłosem i wieloma gratulacjami jakie dostałem – nie spodziewałem się tego. Ale to było bardzo miłe. Czułem się doceniony za moją pracę. A najbardziej zmienił się chyba głód zdobywania kolejnych medali – teraz chcę więcej, czuję, że mogę się lepiej przygotować na następne Igrzyska. Ale najbardziej jestem z siebie dumny ze startu w Finale na 400m zmiennym. To było dla mnie coś niesamowitego, to wyjście, prezentacja, niesamowita nowa życiówka. Chcę kiedyś wygrać tą konkurencję. Zrobie wszystko, żeby tak się stało.

V. Bariery organizacyjne i systemowe
Redakcja: Czy sportowiec niesłyszący w Polsce ma dziś równe warunki rozwoju w porównaniu do zawodnika słyszącego?
Wojciech Witecki: Nie, nie ma. Musi walczyć o to, żeby móc trenować ze słyszącymi. Zresztą często zdarza się, że do zawodników Niesłyszących podchodzi się w sposób lekceważący. A my naprawdę trenujemy równie ciężko i systematycznie. No i sprawa np sponsorów – nikt niesłyszących nie chce sponsorować.
Redakcja: Jak oceniasz dostęp do zgrupowań, konsultacji szkoleniowych i startów międzynarodowych?
Wojciech Witecki: PZSN w trakcie przygotowań do ważnych imprez organizuje cykle szkoleniowe Kadry. Na poziomie wojewódzkim u nas w śląskim też nie ma problemu – biorę udział w zgrupowaniach Kadry. Natomiast w zgrupowaniach Kadry ze słyszącymi na poziomie krajowym nigdy nie brałem udziału – a myślę, że dałbym radę tam trenować z innymi. No ale pewnie się nigdy nie doczekam takiego powołania.
Redakcja: Czy proces powołań do kadry jest dla zawodników czytelny i sprawiedliwy?
Wojciech Witecki: U Niesłyszących tak. Trener główny Kadry powołuje zazwyczaj szeroką Kadrę na wszystkie zgrupowania.
Co do słyszących – ja obserwuję jak to wygląda i mam wrażenie, że to co na kartce jest z powołaniami nie pokrywa się z tym kto na zgrupowania jeździ. Mój kolega Kaczmarek niby jest w kadrze powołany a na żadne zgrupowanie nie był zaproszony. A to już nie jest sprawiedliwe, bo on jest jednym z najszybszych sprinterów w roczniku. Ale nie mamy chyba na to pływu.
Redakcja: Jakie problemy organizacyjne najczęściej pojawiają się podczas zgrupowań lub zawodów?
Wojciech Witecki: Jedyne problemy jakie się pojawiają na moich zawodach słyszących, to brak dostępności sygnału świetlnego startowego. W wielu miejscach tego nie ma. Innych problemów raczej nie widzę. U Niesłyszących – brak widowni. Jednak nam jest przykro jak mało kto kibicuje
Redakcja: Czy komunikacja ze strony związków i organizatorów zawsze jest wystarczająca i dostosowana?
Wojciech Witecki: No nie zawsze jest. Organizatorzy zawodów mogliby zawsze mieć dostępne światełko startowe. To by było wyciągnięcie ręki do niesłyszących zawodników.

VI. Finansowanie i wsparcie
Redakcja: Jak wygląda finansowanie sportu niesłyszących z perspektywy zawodnika – gdzie są największe luki?
Wojciech Witecki: Największe luki są na pewno tam gdzie przyznaje się nagrody w miastach czy urzędach wojewódzkich i nie ma dostosowanych regulaminów do ustawy o sporcie. W ustawie zawody Niesłyszących są traktowane na równi ze słyszącymi i para. W śląskim dopiero w tym roku dostosowano regulamin a wiele lat sportowcy Głusi byli pomijani. Poza tym wsparcie finansowe tak naprawdę my Niesłyszący mamy tylko z Ministerstwa. Inni mają jeszcze od sponsorów – my nie mamy nikogo. Ciekawi jesteśmy teraz po Igrzyskach w Tokio, czy wysokość nagród z Ministerstwa będzie taka sama jak dostali Olimpijczycy po Paryżu. Bo np w siedzibie PKOL nie było do tej pory nawet małej gablotki z sukcesami Niesłyszących. To jest przykre.
Redakcja: Czy koszty startów, sprzętu i przygotowań bywają barierą w dalszym rozwoju?
Wojciech Witecki: Tak. Jeśli nie ma się wsparcia u rodziców – to można pomarzyć tylko o zawodowym uprawianiu sportu.
Redakcja: Czy medal Deaflympics realnie poprawia sytuację finansową i organizacyjną zawodnika?
Wojciech Witecki: To na pewno poprawi. Czekamy na decyzję Ministra Sportu czy przyzna nam nagrody i stypendium olimpijskie. Będę mógł wtedy sam płacić za wszystkie rzeczy związane z moimi przygotowaniami. A na horyzoncie już jest wiele imprez międzynarodowych.
Redakcja: Jaką rolę w Twojej karierze odgrywa klub i rodzina w kontekście wsparcia finansowego?
Wojciech Witecki: Rodzice finansują wszystko od początku. W tym roku, kiedy dostałem stypendium przygotowawcze do Igrzysk z Ministerstwa to mogłem trochę ich odciążyć. Co do wsparcia finansowego klubu to chyba jest jaku wszystkich. Mamy treningi nieodpłatne, klub płaci nam za wyjazdy na zawody z kalendarza klubowego. I to chyba tyle. Klub nasz nie ma możliwości finansowych zbyt dużych.
Redakcja: Czy system nagród i stypendiów dla sportowców niesłyszących jest Twoim zdaniem adekwatny?
Wojciech Witecki: Jeszcze tego nie wiem jak będzie, bo to będzie moja pierwsza nagroda dopiero i stypendium. Wiem co jest na stronie Ministerstwa, jakie powinniśmy dostać ale czy tak będzie nie wiem. Do dnia dzisiejszego nie zostaliśmy zaproszeni jeszcze na spotkanie z Ministrem. Podobno ma to się odbyć w styczniu. Ale to jednak trochę smutne.

