Zuzanna Malinowska (2000), wychowanka WKS Śląsk Wrocław, po zakończeniu szkoły średniej podjęła decyzję o próbie znalezienia możliwości wyjazdu na studia i treningi do USA. Udało się jej dostać stypendium na Emmanuel University, gdzie kontynuowała karierę zawodniczą. Studia magisterskie i pracę asystenta trenera podjęła na Lewis University. Obecnie po zakończeniu studiów pracuje, jako asystent trenera na Lewis University
Jeden mail, który zmienił wszystko
Redakcja: Pamiętasz moment, w którym po raz pierwszy naprawdę pomyślałaś: „jadę do USA”?
Zuzanna Malinowska: Moment, w którym pierwszy raz pomyślałam, że naprawdę jadę do USA, był wtedy, kiedy dostałam maila od uczelni z potwierdzeniem, że zostałam przyjęta. Pamiętam, że byliśmy wtedy na obiedzie z rodzicami i moją siostrą. W tamtym momencie wiedziałam, że wyjazd na studia się uda.
Redakcja: Dziś wyjazdy do Stanów są w polskim pływaniu coraz częstsze, ale kiedy Ty podejmowałaś tę decyzję, byłaś jedną z prekursorek. Skąd w ogóle wziął się ten pomysł?
Zuzanna Malinowska: Pomysł na wyjazd na studia podsunął nam psycholog sportowy, którego serdecznie pozdrawiam, jeśli to czyta. Byłam też zainspirowana paroma starszymi pływakami, którym udało się już wyjechać.
Redakcja: Kto najmocniej wpłynął na Twoją decyzję o wyjeździe — trenerzy, rodzina, znajomi, a może ktoś, kto już wcześniej przeszedł tę drogę?
Zuzanna Malinowska: Decyzja o wyjeździe na studia była moja i byłam w niej cały czas wspierana przez moich rodziców. To Oni zachęcili mnie do tej przygody i odkrycia czegoś nowego, zostawiając jednak wolną rękę.
Redakcja: Kto realnie pomógł Ci przejść cały proces: kontaktów z uczelniami, formalności, decyzji sportowych i życiowych?
Zuzanna Malinowska: Dużą pomocą była Pani Ewelina z EGate, która wsparła mnie w szukaniu uczelni i załatwianiu wszystkich formalności wymaganych przed wyjazdem. Oczywiście, dużym wsparciem była moja rodzina.
Redakcja: Czy miałaś w tamtym czasie moment zwątpienia, że to wszystko może być zbyt duże, zbyt trudne albo zbyt ryzykowne?
Zuzanna Malinowska: Nie, nie miałam takich momentów. Przed wyjazdem na studia miałam okazję być w Stanach raz, więc sam kraj nie był dla mnie kompletną nowością. Jeśli chodzi o studia, to podeszłam do tego bez oczekiwań i z otwartą głową.
Redakcja: Co najbardziej przekonało Cię do amerykańskiego modelu łączenia sportu i edukacji?
Zuzanna Malinowska: Najbardziej zachęciła mnie możliwość wykorzystania lat treningów pływackich na coś nowego, jak studia za granicą, poznanie nowej kultury, miejsc, wielu ludzi. Dzięki temu, że można uprawiać sport i studiować, byłam w stanie wyjechać, zdobyć wyższe wykształcenie i kontynuować karierę pływacką.

USA – nowy świat, nowe spojrzenie na sport
Redakcja: Jakie były Twoje pierwsze wrażenia po wejściu w amerykański system treningowy?
Zuzanna Malinowska: Moje pierwsze wrażenie po wejściu w amerykański system treningowy było takie, że jest on o wiele lżejszy. Nie było robienia dużego kilometrażu przez większość sezonu. W drużynie, w której byłam, było podkreślane, że najważniejsze jest to, żebyśmy czerpali radość z tego, że możemy pływać. Ciężkie treningi i zadania nie były nam obce, jednak było też parę treningów tematycznych, jak na Halloween, żeby nam umilić i urozmaicić ten sport.
Redakcja: W jednym z pierwszych wspomnień z USA mówiłaś, że było więcej siłowni niż we Wrocławiu. Co jeszcze najbardziej różniło trening w Stanach od tego, który znałaś z Polski?
