Mateusz Szot, były pływak WKS Śląsk Wrocław i Juvenii Wrocław, trzy lata po ciężkim wypadku wraca do sportu i myśli o starcie w igrzyskach paralimpijskich w Los Angeles. Jego droga od śpiączki i paraliżu do przepłynięcia 1500 metrów na zawodach to historia niezwykłej determinacji.
Droga od wypadku do wody
Podczas pracy jako dekarz Szot spadł z rusztowania z wysokości pięciu metrów, doznając rozległych obrażeń: pęknięcia podstawy czaszki, wieloodłamowych złamań kręgów piersiowych i lędźwiowych, złamania łopatki i żeber. Trafił do śpiączki farmakologicznej na półtora miesiąca, przeszedł dwie operacje z powodu obrzęku mózgu i krwiaka.
„Nawet rodzice nie wierzyli, że mi się uda. Przyznam jednak, że i ja nie spodziewałem się, że będę w stanie przepłynąć aż 1500 metrów. Do tej pory na treningach przepływałem maksymalnie 300” – mówi Mateusz Szot.
W wyniku urazu prawej półkuli mózgu sportowiec zmaga się z silnym paraliżem lewej strony ciała. Mimo to kontynuuje codzienną rehabilitację i regularnie wraca na basen.
Postępy i codzienna walka
„Lekarze nie dawali nam żadnej nadziei. Mateusz miał być roślinką. Obecnie staramy się, by zaczął samodzielnie chodzić, bo wszystkie inne funkcje już wróciły” – przyznaje Renata Szot, mama zawodnika.
Szot samodzielnie wszedł schodami na Sky Tower – najwyższy budynek Wrocławia – oraz pokonał 2 kilometry z laską podczas Biegu Niepodległości. Rehabilituje się pięć razy w tygodniu, co najmniej raz trenuje w wodzie, pracuje także z logopedą.
Rodzina notuje widoczne postępy: coraz lepsze zginanie lewej nogi oraz pierwsze ruchy kciukiem lewej ręki. Priorytetem pozostaje pełna samodzielność i odstawienie wózka.
Cel: Los Angeles i dalsze marzenia
Ambicje Szota wykraczają poza powrót do sprawności. Myśli o igrzyskach paralimpijskich w Los Angeles i stawia sobie kolejne wyzwania.
„Całe życie trenowałem, dlatego nie wyobrażam sobie, bym teraz miał tego nie robić. Sport to wszystko, co mam, dlatego znów chcę go uprawiać wyczynowo” – podkreśla Szot.
Mimo że sparaliżowana część ciała działa jak „kotwica” w wodzie, pływak nie rezygnuje z marzeń i systematycznie zwiększa obciążenia.
Wsparcie i determinacja
„Dla nas priorytetem jest to, by był samodzielny, a wózek inwalidzki schować do piwnicy” – mówi Renata Szot.
Szot pozostaje przykładem dla osób w kryzysie. Zawodnik zachowuje optymizm i konsekwencję w treningu oraz rehabilitacji.
„Mam jeszcze dużo celów do spełnienia, więc nie zamierzam dramatyzować” – mówi Mateusz Szot.
Autor zdjęć: archiwum Mateusza Szota
FAQ
Kim jest Mateusz Szot?
Byłym pływakiem WKS Śląsk Wrocław i Juvenii Wrocław, wracającym do sportu po ciężkim wypadku.
Jakie ma najważniejsze osiągnięcie po wypadku?
Przepłynięcie 1500 metrów podczas zawodów oraz wejście schodami na Sky Tower.
Na czym polega jego rehabilitacja?
Ćwiczy pięć razy w tygodniu, trenuje w basenie i pracuje z logopedą.
Jaki jest jego sportowy cel?
Start w igrzyskach paralimpijskich w Los Angeles.

































Leave a Reply