Krzysztof Masiuk
Bartłomiej Kubkowski potrzebował pięciu prób, aby w końcu przejść do historii i przepłynąć Bałtyk ze Szwecji do Polski. Michał Tomaszowski kilka dni później pokonał Catalina Channel, rozpoczynając swoją drogę po Oceans Seven. Polska właśnie przeżywa niezwykły czas w pływaniu ekstremalnym. Warto więc przypomnieć człowieka, który podobne granice przesuwa od ponad dwóch dekad. Człowieka, który wszedł na Mount Everest, zdobył Koronę Ziemi, nurkował na głębokość 163 metrów, przepłynął La Manche, Catalinę, Gibraltar, Tsugaru, Cook Strait i Molokai, opłynął Manhattan, a w lipcu 2026 roku – w wieku 61 lat – domknął Oceans Seven.
Nazywa się Bogusław Ogrodnik.
I bardzo trudno odpowiedzieć na pytanie, kim właściwie jest.
Pływakiem? Himalaistą? Płetwonurkiem? Podróżnikiem? Prawnikiem? Trenerem? Człowiekiem sportów ekstremalnych?
Najbardziej pasuje chyba jedno określenie: człowiekiem, który całe życie sprawdza, gdzie naprawdę znajduje się granica ludzkich możliwości.

Kiedy jeden Everest przestaje wystarczać
Bogusław Ogrodnik urodził się 20 lutego 1965 roku we Wrocławiu. Ukończył Akademię Wychowania Fizycznego oraz studia prawnicze na Uniwersytecie Wrocławskim. Jego życiorys od początku wymykał się jednak prostym kategoriom. Sport, góry, nurkowanie, pływanie i dalekie wyprawy zaczęły tworzyć coś w rodzaju jednego, wielkiego projektu poznawania własnych możliwości.
Jednym z jego pierwszych wielkich celów była Korona Ziemi.
Ogrodnik zdobywał najwyższe szczyty kolejnych kontynentów. Były wśród nich Aconcagua, Elbrus, Kilimandżaro, Piramida Carstensza, Denali, Mount Vinson i przede wszystkim Mount Everest, na którego szczycie stanął 18 maja 2006 roku. Koronę Ziemi domknął wejściem na Mount Vinson na Antarktydzie w styczniu 2008 roku.
Dla większości ludzi byłoby to sportowe spełnienie. Dla Ogrodnika był to kolejny punkt wyjścia. Właśnie Everest stał się częścią jednego z najbardziej niezwykłych projektów w jego życiu.
Po jednej stronie znalazło się 8848 metrów nad poziomem morza. Po drugiej – 163 metry pod jego powierzchnią, osiągnięte podczas nurkowania technicznego w słynnym Blue Hole na Synaju. Różnica wyniosła 9011 metrów.
Tak powstał niezwykły rekord deniwelacji – różnicy wysokości pomiędzy najwyższym i najniższym osiągniętym przez niego punktem.
Człowiek, który wspiął się niemal dziewięć kilometrów ponad poziom oceanu, zaczął później szukać swoich największych wyzwań… właśnie w oceanie.
Z gór do wody
Ogrodnik nie wszedł do świata open water jako zawodnik, który przez kilkanaście lat ścigał się na olimpijskim basenie. Wybrał zupełnie inną drogę.
Interesowały go dystanse, zimno, prądy morskie, fale, samotność i wielogodzinne przebywanie w wodzie.
W sierpniu 2008 roku pokonał trasę przez Zatokę Gdańską z Helu w kierunku Trójmiasta. Przepłynięcie około 20 kilometrów zajęło mu 8 godzin i 46 minut. Było to pierwsze takie przejście tej historycznej trasy od ponad czterech dekad.
Z dzisiejszej perspektywy można potraktować ten wyczyn symbolicznie. Bałtyk pojawił się w historii Ogrodnika na długo zanim stał się areną pięciu prób Bartłomieja Kubkowskiego.
Kubkowski 2 sierpnia 2026 roku zrobił coś na zupełnie inną skalę. Po około 55 godzinach nieprzerwanego wysiłku wyszedł na plażę w Dziwnowie, pokonując około 160 kilometrów ze szwedzkiej Kåsebergi. Został pierwszym człowiekiem, który ukończył taką przeprawę przez Bałtyk ze Szwecji do Polski.
Ale filozofia stojąca za wyzwaniami Kubkowskiego i Ogrodnika jest zaskakująco podobna. Nie chodzi wyłącznie o dystans. Chodzi o wejście w środowisko, którego nie można kontrolować.