Zuzanna Malinowska: Jedną z dużych różnic było trochę mniej jednostek treningowych, które miały ogólnie mniejszy kilometraż. Było też więcej pracy nad techniką oraz współpracy drużynowej. Regularnie mieliśmy zadania, których celem było wzmocnić naszą współpracę. Dzięki temu było to naturalne, żeby zostawać po treningu i z innymi doskonalić naszą technikę. Pragnę też zaznaczyć, że tak było u nas na uczelni, więc niekoniecznie będzie to się tyczyło ogólnego „treningu w Stanach”.
Redakcja: Co z Twoich początków w USA zapamiętałaś najmocniej — pierwszy trening, pierwsze zawody, pierwsze zajęcia na uczelni czy może pierwszą tęsknotę za domem?
Zuzanna Malinowska: Mój pierwszy semestr pamiętam bardzo dobrze, ponieważ wszystko było nowe. Od tego, jak się na początek gubiłam na niewielkim kampusie, po pierwsze tygodnie zajęć, na których musiałam się wyjątkowo skupiać, żeby jak najwięcej zrozumieć. Najbardziej w pamięć zapadli mi jednak ludzie, których wtedy poznałam i do dziś są moimi bliskimi przyjaciółmi, których też serdecznie pozdrawiam.
Redakcja: Co było dla Ciebie trudniejsze na starcie: język, sport, nauka, organizacja dnia czy odnalezienie się w nowym środowisku?
Zuzanna Malinowska: Największą trudność na starcie sprawiała mi wtedy organizacja dnia. Ilość obowiązków, jakie miałam, była większa niż do tej pory i potrzebowałam chwili, żeby zorganizować to wszystko. Potrzebowałam trochę czasu, żeby się odnaleźć w nowym środowisku, ponieważ nie miałam wcześniej okazji przebywać w tak międzynarodowej grupie, jaką były nasza drużyna i uczelnia.
Redakcja: Jak wyglądał Twój typowy dzień jako zawodniczki NCAA w pierwszych miesiącach pobytu w USA?
Zuzanna Malinowska: Mój typowy dzień zaczynał się od treningu lub zajęć z rana. Potem szłam na śniadanie i w ciągu dnia miałam inne zajęcia. Czas pomiędzy zajęciami wykorzystywałam na prace domowe, odpoczynek lub kontakt z rodziną, z którą mogłam rozmawiać w konkretnych godzinach ze względu na różnicę czasu. Po obiedzie lub ostatnich zajęciach był trening popołudniowy, który składał się z siłowni lub drylandu, a potem było pływanie. Po treningu całą drużyną szliśmy na kolację do naszej kafeterii, w której spędzaliśmy dużo czasu, rozmawiając. Wieczorem robiłam zadania domowe albo u siebie, albo w bibliotece ze znajomymi. Gdy wieczory były wolne, spędzałam je ze znajomymi lub brałam udział w różnych wydarzeniach na kampusie.
Redakcja: Czy szybko poczułaś, że to miejsce może stać się Twoim drugim domem?
Zuzanna Malinowska: Od razu wiedziałam, że to miejsce musi stać się moim drugim domem, ponieważ miałam tam spędzić kolejne 4 lata. Z takim nastawieniem o wiele łatwiej było mi się zaadaptować do nowego otoczenia.
Adaptacja – największe wyzwanie nie było w wodzie
Redakcja: Jak zmieniłaś się jako zawodniczka po pierwszym roku w Stanach?
Zuzanna Malinowska: Po pierwszym roku w Stanach, zmieniła się moja perspektywa na pływanie. Pływanie w Stanach to sport tak samo drużynowy jak i indywidualny. Nasz trener też starał się, żebyśmy czerpali z tego radość. Przez to, że sezon jest tam krótszy niż w Polsce i biorąc to wszystko pod uwagę, pływanie stało się dla mnie bardziej przyjemnym sportem z mniejszą presją.
🔷️ Nowe otwarcie sportowe
Redakcja: Emmanuel pływałaś długie kraule, motylka i konkurencje zmienne. Który z tych obszarów dawał Ci największą satysfakcję i dlaczego?
Zuzanna Malinowska: Zmienny! Zdecydowanie styl zmienny dawał mi największą satysfakcję. Całą moją karierę pływałam długie dystanse na przemian z motylkowym. Na moim trzecim roku pojawiła się potrzeba, żeby ktoś płynął 400 zmiennym na mistrzostwach konferencji. Trenerzy zaproponowali mi tę konkurencję i zgodziłam się. Było to dla mnie jak złapanie świeżego oddechu i odkrycie czegoś nowego w sporcie, który uprawiałam przez lata. Bardzo pozytywnie wspominam te wyścigi.