VII. Widoczność, promocja, świadomość
Redakcja: Czy Twoim zdaniem sukcesy sportowców niesłyszących są wystarczająco doceniane medialnie?
Wojciech Witecki: Nie, nie są. A często spotykamy się z komentarzami, że czemu my nie możemy startować w zawodach ze słyszącymi, tylko sobie swoje organizujemy. Często są to bardzo brzydkie komentarze. A ja bym wtedy chciał, żeby taka osoba się zamieniła ze mną na miesiąc. Na słuch. Niech zobaczy jak to jest i gdzie jest problem.
Redakcja: Jak reagujesz, gdy medal Deaflympics jest traktowany jako „mniej ważny”?
Wojciech Witecki: Jednak mnie to denerwuje. A najbardziej kiedy mówią to osoby ze środowiska pływackiego. Bo ja pracuję tak samo ciężko jak inni. Spędzam w wodzie w tygodniu po 11 treningów. Wyciskam siódme poty z siebie na siłowni. Na igrzyskach w Tokio było wielu pływaków Mistrzów Olimpijskich i takich co startowali nawet w normalnych IO – to dlaczego ktoś mówi mniej ważny? To mnie dotyka wtedy, jak mi ktoś mówi że jestem gorszy.
Redakcja: Co media mogłyby robić lepiej, by sport niesłyszących był bardziej widoczny?
Wojciech Witecki: Przede wszystkim się zainteresować. Teraz Igrzyska były w medialnej ciszy. A wie Pan jak to wygląda dla nas, że gdzie nas media miały? Nawet nie było pół relacji ze startów w tv…
Redakcja: Czy sport niesłyszących wciąż musi walczyć o swoje miejsce w świadomości kibiców?
Wojciech Witecki: Tak musi i nadal jest ściana z grubego betonu co nie możemy jej przebić. Kibice zazwyczaj nie wiedzą że my i nasze Igrzyska Głuchych w ogóle istnieją.

VIII. Przyszłość i zmiany
35. Gdybyś mógł wskazać jedną najpilniejszą zmianę systemową, co by to było?
Wojciech Witecki: Żeby PKOL wpisał sport Niesłyszących do siebie.
36. Jakie rozwiązania z pływania „słyszących” warto przenieść do sportu niesłyszących?
Wojciech Witecki: Wszystkie – chociaż u słyszących też jest trochę do poprawy. Powinniśmy iść w trenowaniu w nowości takie jak mają Amerykanie czy Australijczycy. Tak samo ciężko trenujemy a nie mamy takich sukcesów jak inne kraje.
37. Czy widzisz szansę na lepszą integrację obu systemów sportu w Polsce?
Wojciech Witecki: Tak, widzę. To kwestia dogadania się władz. Ale to trzeba robić już.
38. Jakie masz cele sportowe na najbliższe lata – indywidualnie i drużynowo?
Wojciech Witecki: Moim niespełnionym dotąd celem jest zdobycie medalu na MPJ u słyszących. A u Niesłyszących już jestem objęty programem przygotowań do przyszłorocznych ME i Młodzieżowych Igrzysk Europejskich w Niemczech, za dwa lata MŚ w Lublinie i za 4 lata Igrzyska Głuchych w Atenach – tam moim celem jest medal indywidualny.
39. Co motywuje Cię dziś najbardziej do dalszej pracy na treningach?
Wojciech Witecki: Chęć pokazania innym, że Głuchy może pływać tak samo dobrze jak słyszący. To mój cel.
40. Co chciałbyś powiedzieć młodym zawodnikom niesłyszącym, którzy dopiero zaczynają swoją drogę w sporcie?
Wojciech Witecki: Nie bójcie się spróbować i nie bójcie się mocnych treningów. Tylko ciężka praca prowadzi do sukcesu. A jak nie wiecie co i jak robić – pytajcie trenera. Warto być sportowcem, to uczy dyscypliny, wytrwałości i pomagania podnieść swoją ocenę. Rodzice Niesłyszących dzieci – szukajcie klubów gdzie mogą Wasze dzieci trenować, bo to wszystko się da zrobić. W wodzie wszyscy jesteśmy głusi – tak mówi moja Mama. Czyli jesteśmy równi.
Redakcja: Dziękujemy za rozmowę i samych sukcesów w Nowym Roku!
Wojciech Witecki: dziękuję i powodzenia dla SwimmPL.com w Nowym Roku!
Zdjęcia: archiwum domowe rodziny Witeckich

















Dodaj komentarz