Gibraltar razem z synem
25 maja 2013 roku Bogusław Ogrodnik wraz ze swoim synem Maciejem pokonał Cieśninę Gibraltarską.
Ogrodnik przepłynął około 14 kilometrów oficjalnej trasy w czasie 5 godzin i 28 minut. Przeprawa była jednocześnie jednym z pierwszych elementów znacznie większej układanki, która wiele lat później miała doprowadzić go do Oceans Seven.
W jego sportowej historii rodzina pojawia się zresztą wielokrotnie. Z synem i córką startował również w przeprawach Zatoki Puckiej, a w 2013 roku Marta i Maciej towarzyszyli mu podczas wyprawy na Kilimandżaro.
To ważny element historii Ogrodnika. Bo jego kolejne wyzwania nie były tylko katalogiem rekordów. Z czasem stawały się sposobem życia.

La Manche. Drugi Everest
Potem przyszedł rok 2014. I próba, która na dobre umieściła nazwisko Polaka w światowej historii sportów ekstremalnych – Kanał La Manche.
34 kilometry w linii prostej pomiędzy Wielką Brytanią i Francją. W praktyce – ze względu na niezwykle silne prądy – często znacznie więcej.
Ogrodnik wszedł do wody w Dover. Po 20 godzinach i 33 minutach dotknął francuskiego brzegu.
W czasie przeprawy walczył z falami, zmieniającymi się prądami, meduzami i ogromnym zmęczeniem. Co pół godziny z łodzi podawano mu napoje i pożywienie. Nie mógł dotknąć łodzi ani korzystać ze wspomagającego stroju neoprenowego. Na łodzi była jego córka Marta.
Ogrodnik osiągnął coś niezwykłego: połączył zdobycie Mount Everestu z przepłynięciem English Channel.
Wtedy zaczęto mówić o nim jako o człowieku, który zdobył dwa Everesty – górski i pływacki. A przecież nie był nawet w połowie drogi.

Catalina. Tam, gdzie właśnie płynął Michał Tomaszowski
6 września 2016 roku 51-letni wówczas Ogrodnik wszedł nocą do Pacyfiku przy Santa Catalina Island. Cel znajdował się po drugiej stronie Catalina Channel – na wybrzeżu Kalifornii.
Dokładnie w tym samym miejscu, które dziesięć lat później stało się początkiem wielkiego projektu 23-letniego Michała Tomaszowskiego.
Ogrodnik pokonał Catalinę w czasie 13 godzin, 4 minut i 12 sekund. Oficjalne zestawienie Catalina Channel Swimming Federation umieszcza go wśród certyfikowanych zdobywców kanału.
Podczas przeprawy otrzymał około 30 porcji żywieniowych. Pił między innymi napoje węglowodanowe, gorącą herbatę, wodę i colę. Jadł czekoladę i produkty energetyczne. Pod koniec, gdy zmęczenie było już ogromne, obserwatorzy przestali nawet prowadzić część statystyk i skupili się wyłącznie na stanie pływaka.
Dziesięć lat później na tej samej wodzie pojawił się Tomaszowski. W sierpniu 2026 roku Polak przepłynął Catalina Channel, otwierając swój projekt Oceans Seven. Jego wyczyn miał dodatkowo wymiar charytatywny – przeprawę połączył ze zbiórką dla Fundacji Cancer Fighters.
I tu historia zatacza piękne koło. Kiedy Tomaszowski zaczyna swoją drogę do siedmiu oceanicznych przepraw, Bogusław Ogrodnik właśnie ją zakończył.