Redakcja: Jak wspominasz lata 2019–2023 w Emmanuel University — bardziej jako czas sportowego rozwoju, dojrzewania życiowego czy może obu tych rzeczy naraz?
Zuzanna Malinowska: Na pewno był to miks tych dwóch aspektów. W części sportowej rozwinęłam się dzięki nowej perspektywie na pływanie, próbowaniu różnych nowych konkurencji, ale też nowemu sportowi, jakim był triatlon. Z drugiej strony, rozwinęłam parę nowych pasji i zainteresowań hobbistycznych i naukowych. Bardzo pozytywnie wspominam ten czas pod każdym względem.
Redakcja: Byłaś kapitanem drużyny w ostatnim sezonie. Jakie to było doświadczenie dla dziewczyny z Polski, która kilka lat wcześniej sama wchodziła do nowego świata?
Zuzanna Malinowska: Czułam się doceniona i bardzo dumna z tego, że mogę być kapitanem drużyny i pomagać innym w tej drodze, którą sama przeszłam.
Redakcja: Co dla Ciebie znaczyły mistrzostwa Conference Carolinas wywalczone z Emmanuel w 2020, 2022 i 2023 roku?
Zuzanna Malinowska: Mistrzostwa Conference Carolina’s były dla nas zawsze celebracją naszej pracy. To były piękne momenty, które mogłam dzielić z całą drużyną. Świętowanie razem przynosiło o wiele więcej radości niż sukcesy indywidualne.

Sport + nauka = realny system
Redakcja: Otrzymałaś Elite 23 Award za wyniki w nauce. Czy od początku miałaś plan, by być mocna nie tylko w wodzie, ale też akademicko?
Zuzanna Malinowska: Do dziś pamiętam, że na pierwszym spotkaniu drużyny, na którym ustalaliśmy cele na kolejny sezon, dowiedziałam się, że drużyna damska miała najwyższą średnią ocen w kraju w poprzednim roku. Wiedziałam wtedy, że nauka jest tak samo ważna jak sport i nie mogę zawieść mojej drużyny. Więc tak, od samego początku miałam plan, żeby mieć dobre wyniki akademickie, co skończyło się wyróżnieniem Elite 23.
Redakcja: Jak radziłaś sobie ze studiami w praktyce — z planowaniem czasu, zaliczeniami, projektami i presją sportową?
Zuzanna Malinowska: Wymagało to bardzo dobrej organizacji czasu i odpowiedzialności. Wszystko miałam rozplanowane i rozpisane wcześniej i dzięki temu byłam w stanie pogodzić naukę, sport, pracę, życie społeczne i czas dla siebie. Bywały semestry, w których było to bardzo trudne, ale wtedy trzeba pamiętać o swoich celach i iść do przodu.
Redakcja: Ukończyłaś studia jako valedictorian. Co Twoim zdaniem było kluczem do pogodzenia wysokiego poziomu nauki z pływaniem?
Zuzanna Malinowska: Kluczem do pogodzenia wysokiego poziomu nauki z pływaniem była organizacja czasu i zadań. Ze względu na dużą ilość obowiązków było to dużo planowania i odpowiedniej priorytetyzacji zadań. Dzięki temu i samodyscyplinie byłam w stanie ukończyć studia z najwyższym wyróżnieniem naukowym.
Redakcja: Czy Twój „amerykański sen” się spełnił, czy raczej okazał się czymś zupełnie innym niż sobie wyobrażałaś przed wyjazdem?
Zuzanna Malinowska: Przed wyjazdem nie miałam konkretnych oczekiwań. Byłam bardziej otwarta na przygodę i nowe doświadczenia.
Pandemia – czas wyzwań
Redakcja: Dwa lata Twojego życia w USA przypadły na czas pandemii Covid-19. Jak wyglądało wtedy codzienne funkcjonowanie zawodniczki i studentki?
Zuzanna Malinowska: Moje życie wtedy nie zmieniło się aż tak bardzo. Musieliśmy wszędzie chodzić w maseczkach, przestrzegać zaleceń szkolnych i sportowych. Treningi i zawody odbywały się normalnie, tylko z zachowaniem dystansów i robieniem testów na Covid przed wyjazdem. Zajęcia zostały przeniesione online, mimo to życie towarzyskie nie podumarło. Z drużyną widzieliśmy się codziennie na treningach, a z resztą znajomych na kampusie i innych spotkaniach.
Redakcja: Co było dla Ciebie najtrudniejsze w czasie pandemii: izolacja, niepewność sportowa, zajęcia zdalne czy ograniczenie kontaktów z rodziną w Polsce?
Zuzanna Malinowska: Najtrudniejsza dla mnie była ilość testów na Covid. Sytuacja była nowa dla wszystkich i, wiadomo, wszyscy próbowali to jak najlepiej opanować. W zamieszaniu wszystkich ciągle nowych zmian i procedur miałam to nieszczęście, że byłam w kwarantannie trzy razy. Dla jasności, moje wyniki testów zawsze były negatywne i nigdy nie miałam żadnych objawów. Jednak wyłączało mnie to z treningów i wychodzenia z akademika.
Redakcja: Czy pandemia czegoś Cię nauczyła jako sportowca i człowieka?
Zuzanna Malinowska: Nauczyło mnie to, że ważne jest, żeby się dostosować. Można mieć plany, ale jak pandemia nam pokazała, wszystko może zmienić się w krótkim czasie. Trzeba robić swoje i, jak to mawiał mój trener z gimnazjum, trzeba umieć się szybko adaptować. Jest to jedna z najbardziej przydatnych umiejętności życiowych. Pandemia i nagłe zmiany we wszystkim są na to idealnym przykładem.

Asystent trenera – naturalny rozwój
Redakcja: Równolegle weszłaś też w triathlon i kwalifikowałaś się do Nationals. Skąd wziął się ten dodatkowy kierunek i co dał Ci rozwojowo?
Zuzanna Malinowska: Na naszej uczelni utworzyła się drużyna triatlonowa, którą prowadził nasz trener pływacki. Zapytał mnie, czy chciałabym spróbować bez presji i oczekiwań i zgodziłam się. Ku zdziwieniu wszystkich udało nam się dostać na Nationals, na których zajęłyśmy 8. miejsce w 2021 i 6. w 2022 w dywizji drugiej. W moim ostatnim roku, podczas zawodów, doznałam sporej kontuzji po wypadku na rowerze, która drastycznie spowolniła mnie w triatlonie jak i w pływaniu. Pomimo to dołączenie do drużyny triatlonowej jest decyzją, której nie żałuję. Poznałam nowy sport, uwielbiałam treningi kolarskie i dzięki udziałowi w zawodach mogłam zobaczyć nowe miejsca w Stanach, takie jak Virginia czy Arizona. Do tego, wraz z drużyną, osiągnęliśmy wysokie wyniki w randze krajowej.
Redakcja: Jak wyglądał moment, w którym pojawiła się propozycja pracy w sztabie Lewis University? Czy był to plan, czy raczej naturalny rozwój wydarzeń?
Zuzanna Malinowska: Na studia magisterskie szukałam pozycji Graduate Assistant na różnych uczelniach. Wcześniej inne zawodniczki z Emmanuel miały tę pozycję w Lewis University, ale też parę moich znajomych było na tej uczelni. Po rozmowie z trenerem z Lewisa dostałam ofertę tej pozycji, którą zaakceptowałam. Uważam, że był to w miarę naturalny rozwój zdarzeń, ale też, jak to się śmialiśmy, pewnego rodzaju tradycja, ponieważ byłam kolejną absolwentką Emmanuel, która została GA w Lewis.
Redakcja: Czy już jako zawodniczka czułaś, że w przyszłości możesz zostać trenerką?
Zuzanna Malinowska: Nie planowałam zostać trenerką pływania. Po ukończeniu licencjatu, chciałam kontynuować edukację i jedną z opcji na zdobycie magisterki była pozycja GA. Stwierdziłam więc, że spróbuję czegoś nowego.
Redakcja: Jak wyglądał Twój pierwszy dzień po „drugiej stronie basenu” – już nie jako zawodniczka, ale członkini sztabu?
Zuzanna Malinowska: Moje pierwsze wrażenia po drugiej stronie basenu były czymś dziwnym i nowym dla mnie. Jeszcze niedawno to ja pływałam na treningu, a wtedy stałam na niecce basenu. Z jednej strony było to dla mnie łatwe, ponieważ wiedziałam, czego potrzebuje się ze strony zawodnika. Z drugiej strony, nie spodziewałam się liczby administracyjnych zadań, jakie trzeba wykonywać, żeby drużyna uniwersytecka płynnie funkcjonowała.

Praca Asystenta trenera w drużynie uniwersyteckiej
Redakcja: Jakie są Twoje główne obowiązki jako assistant coach w drużynie uniwersyteckiej?