Manhattan i Potrójna Korona
Rok po Catalinie Ogrodnik pojawił się w Nowym Jorku. 23 lipca 2017 roku opłynął Manhattan.
Dystans około 46 kilometrów pokonał w 8 godzin i 13 minut. Tym samym ukończył legendarną Triple Crown of Open Water Swimming – zestaw trzech klasycznych wyzwań: English Channel, Catalina Channel, opłynięcie Manhattan Island.
Był pierwszym Polakiem, który tego dokonał, a potem po prostu szukał następnego celu.
Japonia, Nowa Zelandia, Hawaje…
20 września 2018 roku przyszła kolej na Tsugaru Channel w Japonii, oddzielający wyspy Honsiu i Hokkaido. Ogrodnik przepłynął około 19,5 kilometra w 12 godzin i 30 minut.
Do ukończenia Oceans Seven pozostawały kolejne kanały i właśnie tutaj jego historia mówi o nim chyba najwięcej.
Lata mijały, Ogrodnik miał 53, 55, później 59 i 60 lat i nie przestawał.
17 lutego 2025 roku przepłynął Cook Strait w Nowej Zelandii – 23 kilometry w 12 godzin, 18 minut i 56 sekund.
Jesienią ruszył na Hawaje. Molokai Channel, zwany również Kaiwi Channel, okazał się potwornie trudny. Wcześniejsze podejścia kończyły się niepowodzeniem. 8 października 2025 roku, mając 60 lat, przepłynął około 45 kilometrów pomiędzy wyspami Molokai i Oahu w czasie 21 godzin i 59 minut.
Było to jego trzecie podejście do tego kanału.
Pozostał jeden – North Channel.

61 lat. Ostatni kanał
North Channel oddzielający Irlandię Północną od Szkocji uważany jest za jeden z najtrudniejszych elementów Oceans Seven.
Zimna woda. Meduzy. Silne prądy. Pogoda, która potrafi błyskawicznie odebrać miesiące przygotowań. Ogrodnik próbował wcześniej przepłynąć, ale nie udało się.
W 2024 roku próba zakończyła się bez ukończenia przeprawy. W 2025 roku pogoda uniemożliwiła realizację planu.
Mógł powiedzieć: mam 60 lat, zdobyłem Everest, Koronę Ziemi, przepłynąłem La Manche, Catalinę i pół świata. Wystarczy.
W lipcu 2026 roku wrócił, mając 61 lat, Bogusław Ogrodnik przepłynął North Channel pomiędzy Irlandią Północną i Szkocją.
Oficjalnie jego wynik został odnotowany na poziomie 20 godzin, 46 minut i 53 sekund.
Ostatnia brakująca część układanki znalazła się na swoim miejscu. Oceans Seven – ukończone.
Po ukończeniu Oceans Seven został pierwszym człowiekiem w historii, który połączył zdobycie najwyższych szczytów wszystkich kontynentów z przepłynięciem siedmiu legendarnych kanałów świata – osiągnięciem określanym jako Double Sevens. Pierwszym został krótko wcześniej Amerykanin Rob Lea.
Polak znalazł się więc w gronie, które w chwili jego osiągnięcia liczyło… dwie osoby na świecie.

A przecież to wciąż nie wszystko
Próba stworzenia pełnej listy wyczynów Ogrodnika zaczyna przypominać spisywanie sportowej encyklopedii.
Pokonał Ice Mile – ponad 1600 metrów w wodzie o temperaturze około 3,9 stopnia Celsjusza. W 2021 roku ukończył Ironmana w Gdyni w czasie 15 godzin i 42 minut, dzięki czemu został zaliczony do grona „Iron Iceman”.
Pływał zimą i zdobywał medale zawodów pływania lodowego.
Pokonał dwukrotnie Cieśninę Mesyńską.
Płynął z Alcatraz do San Francisco.
Przepłynął Lake Tahoe, spędzając w wodzie ponad 24 godziny.
Pokonał trasę między Anacapa Island a kalifornijskim lądem i skompletował California Triple Crown of Marathon Swimming.
Brał udział w technicznych projektach nurkowych, eksplorował wraki na Pacyfiku i uczestniczył w wyprawach do miejsc, do których zdecydowana większość ludzi nie dotrze nigdy.
W 2018 roku wystąpił również na TEDx, opowiadając o cyklicznej strukturze celów i o tym, jak kolejne wyzwania mogą napędzać ludzką aktywność.
I być może właśnie to najlepiej wyjaśnia Bogusława Ogrodnika.