Zuzanna Malinowska: Główne obowiązki graduate assistant obejmują pomoc w treningach, wszelkie aktywności rekrutacyjne, organizację noclegu, transportu, wyżywienia na zawody. Do tego są jeszcze takie aspekty jak zamawianie team apparel, zgłaszanie zawodników na zawody, prowadzenie zawodów w systemie Meet Manager oraz różne administracyjne zadania głównie od uczelni, USA Swimming i NCAA.
Redakcja: Czy odpowiadasz za konkretne grupy treningowe albo style pływackie?
Zuzanna Malinowska: W naszej drużynie nie było przydzielonych grup do danego trenera, jednak najwięcej czasu spędziłam z grupą długodystansową.
Redakcja: Jak bardzo Twoja praca polega na prowadzeniu treningu w wodzie, a jak bardzo na analizie, planowaniu i organizacji?
Zuzanna Malinowska: To zależy od semestru. W semestrze jesiennym więcej czasu się spędza na prowadzeniu treningu w wodzie i wszystkich zadaniach związanych z zawodami, których w tym okresie jest więcej. W semestrze wiosennym, sezon pływacki dobiega końca i jest wtedy więcej czasu na rekrutację i przygotowanie się na kolejny sezon.
Redakcja: Jak wygląda współpraca w sztabie szkoleniowym na amerykańskiej uczelni?
Zuzanna Malinowska: Uważam, że zależy to od uczelni i sztabu trenerskiego, do jakiego się trafi. W naszym przypadku wyglądało to tak, że zadania były rozdzielone pomiędzy wszystkie osoby, w przeciwieństwie do stricte przypisanych zadań. Celem było żeby każdy trener był na bieżąco w każdej sprawie. Główny trener zajmował się rzeczami najważniejszymi, ja i drugi asystent pomagaliśmy we wszystkim innym.
Redakcja: Czy Twoje doświadczenie jako zawodniczki NCAA pomaga Ci lepiej rozumieć zawodników, z którymi teraz pracujesz?
Zuzanna Malinowska: Tak, pomaga to. Lepiej rozumiem zawodników, ponieważ sama niedawno nim byłam i zmagałam się z podobnymi rzeczami.

Redakcja: Czy zdarza Ci się mówić zawodnikom: „ja też przez to przechodziłam”?
Zuzanna Malinowska: Tak, są przypadki, w których zdarzało mi się tak mówić, haha. W szczególności przy trudniejszych zadaniach długodystansowych.
Redakcja: Jak wygląda przygotowanie drużyny do sezonu NCAA z perspektywy trenerki?
Zuzanna Malinowska: Jeśli chodzi o przygotowania do sezonu i mojej pozycji, miałam więcej obowiązków, które dotyczyły organizacji transportu, ubrań, wyżywienia. Moim obowiązkiem też były różne dokumenty wymagane przez NCAA i USA Swimming. Trener główny zajmował się przygotowaniem całego planu treningowego – godziny treningów, siłownia, dryland, spotkania, praca nad techniką, zawody, itp.
Redakcja: Co najbardziej zaskoczyło Cię w pracy trenerskiej na poziomie uniwersyteckim?
Zuzanna Malinowska: Ilość dokumentacji, jaka jest potrzebna, żeby taka drużyna miała prawo funkcjonować. Będąc zawodniczką, nigdy się nad tym nie zastanawiałam, ale jest tego więcej niż się spodziewałam.
Redakcja: Czy praca trenera w USA bardzo różni się od tego, jak wyobrażałaś sobie pracę szkoleniowca w Polsce?
Zuzanna Malinowska: W tej sprawie mam tylko wyobrażenie i spekulacje co do tego, jak wygląda to w Polsce. Główna różnica jest pewnie w dokumentacji oraz w mniejszej wadze wyników naukowych sportowców. Uważam, że jest też trochę więcej pracy z rekrutacją, która często jest międzynarodowa.
Redakcja: Jak ważna w amerykańskim sporcie akademickim jest rola trenera jako mentora dla studentów?
Zuzanna Malinowska: Rola trenera jako mentora jest dość ważna. Jest on odpowiedzialny za drużynę, którą próbuje doprowadzić do najlepszych wyników. Trenerzy, z którymi miałam styczność, też przykładali wagę na rozwój naukowy i czysto ludzki. Z tego powodu miejsce mają rozmowy motywacyjne, planowanie, aktywności integracyjne dla drużyny, jak i spotkania indywidualne z trenerem, żeby omówić cele sportowe jak i naukowe.
Redakcja: Czy masz w swojej drużynie zawodników z Europy lub z Polski?
Zuzanna Malinowska: Tak, w drużynie, w której pływałam, jak i w tej, którą trenowałam, mieliśmy paru Europejczyków, w tym Polaków.
Redakcja: Czy Twoim zdaniem doświadczenie międzynarodowe pomaga w pracy trenerskiej?
Zuzanna Malinowska: Na pewno. Drużyny uniwersyteckie w Stanach mają wielu zawodników, którzy są zza granicy. Mimo że pochodzenia tych osób się różnią, wszyscy zmagają się z podobnymi zmianami. Jest to zmiana kultury, dla wielu języka. Jest się daleko od rodziny. System treningowy jest prawdopodobnie inny niż ten w ojczystym kraju. Wszystko to ma mniejszy lub większy wpływ na zawodnika i przez to, że sama przez to przeszłam, jest łatwiej to zrozumieć, pomóc, wytłumaczyć.

Redakcja: Jak wygląda proces rekrutacji nowych zawodników do drużyny uniwersyteckiej?
Zuzanna Malinowska: W dużym skrócie zaczynamy od nawiązania kontaktu z zawodnikiem. Zazwyczaj jest to droga mailowa. Są prowadzone rozmowy telefoniczne z zawodnikiem, żeby zobaczyć, czy obie strony są zainteresowane. Jeśli tak, to następnie jest oferta stypendium. Po akceptacji oferty następują rekrutacja do szkoły i podpisanie wielu dokumentów. W przypadku zawodników międzynarodowych dochodzi do tego proces wizowy.
Redakcja: Czy jako trenerka bierzesz udział w rekrutowaniu nowych pływaków?
Zuzanna Malinowska: Tak, należało to do moich obowiązków. Głównie zajmowałam się wyszukiwaniem zawodników i prowadzeniem wstępnych rozmów. Resztę procesu prowadzi trener główny.
Redakcja: Jakie cechy – poza wynikami – są dziś najważniejsze dla trenerów przy wyborze zawodnika do drużyny NCAA?
Zuzanna Malinowska: Bardzo dużą rolę mają wyniki w nauce. Rozmawialiśmy z wieloma wybitymi pływakami, których słabe wyniki w nauce od razu skreślały szanse na dołączenie do drużyny. Charakter danej osoby, jej zainteresowania poza pływaniem są też ważne, ponieważ trener sprawdza, czy odnajdzie się ona w drużynie. Dla wszystkich rozważających wyjazd moja rada jest taka, żeby być po prostu sobą!
Redakcja: Czy zdarza Ci się doradzać młodym polskim pływakom, którzy myślą o studiach w USA?
Zuzanna Malinowska: Tak, miałam okazję rozmawiać z paroma Polakami o temacie wyjazdu do USA. W sprawie doradzania, oprócz aspektów często omawianych, takich jak poziom drużyny czy kierunek studiów, patrząc z własnego doświadczenia, często polecam zwracać uwagę na rzeczy takie jak połączenia lotnicze, położenie szkoły (małe/duże miasto itp.), środowisko w danym mieście/stanie. Przykładowo, patrząc na położenie Lewis University, codziennie są bezpośrednie loty do Warszawy, jest się niedaleko od Chicago, a w okolicy jest dużo kultury polskiej. W zależności od uczelni będzie to wyglądać zupełnie inaczej, a są to nieoczywiste aspekty, które moim zdaniem warto wziąć pod uwagę.
Redakcja: Gdyby dziś zgłosiła się do Ciebie 16-letnia zawodniczka z Polski z pytaniem „czy warto jechać do USA?”, co byś jej powiedziała?
Zuzanna Malinowska: Powiedziałabym, że tak, jednak naprawdę zależy to od osoby. Dla mnie to była świetna decyzja i podjęłabym ją jeszcze raz. Zależy to jednak od charakteru, oczekiwań co do wyjazdu, drużyny i wybranej uczelni.
Redakcja: Czy czujesz się zawodowo spełniona?
Zuzanna Malinowska: Jako zawodniczka tak. Wyjazd do Stanów na studia i trenowanie tam pływania i triatlonu był doskonałym ostatnim etapem mojej kariery sportowca. Jeśli chodzi o resztę życia zawodowego, to uważam, że dopiero zaczynam.
Redakcja: Dziękujemy bardzo za rozmowę 🙂
Zuzanna Malinowska: Dziękuję również 🙂
Zdjęcia: archwum domowe Zuzanny Malinowskiej















Leave a Reply