Nie rekord. Następny cel
W ostatnich dniach polscy kibice pływania zobaczyli dwa wydarzenia, które wydają się niemal nierealne.
Najpierw Bartłomiej Kubkowski po czterech wcześniejszych nieudanych podejściach po raz piąty wszedł do Bałtyku. Po około 55 godzinach wyszedł z niego w Dziwnowie.
Kilka dni później Michał Tomaszowski przepłynął Catalina Channel i postawił pierwszy znak przy swoim projekcie Oceans Seven.
Jeden dokonał czegoś, czego przed nim nie zrobił nikt, a drugi dopiero rozpoczął podróż, która może potrwać wiele lat.
A gdzieś pomiędzy nimi znajduje się historia Bogusława Ogrodnika – człowieka, który pokazuje, że wielkie wyzwania nie należą wyłącznie do dwudziesto- czy trzydziestolatków.
➡️ Catalinę przepłynął w wieku 51 lat.
➡️ Tsugaru – mając 53.
➡️ Cook Strait – mając 59.
➡️ Molokai – 60.
➡️ North Channel – 61.
To być może najbardziej niezwykła część całej tej historii – nie jeden rekord, nie jeden kanał, nie jeden szczyt. Ponad dwie dekady przesuwania kolejnej granicy, trzy pokolenia tej samej odwagi
Kubkowski, Tomaszowski i Ogrodnik realizują zupełnie inne projekty. Nie ma sensu ich porównywać i wskazywać, który wyczyn jest większy.
Bałtyk Kubkowskiego to ekstremalny dystans i niemal 55 godzin bez snu.
Catalina Tomaszowskiego jest początkiem projektu prowadzącego przez siedem legendarnych przepraw świata.
Ogrodnik ma za sobą drogę, na której znalazły się zarówno najwyższa góra Ziemi, jak i najtrudniejsze akweny kilku kontynentów.
Łączy ich natomiast coś znacznie ciekawszego – zgoda na możliwość porażki.
Ogrodnik nie zdobywał wszystkiego za pierwszym razem, Kubkowski cztery razy wracał z Bałtyku bez upragnionego sukcesu.
Molokai również wielokrotnie nie chciało wpuścić Ogrodnika na drugi brzeg, North Channel najpierw go zatrzymał.
W świecie, w którym sport pokazuje nam przede wszystkim medale, rekordy i zdjęcia ludzi unoszących ręce po zwycięstwie, open water przypomina brutalną prawdę – możesz przygotowywać się przez rok i przegrać z jednym prądem, jednym załamaniem pogody albo własnym organizmem.
A później pozostaje najtrudniejsza decyzja … czy wrócić? Bogusław Ogrodnik wracał, Bartłomiej Kubkowski wracał.
Jeżeli Michał Tomaszowski naprawdę chce zdobyć Oceans Seven, zapewne również będzie musiał nauczyć się wracać.

Człowiek, którego warto zapamiętać
Bogusław Ogrodnik nie zdobywa w Polsce popularności porównywalnej z największymi gwiazdami sportu.
A jednak, gdy spojrzymy na jego dokonania bez podziału na dyscypliny, otrzymujemy jeden z najbardziej niezwykłych życiorysów polskiego sportu ekstremalnego.
Do tego pływanie lodowe, Ironman, nurkowanie techniczne, dziesiątki wypraw i kolejne projekty.
Najciekawsze jest jednak coś jeszcze. Bogusław Ogrodnik urodził się w 1965 roku, w lipcu skończył swój projekt Oceans Seven jako 61-letni człowiek. I być może właśnie dlatego jego historia powinna dziś wybrzmieć szczególnie mocno, bo pokazuje, że wielkie cele nie mają metryki – mają tylko jedno pytanie – czy jesteś gotowy spróbować jeszcze raz?
Zdjęcia: archiwum Bogusław Ogrodnik











Dodaj komentarz